Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politycy. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 listopada 2023

W oczekiwaniu na powyborczą zmianę....

 Przyniosłam taką niepozorną książeczkę z osiedlowej biblioteczki. 

Przeglądam sobie i nagle buuum...


Aforyzm Urszuli Zybury - pasujący do obecnej powyborczej sytuacji tak, że aż mnie zęby zabolały.

                            

                  "NIEJEDNA UPADŁA WŁADZA PRZYGNIOTŁA NARÓD" !!!!!!!!

                                            Wyczekująca Kurodoma.

wtorek, 2 maja 2023

Od bandy do bandy - hot dog na zdrowie...

 Ja nic z tego nie rozumiem. Ten sam system zdrowia i dwa różne podejścia do pacjenta.

Moja historia.

Od dziecka mam dysplazje bioder. Dopóki byłam młoda dawałam radę, uprawiałam sporty jakoś specjalnie wada mi nie przeszkadzała, ale na starość niestety biodro wysiadło. Jak na razie prawe, ale z czasem lewe biodro też zmieni status z "naturalnego" na "żelazne".

Dobra zadziało się w moim prywatnym świecie, nie miałam czasu zająć się sprawą, jedyne co zrobiłam to zapisałam się w kolejce na operację - termin 2029 rok. Jakoś specjalnie mi nie zależało, jakoś jeszcze się "kulałam". Niestety ból z dnia na dzień stawał się nie do zniesienia - bolało jak siedziałam, leżałam, spałam o chodzeniu nie wspomnę. Myślę sobie zadzwonię, zapytam może da się przyspieszyć.

Jest Marzec 2023 roku.

Zadziwienie pierwsze.

Dzwonię i...się dodzwaniam. Przemiła pani informuje mnie, że jeśli mi bardzo zależy na terminie to mogę zadzwonić na oddział ortopedii i będę miała konsultacje za tydzień, a jeśli nie to w klinice będę miała konsultacje za pół roku (klinika i oddział ortopedii to ten sam szpital, ta sama sala operacyjna). Pani dodaje jeszcze, że jeżeli się zdecyduje to "oni mi tam krzywdy nie zrobią". Zgadzam się i mam za tydzień konsultacje.

Zadziwienie drugie.

Idę na konsultacje. Jestem sama jedna. Wychodzi pan doktor zaprasza do gabinetu, zbieram szczękę z podłogi i idę. Pan doktor mówi, że mnie zoperuje i zadzwoni do mnie OSOBIŚCIE wieczorem, i powiadomi mnie o terminie operacji, i jeszcze przeprasza mnie za to, że są w stanie przeprowadzić tylko trzy operacje dziennie. Ponownie zbieram szczękę i wychodzę.

Zadziwienie trzecie.

W osłupieniu przeżywam dzień - czekam na telefon. Pan doktor dzwoni o 22 w nocy i przeprasza mnie, ale dopiero o tej porze jest wolny. Podaje mi termin 07 maja 2023 rok. Podaje mi gdzie mam się zgłosić po skierowania na badania. Nie wierzę, że co, że już za dwa miesiące, że na NFZ, że dzwoni, że przeprasza.

Zadziwienie czwarte.

Mija połowa kwietnia. Dzwoni pan doktor i przeprasza, że musi przesunąć operację na 21 maja. Oddycham z ulgą nareszcie coś normalnie. Dwa tygodnie opóźnienia - w końcu normalność, ale, ale za dwa dni (wtorek) dzwoni...pan doktor i mówi "wypadło mi dwóch pacjentów - w poniedziałek mogę panią zoperować niech pani robi badania zdążymy. Wspaniały w szpitalu, a ja mam mieć operację. Zgodnie z zasadą "tu i teraz" zgadzam się nie pytam ani jak, ani co. Pan doktor mówi mi sam z siebie w poniedziałek operacja w czwartek wychodzi pani o kulach.

Zadziwienie piąte.

Wspaniały wychodzi ze szpitala ja idę do szpitala w niedziele. Tak w niedziele są przyjęcia. Jestem tak zdenerwowana, że ciśnienie mam 160/100, pan doktor mówi, żeby się nie przejmować. Odział zorganizowany i zdyscyplinowany. Przygotowania wg schematu. Dostaję ostatni posiłek.


Zaprzeczenie szpitalnych obiadów.

Zadziwienie szóste - operacja poniedziałek.

Jestem ostatnia w kolejce. Około drugiej po południu, jazda na blok operacyjny. Ruch jak w ulu. Znieczulenie w kręgosłup. Znieczula mnie ukraińska anestezjolog bólu nie czuję, ale słyszę wszystko i piłę, i wiertarkę, i młotek. Jest mi wszystko jedno. Przeżyłam. Wtorek rano ląduję na sali i...wstajemy, proszę państwa. W środę poranny obchód i pytanie Pana Doktora "wychodzi pani dziś, czy jutro?".

Wyszłam w środę. 

Podsumowując. Jeszcze nie pozbierałam szczęki z podłogi. Jeszcze nie wierzę, że jestem już po. To się zadziało w Polsce w kraju gdzie "marchewka dojrzewa"?


Niestety choroba Wspaniałego pokazała, że nie rozumiem tego jak działa system zdrowia w Polsce i nigdy nie zrozumiem.

Bez szczegółów, skrótowo. Wspaniały jest ciężko chory. Żeby skrócić czas oczekiwania na badania trzeba było najpierw udać się na wizytę prywatną, żeby pan doktor wyznaczył przyspieszony termin w przychodni na NFZ. 

Następnie TK i MRI jako tako w ciągu trzech tygodni. Wynik najważniejszego badania przetrzymany dwa tygodnie. Dzwonię pytam - nie ma i nie ma, i nie ma. Wspaniały wylądował w szpitalu wynik jest. Ja dzwonię już z czystej złośliwości, pani w przychodni mówi "wyniku nie ma".

Wspaniały ląduje w szpitalu wypisują go ze szpitala po dwóch dniach bez pomocy. Dostaje kolejne skierowanie do szpitala na CITO - jest Marzec - termin przyjęcia Maj.

Wspaniały słabnie, ewidentnie jest potrzebny zabieg na CITO, ale nie w maju. Na szczęście jest w rodzinie doktor "dobra dusza". Wspaniały ucieka "spod łopaty", ma zrobiony zabieg. Sytuacja "tu i teraz" opanowana. I to nie tak, że zabieg był fanaberią, to był ZABIEG RATUJĄCY ŻYCIE.

Ja wiem, że nie ma na świecie idealnej Służby Zdrowia, ale tak od "bandy do bandy"?

Moja operacja nie ratowała życia odbyła się "jak w raju".

Wspaniałemu zabieg miał uratować życie, a trzeba było poruszyć niebo i ziemie, żeby się odbył".

Na ten moment nie mam siły politykować, ale jak pokazali Obajtka, który na majówkę ogłosił "promkę" - "jak zatankujesz co najmniej 30  litrów paliwa to dostaniesz za darmo HOT DOGA " to absurd tej promocji, a szczególnie sposób jej ogłaszania (osobiście przez prezesa koncernu na konferencji prasowej ) udawadnia, że w kraju nad Wisłą absurd rządzi.


                                                  Zszokowana Kurodoma.

czwartek, 17 listopada 2022

Gdzie nie zajrzysz tam wojna...

 O uczuciach i walce o względną psychiczną normalność piszę krótko na Frigance.

Kiedy minął pierwszy szok, kiedy minęło uczucie, że wszystko we mnie umarło, kiedy byłam wstanie rano zwlec się z łóżka sama się zdziwiłam, że pomimo wszystko moja ciekawość świata nie umarła.

Ze zdziwieniem stwierdziłam, że studiowanie fizyki (oczywiście na poziomie kury domowej) szczególnie kwantowej przywraca mi spokój i równowagę. Rozumiem nie wiele, ale pocieszam się, że fizycy też rozumieją tylko troszeczkę.

                                              Trochę słucham wykładów naukowców np

                                                     i trochę też słucham nie naukowców.


Myślę, że to potrzeba zrozumienia "po co to wszystko?". Wspaniały zabrania mi używania słów " po co", ale ja słucham się tylko wtedy kiedy chcę tak więc dalej zadaję pytanie "po co to wszystko?" i jeszcze "dlaczego?".

Dlaczego? ma dla mnie szczególne znaczenie, dlaczego?  W kontekście wojny w Ukrainie i tego, że codziennie giną setki młodych i starszych chłopców na zupełnie bezsensownej dla zwykłych ludzi wojnie. 

Oczywiście spłycam bo wojna którą toczy Putin jest oczywiście w szerszym kontekście wojną mocarstw o dominację na świecie. 

Wielcy tego świata ustawiają grę na szachownicy, pionki giną jako pierwsze, a królowie jako ostatni.

Wojna mnie przeraża bo w młodości miałam dość długą fazę związaną z II wojną światową. 

Może przesadzam, ale ciągle myślę o tym, że ten konflikt rozleje się na inne kraje. Na razie dotyka nas niewygoda związana z ogrzewaniem i myślą o braku np prądu. Na osobistym poletku właśnie rezygnujemy z ogrzewania piecem węglowym i podłączamy się do centralnego ogrzewania bo pomimo, że będzie drogo to jednak taniej niż samodzielne ogrzewanie się węglem. Oprócz tego Wspaniały robi magazyn energii i zaczął się zajmować energią wiatrową.

Wspaniały nie wie w co ręce włożyć bo wszyscy do o koła wołają potrzebujemy fotowoltaiki, wiatraków i magazynów energii, a ilość laptopów do naprawy wzrasta lawinowo. 

Ukraina potrzebuje generatorów i magazynów energii sama już częstowałam herbatą pierwszych gości z Ukrainy. Przyjeżdżają po sprzęt i wiedzę.

Mam wrażenie jak nigdy, że wszyscy siedzimy na rozpędzającej się karuzeli w której już nie ma hamulców. Szczególnie, że nasz rząd nie jest rządem na ciężkie czasy. 

Myślenie o obronie własnej władzy jest wszechobecne, że nawet spadająca rakieta na teren Polski jest jak najbardziej "złotą rakietą" dla rządu prawych i sprawiedliwych. Zauważcie nie ma już afer w Polsce nikt już nie mówi o działkach pana Obajtka o finansowaniu kampanii wyborczej pana Brudzińskiego - nie jestem w stanie wymienić wszystkich afer i aferek zjednoczonej prawicy.

A "polskie internety" się - zastanawiają czy i jak prezydent Zełenski ma przeprosić Polaków za to, że Ukraina się broni i wypłacić odszkodowanie rodzinom zabitych. Dodam, że Ukraina broni też NAS.

                                        "Strach się bać, ale dobrze to już było".                 

                                                  Kurodoma.

Ps 

Co do rakiety która spadła w Przewodowie to wg niektórych dobrze poinformowanych źródeł będzie jeszcze nie jedna zmiana akcji czyli wersji skąd i dokąd leciała i czyja to rakieta była...

sobota, 9 lipca 2022

Ktoś tam miesza w tym kociołku...

Powody odejścia redaktora Lisa z Newsweeka,  jakoś mnie specjalnie nie zdziwiły. Już kiedy zaczynał karierę plotki o jego nie łatwym charakterze krążyły. Z racji jakiejś tam znajomości ze znajomymi, znajomych, którzy znali redaktora w młodości osobiście usłyszałam, że to człowiek delikatnie mówiąc trudny, ale dziennikarz z pasją. Tak więc jakby z mojej strony zdziwienia nie było.

Nie będę się wypowiadać o konkretnej sytuacji w Newsweeku, bo mnie tam nie było, nie będę nikogo potępiać ani nikogo wychwalać. Powiem tak: zespół wiedział nie powiedział, a jak powiedział to rozpętało się  małe piekło".

