Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2022

Sezon na chrust uważam za otwarty...

 Wszyscy piszą o chruście co to nam miłościwie panujący polecają zbierać na zimę zamiast węgla, którego prawdopodobnie zabraknie zimą, a i cena będzie taka, że okaże się on cenniejszy od złota.

Twitter się gotuje w temacie chrustu, myślę sobie po co ja mam o tym pisać skoro wszyscy zainteresowani wiedzą i piszą, ale zaraz zaraz...

Piszmy, mówmy, przypominajmy w każdym poście na blogach, twitterze, na fejsiu, na istagramie, w rozmowach ze znajomymi i nieznajomymi, wszędzie - wzywam mówmy o chruście.

Niech słowo "chrust" zrówna się ze słowem "ośmiorniczki" niech nabierze mocy sprawczej "ośmiorniczek" i odsunie widmo trzeciej kadencji "prawych i sprawiedliwych inaczej".

Ktoś zaproponował na Twitterze, żeby odpowiadać komuś  kto opowiada jak to dobrze jest za obecnie miłościwie nam panujących "idź zbierać chrust", albo jak macie już kogoś dość to mówcie mu "już ty lepiej idź zbierać chrust". 

Opozycjo niech zdanie "zbieraj chrust" wejdzie do waszego słownika, jeśli do żelaznego elektoratu PiS nie docierają fakty z afer i przekrętów to może dotrze do nich, że nie długo może zabraknąć nie tylko węgla, ale i chrustu, a może też samych lasów.

To są zdjęcia z wczorajszego rowerowego spaceru po Trójmiejskim parku krajobrazowym:




Takie widoki są w zasadzie na każdej ścieżce przez las. Ja nie mogę się już odprężyć w lesie bo przejeżdżając obok tych ściętych pni klnę coraz soczyściej. To trwa już od kilku lat rządów tych rządów, niedługo nie będzie w lasach dużych drzew.

Musze przyznać, że po raz pierwszy i to chyba nie przypadek zrobiłam takie zdjęcie


                   Tak to ułożony w pryzmę CHRUST nie mogłam uwierzyć własnym oczom.


                                                                 Tak to chrust


                                                     O i tu też chrust, naczelnik kazał czy co...

Pierwszy raz odkąd fotografuję wycinkę zobaczyłam pryzmy ułożonego chrustu.

Tak więc proszę, błagam opozycjo i wszyscy ludzie "demokratycznej woli" i mówię teraz całkiem poważnie chwyćcie się tego chrustu i trzepcie temat do obłędu do szczęśliwego zakończenia "ich" panowania.

                                           Z nadzieją Kurodoma .

środa, 20 kwietnia 2022

Walka cywilizacji...

 Oglądam zdjęcia z Buczy. Oglądam Mariupol. Oglądam zburzone domy zrozpaczonych ludzi. Czytam o okrucieństwie i przemocy. Widzę uciekających ludzi.

Nie ogarniam, nie wierzę, nie mieści mi się w głowie, że tuż obok nas spadają bomby, są zabijani dorośli i dzieci, gwałcone kobiety, że najeźdźcy rabują i mordują...

Tak samo mi się nie mieści w głowie, że w Syrii dorośli i dzieci żyją w piwnicach. Tak samo mi się nie mieści w głowie masakra Tutsi w Rwandzie, Czerwoni Khmerzy w Kambodży i że był Hitler i Stalin i że ludzkość niczego nie zrozumiała, niczego się nie nauczyła. Nie mieści mi się w głowie, że człowiek może powiedzieć o innym człowieku "gorszy sort", że we Francji może wygrać Le Pen, że Orban już wygrał, a Niemcy się wiją w sprawie Ukrainy i jeszcze nie mieści mi się w głowie, że z tego dziecka wyrósł morderca:


Kotłuje mi się w głowie, wychodzę po zakupy i nie ma dnia żebym w sklepie nie spotkała kogoś mówiącego po ukraińsku.

To się dzieje naprawdę. Co rano budzę się i sprawdzam, czy jeszcze trwają, bo to jest walka cywilizacji.

Jak wielka jest odpowiedzialność wszystkich rządzących obecnie w Europie zachodniej, żeby udzielić wsparcia walczącym Ukraińcom. Oni walczą też za nas, oni cierpią też za nas.

To jest walka cywilizacji wschodniej z zachodnią.

Posłuchajcie tej rozmowy o genezie imperializmu rosyjskiego:


Dzisiaj czytam, że Stany, Kanada, Anglia, Holandia wyślą więcej ciężkiej broni dla Ukrainy. Czekam na każdą taką wiadomość. 

Jeśli zachód nie poradzi sobie sobie z Rosją teraz to nie chce nawet prorokować co się stanie z Europą za kilka lat.

Ciągle mam nadzieję, że tym razem ludzie po "dobrej stronie mocy się ogarną" i dadzą łupnia "imperium zła".

Trochę się zbieram do kupy po przejściach domowych o czym na Frigance, będę teraz częściej.

                 Kurodoma.

sobota, 23 października 2021

Ku pokrzepieniu...

 Dzisiaj będzie wbrew smutkowi, wkurzeniom, beznadziei i wszelkiemu politycznemu jojczeniu. Pójdę pod prąd i spróbuję Was trochę pocieszyć w tej jak ja to mówię w chwilach zwątpienia gówni..ej sytuacji. Poczytałam na blogach i stwierdzam, że po dobrej stronie mocy duch trochę podupada bo też sytuacja na świecie i w kraju naszym mocno, że powtórzę się gówni..a jest i pozornie nic nie wskazuje na to, że może się coś w najbliższym czasie zmienić.

Zło tryumfuje, ale i złu czasami nie wychodzi. I tak wstaję ja dzisiaj rano, walczę z kotem ( o czym piszę na Frigance) walczę, ale pomiędzy obsługą kota i prababci oczywiście robię prasówkę, a tam piszą o tym, że nasza noblistka pani Tokarczuk wystawiła na licytację swoje książki. Pamiętacie jak oszołomy ze złej strony mocy zrobiły akcje, żeby odsyłać pani Tokarczuk książki na znak protestu za słowa naszej noblistki w których to słowach pani Tokarczuk niepochlebnie wyrażała się o tym co obecny rząd robi z naszą rzeczywistością?

Tak więc oszołomy wysyłały książki popisane w stylu "Nie szkaluj Polski", "Dość szkalowania Polski", "Na Białoruś ją wysłać" no i te książki zostały zlicytowane za 40.322.43 PLN. Pieniądze mają być przekazane na rzecz organizacji LGTB +.  Spora kwota, ale najzabawniejsze jest to, że zostały zlicytowane 23 (słownie dwadzieścia trzy) książki. I tak sobie pomyślałam, że fajnie wyszło, prawicowa ekstrema dołożyła się do znienawidzonego LGBT.

Oczywiście natychmiast została stworzona narracja, że to sama Olga Tokarczuk popisała te książki, ale "Dziubki" z prawej strony zabolało? Zabolało.

Potem wysłuchałam bardzo ważnej rozmowy z Martą Lempart o tym co dotąd zdziałał Strajk Kobiet i co jest w planach. Podaję link do rozmowy bo warto posłuchać "Ku pokrzepieniu", nam się wydaje, że jak nie ma demonstracji to nic się nie dzieje, a to nie prawda bo się dzieje, potrzebna jest praca u podstaw. Szczególnie mi się spodobało to wspieranie młodych organizujących się i wspieranie samorządowców w terenie i zapowiedź próby wywierania nacisku na partie żeby na listach wyborczych zaczęli umieszczać ludzi sprawdzonych i polecanych przez np Strajk Kobiet.