Moje zacięcie socjologiczne od razu wywołało burze myśli, stosunki społeczne temat rzeka, temat trudny i zawiły. Moje doświadczenie życiowe przywołuje wiele wspomnień.

Jesteśmy stosunkowo młodą demokracją na dodatek jesteśmy krajem w którym wpływ na stosunki społeczne ma wschód (historycznie bardziej zamordystyczny) jak i zachód (dłużej demokratyczny).

Zaczyna się w szkole - w szkole nikt nie uczy dzieciaków asertywności. Nauczyciel jest w klasie wyrocznią nawet jeśli jest "zamordystą/przemocowcem" to ani dziecko, ani rodzic nie ma większych szans na konstruktywną reakcję dyrekcji. Mam swoje lata odchowałam trzech potomków i nie jedną szkolną walkę stoczyłam z ciałem pedagogicznym. Z resztą sama jestem z wykształcenia pedagogiem i krótko uczyłam w szkole, a więc wkładam kij we własne mrowisko. Powiecie to było dawno. Tak tyle, że ja mam ciągłość bo teraz do szkoły chodzi mój wnuk i mam wrażenie, że szkoła nie wiele się przez minione lata zmieniła. 

Wspaniały, zawsze w dyskusjach o nauczycielach z którymi się zetknął podkreśla, że nauczyciel przepytuje ucznia tak, żeby udowodnić dzieciakowi, że ono nic nie wie/nie umie bo to on nauczyciel wie wszystko. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu stosunek  "mistrz - uczeń" tak wyglądał. Mój tata mi opowiadał, że jak przyszedł na warsztat w fabryce to mistrz kazał mu długo zamiatać podłogę zanim dopuścił go do maszyny. Tylko, że czasy się zmieniają, a my nadal tkwimy między wschodnimi, a zachodnimi wzorcami stosunków społecznych.

Po za tym w szkole dzieciak jest ciągle porównywany z innymi i wytwarza się między dzieciakami niezdrowy stosunek np do "kujona". Nie, nie podziw i chęć zaprzyjaźnienia się i skorzystania z wiedzy lepszego, tylko chęć "dowalenia" lepszemu - sprowadzenia go do "parteru". Nikt nie tłumaczy dzieciakom, że obie strony ten lepszy i ten słabszy mogą skorzystać na WSPÓŁPRACY.  Tylko uczenie w szkole PRACY ZESPOŁOWEJ może zmieniać powoli i żmudnie stosunki społeczne w życiu dorosłym.

A jak? Np gry sportowe zespołowe, ale tak, że do zespołu wchodzą nie same "asy", ale i ci dobrzy i ci słabsi. Albo praca na lekcjach w zespołach, ale mieszanych gdzie ten lepszy jest "szefem" i uczy się szefowania, a słabsi uczą się korzystania ze zdolności lepszego pod nadzorem mądrego nauczyciela.  Ideał powiecie. Wiem - to praca żmudna, wymagająca od nauczyciela kreatywności, ale możliwa do wykonania już na etapie przygotowywania nauczyciela do pracy. Oczywiście "ryba psuje się od góry", a na górze mamy ministra Czarnka, jego podręcznik "HIT" i kolejne stracone lata.

Przepraszam, nie da się krócej bo to temat rzeka.

Tak więc ze szkoły wychodzi zdolny dzieciak/przekonany o swojej wyjątkowości i tłumek dzieciaków przekonanych, że są gorsze i w zasadzie każdy lider/mistrz może udowodnić im, ich małość, a zwracanie się o pomoc do wyższej instancji nie ma sensu bo to zgłaszający najczęściej dostaje po głowie, a nie zgłaszany. 

Mam w pamięci mnóstwo przykładów ze szkolnych lat swoich i potomków, ale czy jest sens je przytaczać? Wy sami na pewno moglibyście podać ich mnóstwo.

Dobra i teraz po szkole idziemy w życie. Kurodoma poszła do pracy w szkole została wychowawczynią klasy pierwszej szkoły podstawowej, pełna zapału, szybko dostała po głowie od dyrekcji za to, że "klasa jest za kolorowa". Pozwoliłam siedmioletnim dzieciom ozdobić gazetkę ścienną na dzień kobiet, własnoręcznie wykonanymi rysunkami, a nie zdjęciami kobiet wyciętymi z żurnala mody.  Następnie usłyszałam, że mówię do dzieci zbyt prostym językiem. To tak na początek pracy, dyrekcja postanowiła pokazać młodemu nauczycielowi odpowiednie miejsce w szeregu. Dyskusja była bezcelowa, najważniejsze dla dyrekcji, po wizytacji na lekcji, były odpowiednio wypełnione rubryki w dzienniku lekcyjnym. Mogłabym długo w tym temacie. Mobbing? W tamtych czasach nikt o tym nie mówił - mówiło się, że trzeba zapłacić "frycowe". Potem jeśli nauczyciel okrzepł i sam stawał się dyrekcją robił najczęściej to samo młodym nauczycielom.

Dobra w tym momencie życia byłam pracownikiem i mi się nie podobało, ale w następnym etapie życia, zostałam pracodawcą i też mi się nie spodobało.

Kurodoma i Wspaniały założyli własny biznes i zatrudnili ludzi, sami stali się pracodawcami.. To były czasy schyłkowej "komuny" i początki "wolności" gospodarczej. W czasach świetności i marzeń o potędze zatrudnialiśmy do 20 osób. Ponieważ jak mówi mój brat "wy to dobrzy ludzie jesteście" dostaliśmy srogą nauczkę od pracowników i teraz Wspaniały woli pracować prawie sam. Wydawało nam się, że jeśli traktujemy ludzi po ludzku, płacimy dobrze za pracę, ale zwracamy uwagę na źle wykonaną pracę to jakoś da się pracować i się nie z "nie lubić". Niestety, przerobiliśmy wszystko okradanie, okłamywanie, wykorzystywanie, cwaniakowanie, wynoszenie danych i przekazywanie ich konkurencji. Przekonaliśmy się, że jeśli nie jest się dużą korporacją w której szef nie zajmuje się zatrudnianiem i zwalnianiem pracowników to bardzo trudno jest stworzyć zespół ludzi/pracowników, którzy nie będą widzieć w szefie wroga, który może ich zwolnić w każdej chwili. Po latach stwierdzam i jest to moje osobiste zdanie poparte tylko moim doświadczeniem życiowym, że bez zmiany systemu szkolnictwa, które by przygotowywało ludzi do współpracy nic się nie zmieni na linii pracodawca - pracobiorca. Bo my nie umiemy, bo nie uczymy się tego od dziecka, żeby na początku zatrudnienia negocjować warunki współpracy, a potem ich dotrzymywać z obu stron, a jeśli się nie da to się rozstać. Kodeks pracy nie załatwi tego za nas.

W naszym kraju jest takie przekonanie, że ten kto daje pracę to wykorzystuje, a ten kto świadczy pracę jest wykorzystywany. Władzy chyba nie zależy na zmienianiu tego stanu rzeczy bo skonfliktowanym społeczeństwem łatwiej się rządzi.

Dobra i teraz wracamy do tematu IV władzy w kraju moim ukochanym. Mam wrażenie, że ktoś miesza w tym kociołku. Ferment w mediach tzw opozycyjnych zaczął się od konfliktu w spółce Agora zarządzającej Gazetą Wyborczą o co chodziło? Każdy zainteresowany może poczytać w internecie. Jakoś mam wrażenie, że konflikt przygasł - komuś nie wyszło? Potem był redaktor Kraśko gwiazda TVN, okazał się delikatnie mówiąc nie być kryształowy - wylądował w szpitalu mam wrażenie, że się komuś udało. Teraz przyszedł czas polowania na Lisa i mam wrażenie, że się udało z nawiązką bo przy okazji rykoszetem dostaje całe środowisko "opozycyjnych" dziennikarzy (np Renata Kim, która zawiadomiła o mobbingowaniu pracowników przez Tomasza Lisa jego pracodawcę, po jednodniowym byciu bohaterką sama została oskarżona o zachowania mobbingowe i zaczyna się tłumaczyć).

Wnioski:

Dziennikarze są ludźmi i tylko ludźmi, politycy, pracodawcy, pracownicy są tylko ludźmi,  Kurodoma jest tylko człowiekiem - wszyscy powinniśmy podlegać takim samym obowiązkom i prawom. I jeśli ktoś zachowuje się nie zgodnie z prawem to powinien ponosić konsekwencje, ale nie tak, że np Kraśce wywleka się sprawę nie zapłaconych podatków (załatwioną przez niego) z przed pięciu laty akurat teraz, czy Lisowi sprawę niewłaściwego zachowania wobec pracowników o którym to zachowywaniu się wiadomo było jak zeznają niektórzy w środowisku dziennikarskim od lat.

                                                                A może jest tak?


                                                                   A może jest inaczej.

Kurodoma myśli sobie tak, że jeśli nie pojawi się grupa dziennikarzy nie zależnych od rządu, ale i niezależnych od pieniądza i etatów w oficjalnych mediach to świat demokracji jest skazany na zagładę. Nadzieje daje "wolny internet" i tzw zwykli klikacze którzy docenią prace np dziennikarza śledczego Tomasza Piątka i zechcą mu patronować własną kasą. Młodzi ludzie nie oglądają TVP, TVN oni buszują w internetach to jest ich świat.

A teraz trochę cynizmu jak byłam pracownikiem czułam się nie bardzo, a jak byłam pracodawcą czułam się jeszcze gorzej dlatego trochę zazdroszczę wolnym ludziom którzy własną twórczością zarabiają na życie, albo mnichom buddyjskim medytującym w odosobnieniu.

Tylko, że wszyscy musimy jeść, a żeby jeść to trzeba zarabiać - pat.

                                  Refleksyjna Kurodoma.


                                           


czwartek, 7 lipca 2022

Spis nierzeczywistej - rzeczywistości czyli kotłuje sie...

 To może na początek w punktach:

Najważniejsze: 

1/Ukraina trwa, chociaż jak to naprawdę jest/było na froncie to dowiemy się raczej po wojnie.

2/Tusk się radykalizuje cokolwiek to znaczy.

3/"Prawi i sprawiedliwi inaczej" nie oddadzą władzy łatwo, a być może nie oddadzą jej wcale. Być   może "zachachmęcą" kolejne wybory.

4/Z powodu pójścia w stronę "słońca narodu i rządu" Agnieszki Ścigaj, Kukiz na aucie - Kurodoma  bez zdziwienia i Kurodoma bez współczucia.

5/Dziennikarze "niezależni" wzajemnie się oskarżają, a raczej podgryzają.

6/Inflacja przyspiesza.

7/Raty kredytów "rosną, rosną - latem zimą i wiosną".

8/Pogoda wariuje i to mi ani trochę nie pasuje.

9/Z powodu wakacji od szkoły - ja pilnuje wnuków - wnuki pilnują mnie.

Każdy z tych punktów wymaga osobnego potraktowania. 

1/Najważniejsza jest Ukraina bo jeśli upadnie to nawet nie chce myśleć co to oznacza dla nas. Słucham, oglądam, analizuje, wpłacam i staram się nie tracić nadziei. Poraża mnie myśl o zabijanych i torturowanych ludziach - frustracja i przerażenie rośnie tym bardziej, że ja nic nie mogę.

Oglądam np tu:


I tu:


I jeszcze tu


I jeszcze słucham Jacka Bartosiaka, który super mówi o geopolityce. Na pewno znacie, a jak nie to posłuchajcie bo warto. Ja tak mam, że lubię wiedzieć co mówią z każdej strony. Mam jeszcze kilku twitterowiczów, których odwiedzam dla newsów. Nie wdając się we wszystkie niuanse, propagandowe sztuczki i rozgrywane interesy wszystkich ze wszystkimi, powiem w skrócie. Ukraina się broni, Stany jak na razie inwestują w tą obronę, ale dają do zrozumienia Europie, że fizycznie nie będą rozwiązywać wojny za państwa europejskie. Oczywiście zaraz odezwą się głosy, że to Ameryka jest winna bo ciągle "miesza" na świecie. Nie będę się wymądrzać bo każdy może posłuchać mądrzejszych ode mnie szczególnie Jacka Bartosiaka rozmów o geopolityce. Ja wiem i widzę, że Rosja/Putin chce świata uporządkowanego tak jak za mojego wczesnego życia, a ja tego nie chcę i jeszcze wiem, że potrzebujemy u nas w kraju mądrych polityków na te trudne czasy, chwilowo (mam nadzieję) mamy to co mamy więc obawiam się jakby bardziej i bardziej. Szczególnie z każdym ogłaszanym przez Błaszczaka zakupem broni, trochę takiej, trochę takiej i jeszcze prezes ogłosił, że zwiększamy liczebnie armię, a co z wakatami w już istniejących jednostkach, a skąd wziąć kadrę szkoleniową dla tych nie wyszkolonych. A w ogóle to jaka ma być ta nasza armia? Jaką ma mieć strukturę? Jak być dowodzona? itd Coś ktoś?

2/ Tusk się radykalizuje i centralizuje, a to w zasadzie oznacza, że - i tu duże "CHYBA" bo wróżką nie jestem, Tusk chce, żeby Platforma szła do wyborów sama. Powiem coś nie popularnego, ale wspólne listy są receptą na przegraną. Trzeba przynajmniej spróbować utwierdzić "wyborców mniejszego zła" (a tacy są w większości wyborcy po dobrej stronie mocy), że warto zagłosować na partię z dwucyfrowym poparciem w sondażach. Wyborcy lubią głosować na "dużą szansę, a nie mikroskopijną "szansunie". Szkopuł w tym, czy członkowie jego partii zechcą czynnie podjąć ryzyko bardzo trudnej kampanii wyborczej. (Rozbawiło mnie jak prezes jedynie słusznej partii na spotkaniu z wyznawcami odnosi się do słów Tuska, publiczność bije brawa, ale przecież taż publiczność nie ma okazji słuchać wypowiedzi Tuska bo TVP nie pokazuje wypowiedzi tegoż).

3/PiS, a raczej prezes nie odda władzy łatwo. Ma te swoje około 33% wyznawców, którzy powiem bardzo brzydko "choćby skały s...y" zagłosują na "umiłowaną partię" i nic nie poradzi tłumaczenie, że "pustym pieniądzem" nie da się najeść. Że zagrożeniem dla ich dzieci wchodzących w dorosłość nie jest Transseksualista, Gej, Uchodźca, Ateista, Singiel itp, ale władza, która skazuje ich wchodzące w dorosłe życie córki na śmierć z powodu skrajnie nieludzkiego ograniczenia prawa do aborcji nawet w wypadku zagrożenia życia matki. Że ich dzieci i wnuki będą spłacać długi zaciągnięte przez te rządy. Że i dla nich zagrożeniem jest władza, która stara się "odczłowieczać" ludzi, którzy się z nią nie zgadzają bo zawsze niespodziewanie  można się znaleźć z różnych przyczyn po drugiej stronie "istniejącego w każdym społeczeństwie elementu najbardziej zdemoralizowanego, podłego, animalnego - cytat z prezesa". "Oni nie animalni" już się umościli wygodnie w obecnej rzeczywistości politycznej, nie łudźmy się, że nie użyją "chwytów niedozwolonych", aby wygrać w nadchodzących wyborach.

4/Punkt czwarty, krótko Kukiz został zmielony, zjedzony i prawie wypluty - tyle w temacie.                       Kurodomie ani nie żal, ani Kurodoma nie współczuje.

6/Inflacja w czerwcu rok do roku wyniosła 15,6 gdzieś czytałam, że to rozwinięcie nazwy partii PiS - piętnaście i sześć. Jak na razie brzmi nawet dowcipnie, jeszcze się śmiejemy, ale pod koniec roku ma być ponad dwadzieścia. Analitycy ekonomiczni czarno wieszczą. Prezes nie ma pojęcia o ekonomii. Euro kosztuje 4,77 PLN - prezes czyta 3,00 PLN, ale zaznacza, że to u Niemców jakby ktoś chciał sprawdzić. GUS ogłasza inflacja 15,6 - prezes mówi GUS się myli. Rzeczywistość jest nierzeczywista i nie oczywista - nie wiem śmiać się czy płakać. 

7/Raty kredytów rosną, ale pan Glapiński pociesza "jeśli rosną to kiedyś zaczną spadać". To jest mądrość! Młodzi ludzie którzy wzięli kredyt na własne mieszkanie i zdecydowali się na dzieci zaufali państwu naszemu - teraz dzięki tej wierze mogą zostać bez mieszkania i wrócić z potomkami do rodziców. W Polsce kredyt hipoteczny nie jest związany z nieruchomością tylko z kredytobiorcą, a więc w przypadku kłopotów ze spłatą rat, zostajemy bez nieruchomości, ale za to z długiem i z potomkami co oczywiste. Czytałam, że większą traumą dla rodziców nie jest syndrom opuszczonego gniazda, ale powrót dorosłych potomków z potomkami do opuszczonego gniazda.

8/Pogoda wariuje. Albo ja się zestarzałam i nic mi nie pasuje, albo zmiany klimatyczne przyspieszyły bo stwierdzam, że nie ma pór roku. Niby jest letni Lipiec, a potrafi tak zawiać arktycznym zimnem, że wciągam futerko. To jest pierwszy rok, kiedy nie zamieniłam ubrań na podręcznym wieszaku z zimowych na letnie bo stwierdziłam, że się nie opłaca i tak korzystam z zimowych i letnich ubrań więc szkoda roboty.


PUNKT PIĄTY - dziennikarze, a w tle dyskusja o stosunkach międzyludzkich.

I to jest temat, który zasługuje na osobny post bo dotyka nie tylko sprawy "czwartej władzy" w naszym kraju, ale i stosunków pracy w której pracodawca mobbinguje pracownika, a pracownik mobbinguje pracodawcę i czego doświadczyłam będąc jednym i drugim. Osobny post w temacie pojawi się pojutrze.


9/Omówienie dziewiątego punktu i nie tylko na Frigance.

                           No to lecę na Frigankę Kurodoma.

            

PS

Napisałam post, czytam wiadomości i bum premier Boris Johnson składa rezygnację. O Mamo Złota co to znaczy dla wojny w Ukrainie? Komentatorzy uspakajają, że poparcie brytyjskiego rządu dla Ukrainy się nie zmieni, ale czy na pewno?  Nowa władza, nowa agenda? Zapinamy pasy, wstrzymujemy oddech znów się zakotłowało.         


niedziela, 5 czerwca 2022

Sezon na chrust uważam za otwarty...

 Wszyscy piszą o chruście co to nam miłościwie panujący polecają zbierać na zimę zamiast węgla, którego prawdopodobnie zabraknie zimą, a i cena będzie taka, że okaże się on cenniejszy od złota.

Twitter się gotuje w temacie chrustu, myślę sobie po co ja mam o tym pisać skoro wszyscy zainteresowani wiedzą i piszą, ale zaraz zaraz...

Piszmy, mówmy, przypominajmy w każdym poście na blogach, twitterze, na fejsiu, na istagramie, w rozmowach ze znajomymi i nieznajomymi, wszędzie - wzywam mówmy o chruście.

Niech słowo "chrust" zrówna się ze słowem "ośmiorniczki" niech nabierze mocy sprawczej "ośmiorniczek" i odsunie widmo trzeciej kadencji "prawych i sprawiedliwych inaczej".

Ktoś zaproponował na Twitterze, żeby odpowiadać komuś  kto opowiada jak to dobrze jest za obecnie miłościwie nam panujących "idź zbierać chrust", albo jak macie już kogoś dość to mówcie mu "już ty lepiej idź zbierać chrust". 

Opozycjo niech zdanie "zbieraj chrust" wejdzie do waszego słownika, jeśli do żelaznego elektoratu PiS nie docierają fakty z afer i przekrętów to może dotrze do nich, że nie długo może zabraknąć nie tylko węgla, ale i chrustu, a może też samych lasów.

To są zdjęcia z wczorajszego rowerowego spaceru po Trójmiejskim parku krajobrazowym:




Takie widoki są w zasadzie na każdej ścieżce przez las. Ja nie mogę się już odprężyć w lesie bo przejeżdżając obok tych ściętych pni klnę coraz soczyściej. To trwa już od kilku lat rządów tych rządów, niedługo nie będzie w lasach dużych drzew.

Musze przyznać, że po raz pierwszy i to chyba nie przypadek zrobiłam takie zdjęcie


                   Tak to ułożony w pryzmę CHRUST nie mogłam uwierzyć własnym oczom.


                                                                 Tak to chrust


                                                     O i tu też chrust, naczelnik kazał czy co...

Pierwszy raz odkąd fotografuję wycinkę zobaczyłam pryzmy ułożonego chrustu.

Tak więc proszę, błagam opozycjo i wszyscy ludzie "demokratycznej woli" i mówię teraz całkiem poważnie chwyćcie się tego chrustu i trzepcie temat do obłędu do szczęśliwego zakończenia "ich" panowania.

                                           Z nadzieją Kurodoma .

środa, 20 kwietnia 2022

Walka cywilizacji...

 Oglądam zdjęcia z Buczy. Oglądam Mariupol. Oglądam zburzone domy zrozpaczonych ludzi. Czytam o okrucieństwie i przemocy. Widzę uciekających ludzi.

Nie ogarniam, nie wierzę, nie mieści mi się w głowie, że tuż obok nas spadają bomby, są zabijani dorośli i dzieci, gwałcone kobiety, że najeźdźcy rabują i mordują...

Tak samo mi się nie mieści w głowie, że w Syrii dorośli i dzieci żyją w piwnicach. Tak samo mi się nie mieści w głowie masakra Tutsi w Rwandzie, Czerwoni Khmerzy w Kambodży i że był Hitler i Stalin i że ludzkość niczego nie zrozumiała, niczego się nie nauczyła. Nie mieści mi się w głowie, że człowiek może powiedzieć o innym człowieku "gorszy sort", że we Francji może wygrać Le Pen, że Orban już wygrał, a Niemcy się wiją w sprawie Ukrainy i jeszcze nie mieści mi się w głowie, że z tego dziecka wyrósł morderca:


Kotłuje mi się w głowie, wychodzę po zakupy i nie ma dnia żebym w sklepie nie spotkała kogoś mówiącego po ukraińsku.

To się dzieje naprawdę. Co rano budzę się i sprawdzam, czy jeszcze trwają, bo to jest walka cywilizacji.

Jak wielka jest odpowiedzialność wszystkich rządzących obecnie w Europie zachodniej, żeby udzielić wsparcia walczącym Ukraińcom. Oni walczą też za nas, oni cierpią też za nas.

To jest walka cywilizacji wschodniej z zachodnią.

Posłuchajcie tej rozmowy o genezie imperializmu rosyjskiego:


Dzisiaj czytam, że Stany, Kanada, Anglia, Holandia wyślą więcej ciężkiej broni dla Ukrainy. Czekam na każdą taką wiadomość. 

Jeśli zachód nie poradzi sobie sobie z Rosją teraz to nie chce nawet prorokować co się stanie z Europą za kilka lat.

Ciągle mam nadzieję, że tym razem ludzie po "dobrej stronie mocy się ogarną" i dadzą łupnia "imperium zła".

Trochę się zbieram do kupy po przejściach domowych o czym na Frigance, będę teraz częściej.

                 Kurodoma.

sobota, 23 października 2021

Ku pokrzepieniu...