ROZMOWA Z MARTĄ LEMPART

I jeszcze, byłam na demonstracji w obronie naszej obecności w UE. Mam problem z chodzeniem, ale wzięłam kulę i się dowlokłam.

I pomimo marnej organizacji, braku energii tłumu, zapału i w ogóle wbrew całemu jojczeniu dobrze się poczułam bo byłam, bo było sporo ludzi, bo jeszcze dobrej stronie mocy się chciało.




Bo moi przyjaciele też byli, bo byliśmy razem, bo gdański ratusz taki piękny, bo wierzcie mi jeszcze będzie przepięknie.
I jeszcze zaryzykuję, może się spełni może się nie spełni, ale myślę, że jeszcze tylko do Lutego i nie wiem dlaczego tak mówię.

                                       Dzisiaj taka jakaś Kurodoma.


sobota, 25 września 2021

Zarządzanie przez konflikt - to się nie może dobrze skończyć...

No i mamy sprawę z sąsiadami Czechami o kopalnię Turów.

Płacimy karę finansową (do końca tygodnia 16 mln PLN) za niedogadanie się 

w sprawie szkód górniczych jakie Czesi nam wytykają żądając zamknięcia kopalni.

Polski rząd twierdzi o przepraszam, judzi nas na Czechów, a przecież już sześć lat temu

było wiadomo, że woda "ucieka" ze studni po Czeskiej stronie, że trzeba wyłożyć 

trochę kasy i zabezpieczyć Czechów przed szkodami górniczymi.

Sprawa dotyczy raptem dwóch czeskich wiosek, chodzi o pogłębienie

studni i wybudowanie ekranu odgradzającego od hałasu generowanego

przez kopalnie.

Dlaczego tego nie zrobiono?

Ano, albo głupota, albo patrzenie tylko na słupki poparcia,

albo umiłowanie prezesa do zarządzania przez konflikt.

Pan Duda grzmi, że jeśli zamkniemy kopalnię to będziemy musieli kupować 

prąd od Niemiec.

Premier Morawiecki nie jedzie na szczyt V4 bo jest w sporze z Czechami

"nie wejdę do piaskownicy bo Czesio jest be".

Rzecznik rządu mówi "Polska nie zmieni swojej decyzji w sprawie Turowa".

Europoseł Saryusz - Wolski komentuje to, że Niemcy włączają się do sporu 

zjadliwym pytaniem "Dwóch na jednego?"

itd.

Zastanówmy się do kogo, do jakiej części elektoratu jest skierowany przekaz,

że Polska się nie ugnie, że Polska nie po to wstała z kolan żeby znowu uklęknąć.

Elektorat PiS jest nie przemakalny, maniakalno narodowościowo dumny.

Aktorka Ewa Dałkowska, której blisko jest do PiS powiedziała w udzielonym wywiadzie,

że "Zaklinam rzeczywistość, po prostu wierze w ich dobre intencje. Nie patrzę od strony

afer, świństw czy złych pomysłów. Widzę, że chcą dobrze (...)

Cały wywiad tu


O mamo jak ja mam dość tych wszystkich farmazonów o dumie narodowej,

o godności "Polaka swojaka".

Na granicy znaleziono czwarte zwłoki uchodźcy, a co ma do powiedzenia

nie mój premier - mojego kraju, że ponieważ przy zwłokach nie znaleziono

dokumentów tożsamości to i słuchajcie to powiedział premier:

"postaramy się, aby ci ludzie nie pozostali anonimowi".

Powiem, że mało nie zwymiotowałam jak tego słuchałam.

Nie damy im jeść, nie odziejemy tylko pochowamy w nie anonimowym grobie.

Janina Ochojska chciała dojechać do granicy, żeby zobaczyć co się tam dzieje,

nie wpuścili "bo takie jest zarządzenie".

Gdzie jest "Czerwony krzyż", Wspaniały się doczytał, że na podstawie

jakiś umów międzynarodowych "Czerwony krzyż" ma prawo wjechać z pomocą

wszędzie i co i nic.

Nie wiem czy zauważyliście, że coraz częściej komentatorzy nie mówią

o polityce państwa polskiego tylko mówią o polityce Kaczyńskiego.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Polska 36 milionowy kraj będący

jeszcze w EU jest zależna od humoru jednego człowieka - Jarosława Kaczyńskiego

i że ten człowiek nie umie nic sensownego wymyśleć oprócz konfliktu.

Konfliktuje nas ze światem zachodnich wartości i pcha nas w stronę wschodu.

To jeden z moich ulubionych demotywatorów dotyczących tego jak rządzi

się elektoratem PiS.


I na koniec pytanie retoryczne, jak IM (elektorat PiS) pokazać, że prezes

ich wykorzystuje i robi ich w balona - nie da się bo ONI (elektorat PiS)

"zaklinają rzeczywistość".


A teraz idę ze Wspaniałym na rower, bo mam urodziny o czym na Frigance

i muszę odreagować.


                                       Kurodoma


niedziela, 5 września 2021

Matrix mnie sprawdza...

 Opowiem Wam co mi się przytrafiło i jest to prawda.

Nie zmyśliłam, nie wymyśliłam tej sytuacji ona się

wydarzyła naprawdę.

Ostatnio wiadomo rozmawiamy  o uchodźcach na granicy

białorusko polskiej.

Mój pogląd na sprawę wyraziłam w poprzednim poście.

Uważam, że nie udzielanie pomocy humanitarnej ludziom

jest cofaniem się w rozwoju cywilizacyjnym.

Ogłoszenie stanu wyjątkowego przy granicy tylko po to,

żeby dziennikarze nie mogli relacjonować sytuacji uważam

za kolejny dowód na to, że demokracji w Polsce już nie ma.

I tak sobie uważam siedząc wygodnie w fotelu i uważam

i nagle "MATRIX" postanowił sprawdzić te moje "uważam"

empirycznie.


Dzwonek do drzwi wstaje otwieram, za drzwiami stoi młoda

kobieta ubrana w bluzkę z krótkim rękawem i dresowe spodnie

w ręku trzyma pustą "reklamówkę".

Pytam:

- O co chodzi?

Pani odpowiada ze wschodnim akcentem:

- Pani czy pani nie ma czegoś na ręce jakiejś bluzy, albo

  sweterka bo mi się coś zrobiło i mi tak zimno?

Ja zaskoczona (bo w miarę ciepło na dworze) w pierwszym odruchu mówię nie mam, 

chcę zamknąć drzwi, ale jakoś nie potrafię, bo ja mało asertywna jestem, a poza 

tym z reguły rozmawiam z ludźmi więc dopytuję:

- Ale dlaczego pani nie pójdzie do domu?

Pani odpowiada:

- Ale ja mam daleko do domu.

No i co? No i biorę sweterek z wieszaka i daję.

Pani dziękuje, zakłada pospiesznie sweterek i znika za zakrętem.


Zamykam drzwi, siadam na fotelu i tak sobie myślę.

Może ta pani była normalna, może nie normalna, może

mówiła prawdę, może nie mówiła prawdy, ale mam

"pierdylion" sweterków więc podarowanie jednego

osobie, której ten sweterek może poprawić nastawienie 

psychiczne do świata, a może faktycznie ogrzać nie jest wielką sprawą.


U nas  na dzielnicy mieszka i pracuje mnóstwo Ukraińców.

Codziennie jakaś Pani z Ukrainy obsługuje  mnie w sklepie.

Mieszkają też Cyganie w opuszczonej posesji.