 Dzisiaj będzie wbrew smutkowi, wkurzeniom, beznadziei i wszelkiemu politycznemu jojczeniu. Pójdę pod prąd i spróbuję Was trochę pocieszyć w tej jak ja to mówię w chwilach zwątpienia gówni..ej sytuacji. Poczytałam na blogach i stwierdzam, że po dobrej stronie mocy duch trochę podupada bo też sytuacja na świecie i w kraju naszym mocno, że powtórzę się gówni..a jest i pozornie nic nie wskazuje na to, że może się coś w najbliższym czasie zmienić.

Zło tryumfuje, ale i złu czasami nie wychodzi. I tak wstaję ja dzisiaj rano, walczę z kotem ( o czym piszę na Frigance) walczę, ale pomiędzy obsługą kota i prababci oczywiście robię prasówkę, a tam piszą o tym, że nasza noblistka pani Tokarczuk wystawiła na licytację swoje książki. Pamiętacie jak oszołomy ze złej strony mocy zrobiły akcje, żeby odsyłać pani Tokarczuk książki na znak protestu za słowa naszej noblistki w których to słowach pani Tokarczuk niepochlebnie wyrażała się o tym co obecny rząd robi z naszą rzeczywistością?

Tak więc oszołomy wysyłały książki popisane w stylu "Nie szkaluj Polski", "Dość szkalowania Polski", "Na Białoruś ją wysłać" no i te książki zostały zlicytowane za 40.322.43 PLN. Pieniądze mają być przekazane na rzecz organizacji LGTB +.  Spora kwota, ale najzabawniejsze jest to, że zostały zlicytowane 23 (słownie dwadzieścia trzy) książki. I tak sobie pomyślałam, że fajnie wyszło, prawicowa ekstrema dołożyła się do znienawidzonego LGBT.

Oczywiście natychmiast została stworzona narracja, że to sama Olga Tokarczuk popisała te książki, ale "Dziubki" z prawej strony zabolało? Zabolało.

Potem wysłuchałam bardzo ważnej rozmowy z Martą Lempart o tym co dotąd zdziałał Strajk Kobiet i co jest w planach. Podaję link do rozmowy bo warto posłuchać "Ku pokrzepieniu", nam się wydaje, że jak nie ma demonstracji to nic się nie dzieje, a to nie prawda bo się dzieje, potrzebna jest praca u podstaw. Szczególnie mi się spodobało to wspieranie młodych organizujących się i wspieranie samorządowców w terenie i zapowiedź próby wywierania nacisku na partie żeby na listach wyborczych zaczęli umieszczać ludzi sprawdzonych i polecanych przez np Strajk Kobiet.

ROZMOWA Z MARTĄ LEMPART

I jeszcze, byłam na demonstracji w obronie naszej obecności w UE. Mam problem z chodzeniem, ale wzięłam kulę i się dowlokłam.

I pomimo marnej organizacji, braku energii tłumu, zapału i w ogóle wbrew całemu jojczeniu dobrze się poczułam bo byłam, bo było sporo ludzi, bo jeszcze dobrej stronie mocy się chciało.




Bo moi przyjaciele też byli, bo byliśmy razem, bo gdański ratusz taki piękny, bo wierzcie mi jeszcze będzie przepięknie.
I jeszcze zaryzykuję, może się spełni może się nie spełni, ale myślę, że jeszcze tylko do Lutego i nie wiem dlaczego tak mówię.

                                       Dzisiaj taka jakaś Kurodoma.


sobota, 25 września 2021

Zarządzanie przez konflikt - to się nie może dobrze skończyć...

No i mamy sprawę z sąsiadami Czechami o kopalnię Turów.

Płacimy karę finansową (do końca tygodnia 16 mln PLN) za niedogadanie się 

w sprawie szkód górniczych jakie Czesi nam wytykają żądając zamknięcia kopalni.

Polski rząd twierdzi o przepraszam, judzi nas na Czechów, a przecież już sześć lat temu

było wiadomo, że woda "ucieka" ze studni po Czeskiej stronie, że trzeba wyłożyć 

trochę kasy i zabezpieczyć Czechów przed szkodami górniczymi.

Sprawa dotyczy raptem dwóch czeskich wiosek, chodzi o pogłębienie

studni i wybudowanie ekranu odgradzającego od hałasu generowanego

przez kopalnie.

Dlaczego tego nie zrobiono?

Ano, albo głupota, albo patrzenie tylko na słupki poparcia,

albo umiłowanie prezesa do zarządzania przez konflikt.

Pan Duda grzmi, że jeśli zamkniemy kopalnię to będziemy musieli kupować 

prąd od Niemiec.

Premier Morawiecki nie jedzie na szczyt V4 bo jest w sporze z Czechami

"nie wejdę do piaskownicy bo Czesio jest be".

Rzecznik rządu mówi "Polska nie zmieni swojej decyzji w sprawie Turowa".

Europoseł Saryusz - Wolski komentuje to, że Niemcy włączają się do sporu 

zjadliwym pytaniem "Dwóch na jednego?"

itd.

Zastanówmy się do kogo, do jakiej części elektoratu jest skierowany przekaz,

że Polska się nie ugnie, że Polska nie po to wstała z kolan żeby znowu uklęknąć.

Elektorat PiS jest nie przemakalny, maniakalno narodowościowo dumny.

Aktorka Ewa Dałkowska, której blisko jest do PiS powiedziała w udzielonym wywiadzie,

że "Zaklinam rzeczywistość, po prostu wierze w ich dobre intencje. Nie patrzę od strony

afer, świństw czy złych pomysłów. Widzę, że chcą dobrze (...)

Cały wywiad tu


O mamo jak ja mam dość tych wszystkich farmazonów o dumie narodowej,

o godności "Polaka swojaka".

Na granicy znaleziono czwarte zwłoki uchodźcy, a co ma do powiedzenia

nie mój premier - mojego kraju, że ponieważ przy zwłokach nie znaleziono

dokumentów tożsamości to i słuchajcie to powiedział premier:

"postaramy się, aby ci ludzie nie pozostali anonimowi".

Powiem, że mało nie zwymiotowałam jak tego słuchałam.

Nie damy im jeść, nie odziejemy tylko pochowamy w nie anonimowym grobie.

Janina Ochojska chciała dojechać do granicy, żeby zobaczyć co się tam dzieje,

nie wpuścili "bo takie jest zarządzenie".

Gdzie jest "Czerwony krzyż", Wspaniały się doczytał, że na podstawie

jakiś umów międzynarodowych "Czerwony krzyż" ma prawo wjechać z pomocą

wszędzie i co i nic.

Nie wiem czy zauważyliście, że coraz częściej komentatorzy nie mówią

o polityce państwa polskiego tylko mówią o polityce Kaczyńskiego.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Polska 36 milionowy kraj będący

jeszcze w EU jest zależna od humoru jednego człowieka - Jarosława Kaczyńskiego

i że ten człowiek nie umie nic sensownego wymyśleć oprócz konfliktu.

Konfliktuje nas ze światem zachodnich wartości i pcha nas w stronę wschodu.

To jeden z moich ulubionych demotywatorów dotyczących tego jak rządzi

się elektoratem PiS.


I na koniec pytanie retoryczne, jak IM (elektorat PiS) pokazać, że prezes

ich wykorzystuje i robi ich w balona - nie da się bo ONI (elektorat PiS)

"zaklinają rzeczywistość".


A teraz idę ze Wspaniałym na rower, bo mam urodziny o czym na Frigance

i muszę odreagować.


                                       Kurodoma


niedziela, 5 września 2021

Matrix mnie sprawdza...

 Opowiem Wam co mi się przytrafiło i jest to prawda.

Nie zmyśliłam, nie wymyśliłam tej sytuacji ona się

wydarzyła naprawdę.

Ostatnio wiadomo rozmawiamy  o uchodźcach na granicy

białorusko polskiej.

Mój pogląd na sprawę wyraziłam w poprzednim poście.

Uważam, że nie udzielanie pomocy humanitarnej ludziom

jest cofaniem się w rozwoju cywilizacyjnym.

Ogłoszenie stanu wyjątkowego przy granicy tylko po to,

żeby dziennikarze nie mogli relacjonować sytuacji uważam

za kolejny dowód na to, że demokracji w Polsce już nie ma.

I tak sobie uważam siedząc wygodnie w fotelu i uważam

i nagle "MATRIX" postanowił sprawdzić te moje "uważam"

empirycznie.


Dzwonek do drzwi wstaje otwieram, za drzwiami stoi młoda

kobieta ubrana w bluzkę z krótkim rękawem i dresowe spodnie

w ręku trzyma pustą "reklamówkę".

Pytam:

- O co chodzi?

Pani odpowiada ze wschodnim akcentem:

- Pani czy pani nie ma czegoś na ręce jakiejś bluzy, albo

  sweterka bo mi się coś zrobiło i mi tak zimno?

Ja zaskoczona (bo w miarę ciepło na dworze) w pierwszym odruchu mówię nie mam, 

chcę zamknąć drzwi, ale jakoś nie potrafię, bo ja mało asertywna jestem, a poza 

tym z reguły rozmawiam z ludźmi więc dopytuję:

- Ale dlaczego pani nie pójdzie do domu?

Pani odpowiada:

- Ale ja mam daleko do domu.

No i co? No i biorę sweterek z wieszaka i daję.

Pani dziękuje, zakłada pospiesznie sweterek i znika za zakrętem.


Zamykam drzwi, siadam na fotelu i tak sobie myślę.

Może ta pani była normalna, może nie normalna, może

mówiła prawdę, może nie mówiła prawdy, ale mam

"pierdylion" sweterków więc podarowanie jednego

osobie, której ten sweterek może poprawić nastawienie 

psychiczne do świata, a może faktycznie ogrzać nie jest wielką sprawą.


U nas  na dzielnicy mieszka i pracuje mnóstwo Ukraińców.

Codziennie jakaś Pani z Ukrainy obsługuje  mnie w sklepie.

Mieszkają też Cyganie w opuszczonej posesji.

Muszę przyznać, że są uciążliwi szczególnie dla 

firmy wystawiającej kontenery na odzież używaną

bo systematycznie rozwalają kontenery i wywlekają

ubrania na pół ulicy, ale jakoś żyjemy i nikt mam

nadzieję nie myśli o "pogromach".

Czasem "popsioczę" jak zobaczę rozrzucone ubrania.

Nie wiem ile lat już cyganie mieszkają w opuszczonym

domu, ale z dziesięć na pewno.


Oglądam w TV transmisję z przylotu do Polski uchodźców

z Afganistanu.

Pan rzecznik peroruje jak to państwo polskie współpracuje

z NATO I na prośbę Amerykanów przyjmuje uchodźców.

Rozstawione namioty na lotnisku, tłumacze, lekarze, psycholog,

potem hotel i kwarantanna...

I tak oglądam i robi mi się mocno nie dobrze - tutaj ustawka

dla mediów, tam na granicy nie ma już mediów i nie ma chleba,

i soli też nie ma, i już się nie dowiemy co się stanie z ludźmi 

koczującymi w błocie.

I tam i tu ludzie...

Jak myślicie po co rządowi ten jak mówi redaktor 

Żakowski "Stanik wyjątkowy"?

Czy nie po to żeby sprawdzić naszą reakcję i przyzwyczaić

nas do sytuacji.

A potem można wprowadzić "Stanik wyjątkowy" to tu

to tam i ograniczyć prawa obywatelskie tam gdzie trzeba.

Przecież już przyzwyczaili nas do tego, że wszelkie 

zgromadzenia są nie legalne, nikt tego nie odwołał.


Ten rząd jedzie jeszcze na strachu, są mistrzami straszenia.

Mają czym, a to pandemią, a to uchodźcami, a to UE.


Co nam w tej sytuacji pozostaje?

Może ludzki odruch i manifestacja?