Muszę przyznać, że są uciążliwi szczególnie dla 

firmy wystawiającej kontenery na odzież używaną

bo systematycznie rozwalają kontenery i wywlekają

ubrania na pół ulicy, ale jakoś żyjemy i nikt mam

nadzieję nie myśli o "pogromach".

Czasem "popsioczę" jak zobaczę rozrzucone ubrania.

Nie wiem ile lat już cyganie mieszkają w opuszczonym

domu, ale z dziesięć na pewno.


Oglądam w TV transmisję z przylotu do Polski uchodźców

z Afganistanu.

Pan rzecznik peroruje jak to państwo polskie współpracuje

z NATO I na prośbę Amerykanów przyjmuje uchodźców.

Rozstawione namioty na lotnisku, tłumacze, lekarze, psycholog,

potem hotel i kwarantanna...

I tak oglądam i robi mi się mocno nie dobrze - tutaj ustawka

dla mediów, tam na granicy nie ma już mediów i nie ma chleba,

i soli też nie ma, i już się nie dowiemy co się stanie z ludźmi 

koczującymi w błocie.

I tam i tu ludzie...

Jak myślicie po co rządowi ten jak mówi redaktor 

Żakowski "Stanik wyjątkowy"?

Czy nie po to żeby sprawdzić naszą reakcję i przyzwyczaić

nas do sytuacji.

A potem można wprowadzić "Stanik wyjątkowy" to tu

to tam i ograniczyć prawa obywatelskie tam gdzie trzeba.

Przecież już przyzwyczaili nas do tego, że wszelkie 

zgromadzenia są nie legalne, nikt tego nie odwołał.


Ten rząd jedzie jeszcze na strachu, są mistrzami straszenia.

Mają czym, a to pandemią, a to uchodźcami, a to UE.


Co nam w tej sytuacji pozostaje?

Może ludzki odruch i manifestacja?

Zauważyłam, że nasze oflagowane rowery wzbudzają 

coraz większe zainteresowanie.

Ludzie się oglądają.

Chcę wierzyć, że ta manifestacja ma jakiś sens bo inaczej...

"Jak żyć panie premierze, jak żyć?".


                                                Refleksyjna Kurodoma.




niedziela, 25 kwietnia 2021

Koło życia....

Życie dało w kość, kość wytrzymała, bo w dzieciństwie 

piłam dużo mleka prosto od krowy, lubiłam bardzo.

Znów ktoś bardzo mi bliski otarł się o wyrok ostateczny o czym

napisałam na Frigance w związku z czym wpadłam w nastrój

mocno refleksyjny.

Moje życie zatacza koła, bo w dużym skrócie:

1/ Od pieca do pieca:

W moim rodzinnym domu w centrum Gdańska paliło się 

w piecach, marzyłam i zazdrościłam centralnego ogrzewania.

Po wyjściu za mąż w moim nowym domu było centralne ogrzewanie.

Niestety ceny ogrzewania tak podskoczyły, że znowu palimy w piecu.

2/Od braku TV do braku TV:

Kiedy się urodziłam nie było u nas w domu TV. 

Później tata kupił pierwszy TV i od tego czasu nie wyobrażałam

sobie, że mogę zrezygnować z TV, właśnie prawie nie oglądam.

3/Od braku demokracji do braku demokracji:

Kiedy się urodziłam panowała (nazwa moja własna) "pozorna demokracja

socjalistyczna".

- Mieliśmy pozorny sejm

- Pozorną wielość partii, z jedną dominującą partią PZPR

- Mogliśmy pozornie głosować na kogo chcieliśmy.

No i nastał czas przemian.

No i dołączyliśmy do wspólnoty państw zachodnich.

No i znów mamy:

- Pozorny sejm.

- Pozorną wielość partii politycznych z jedną dominującą partią PiS.

- Możemy pozornie głosować na kogo chcemy...(tylko, że za chwilę się 

okazuje, że polityk już wyskoczył z tej partii i jest już w innej partii).

I tak koło się toczy.

Pamiętacie powiedzenie z dawnych czasów "Czy się siedzi, czy się leży

pensja się należy?".

No właśnie przeprowadzono badanie elektoratu partii politycznych i co 

się okazało, że ponad 50% głosujących na PiS to osoby nie pracujące.

Najwięcej pracujących głosuje na PO.

Dobra bo smucę, moja dusza Szamanki podpowiada mi, że jeszcze będzie

lepiej.

My Europejczycy nie damy się.

A było tak:

W tym roku spadło trochę śniegu i nasz sąsiad z na przeciwka, który

obwołał się samodzielnie królem ulicy i chodnika przy swoim płocie

zaczął odśnieżać "swój chodnik" sypiąc śnieg na chodnik przy naszym

płocie.

Nosz - Wspaniały się zirytował i zwrócił grzecznie uwagę panu sąsiadowi,

że to trochę jakby nie w porządku  jest, bo on ma odśnieżone, a my mamy

zaśnieżone.

W odpowiedzi na tę uwagę sąsiad obsypał Wspaniałego rzeczonym śniegiem.

O żesz ty, nie wytrzymałam i przyznaję się odezwałam się mało 

parlamentarnie, acz nie zbyt grubo.

Na co pani sąsiadka zaczęła krzyczeć do nas, ale EUROPEJCZYCY się

znaleźli.

Nie skojarzyłam o co chodzi i już miałam przystąpić do bitwy na śnieżki,

kiedy doznałam olśnienia, że to flagi na naszych rowerach tak mocno

zabolały naszych z tego wynika prawicowych sąsiadów i Wiecie co

poczułam dumę.

Poczułam dumę, że nasza mała rowerowa manifestacja tak kole w oczy.


Poczułam się na tyle dobrze, że odpuściłam sąsiadowi, który wynajął jakieś dziecko

i na saneczkach zaczął wywozić śnieg ze "swojego chodnika".

I jeszcze poczułam się dobrze bo nasi rodzinni wyznawcy pisu coraz mniej 

wychwalają rzeczony pis, a nawet unikają rozmowy na temat jaka ta władza szczodra

i łaskawa jest.

Jakby czuć jakiś powiew wiatru zmian?

Żeby tylko elektorat nie dał się nabrać na Hołownię i  w porę oprzytomniał.


                     Refleksyjna i zmęczona Kurodoma

Ps

Zaszczepiliśmy się. Zrobiłam to dla własnych dzieci, żeby żaden się 

nie obciążał gdyby przywlókł zarazę z pracy i zrobiłam to żeby

ta zaraza się jak najprędzej skończyła i żeby obecna władza nie mogła 

zabraniać nam protestować i w ogóle, bo życie już takie jest i lubi zataczać 

koła, szczepiona byłam w dzieciństwie i szczepiona jestem na starość.


niedziela, 3 stycznia 2021

Szczepić? Nie szczepić?...

 


                                       Szczepić się czy nie szczepić - oto jest pytanie,

                                        uważaj bo covid może rozwiązać to pytanie.


To nie jest tak, że jestem antyszczepionkowcem, ale też nie jestem 

szczepionkowym entuzjastom.

Prawdopodobnie się zaszczepię bo nie widzę innego wyjścia.

Najpierw przedstawię moje zdanie za szczepieniem na zimno i bez emocji:

1/ Jeżeli w Polsce ponad połowa obywateli nie chce się zaszczepić przeciwko

     covid, to wolę być w połowie zaszczepionych niż w połowie nie zaszczepionych.

2/ Mam ponad siąd lat, obniżoną odporność, mam wnuki i mieszkających

    ze mną bardzo starych i bardzo młodych ludzi.

3/ Mam wnuki, które na razie nie chodzą do szkoły, ale zaczną.