Zauważyłam, że nasze oflagowane rowery wzbudzają 

coraz większe zainteresowanie.

Ludzie się oglądają.

Chcę wierzyć, że ta manifestacja ma jakiś sens bo inaczej...

"Jak żyć panie premierze, jak żyć?".


                                                Refleksyjna Kurodoma.




środa, 25 sierpnia 2021

Uchodźcy na granicy i co...

Oto oficjalne stanowisko Kurodomy w sprawie uchodźców na 

granicy z Białorusią:

-W państwie prawa:

Uchodźców należy przewieźć do ośrodka dla uchodźców, przyjąć

od nich wnioski o ochronę międzynarodową, jak najszybciej

rozpatrzyć wnioski i dalej postępować zgodnie z procedurami.

(Tylko czy my mamy jakąkolwiek politykę imigracyjną, procedury?)


- W państwie dbającym o prawa człowieka:

Należy dostarczyć koczującym ludziom jedzenie, picie, ciepłe i suche ubrania,

leki, toi toi i jedzenie dla kota i wtedy dalej czochrać się z Łukaszenką.

(przecież jesteśmy państwem pielęgnującym wartości chrześcijańskie,

miłosierdzie chrześcijańskie jest nakazem dla partii prawicowych - ironia.

Wydaje mi się, że więcej miłosierdzia mają w sobie "lewacy i lewaczki

z wąsami").


- W państwie wolności słowa.

Należy dopuścić dziennikarzy do obserwowania sytuacji.

Samochody zasłaniające widok, jazgot kogutów na samochodach,

zamaskowani żołnierze i strażnicy graniczni.

Czego się wstydzimy? 

Przecież wg pisowskich organów propagandy Polska tylko broni

swoich granic.


Ktoś powie Kurodoma, gdyby to było takie proste...

Wiem, że sytuacja nie jest prosta, jest bardzo, bardzo skomplikowana.

Imigracja już jest, a będzie coraz większym wyzwaniem

dla świata zachodniego.

Nasz parlament powinien już dyskutować i zastanawiać się nad

polityką imigracyjną, nad procedurami, przepisami, sposobami

ochrony granic.

Powinnyśmy już dyskutować na forum UE jak radzić sobie

z ochroną granic, z napływem imigrantów ekonomicznych,

politycznych, klimatycznych.

(Przeraża mnie, że jesteśmy skłóceni ze wszystkimi państwami

wokół)

W tej sprawie nie ma mądrych.

Tylko na podstawie doświadczeń państw, które przyjęły

dużo uchodźców, w międzynarodowej dyskusji można wypracować

jakąś ścieżkę postępowania.

Uważam, że czerwona lampka świeci już jak oślepiający neon, a nasi

prawi i sprawiedliwi zajmują się załatwianiem, swoim intratnych

posad i napuszczaniem społeczeństwa na OBCYCH.

Za chwilę ruszy rzesza uchodźców, nie jesteśmy na nią gotowi i rząd nie robi

nic w tym temacie.

O przepraszam, ROBI - straszy i wzbudza nienawiść do imigrantów,

dobrze nie będzie.


                                  Kurodoma.


piątek, 20 sierpnia 2021

Wygrałam z policją.

 Cztery miesiące nie pisania.

O mamo złota cztery miesiące nie wierze.

To nie jest tak, że nie ma o czym pisać wprost przeciwnie ilość

wydarzeń w Polsce i na świecie, i prywatnie przygniata.

Coś mnie zadziwi i już mi się wylewa, siadam żeby o tym napisać,

a tu "surprise" nowe zadziwienie i "zonk" o czym pisać o tym

starym? czy o tym nowym?, a może o tym najnowszym?


Kto mnie czyta ten może pamięta, że miałam wypadek na rowerze,

o wypadku można poczytać TUTAJ, o wizycie na policji TUTAJ.

W skrócie pan kierowca zgarnął mnie na przejeździe rowerowym.

Mało nie zabił. Policjant na miejscu wypadku stwierdził, że nie jechałam

po ścieżce rowerowej i chciał ukarać mandatem.

Nie wyraziłam zgody więc sprawa poszła do sądu.

Wydawało mi się, że pójdę na policję, przedstawię zdjęcia i udowodnię

rzecz oczywistą, a usłyszałam, że to co powie policjant na miejscu

jest święte i nie ma znaczenia co udowodnię sprawa i tak pójdzie

do sądu i poszła.

Na pierwszej rozprawie w sądzie (nomen omen) karnym i słowa

sędziny "stawiła się obwiniona z pełnomocnikiem" wywołały

we mnie nie miłe uczucie dyskomfortu - obwiniona, ja?

Odbyła się pierwsza rozprawa, sędzia nie miała pojęcia o przepisach,

ale Kurodoma się przygotowała zdjęcia z miejsca wypadku, przepisy

o ruchu drogowym, adwokat.

Najlepsze były zeznania sprawcy.

Dowiedziałam, że pan kierowca pomógł mi wstać - sama w szoku wstałam natychmiast.

Wezwał karetkę - nie wiem kto wezwał, ale nie przypuszczam.

Poskarżył się sądowi, że pani czyli ja byłam nerwowa i wyzwałam go od głupków,

(uważam, że zachowałam się bardzo kulturalnie, bo powinnam wyrazić się dosadniej),

a w ogóle to on też dostał mandat.

Sędzia zapytała za co? Pan kierowca powiedział, że za brak papierów (samochód nie miał

przeglądu).

Dobra - Pani sędzia po ponad godzinie rozprawy stwierdziła, że w zasadzie ma wszystko,

ale chce jeszcze odpowiedzi z urzędu miasta czy droga po której jechałam

to jest ścieżka rowerowa czy nie?

I tu Kurodoma stwierdziła, że sprawę przegrała i ma wyrok skazujący jak w banku,

a dlaczego? bo po wypadku w ramach zapytania obywatelskiego

zapytałam o to urząd i dostałam odpowiedź, że ścieżka rowerowa jest, ale 

przejazdu pomimo istniejących znaków drogowych nie ma!

Sądowi o tym nie powiedziałam bo odpowiedź miasta była wg mnie kuriozalna.

Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy.

Na drugiej rozprawie Wysoki Sąd stwierdził, że nie dostał jeszcze odpowiedzi

z miasta i wyznaczył kolejny termin rozprawy, już trzeci w g.....nianej sprawie

stłuczki rowerowej - nadmienię, sąd karny który sądzi ciężkie przestępstwa.

Na trzecią rozprawę nie poszłam, poszedł mój adwokat bo stwierdziłam, że i tak przegrałam

to jeszcze pochodzę do sądu w sprawie odwołania.

No i dzwoni adwokat i melduje, że WYGRAŁAM i jestem NIEWINNA,

bo miasto napisało, że jechałam po ścieżce rowerowej z przejazdem!


O "tempora o mores". Obywatelowi miasto odpowiada, że nie ma ścieżki i na drzewo,

a sądowi, że jest ścieżka i jest przejazd - Paragraf 22!

Bo gdyby się okazało, że nie było przejazdu to można by oskarżyć

miasto, że większa część ścieżek rowerowych w mieście nie jest 

ścieżkami, jest źle i nie chlujnie oznaczona.

Podsumowując wygrałam z policją, czekam na uprawomocnienie się wyroku.

Dziesięć miesięcy, trzy rozprawy na każdą sąd przeznaczył 

półtorej godziny - reforma sądownictwa?

(koszt adwokata przekroczył koszt mandatu).


Policja - miałam napisać o sprawie Bartka z Lubina, ale nie mogę bo 

rośnie mi gula w gardle kiedy pomyślę o matce która wezwała

policję, żeby uzyskać pomoc, a okazało się że pośrednio wydała wyrok

na własne dziecko - jakie by ono nie było.


Niekompetencja, opresyjność, poczucie bezkarności pisowskiej policji

poraża.

Miałam napisać o grupce koczujących na ziemi niczyjej afgańskich

uchodźców, ale gotuję się w środku.

Jak można robić taka pokazówkę, premier na ich przykładzie chwali się,

że broni nas przed uchodźcami, a niech sobie wsadzi swoją obronę tam

gdzie słońce nie dochodzi.

Przecież jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, przecież nawet morderca 

w więzieniu dostaje jeść, ma gdzie spać i ma ciepło.


W czasach, kiedy świat wrze my mamy władzę, która jest przemocowa,

głupia i okrutna szczególnie dla słabych..

Nie wiem jak można mieć jeszcze złudzenia. 

Politycy PiS są pazerni i cyniczni, a ludzie popierający PiS są ślepi, głusi.


Na koniec powiem tak, jestem z natury pesymistyczną optymistką tzn

uprawiam czarnowidztwo, ale zawsze mam nadzieję na optymistyczny rezultat.

W sprawie Polski, mam przekonanie, że żadna partia nie chce tak naprawdę

przejąć władzy w Polsce bo kto się podejmie próby naprawiania Polski

po PiS, ale optymistka we mnie mówi, że przecież to nie może tak dłużej

być, że ta władza zgnije, bo że już cuchnie to większość Polaków już czuje.

A w ogóle to momentami nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.


                                                      Wściekła Kurodoma 



niedziela, 25 kwietnia 2021

Koło życia....

Życie dało w kość, kość wytrzymała, bo w dzieciństwie 

piłam dużo mleka prosto od krowy, lubiłam bardzo.

Znów ktoś bardzo mi bliski otarł się o wyrok ostateczny o czym

napisałam na Frigance w związku z czym wpadłam w nastrój

mocno refleksyjny.

Moje życie zatacza koła, bo w dużym skrócie:

1/ Od pieca do pieca:

W moim rodzinnym domu w centrum Gdańska paliło się 

w piecach, marzyłam i zazdrościłam centralnego ogrzewania.

Po wyjściu za mąż w moim nowym domu było centralne ogrzewanie.

Niestety ceny ogrzewania tak podskoczyły, że znowu palimy w piecu.

2/Od braku TV do braku TV:

Kiedy się urodziłam nie było u nas w domu TV. 

Później tata kupił pierwszy TV i od tego czasu nie wyobrażałam

sobie, że mogę zrezygnować z TV, właśnie prawie nie oglądam.

3/Od braku demokracji do braku demokracji:

Kiedy się urodziłam panowała (nazwa moja własna) "pozorna demokracja

socjalistyczna".

- Mieliśmy pozorny sejm

- Pozorną wielość partii, z jedną dominującą partią PZPR

- Mogliśmy pozornie głosować na kogo chcieliśmy.

No i nastał czas przemian.

No i dołączyliśmy do wspólnoty państw zachodnich.

No i znów mamy:

- Pozorny sejm.

- Pozorną wielość partii politycznych z jedną dominującą partią PiS.

- Możemy pozornie głosować na kogo chcemy...(tylko, że za chwilę się 

okazuje, że polityk już wyskoczył z tej partii i jest już w innej partii).

I tak koło się toczy.

Pamiętacie powiedzenie z dawnych czasów "Czy się siedzi, czy się leży

pensja się należy?".

No właśnie przeprowadzono badanie elektoratu partii politycznych i co 

się okazało, że ponad 50% głosujących na PiS to osoby nie pracujące.

Najwięcej pracujących głosuje na PO.

Dobra bo smucę, moja dusza Szamanki podpowiada mi, że jeszcze będzie

lepiej.

My Europejczycy nie damy się.

A było tak:

W tym roku spadło trochę śniegu i nasz sąsiad z na przeciwka, który

obwołał się samodzielnie królem ulicy i chodnika przy swoim płocie

zaczął odśnieżać "swój chodnik" sypiąc śnieg na chodnik przy naszym

płocie.

Nosz - Wspaniały się zirytował i zwrócił grzecznie uwagę panu sąsiadowi,

że to trochę jakby nie w porządku  jest, bo on ma odśnieżone, a my mamy

zaśnieżone.

W odpowiedzi na tę uwagę sąsiad obsypał Wspaniałego rzeczonym śniegiem.

O żesz ty, nie wytrzymałam i przyznaję się odezwałam się mało 

parlamentarnie, acz nie zbyt grubo.

Na co pani sąsiadka zaczęła krzyczeć do nas, ale EUROPEJCZYCY się

znaleźli.

Nie skojarzyłam o co chodzi i już miałam przystąpić do bitwy na śnieżki,

kiedy doznałam olśnienia, że to flagi na naszych rowerach tak mocno

zabolały naszych z tego wynika prawicowych sąsiadów i Wiecie co

poczułam dumę.

Poczułam dumę, że nasza mała rowerowa manifestacja tak kole w oczy.


Poczułam się na tyle dobrze, że odpuściłam sąsiadowi, który wynajął jakieś dziecko

i na saneczkach zaczął wywozić śnieg ze "swojego chodnika".

I jeszcze poczułam się dobrze bo nasi rodzinni wyznawcy pisu coraz mniej 

wychwalają rzeczony pis, a nawet unikają rozmowy na temat jaka ta władza szczodra

i łaskawa jest.

Jakby czuć jakiś powiew wiatru zmian?

Żeby tylko elektorat nie dał się nabrać na Hołownię i  w porę oprzytomniał.


                     Refleksyjna i zmęczona Kurodoma

Ps

Zaszczepiliśmy się. Zrobiłam to dla własnych dzieci, żeby żaden się 

nie obciążał gdyby przywlókł zarazę z pracy i zrobiłam to żeby

ta zaraza się jak najprędzej skończyła i żeby obecna władza nie mogła 

zabraniać nam protestować i w ogóle, bo życie już takie jest i lubi zataczać 

koła, szczepiona byłam w dzieciństwie i szczepiona jestem na starość.


środa, 23 września 2020

Najważniejsze to nie przesadzić z dawką...

 Ostatnio mocno dawkuje sobie politykę, bo w tym tygodniu kończę

kolejną "siątkę" (z filmu Czterdziestolatek, kiedy sekretarka tłumaczy Karwowskiemu,

że dyrektorzy chorują na "siątki" czyli pięćdziesiątka, sześćdziesiątka, siedemdziesiątka itd)

i w związku z chorobą kolejnej "siątki" serce już słabe mam no i nerwy sterane, 

nadmiar współczesnej polityki mógłby się dla mnie źle skończyć.

No, ale czasami mi się informacja obije o oczy i uszy i muszę gwoli kronikarskiego

obowiązku.

Tak dla siebie, żeby kiedyś, kiedy to minie, a minie Wierzcie mi - poczytać 

sobie - czym to ja się politycznie tak mocno ekscytowałam i bulwersowałam.


1/ Zobaczyłam zdjęcie siedzącej na podłodze w  korytarzu sejmowym kandydatki

    społecznej na RPO Zuzanny Rudzińskiej - Bluszcz, która nie mogła wejść na galerię 

    sali sejmowej więc czekała tam gdzie wg prawych i sprawiedliwych jest miejsce

    nie pisowskich obywateli i zrobiło mi się zwyczajnie przykro...

    Jak oni lubią pokazywać, że mogą upokarzać i olewać, mam wrażenie, że to sprawia

    obecnej władzy orgastyczną wręcz przyjemność.

2/ Piątek,  jest tym dniem, kiedy słucham radia TOK FM bo poranek prowadzi 

    redaktor Żakowski i chociaż w niektórych tematach mam inne zdanie to cenię

    go tak jak ceniłam Janinę Paradowską za starą szkołę używania języka polskiego

    i normalność wypowiedzi i jakieś takie eleganckie opanowanie itd.

    I tak z piątkowego poranka dowiedziałam się, że ilość wykonywanych codziennie 

     testów na Covid spadła za nowego ministra zdrowia o 25%, a codzienna

    liczba chorych przyrasta.

    To jak jest z tym wypłaszczaniem, wypłaszczamy czy szczytujemy.

    Tak w ogóle to mam wrażenie, że nie ma żadnej, ale to żadnej miarodajnej

    informacji jak jest z tym wirusem i to dotyczy w zasadzie całego świata.

    Ja wiem, że medycyna to nie matematyka i nic nie jest jednoznaczne,

    ale wydaje się, że cały świat ma problem z COVID i połączenie sił naukowców

    powinno już dać jakieś miarodajne wyniki.

    Nie mamy dostępu do rzetelnej informacji, wszędzie

    w TV i w internecie króluje papka i biegunka sensacyjna.

   Do tego dochodzą nachalne reklamy wszystkiego.

3 /Kuriozalny projekt ustawy, która daje "licencje na bezkarność urzędników",

    którzy będą mogli wydawać nasze budżetowe pieniądze ot tak...

   Trochę się nazbierało rządzącym więc trzeba zabezpieczyć tyły

   i wybronić między innymi premiera po ostatnim wyroku sądu

   administracyjnego.

4/ I jeszcze prawdopodobnie koalicja "dobrej zmiany trzeszczy w szwach".

    Nie wierzę więc się nie zajmuję, może to jest ustawka?  A może nie?

    Może się koalicjanci zaszantażują na "śmierć polityczną".

    Poczekam bez ekscytacji.


Powyższy tekst pisałam kilka dni wcześniej, zaglądam dziś i już jakby nie aktualny

się zrobił punkt czwarty.

Bo prezes wszystkich prezesów  przywołał ministra Ziobrę, postawił do pionu,

zagroził odcięciem od benefitów i niepokorni od razu spokornieli.

Będą jeszcze troche trwali.

Opozycja na to coś tam - coś tam zrobiła, wniosek o dymisję wymodziła...

Zaraz ktoś powie, a co mieli zrobić?

A chociażby może by tak zacząć sensownie spisywać - powiem brutalnie

wszystkie "wałki" obecnej władzy i przedstawić sposób rozliczenia winnych

i zabezpieczenia państwa prawa na przyszłość.

(Wydaje mi się, że to może przekonać jakiś procent tych nie zdecydowanych,

którzy machają ręką i nie idą do wyborów, bo "kruk krukowi oka nie wykoli"

A może tak jasno i spójnie przedstawić swój plan na podniesienie 

budżetu, który dla każdego racjonalnego obserwatora sięga dna.

Zaproponować jakieś ułatwienia dla przedsiębiorców - o tym mogłabym dużo.

A może tak jasno, racjonalnie i spójnie o sprawach światopoglądowych,

o stosunku do finansowania kościoła katolickiego.

(jasno i na temat bez wygibasów, może to przekona młodych do pójścia

 na wybory).

Czas na zakończenie "DANCE MACABRE", czas skończyć się podlizywać

wszystkim wyborcom.


Jakiś dziwny polityczny spokój mnie opanował, dotarło do mnie, że nie ma nikogo

sensownego kto mógłby objąć władze po PiS.

Z wieloletniego obserwowania procesów politycznych wiem, że władzy się nie zdobywa, 

władzę się przejmuje po tych którym się coś nie udało (mleko się rozlało) i podpadli 

wyborcom.

"Łaska pańska na pstrym koniu jeździ",  kiedyś opozycja przejmie władzę,

ale czy będzie na to przygotowana? Śmiem wątpić...

Posłuchajcie co mówi ekonomista Bogusław Grabowski, to krótki

fragment rozmowy z Tomaszem Lisem, tylko trzy minuty czterdzieści

osiem sekund.

Okrutna diagnoza obecnej sytuacji, ale do bólu wg mnie trafna,

logiczna i spójna.

Mniej więcej połowa Polaków musi wsadzić rękę do nocnika

i się przekonać jakie to mocno nie przyjemne i w konsystencji

i zapachu jest...


A na Frigance o kocie, uszach i GMO, taki tam misz - masz.


                                                               Zdystansowana Kurodoma.

sobota, 12 września 2020

Rzeczywistość czy fikcja się rozgrywa?

 Nie pisałam bo oprócz dziejących się różnych "DRAM" w moim życiu 

rodzinnym (o czym bąknęłam na  Frigance), dzieje się tyle "DRAM" w wymiarze

ogólnopolskim i ogólnoludzkim, że czasami mam wrażenie, że jednak świat to Matrix...


I o czym ja mam napisać?

- o wydarzeniach ostatnich miesięcy, za dużo tego - nie wiem, za dużo...

- co skomentować za dużo absurdów - nie wiem co wybrać - za dużo...

- co potępić, ło matko - nie zliczę afer - nie wiem, za dużo... 

- co pochwalić? - nie wiem - za mało...


To może trochę "myśli moich nie uczesanych".

Najpierw to co boli najbardziej.

- Wróciliśmy skąd przyszliśmy i nie ma co się oszukiwać PRL-bis wrócił.

A może i gorzej, bo wrócił PRL, ale tamtych ludzi już nie ma, nie ma zapału

do zmiany, nie ma zrozumienia wśród tych co wybierają "dobrą zmianę",

że nie tylko oni tu żyją, że tu żyją jeszcze jacyś inni niż oni i też chcą tu żyć.

Nie ma zrozumienia, że ludzie są różni -  nie ma dwóch identycznie

wygladających, myślących i czujących ludzi na świecie.

Trzeba się tolerować, porozumiewać, dogadywać bo inaczej to co?

Jak długo można tak żyć dzieląc się i nienawidząc?


Nie ma nici porozumienia między "MY I ONI" i nie będzie bo...

Może powiem coś mało popularnego, ale musimy to mówić głośno

i wyraźnie obecne partie polityczne nas skłóciły, skłócają i będą skłócały.

Wyraźnie widać, że PiS musi dać żer swoim wyborcom i to my jesteśmy tym żerem,

a nasi muszą dać nam żer z nich i dają.

Polityka to biznes, to źródło dochodu finansowego i dobrostanu psychicznego

dla polityków wszelkiej maści, dla nich dla ich rodzin i ich znajomych.

Mam dośc usprawiedliwiania opozycji, bo to co jest teraz to nie jest opozycja

to są politycy zawodowi, którym jest wygodnie tam gdzie są i mam wrażenie, że nikomu

z opozycji nie jest na rękę rządzenie (nawet trochę to zrozumiałe - sprzątać trzeba 

chcieć i umieć).

Smutny i znaczący widok sali sejmowej podczas sprawozdania z działalności

za rok 2019 rzecznika praw obywatelskich Bodnara. 

Z 460 posłów, rzecznika słuchało tylko 11 posłów, dziewięciu z opozycji i dwóch z PiS.

Bo piątek, bo komisje, bo pociąg nie będzie czekał, bo, bo, bo...


Zastanawiam się dlaczego jestem nadal po stronie opozycji i wychodzi mi tak:

Różnica między "nimi, a nimi" jakaś jednak jest,  PiS postawił na jawność 

i absolutną bezkarność.

Afery gospodarcze i obyczajowe są jawne i nie karalne, łamanie prawa i konstytucji 

jest jawne, łamanie praw człowieka "innego" jest jawne, faworyzowanie 

prostactwa i pobudzanie najprymitywniejszych ludzkich strachów i obaw jest jawne.

Rozwalanie instytucji państwa jest jawne i niekaralne. 

Wstręt do kolorowej tęczy, do seksu, do świata, do przyrody, do fajności, do wolności

jednostki, do sztuki i kultury, do "miłowania bliźniego swego jak siebie samego"

jest przemożny i dość cynicznie interesownie wykorzystywany.

To widzę ja i mi podobni, a nie chcą widzieć oni i im podobni.

Mam w rodzinie wyznawców PiS przez duże "W" są moją rodziną, ale z każdym rozwalonym

nieheteronormatywnym nosem, z każdym "odbitym" przez PiS sądem, teatrem, 

spółką skarbu państwa, stadniną zzzzzzzzzzz mam coraz mniej ochoty na dyskusję

i przekonywanie nie przekonywalnych.