4/ Mam pod opieką dwie osiemdziesięciodwuletnie matki za które to ja 

    będę musiała podjąć decyzje o zaszczepieniu ich i jeśli je zaszczepię

    to dlaczego nie zaszczepię się?

5/ Jeżeli dotąd szczepiłam bez wachania własne dzieci i one żyją

    to dlaczego nie mam zaszczepić siebie?

Teraz przedstawię moje zdanie dlaczego pójdę na szczepienie bez entuzjazmu:

1/ Jest to wynik braku zaufania do obecnej władzy.

2/ Braku rzetelnej informacji jaka szczepionka mi przypadnie.

   (jakiej firmy?)

2/ Internet mąci w głowie i chociaż staram się nie czytać sensacji

    to muszę przyznać, że czasami dziwne informacje docierają do mnie.

3/ Mam ograniczone zaufanie do medycyny i okropną cechę, że lubię

    wiedzieć, a w tym przypadku jeszcze nie miałam okazji

    porozmawiać z jakimkolwiek lekarzem na temat, może 

    przy okazji zamawiania leków dla prababci zamienię kilka słów 

    z lekarzem.

Podsumowując, jeżeli dotrwam do terminu szczepienia, który nie wiem

kiedy będzie to się zaszczepię.


A teraz kilka uwag na marginesie.

W Polsce jest około 9,5 miliona Polaków po 60 roku życia.

Jeśli połowa będzie chciała się zaszczepić to będzie to około 4,5 miliona

ludzi - razy dwie dawki to jest około 9 milionów dawek.


Co tydzień ma przyjeżdżać do Polski  jak na razie 300 tysięcy szczepionek

nawet gdyby wyszczepino co tydzień te 300 tysięcy - to miesięcznie

byłby to ponad milion ludzi zaszczepionych pierwszą dawką.

Po 21 dniach dawkę trzeba będzie powtórzyć - to znowu ponad milion dawek.


Powiedzcie mi kiedy na szczepienie może się załapać człowiek sześćdziesiąt plus?

Bo mi wychodzi, że może gdzieś koło jesieni?

Chyba, że wyprodukują więcej szczepionek, albo jakieś inne szczepionki?

                                                             Na razie czekam


I jeszcze, naprawdę wierzycie, że "ONI" podołają wyszczepić, zaszczepić i doszczepić?


Dobra jeszcze muszę trochę sobie ulżyć w temacie zaszczepionych 

ostatnio ludzi kultury, sztuki i polityki.

Jestem wściekła na tych 18 ludzi kultury i jak na razie jednego byłego

premiera Millera, że dali taki piękny pretekst dla propagandowego

sukcesu jedynie nam panującym.

Jak można było wziąć udział w jakiejś akcji promowania szczepienia

na cowid, robionej przez nie wiadomo kogo, nie wiadomo za co,

nie wiadomo jak.

Bez uzgodnienia warunków, na gębę w czasach gdy w naszym pięknym

kraju nad Wisłą rządzą ludzie, którzy jeśli tylko da się im okazję

to zaszczują w "imię i dla nieograniczonego dostępu do koryta" każdego

kto nie jest z ich stada.

Szanowni aktorzy i ty były premierze, macie nazwiska i żyjecie już 

odpowiednio długo na tym świecie.

Aż trudno mi uwierzyć, że dostaliście takiego zaćmienia umysłu 

i zaniku instynktu zamozachowawczego.

Ufff.

Dobra, już, już...

Nie zmienia to faktu, że pani Janda w roli Boskiej jest Boska.


                                      Trwająca w oczekiwaniu Kurodoma.

A na Frigance? Takie tam przemyśliwania...


środa, 23 września 2020

Najważniejsze to nie przesadzić z dawką...

 Ostatnio mocno dawkuje sobie politykę, bo w tym tygodniu kończę

kolejną "siątkę" (z filmu Czterdziestolatek, kiedy sekretarka tłumaczy Karwowskiemu,

że dyrektorzy chorują na "siątki" czyli pięćdziesiątka, sześćdziesiątka, siedemdziesiątka itd)

i w związku z chorobą kolejnej "siątki" serce już słabe mam no i nerwy sterane, 

nadmiar współczesnej polityki mógłby się dla mnie źle skończyć.

No, ale czasami mi się informacja obije o oczy i uszy i muszę gwoli kronikarskiego

obowiązku.

Tak dla siebie, żeby kiedyś, kiedy to minie, a minie Wierzcie mi - poczytać 

sobie - czym to ja się politycznie tak mocno ekscytowałam i bulwersowałam.


1/ Zobaczyłam zdjęcie siedzącej na podłodze w  korytarzu sejmowym kandydatki

    społecznej na RPO Zuzanny Rudzińskiej - Bluszcz, która nie mogła wejść na galerię 

    sali sejmowej więc czekała tam gdzie wg prawych i sprawiedliwych jest miejsce

    nie pisowskich obywateli i zrobiło mi się zwyczajnie przykro...

    Jak oni lubią pokazywać, że mogą upokarzać i olewać, mam wrażenie, że to sprawia

    obecnej władzy orgastyczną wręcz przyjemność.

2/ Piątek,  jest tym dniem, kiedy słucham radia TOK FM bo poranek prowadzi 

    redaktor Żakowski i chociaż w niektórych tematach mam inne zdanie to cenię

    go tak jak ceniłam Janinę Paradowską za starą szkołę używania języka polskiego

    i normalność wypowiedzi i jakieś takie eleganckie opanowanie itd.

    I tak z piątkowego poranka dowiedziałam się, że ilość wykonywanych codziennie 

     testów na Covid spadła za nowego ministra zdrowia o 25%, a codzienna

    liczba chorych przyrasta.

    To jak jest z tym wypłaszczaniem, wypłaszczamy czy szczytujemy.

    Tak w ogóle to mam wrażenie, że nie ma żadnej, ale to żadnej miarodajnej

    informacji jak jest z tym wirusem i to dotyczy w zasadzie całego świata.

    Ja wiem, że medycyna to nie matematyka i nic nie jest jednoznaczne,

    ale wydaje się, że cały świat ma problem z COVID i połączenie sił naukowców

    powinno już dać jakieś miarodajne wyniki.

    Nie mamy dostępu do rzetelnej informacji, wszędzie

    w TV i w internecie króluje papka i biegunka sensacyjna.

   Do tego dochodzą nachalne reklamy wszystkiego.

3 /Kuriozalny projekt ustawy, która daje "licencje na bezkarność urzędników",

    którzy będą mogli wydawać nasze budżetowe pieniądze ot tak...

   Trochę się nazbierało rządzącym więc trzeba zabezpieczyć tyły

   i wybronić między innymi premiera po ostatnim wyroku sądu

   administracyjnego.

4/ I jeszcze prawdopodobnie koalicja "dobrej zmiany trzeszczy w szwach".

    Nie wierzę więc się nie zajmuję, może to jest ustawka?  A może nie?

    Może się koalicjanci zaszantażują na "śmierć polityczną".

    Poczekam bez ekscytacji.


Powyższy tekst pisałam kilka dni wcześniej, zaglądam dziś i już jakby nie aktualny

się zrobił punkt czwarty.

Bo prezes wszystkich prezesów  przywołał ministra Ziobrę, postawił do pionu,

zagroził odcięciem od benefitów i niepokorni od razu spokornieli.

Będą jeszcze troche trwali.

Opozycja na to coś tam - coś tam zrobiła, wniosek o dymisję wymodziła...

Zaraz ktoś powie, a co mieli zrobić?

A chociażby może by tak zacząć sensownie spisywać - powiem brutalnie

wszystkie "wałki" obecnej władzy i przedstawić sposób rozliczenia winnych

i zabezpieczenia państwa prawa na przyszłość.