Rośnie we mnie niechęć do kontaktu, bo już nie chcę rozumieć i nie mam ochoty

milcząco słuchać bo "bądź tą mądrzejszą i ustąp".

Cały dzień oglądają TVP i słuchają radia maryja inne racje nie docierają.

Wiem jak na razie nie ma wyjścia jesteśmy MY i ONI.

Przerażające. Chwilowo nie zmienne, chyba, że jakaś wielka

katastrofa nas wszystkich pogodzi?


Dużo jeździmy na rowerach po trójmiejskich lasach, powiem Wam, że takiej 

wycinki jak w tym roku to ja nie widziałam.

Prawdopodobnie będą palić drzewem w elektrowniach.

Ciężki sprzęt i dźwięk pił to codzienność w tutejszych lasach.

Wycinają sprytnie, wycinają co któreś drzewo, las się robi coraz rzadszy, ale jest.

Czytałam, nie wiem czy to prawda, ale taki sposób wycinki powoduje, że

zniszczeń nie widać ze zdjęć satelitarnych i nie trzeba tak intensywnie

zalesiać, bo las jest, a że trochę bardziej przestronny...

To zdjęcia z dzisiaj z niewielkiego lasu koło obwodnicy Trójmiasta na wysokości

lotniska.



Jedziemy przez las prawie codziennie i wszędzie widzimy powalone drzewa.

Jakby po wyborach nabrali śmiałości i rozmachu.

Dzisiaj czytam, że nabiera rozmachu w internecie ocieplanie wizerunku

prezesa. Prezes jedynych sprawiedliwych wystąpił na TIK TOKU i nawołuje

do poparcia ustawy w sprawie ochrony zwierząt.

Szczytny cel, jak on kocha zwierzęta...

Jestem podejrzliwa był już taki jeden co też kochał psy i dzieci, a zrobił to co zrobił.

Radzę się przyglądać tej ustawie, a raczej temu co też ona ma przykryć.

Lud się będzie rozpływał nad tym jaki to prezes szlachetny, jaki dobry, a pod tą

zasłoną dymną coś nam wymodzi.

Może dowali mediom z nazwy niezależnym, a może podniesie podatki, a może

dostaną niehetero, a może szpitale się upaństwowi, a może moja wyobraźnia

nieogarnia tego co nam zafundują w najbliższym czasie.


                                          STRACH SIĘ BAĆ 

                                                   Kurodoma

                                                      

Ps.

Pozdrawiam pana Informatyka, ulepszył Blogera i nie wiem jak zlikwidować te 

duże odstępy między wersami tekstu.


czwartek, 11 czerwca 2020

Pandemonium zdrowotne i polityczne trwa i ma się dobrze....

Czas zarazy, a raczej pandemonium zdrowotno polityczne trwa.
Żeby nie było, że bagatelizuję, że się nie stosuję i wyśmiewam.
Otóż nie bagatelizuję, chociaż zaczynamy się spotykać rodzinnie
i przyjacielsko.
W zasadzie się stosuję do zaleceń chociaż uważam noszenie
super szczelnych masek za przesadę, noszę te uszyte z pieluchy
bo w innych jestem bliska uduszenia, noszę tylko w sklepie
oraz zachowuje dystans, myję ręce w zasadzie robię to co
zawsze robiłam w okresie grypowym.
Nie wyśmiewam, chociaż żartuję bo śmiech to zdrowie,
bycie w dobrym humorze podnosi odporność.

Reasumując.
Na początku pandemonium, wpadłam w lekką panikę wiecie
swoje lata już mamy my - jak i prababcie więc wg wirusologów
jesteśmy w grupie ryzyka.
Choroby współtowarzyszące i owszem chociaż bez przesady.
Media od rana do wieczora pompowały temat pandemii,
więc ostrożność, ograniczenie kntaktów z rodziną i znajomymi.
My "weterani życia", specjaliści od kryzysów życiowych,
jakoś łatwiej znieśliśmy ograniczenia, dostowaliśmy swoją aktywność
do sytuacji.
Gorzej z młodzieżą, ale oni w dzisiejszym porąbanym świecie,
mają i lepiej, i gorzej.

Bo dostęp do dóbr technologicznych i żarcia większy, ale za to
płacą mniejszą integracją społeczną, większą frustracją bo jest
i za łatwo i za trudno.
I nie trzeba się wysilać i należałoby, ale po co skoro z głodu
się przynajmniej na razie nie umrze.

Ale chciałoby się mieć kasy jak Bill Gates, zastać celebrytą
od niczego w sieci i mieć miliony "lajków".
A tu trzeba iść do byle jakiej  pracy, żeby coś tam, coś tam
zarobić.
I jak już młodzi znajdą tą pracę i jak już się napracują, i jak już spojrzą na
wyciąg z konta to nagle media pokażą jak to znajomy pana ministra
zarobił na maseczkach fajną sumkę, a brat pana ministra dostał milionową
dotację na "coś tam, coś tam" jedną i drugą.
Posłuchają jak rodzina i znajomi nie jednego działacza jedynie słusznej partii,
dzielnie pracują za duże pieniądze w radach nadzorczych spółek
skarbu państwa, a jak muszą zrobić miejsce następnym chętnym
to na odchodne dostąją spore odprawy.
Im konta puchną nam chudną.
Hasło "rodzina na swoim" pasuje do dzisiejszych czasów jak ulał.

I nie dość tego wszystkiego to jeszcze młodym ludziom zabrano
możliwość kontaktów, nakazano założenie masek, zabroniono dotykania,
balowania, klubowania itd.
Młodzi i dzieci mają przekichane, jeszcze niedawno mój prywatny
wnuk nie lubił szkoły teraz tęskni.

Dobra rozumiem jest zaraza, ale zaraz, zaraz...
Jak już trochę okrzepliśmy, przyszła refleksja, że jakaś zaraza jest,
ale też, że rzetelnej informacji brak.
Przyszło też podejrznie, że jesteśmy manipulowani
i "oczywista oczywistość"- rządy na całym świecie wykorzystują
jak mogą sytuację do tego żeby sobie ułatwić rządzenie społeczeństwami.

Mamy się bać, mamy do końca nie wiedzieć co nam wolno, a czego
nie wolno.

To tak jak na strajku przedsiębiorców, policja otacza grupę protestujących
szczelnym kordonem, wzywa do rozejścia się, oczywiście polecenie
jest "a wykonalne" no bo nikogo się nie wypuszcza z "KOTŁA".
Ponieważ polecenie nie zostało wykonane to psika się wszystkich
gazem pieprzowym i protest zostaje spacyfikowany.
Potem na dołek, mandaty, wnioski o ukaranie, grzywny i tym podobne
szykany.

Albo kary administracyjne za brak np maski lub zachowanie
dystansu społecznego nakładane przez sanepid w horrendalnej
wysokości.
Najpierw musisz zapłacić, a dopiero potem możesz się odwoływać.
Przekaz jest taki, że władza może cię zarżnąć finansowo w każdej chwili
więc uważaj i bądż grzeczny.

Można pisać o tym co się wyrabia bez końca.
O trzecim programie radia, którego już i tak nie było, ale który został dorżnięty.
O stadninie koni w Janowie w którym konie mają się tak dobrze, że aż sie robi nie dobrze.
O finansach państwa, które to mają się dobrze bo jeszcze na papier i toner
    w drukarkach na dodruk starcza, a inflacja ma się coraz lepiej.
O wypłaszczającej się krzywej zachorowań, która się wypłaszcza od miesięcy
    i tak będzie się wypłaszczać w nieskończoność i chociaż zachorowań
    jest więcej niż na początku pandemii to premier ogłasza, że właśnie
    poradziliśmy sobie z zarazą.
O którejś tam tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców, w gąszczu przepisów
    poległ nasz księgowy, ale próbujemy skorzystać.
O edukacji szkoda gadać - mój najstarszy potomek odlicza dni do końca roku,
    szkolnego, bo ma już dość nagrywania filmików np z zajęć fizycznych
    swoich dzieci. Panowie wuefmeni muszą się wykazać kreatywnością
    i zadają nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale też wypracowania na temat sportu,
    a następnie sprawdzają błędy stylistyczne.
    Moja bratanica zmaga się z "dziwną maturą", a jej rodzice siwieją w tempie.
O widoku rąbanego lasu jeszcze wspomnę, bo prawie codziennie przejeżdżam
    na rowerze przez trójmiejskie lasy i ilość zwalonych drzew mnie poraża.
itd. itd. itd. itd.

Można tak jojczyć bez końca, i jeszcze informacja z dzisiaj, że w Niemczech
może wybuchnąć wulkan bo coś tam naukowcy odkryli, że buzuje i że jeśli
pierdyknie to będzie szaro buro i zimno w Europie, jak by już nie było.

Ktoś w komentarzach pod informacją napisał, że w sumie to dobrze bo przynajmniej
pumeks w Lidlu będzie w promocji.
Powiało optymizmem zawsze coś.

Przejeżdżając na rowerze przez tereny byłej stoczni gdańskiej zobaczyliśmy
taką instalację artystyczną, czyżby proroczą...


Wspaniały się zadumał, co będzie jak człowiek już wykończy człowieka.
Można zatytułować to dzieło "Terminator na spacerze ze swoimi psami".

Jeszcze wypadałoby wspomnieć o wyborach, jak niektórzy sądzą ostatniej
szansy.
Tych ostatnich szans było już sporo, wiele przeżyłam, wielu nie do żyję.
Pójdę jak zwykle chociaż w czasach nie zwykłych, ale myślę, że uczciwie
nie będzie, jeśli w ogóle będzie...


                         Urządzająca się jakoś w czarnej d....ie Kurodoma.
   

niedziela, 29 marca 2020

Wybory się nie odbędą, nawet jeśli się odbędą...

Widok zadowolonego, roześmianego prezesa siedzącego samotnie w ławach
sejmowych to widok jak z horroru.
Facet odleciał już dawno temu, ale teraz mamy dowód oczywisty dla każdego
nawet niedouczonego psychiatry.

Nie da się przykryć wirusa tematem wyborów.
Co trzeba mieć w głowie, żeby denerwować ludzi w momencie,
kiedy walczymy o zdrowie, o byt po prostu o życie.
Jakim trzeba być psychopatą, żeby chcieć wysyłać ludzi w większości
starszych na wybory.
O czym ja piszę, przecież liczy się tylko władza, kasa i bezkarność
obecnej ekipy.

Ludzie robią z ministra Szumowskiego bohatera o Wszechwiedzący
jaki bohater?
Bo ma podkrążone oczy i ledwo stoi na nogach?
Ludzie co wy macie w głowach?

Pomijam nie, nie pomijam faktu, że zaniża liczbę zakażonych i zmarłych
na "koronę" to już jest dyskwalifikacja, nie uwierzę, że Polska jest narodem
wybranym, że jesteśmy "wirusoodporni".

Facet/lekarz w końcu, powinien stanąć i powiedzieć głośno i wyraźnie
"Przeprowadzenie wyborów w tych warunkach to narażenie na uszczerbek
 na zdrowiu i życiu OBYWATELI".

Sejmu nie ma, TK nie ma, prokuratury nie ma, prezydenta nie ma,
marszałka sejmu nie ma, publicznej TV nie ma
jest wola jednego człowieka czyli jest DYKTATURA.
Z dyktaturą się nie rozmawia, dyktaturę się zwalcza.

Nie pójdę na wybory bo zwieramy rodzinne szeregi i właśnie jadę
po moją mamę, sprowadzamy ją do siebie bo sama nie da sobie rady.
Demencja, ona nie kojarzy o co chodzi z wirusem jest nieostrożna
i łatwowierna.
Sądząc po tych zaniżonych danych o zachorowaniach "górka"
jest dopiero przed nami, to ostatni moment na decyzję o przeprowadzce.