(Wydaje mi się, że to może przekonać jakiś procent tych nie zdecydowanych,

którzy machają ręką i nie idą do wyborów, bo "kruk krukowi oka nie wykoli"

A może tak jasno i spójnie przedstawić swój plan na podniesienie 

budżetu, który dla każdego racjonalnego obserwatora sięga dna.

Zaproponować jakieś ułatwienia dla przedsiębiorców - o tym mogłabym dużo.

A może tak jasno, racjonalnie i spójnie o sprawach światopoglądowych,

o stosunku do finansowania kościoła katolickiego.

(jasno i na temat bez wygibasów, może to przekona młodych do pójścia

 na wybory).

Czas na zakończenie "DANCE MACABRE", czas skończyć się podlizywać

wszystkim wyborcom.


Jakiś dziwny polityczny spokój mnie opanował, dotarło do mnie, że nie ma nikogo

sensownego kto mógłby objąć władze po PiS.

Z wieloletniego obserwowania procesów politycznych wiem, że władzy się nie zdobywa, 

władzę się przejmuje po tych którym się coś nie udało (mleko się rozlało) i podpadli 

wyborcom.

"Łaska pańska na pstrym koniu jeździ",  kiedyś opozycja przejmie władzę,

ale czy będzie na to przygotowana? Śmiem wątpić...

Posłuchajcie co mówi ekonomista Bogusław Grabowski, to krótki

fragment rozmowy z Tomaszem Lisem, tylko trzy minuty czterdzieści

osiem sekund.

Okrutna diagnoza obecnej sytuacji, ale do bólu wg mnie trafna,

logiczna i spójna.

Mniej więcej połowa Polaków musi wsadzić rękę do nocnika

i się przekonać jakie to mocno nie przyjemne i w konsystencji

i zapachu jest...


A na Frigance o kocie, uszach i GMO, taki tam misz - masz.


                                                               Zdystansowana Kurodoma.

czwartek, 11 czerwca 2020

Pandemonium zdrowotne i polityczne trwa i ma się dobrze....

Czas zarazy, a raczej pandemonium zdrowotno polityczne trwa.
Żeby nie było, że bagatelizuję, że się nie stosuję i wyśmiewam.
Otóż nie bagatelizuję, chociaż zaczynamy się spotykać rodzinnie
i przyjacielsko.
W zasadzie się stosuję do zaleceń chociaż uważam noszenie
super szczelnych masek za przesadę, noszę te uszyte z pieluchy
bo w innych jestem bliska uduszenia, noszę tylko w sklepie
oraz zachowuje dystans, myję ręce w zasadzie robię to co
zawsze robiłam w okresie grypowym.
Nie wyśmiewam, chociaż żartuję bo śmiech to zdrowie,
bycie w dobrym humorze podnosi odporność.

Reasumując.
Na początku pandemonium, wpadłam w lekką panikę wiecie
swoje lata już mamy my - jak i prababcie więc wg wirusologów
jesteśmy w grupie ryzyka.
Choroby współtowarzyszące i owszem chociaż bez przesady.
Media od rana do wieczora pompowały temat pandemii,
więc ostrożność, ograniczenie kntaktów z rodziną i znajomymi.
My "weterani życia", specjaliści od kryzysów życiowych,
jakoś łatwiej znieśliśmy ograniczenia, dostowaliśmy swoją aktywność
do sytuacji.
Gorzej z młodzieżą, ale oni w dzisiejszym porąbanym świecie,
mają i lepiej, i gorzej.

Bo dostęp do dóbr technologicznych i żarcia większy, ale za to
płacą mniejszą integracją społeczną, większą frustracją bo jest
i za łatwo i za trudno.
I nie trzeba się wysilać i należałoby, ale po co skoro z głodu
się przynajmniej na razie nie umrze.

Ale chciałoby się mieć kasy jak Bill Gates, zastać celebrytą
od niczego w sieci i mieć miliony "lajków".
A tu trzeba iść do byle jakiej  pracy, żeby coś tam, coś tam
zarobić.
I jak już młodzi znajdą tą pracę i jak już się napracują, i jak już spojrzą na
wyciąg z konta to nagle media pokażą jak to znajomy pana ministra
zarobił na maseczkach fajną sumkę, a brat pana ministra dostał milionową
dotację na "coś tam, coś tam" jedną i drugą.
Posłuchają jak rodzina i znajomi nie jednego działacza jedynie słusznej partii,
dzielnie pracują za duże pieniądze w radach nadzorczych spółek
skarbu państwa, a jak muszą zrobić miejsce następnym chętnym
to na odchodne dostąją spore odprawy.
Im konta puchną nam chudną.
Hasło "rodzina na swoim" pasuje do dzisiejszych czasów jak ulał.

I nie dość tego wszystkiego to jeszcze młodym ludziom zabrano
możliwość kontaktów, nakazano założenie masek, zabroniono dotykania,
balowania, klubowania itd.
Młodzi i dzieci mają przekichane, jeszcze niedawno mój prywatny
wnuk nie lubił szkoły teraz tęskni.

Dobra rozumiem jest zaraza, ale zaraz, zaraz...
Jak już trochę okrzepliśmy, przyszła refleksja, że jakaś zaraza jest,
ale też, że rzetelnej informacji brak.
Przyszło też podejrznie, że jesteśmy manipulowani
i "oczywista oczywistość"- rządy na całym świecie wykorzystują
jak mogą sytuację do tego żeby sobie ułatwić rządzenie społeczeństwami.

Mamy się bać, mamy do końca nie wiedzieć co nam wolno, a czego
nie wolno.

To tak jak na strajku przedsiębiorców, policja otacza grupę protestujących
szczelnym kordonem, wzywa do rozejścia się, oczywiście polecenie
jest "a wykonalne" no bo nikogo się nie wypuszcza z "KOTŁA".
Ponieważ polecenie nie zostało wykonane to psika się wszystkich
gazem pieprzowym i protest zostaje spacyfikowany.
Potem na dołek, mandaty, wnioski o ukaranie, grzywny i tym podobne
szykany.

Albo kary administracyjne za brak np maski lub zachowanie
dystansu społecznego nakładane przez sanepid w horrendalnej
wysokości.
Najpierw musisz zapłacić, a dopiero potem możesz się odwoływać.
Przekaz jest taki, że władza może cię zarżnąć finansowo w każdej chwili
więc uważaj i bądż grzeczny.

Można pisać o tym co się wyrabia bez końca.
O trzecim programie radia, którego już i tak nie było, ale który został dorżnięty.
O stadninie koni w Janowie w którym konie mają się tak dobrze, że aż sie robi nie dobrze.
O finansach państwa, które to mają się dobrze bo jeszcze na papier i toner
    w drukarkach na dodruk starcza, a inflacja ma się coraz lepiej.
O wypłaszczającej się krzywej zachorowań, która się wypłaszcza od miesięcy
    i tak będzie się wypłaszczać w nieskończoność i chociaż zachorowań
    jest więcej niż na początku pandemii to premier ogłasza, że właśnie
    poradziliśmy sobie z zarazą.
O którejś tam tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców, w gąszczu przepisów
    poległ nasz księgowy, ale próbujemy skorzystać.
O edukacji szkoda gadać - mój najstarszy potomek odlicza dni do końca roku,
    szkolnego, bo ma już dość nagrywania filmików np z zajęć fizycznych
    swoich dzieci. Panowie wuefmeni muszą się wykazać kreatywnością
    i zadają nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale też wypracowania na temat sportu,
    a następnie sprawdzają błędy stylistyczne.
    Moja bratanica zmaga się z "dziwną maturą", a jej rodzice siwieją w tempie.
O widoku rąbanego lasu jeszcze wspomnę, bo prawie codziennie przejeżdżam
    na rowerze przez trójmiejskie lasy i ilość zwalonych drzew mnie poraża.
itd. itd. itd. itd.

Można tak jojczyć bez końca, i jeszcze informacja z dzisiaj, że w Niemczech
może wybuchnąć wulkan bo coś tam naukowcy odkryli, że buzuje i że jeśli
pierdyknie to będzie szaro buro i zimno w Europie, jak by już nie było.

Ktoś w komentarzach pod informacją napisał, że w sumie to dobrze bo przynajmniej
pumeks w Lidlu będzie w promocji.
Powiało optymizmem zawsze coś.

Przejeżdżając na rowerze przez tereny byłej stoczni gdańskiej zobaczyliśmy
taką instalację artystyczną, czyżby proroczą...


Wspaniały się zadumał, co będzie jak człowiek już wykończy człowieka.
Można zatytułować to dzieło "Terminator na spacerze ze swoimi psami".

Jeszcze wypadałoby wspomnieć o wyborach, jak niektórzy sądzą ostatniej
szansy.
Tych ostatnich szans było już sporo, wiele przeżyłam, wielu nie do żyję.
Pójdę jak zwykle chociaż w czasach nie zwykłych, ale myślę, że uczciwie
nie będzie, jeśli w ogóle będzie...


                         Urządzająca się jakoś w czarnej d....ie Kurodoma.
   

czwartek, 5 marca 2020

Kto szybciej rozłoży namiot kontra koronawirus...

Prababcia która jest u nas na stałe ma co jakiś czas stan zapalny
nóg spowodowany niewydolnością żylną.
Objawia się to zaczerwienieniem skóry i mocnym świądem.
W normalnych warunkach idę sama do przychodni, lekarz
przypisuje odpowiednie leki i już.

Wczoraj ogłoszono, że w końcu jest, jes, jes, jes pierwszy
pacjent tzw pacjent 0 chory na koronowirusa.
Oczywiście każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku
i podstatowej wiedzy rozumie, że jest to pierwszy
ZDIAGNOZOWANY człowiek.

Wirus był, jest i będzie.
Dobra mają pacjenta więc zaczęła się "biegunka" informacyjna/medialna.

Zgadzam się, że:
1/ Trzeba myć często ręce.
2/ Unikać skupisk ludzi.
3/ Unikać ludzi kaszlących i chychrających.
4/ Dbać o kondycje psychofizyczną.

Obecnie panujący w "kraju nad Wisłą" ustalili, że potrzebna nam jest "super ustawa".
Uchwalili, małego potworka prawnego i ogłosili, że teraz to już jesteśmy
przygotowani i możemy w spokoju chorować.
Pierwszy chory zachorował wkrótce po uchwaleniu ustawy - no dziwny
zbieg okoliczności.

Wracając do Prababci lat 82, nogi się zaczerwieniły więc Kurodoma o siódmej
rano powędrowała do przychodni.
Idąc widziałam oczami wyobraźni jak przy drzwach odkażam ręce,
jak pan przy drzwiach rozdaje jednorazowe maseczki, żeby kaszlący ludzie
nie kichali na siebie, jak ktoś informuje, żeby ludzie w kolejce 
do rejestracji stali w odległości metra od siebie, przed drzwiami 
do przychodni leży mata odkażająca i każdy wchodząc i wychodząc
musi przez nią przejść.
Przy wyjściu stoi pojemnik na zużyte maseczki, wisi płyn do odkażania rąk.
O fantazjo...

Kurodoma weszła do przychodni i BUM...
Tłumek ludzi przed gabinetem kaszle i chychra całkiem swobodnie.
Wolnych terminów wizyty brak, niech się pani pyta może lekarz przyjmie.

Kartki informacyjnej o wirusie brak , jedyna kartka to przeprosiny 
dyrektora przychodni, że z powodu braku lekarzy do zatrudnienia,
są dłuższe kolejki do innych lekarzy.

Znajoma rejestratorka poradziła, żebym przyszła później
i zapytała czy lekarz mnie przyjmie.
Dobra nie będę przedłużać, poszłam później, stoczyłam lekką 
batalię pod drzwiami, lekarz mnie lubi więc przyjął, leki dla prababci
mam.
Jak mnie wkurza cwaniactwo ludzi, którzy wciskają się przed ciebie 
"Ja tylko zapytać" drzwi się zamykają i to zapytanie trwa i trwa, i trwa...



Wróciłam do domu umyłam ręce i zadowolona usiadłam przed TV.
A w TV  oglądam jak strażacy i inne służby ćwiczą rozkładanie namiotów w ramach 
przygotowań do walki z koronawirusem.

O Wszechwiedzący czy naprawdę nasze bezpieczeństwo epidemiologiczne 
zależy od tego kto pierwszy rozłoży namiot!!!!!!
Przecież to do szpitali i przychodni przychodzą ludzie chorzy, starzy,
o obniżonej odporności.
Wielu ludzi wie, że z podejrzeniem wirusa nie idzie się do lekarza
pierwszego kontaktu, ale ilu ludzi nie wie?
To w przychodni powinny być te pierwsze podstawowe środki ochrony.
I nie chodzi tylko o koronowirusa, ale sezon na grypę trwa w najlepsze.
Mam już swoje lata i też jestem w grupie zwiększonego ryzyka
więc każda wizyta w przychodni wiąże się z ryzykiem 
złapania jakiegoś wirusa, że o prababciach ponad osiemdziesięcioletnich
nie wspomnę.

Żadna polska władza nie grzeszyła zwykłym zdrowym rozsądkiem,
mam uzasadnione obawy, że Polska nie jest przygotowana na żadne
graniczne wirusowe doświadczenie.
Ktoś umrze, ktoś przeżyje, a wogóle jakoś to będzie.
Jednego jestem pewna, że namioty na w razie czego umiemy rozstawiać.

                         Uspokojona Kurodoma.

cdn

wtorek, 25 lutego 2020

Co się dzieje, co się dzieje i co się jeszcze może stać? cz1.

Przeżyłam "SEPUKU" (o czym na Frigance) i wracam po przerwie do rzeczywistości.
Przez cały Styczeń raczej starałam się nie denerwować bo to nie sprzyja
zdrowieniu, ale nie powiem żebym się nie dziwiła.

O czym by tu, o czym by tu, o kurczaczek za dużo tego...
Ilość rzeczy które mnie zadziwiły przez czas kiedy mnie tu nie było
przekracza po mału zdolności mojego mózgu do przetwarzania danych.

W szkole kiedy pisałam wypracowanie robiłam sobie plan pracy,
może więc napiszę co mnie zadziwiło przez te dwa miesiące
wg hierarchii ważności w punktach i w wiekim skrócie,
myślę, że w następnych postach będzie rozwinięcie sytuacji,
bo się dzieje.
Tak więc zaczynamy:

1/ Zmiany klimatyczne, nie było zimy, jest koniec lutego i tylko raz
    przez jeden dzień widziałam śnieg, aż uwieczniłam ten wybryk
    natury za oknem widać przypruszone krzaki.
    O klimacie będę pisać, bo topnienie lodowców przyspieszyło zatrważająco,
    bo smog, bo wymieranie zwierząt, bo szarańcza i inne "plagi egipskie"...