Nie wiem jak wytrzymamy, bo prababcie muszą być w jednym pokoju.
Nie narażę ich na ewentualne zarażenie i tak jestem niespokojna bo mama
miała stały kontakt z sąsiadką więc najbliższe dni pokażą czy wszystko
będzie w porządku.

Nie pójdę na wybory bo te wybory jeśli nawet się "odbędą to tak naprawdę
się nie odbędą" nie będę ich legitymizować.
Nie ma już sejmu więc nie ma już w Polsce demokracji, muszę się skupić
na przeżyciu fizycznym i materialnym.

Mam nadzieję, że w piekle podłożyli już ogień pod kotłem.

Jestem wściekła, sfrustrowana i przerażona.
Dwie osiemdziesięciodwulatki w domu, niech którejś coś strzeli
zdrowotnie jak ja pojadę z nimi do szpitala, jak mam udzielić im pomocy?

Ja nie wiem w co ręce wsadzić, a oni mi o WYBORACH!!!!!!!!!!???????
To może zamiast "TARCZY" dajcie każdemu "60+ PISTOLET"
do użytku własnego, będzie szybciej i taniej.

                           WŚCIEKŁA KURODOMA.


czwartek, 5 marca 2020

Kto szybciej rozłoży namiot kontra koronawirus...

Prababcia która jest u nas na stałe ma co jakiś czas stan zapalny
nóg spowodowany niewydolnością żylną.
Objawia się to zaczerwienieniem skóry i mocnym świądem.
W normalnych warunkach idę sama do przychodni, lekarz
przypisuje odpowiednie leki i już.

Wczoraj ogłoszono, że w końcu jest, jes, jes, jes pierwszy
pacjent tzw pacjent 0 chory na koronowirusa.
Oczywiście każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku
i podstatowej wiedzy rozumie, że jest to pierwszy
ZDIAGNOZOWANY człowiek.

Wirus był, jest i będzie.
Dobra mają pacjenta więc zaczęła się "biegunka" informacyjna/medialna.

Zgadzam się, że:
1/ Trzeba myć często ręce.
2/ Unikać skupisk ludzi.
3/ Unikać ludzi kaszlących i chychrających.
4/ Dbać o kondycje psychofizyczną.

Obecnie panujący w "kraju nad Wisłą" ustalili, że potrzebna nam jest "super ustawa".
Uchwalili, małego potworka prawnego i ogłosili, że teraz to już jesteśmy
przygotowani i możemy w spokoju chorować.
Pierwszy chory zachorował wkrótce po uchwaleniu ustawy - no dziwny
zbieg okoliczności.

Wracając do Prababci lat 82, nogi się zaczerwieniły więc Kurodoma o siódmej
rano powędrowała do przychodni.
Idąc widziałam oczami wyobraźni jak przy drzwach odkażam ręce,
jak pan przy drzwiach rozdaje jednorazowe maseczki, żeby kaszlący ludzie
nie kichali na siebie, jak ktoś informuje, żeby ludzie w kolejce 
do rejestracji stali w odległości metra od siebie, przed drzwiami 
do przychodni leży mata odkażająca i każdy wchodząc i wychodząc
musi przez nią przejść.
Przy wyjściu stoi pojemnik na zużyte maseczki, wisi płyn do odkażania rąk.
O fantazjo...

Kurodoma weszła do przychodni i BUM...
Tłumek ludzi przed gabinetem kaszle i chychra całkiem swobodnie.
Wolnych terminów wizyty brak, niech się pani pyta może lekarz przyjmie.

Kartki informacyjnej o wirusie brak , jedyna kartka to przeprosiny 
dyrektora przychodni, że z powodu braku lekarzy do zatrudnienia,
są dłuższe kolejki do innych lekarzy.

Znajoma rejestratorka poradziła, żebym przyszła później
i zapytała czy lekarz mnie przyjmie.
Dobra nie będę przedłużać, poszłam później, stoczyłam lekką 
batalię pod drzwiami, lekarz mnie lubi więc przyjął, leki dla prababci
mam.
Jak mnie wkurza cwaniactwo ludzi, którzy wciskają się przed ciebie 
"Ja tylko zapytać" drzwi się zamykają i to zapytanie trwa i trwa, i trwa...



Wróciłam do domu umyłam ręce i zadowolona usiadłam przed TV.
A w TV  oglądam jak strażacy i inne służby ćwiczą rozkładanie namiotów w ramach 
przygotowań do walki z koronawirusem.

O Wszechwiedzący czy naprawdę nasze bezpieczeństwo epidemiologiczne 
zależy od tego kto pierwszy rozłoży namiot!!!!!!
Przecież to do szpitali i przychodni przychodzą ludzie chorzy, starzy,
o obniżonej odporności.
Wielu ludzi wie, że z podejrzeniem wirusa nie idzie się do lekarza
pierwszego kontaktu, ale ilu ludzi nie wie?
To w przychodni powinny być te pierwsze podstawowe środki ochrony.
I nie chodzi tylko o koronowirusa, ale sezon na grypę trwa w najlepsze.
Mam już swoje lata i też jestem w grupie zwiększonego ryzyka
więc każda wizyta w przychodni wiąże się z ryzykiem 
złapania jakiegoś wirusa, że o prababciach ponad osiemdziesięcioletnich
nie wspomnę.

Żadna polska władza nie grzeszyła zwykłym zdrowym rozsądkiem,
mam uzasadnione obawy, że Polska nie jest przygotowana na żadne
graniczne wirusowe doświadczenie.
Ktoś umrze, ktoś przeżyje, a wogóle jakoś to będzie.
Jednego jestem pewna, że namioty na w razie czego umiemy rozstawiać.

                         Uspokojona Kurodoma.

cdn

wtorek, 25 lutego 2020

Co się dzieje, co się dzieje i co się jeszcze może stać? cz1.

Przeżyłam "SEPUKU" (o czym na Frigance) i wracam po przerwie do rzeczywistości.
Przez cały Styczeń raczej starałam się nie denerwować bo to nie sprzyja
zdrowieniu, ale nie powiem żebym się nie dziwiła.

O czym by tu, o czym by tu, o kurczaczek za dużo tego...
Ilość rzeczy które mnie zadziwiły przez czas kiedy mnie tu nie było
przekracza po mału zdolności mojego mózgu do przetwarzania danych.

W szkole kiedy pisałam wypracowanie robiłam sobie plan pracy,
może więc napiszę co mnie zadziwiło przez te dwa miesiące
wg hierarchii ważności w punktach i w wiekim skrócie,
myślę, że w następnych postach będzie rozwinięcie sytuacji,
bo się dzieje.
Tak więc zaczynamy:

1/ Zmiany klimatyczne, nie było zimy, jest koniec lutego i tylko raz
    przez jeden dzień widziałam śnieg, aż uwieczniłam ten wybryk
    natury za oknem widać przypruszone krzaki.
    O klimacie będę pisać, bo topnienie lodowców przyspieszyło zatrważająco,
    bo smog, bo wymieranie zwierząt, bo szarańcza i inne "plagi egipskie"...


2/ Epidemia "Koronawirusa". Nie żebym zaraz popadała w panikę.
    Że jakaś globalna zaraza nam się trafi to było oczywiste, świat staje
    się wielką wioską, łatwość przemieszczania się ludzi i ciągły przyrost
    ludzkiej populacji sprzyja rozprzestrzenianiu się różnych zagrożeń.
    I ja wiem, że grypa jest groźniejsza, że wzrasta liczba chorych
    na gruźlicę, choroby weneryczne, na miażdżycę i choroby krążenia,
    choroby nowotworowe itd, ale to mamy mentalnie oswojone i to nie wywołuje
    paniki, a właśnie panikę, zauważam jako główne zagrożenie.
    Jeśli już teraz "szpitalne SORY" nie dają rady obsłużyć chorych, to SORRY,
    ale co będzie w razie paniki spowodowanej obawą przed wirusem z koroną?
    Nasz minister zdrowia zawierzył nas matce tej w niebie, czy to wystarczy?
    Nie sądzę.
    Mogłabym się wyżywać do woli na słuzbie? zdrowia?, ale powiem tylko tyle,
    że zdrowy rozsądek podpowiada, żeby tak na 10 dni mieć w domu coś do jedzenia.
    Nie nie dlatego, że wirus nas pokona, ale dlatego, że Polacy są narodem
    mocno emocjonalnym, wystarczy iskra i panika murowana.

    Bardzo mi się podobało jak pan od wirusów w TV pouczał, że maseczkę
    powinni nosić ci którzy podejrzewają u siebie niepokojące objawy,
    żeby chronić zdrowych.
    Mówię do Wspaniałego:
    - wiesz co załóż maseczkę i idź do sklepu po piwo zobaczymy jaka będzie
      reakcja ludzi...
    Wspaniały się nie zdecydował, myślę że wykazał się zdrowym rozsądkiem
     i być może uniknął co najmniej ostracyzmu i dzięki temu mamy jeszcze całe
     szyby w oknach.
     Szczególnie, że ogromne wrażenie zrobiło na mnie nagranie jak Ukraińcy powitali
     autobus z ludżmi ewakuowanymi z Chin, jadącymi na kwarantannę paląc ogniska
     i wybijając okna w autobusie.
     Jak mało trzeba żeby "cywilizacja poszła w diabeły".
    Jedyny plus wirusa, wiem zdecydowanie więcej o Chinach i polonii w państwie
    środka.

3/ Wybory prezydenckie w Polsce.
    Stoję sobie przed biblioteczką w naszym osiedlowym parku, wertuję jakąś książkę
    i nagle widze biegnącą w moim kierunku panią w średnim wieku z kartką
    w ręku, pani zwraca się do mnie z pytaniem:
    - Czy zechce pani się podpisac pod kandydaturą pana Hołowni.
    Moje krótkie "nie", nie zniechęca pani, mówi do mnie:
    - Ale dlaczego?
    Ja - bo nie popieram  pana Hołowni.
    Ona, ale dlaczego, ja znam pana Hołownię tyle lat to taki porządny człowiek?
     Ja - ale mi się poglądy pana Hołowni nie podobają, jak na moje standarty
     jest zbyt ortodoksyjnie katolicki.
     Ona, ale on już złagodniał.
     Ja no właśnie, dziś złagodniał, a jutro odłagodnieje?
     Na razie krótko o wyborach, bo nie chcę zanudzać, będzie jeszcze okazja,
     powiem krótko, tylko nie Duda, tylko nie Bosak, tylko nie Hołownia, tylko nie
     Kosinak- Kamysz...wg hierarchii.
     Błagam Wszechwiedzący tylko nie p.Duda.
     Jeszcze o tym pogadamy.

4/ Palec Lichockiej - cóż to było...nie mam słów.
    Przy okazji 2 miliardy na między innymi panią Ogórek.
     Nabrałam nawyku poprawiania środkowym palcem opadających okularów,
     zwłaszcza kiedy widzę niektórych polityków i dziennikarzy pewnej opcji.
     Przepraszam proszę się nie doszukiwać żadnych aluzji, mam ciężką ramkę
     i dlatego okulary często zsuwają mi się z nosa.
     W razie czego ja nikogo nie obrażam, oto dowód dla "niezależnej" prokuratury:
         
             
   
     Mamy tak niezależną prokuraturę, że polecam zbierać dowody na własną niewinność,
     bo teraz to nie prokurator ma udowodnić winę, ale oskarżany ma udowodnić,
     że nie jest wielbłądem...

Dobra za długi post się robi, ciąg dalszy nastąpi, ponieważ Kurodoma przeżyła
ingerencję złotych rąk chirurga o czym piszę na Frigance, to teraz częściej
będzie się udzielać w blogosferze:
Hurrrrrrrrra wracam do żywych, jeszcze trochę i na rower.




                                       Odrodzona Kurodoma.