2/ Epidemia "Koronawirusa". Nie żebym zaraz popadała w panikę.
    Że jakaś globalna zaraza nam się trafi to było oczywiste, świat staje
    się wielką wioską, łatwość przemieszczania się ludzi i ciągły przyrost
    ludzkiej populacji sprzyja rozprzestrzenianiu się różnych zagrożeń.
    I ja wiem, że grypa jest groźniejsza, że wzrasta liczba chorych
    na gruźlicę, choroby weneryczne, na miażdżycę i choroby krążenia,
    choroby nowotworowe itd, ale to mamy mentalnie oswojone i to nie wywołuje
    paniki, a właśnie panikę, zauważam jako główne zagrożenie.
    Jeśli już teraz "szpitalne SORY" nie dają rady obsłużyć chorych, to SORRY,
    ale co będzie w razie paniki spowodowanej obawą przed wirusem z koroną?
    Nasz minister zdrowia zawierzył nas matce tej w niebie, czy to wystarczy?
    Nie sądzę.
    Mogłabym się wyżywać do woli na słuzbie? zdrowia?, ale powiem tylko tyle,
    że zdrowy rozsądek podpowiada, żeby tak na 10 dni mieć w domu coś do jedzenia.
    Nie nie dlatego, że wirus nas pokona, ale dlatego, że Polacy są narodem
    mocno emocjonalnym, wystarczy iskra i panika murowana.

    Bardzo mi się podobało jak pan od wirusów w TV pouczał, że maseczkę
    powinni nosić ci którzy podejrzewają u siebie niepokojące objawy,
    żeby chronić zdrowych.
    Mówię do Wspaniałego:
    - wiesz co załóż maseczkę i idź do sklepu po piwo zobaczymy jaka będzie
      reakcja ludzi...
    Wspaniały się nie zdecydował, myślę że wykazał się zdrowym rozsądkiem
     i być może uniknął co najmniej ostracyzmu i dzięki temu mamy jeszcze całe
     szyby w oknach.
     Szczególnie, że ogromne wrażenie zrobiło na mnie nagranie jak Ukraińcy powitali
     autobus z ludżmi ewakuowanymi z Chin, jadącymi na kwarantannę paląc ogniska
     i wybijając okna w autobusie.
     Jak mało trzeba żeby "cywilizacja poszła w diabeły".
    Jedyny plus wirusa, wiem zdecydowanie więcej o Chinach i polonii w państwie
    środka.

3/ Wybory prezydenckie w Polsce.
    Stoję sobie przed biblioteczką w naszym osiedlowym parku, wertuję jakąś książkę
    i nagle widze biegnącą w moim kierunku panią w średnim wieku z kartką
    w ręku, pani zwraca się do mnie z pytaniem:
    - Czy zechce pani się podpisac pod kandydaturą pana Hołowni.
    Moje krótkie "nie", nie zniechęca pani, mówi do mnie:
    - Ale dlaczego?
    Ja - bo nie popieram  pana Hołowni.
    Ona, ale dlaczego, ja znam pana Hołownię tyle lat to taki porządny człowiek?
     Ja - ale mi się poglądy pana Hołowni nie podobają, jak na moje standarty
     jest zbyt ortodoksyjnie katolicki.
     Ona, ale on już złagodniał.
     Ja no właśnie, dziś złagodniał, a jutro odłagodnieje?
     Na razie krótko o wyborach, bo nie chcę zanudzać, będzie jeszcze okazja,
     powiem krótko, tylko nie Duda, tylko nie Bosak, tylko nie Hołownia, tylko nie
     Kosinak- Kamysz...wg hierarchii.
     Błagam Wszechwiedzący tylko nie p.Duda.
     Jeszcze o tym pogadamy.

4/ Palec Lichockiej - cóż to było...nie mam słów.
    Przy okazji 2 miliardy na między innymi panią Ogórek.
     Nabrałam nawyku poprawiania środkowym palcem opadających okularów,
     zwłaszcza kiedy widzę niektórych polityków i dziennikarzy pewnej opcji.
     Przepraszam proszę się nie doszukiwać żadnych aluzji, mam ciężką ramkę
     i dlatego okulary często zsuwają mi się z nosa.
     W razie czego ja nikogo nie obrażam, oto dowód dla "niezależnej" prokuratury:
         
             
   
     Mamy tak niezależną prokuraturę, że polecam zbierać dowody na własną niewinność,
     bo teraz to nie prokurator ma udowodnić winę, ale oskarżany ma udowodnić,
     że nie jest wielbłądem...

Dobra za długi post się robi, ciąg dalszy nastąpi, ponieważ Kurodoma przeżyła
ingerencję złotych rąk chirurga o czym piszę na Frigance, to teraz częściej
będzie się udzielać w blogosferze:
Hurrrrrrrrra wracam do żywych, jeszcze trochę i na rower.




                                       Odrodzona Kurodoma.

wtorek, 1 października 2019

Mam dzisiaj bardzo dobry dzień i uśmiecham się....


Ludzie, ludzie dzieje się....




Słuchajcie, wspierajcie, nie zgadzajcie się, zgadzajcie się, dyskutujcie,
udostępniajcie, propagujcie, "nieście dobrą nowinę."

To nasze własne, za nasze i dla nas.
Nie wiem co będzie, ale chcę wierzyć, że się uda.
To chyba najważniejsza inicjatywa na powybory.


                              Bardzo zadowolona Kurodoma.

Ps
Na gorąco. Fajnie graja, optymistycznie gadają, pierwsze koty za płoty.
Teraz do 15.00 tylko muzyka. Podglądać co się dzieje w studiu (bez głosu)
można you tube.

Czekam na godzinę 15.00.
Będę słuchać.

I TO WSZYSTKO SIĘ ZADZIAŁO W MOJE IMIENINY


piątek, 2 sierpnia 2019

Robacy do roboty......


Ten rysunek mówi o tym jak się czuję jako obywatelka kraju gdzie pietruszka
dojrzewa, a czuje się o tak:



Tak moi drodzy robacy do roboty, trzeba zarobić na panów z PiS
cytując klasyczkę



Bo przecież im się należało, należy i prawdopodobnie będzie należało.
Marszałek Kuchciński może już całkiem na legalu latać z rodziną
i nie tylko, samolotami i helikopterami, zamawiać owoce morza
dla kancelarii, no w końcu za ciężką pracę się należy.

Robacy do roboty...
Robacy zarobią to
Dorzuci się tym co nie pracują, a dostarczają nowych podatników.
Dorzuci się ojczulkowi dyrektorowi bo on się odwdzięczy
głosami poparcia braci radiomaryjnej.
Dorzuci się kościołowi bo z ambon popłynie słowo poparcia.
Dorzuci się emerytowi, bo to potężna armia wyborców.
Kupić, przekupić, okłamać, zastraszyć, postraszyć.

LGBT nie mogę o tym pisać, bo bywam Kasandrą i czasem
moje przeczucia się sprawdzają, jest źle, a będzie bardzo krwawo.

Tak bardzo kibicuję temu projektowi:


Wiem, że jest kontrowersyjny, bezkompromisowy, czasem niepoprawny,
czasem denerwujący, ale niech mu się uda.

                                      Kurodoma - Robak.



poniedziałek, 11 grudnia 2017

WPIS KU PAMIĘCI.......




           (...)"W naszym życiu pojawiło się wiele zła, coraz bardziej bezczelnego,
            agresywnego mającego poczucie bezkarności Temu też trzeba się przeciwstawić.
            To jest nasze zadanie"(...)

            (...) Ci, którzy protestują mówią, że trzeba czekać na zwłoki.
             W sposób haniebny obraża się kobiety. Trzeba sobie powiedzieć:
              naszym zadaniem jest przywrócenie w Polsce przyzwoitości i normalności"(...)

            (...) Nasi wrogowie nie spoczną - chcą zniszczyć nasze życie, chcą doprowadzić
              nasz kraj do ciężkiego kryzysu, by wróciło to, co Polskę niszczyło, okradało,
              co prowadziło do degradacji naszego państwa"(....)


Ostatnio pojawiające się wpisy nawołujące do łamania prawa są 
bardzo niebezpieczne! Zapowiadamy zdecydowane działania przeciwko 
prowokatorom, a zabezpieczone dowody, w tym wpisy i wypowiedzi 
przekażemy do Prokuratury. 
Nie ma przyzwolenia na takie jak -pokazane poniżej- zachowania

LINK DO ARTYKUŁU Z KTÓREGO POCHODZĄ WSZYSTKIE CYTATY

Wstałam rano i pierwsze co, to wiadomości.
Chodzę wcześnie spać, a ponieważ od pewnego czasu nie mam
w sypialni TV nie miałam okazji wysłuchać przemówienia
prezesa oooo pardon Prezesa podczas kolejnej miesięcznicy smoleńskiej,
ani przeczytać wpisu polskiej policji ooo pardon Polskiej Policji ??????

Chwila na "złapanie pionu" i zrozumiałam....
Znowu jest Grudzień i znowu.....
Trzeba zapamiętać kolejną grudniową datę 09-10.12.2017 roku, nikt już
nie powinien mieć złudzeń co do intencji "dobrej zmiany".

Sam prezes ooo pardon Prezes i polska policja ooo pardon Polska Policja
ogłosili, że od tej chwili przynajmniej połowa polskiego społeczeństwa
należy do opozycji i w związku z tym za każdą mniej lub bardziej
niefortunną wypowiedź będzie się ścigać i karać nie tylko
grzywnami/mandatami, ale też sprawami sądowymi.
O czym przekonują się już na własnej skórze setki
protestujących, którym policja wytoczyła sprawy sądowe.

Po raz pierwszy tak na poważnie się "zabałam" i stąd moje asekuracyjne
"pardon" za prezesa pisanego  z małej litery, żeby w razie kiedy stanę
przed ICH sądem w sprawie pod tytułem:
"Państwo Polskie przeciwko Kurodomie o szerzenie dezinformacji.
  Oskarżona szerzyła nieprawdę i pisała o...
1/ Łamaniu konstytucji przez urzędników państwowych
    oraz większość sejmową.
2/ Zmienianiu ustroju państwa ustawami zwykłymi.
3/ Zwiększaniu uprawnień resortów siłowych w sprawach dotyczących
    zwykłych obywateli.
4/ Oddawaniu władzy nad wymiarem sprawiedliwości w ręce jednego
   człowieka.
5/ Ograniczania prawa do demonstracji i wolności słowa.
6/ Dezinformacji w TV publicznej.
7/ Pisała, że prezes to tylko zwykły człowiek....
itd. itd. (każdy myślący  może sobie dopisać co chce pod moim aktem samooskarżenia)......

Tak więc kiedy stanę przed ICH sędzią, ICH prokuratorem
z ICH adwokatem u boku to moje asekuracyjne pardon ma na celu
uzyskanie nadzwyczajnego złagodzenia kary bo prezesa oooo pardon Prezesa
Wysoki Sądzie to ja nie obraziłam...

Po takich słowach władzy, ludzie włączą autocenzurę, przejdą
do oporu biernego, tajnego i jawnego czyli zacznie się tworzyć
podziemie opozycyjne tak jak w czasach słusznie minionych.
Różnica jest tylko taka, że odbędzie się to szybciej dlatego,
że prezesie oooo pardon Prezesie i polska policjo ooo Polska Policjo - dzisiaj:

1/ Ilość drukarek w domach - poraża.
2/ Dostęp do internetu/informacji - poraża.
3/ Dostęp do telefonów/łączności - poraża.
4/ Ilość powiązań finansowych z państwami UE - poraża.
5/ Ilość samochodów do przewozu bibuły - poraża.
6/ Inflacja szczególnie w przypadku żywności - poraża,
     już nie długo ci co biorą 500+ zauważą, a w nowym roku
     szykuje się podwyżka opłat za prąd, wodę, składkę na ZUS
     itd.itd.

Nie dacie rady obywatelskiej opozycji.....
Dobra chyba, że się zdecydujecie na wariant hmmmm
"stalinowsko-hitlerowsko-północno koreańsko- czerwono khmerowski".

Można Kuby Wątłego nie lubić za fryzurę, sposób ubierania, słowa niecenzuralne
których nagminnie używa, sposób mówienia, poziom wkurzenia które okazuje
werbalnie, tatuaże, ale wg mnie warto posłuchać treści....


W tamtych czasach byłam za młoda, teraz jestem za stara, ale....

Wiem, że zasięg mojego bloga jest mikry, mikrusieńki, że w zasadzie przekonuję
przekonanych, ale w związku z istniejącą od pewnego czasu sytuacją polityczną, ponieważ
JESTEM W OPOZYCJI SPOŁECZNEJ do tego co się dzieje w moim kraju, postanowiłam
częściej komentować bo w zasadzie w moim wieku i w moim stanie zdrowia
to ja boję się tylko przez chwilę i lubię gościć - gości.

                                     Przygotowana na gości o 6 rano Kurodoma.

sobota, 10 czerwca 2017

"Ideologia ekologizmu jako zielonego, ateistycznego, materialistycznego i nihilistycznego neokomunizmu......"


Cytat, cytuję z księdza Guza.
Ksiądz Guz stwierdził iż "wiem co mówię i czynię".

ON wie?
Ja przeczytałam kilka razy i naprawdę nie wiem.
Oto fragmenty wystąpienia księdza Guza podczas konferencji organizowanej
na toruńskiej uczelni innego księdza - Rydzyka.

(...) W ideologii ekologizmu jako zielonego, ateistycznego,
materialistycznego i nihilistycznego neokomunizmu dokonywana
jest radykalna negacja Boga jako stworzyciela Polski, Polaków i Polek,
zwierząt i roślin. Neomarksistowski nurt myślenia przechodzi dalej(...)
ADVERTISEMENT

(...)Od totalnej opozycji względem Boga objawionego do przejściowej
animalizacji człowieka, aby go jednak ostatecznie doprowadzić do całkowitej
zagłady. Jest to kochani – a wiem co mówię i czynię to z całą
odpowiedzialnością przed państwem i obliczem bożym – ideologia
będąca odmianą zielonego nazizmu (...)

Jeśli ktoś już to czytał lub o tym pisał to myślę, że jak przeczyta jeszcze raz
i jeszcze raz, i jeszcze raz i nie zrozumie to będzie to raczej świadczyło
o równowadze umysłowej czytającego, bo jeśli ktoś zrozumie, albo będzie myślał,
że rozumie to raczej będzie świadczyło o nierównowadze umysłowej.

Co to ja chciałam, co ja chciałam, nie wiem, ale widzę i słyszę piły.
Widzę "ekologistów ateistycznych" przypiętych do drzew i maszyn
w Puszczy Białowieskiej.
Widzę "ekologistki neomarksistowskie", które z małymi dziećmi wędrują
do Rzymu, żeby wręczyć papieżowi Franciszkowi informator
na temat wycinek drzew, zanieczyszczenia smogiem naszego
patriotycznego, wstającego z kolan kraju nad Wisłą.

Jadę na rowerze i najpierw słyszę piły, a potem widzę to...



To był las, a będą domy.

Dzisiaj usłyszałam, że zagrażają nam łosie i ministerstwo ochrony przyrody?
zastanawia się nad odstrzałem, bo bezpieczeństwo człowieka przede wszystkim.
Nie wiem czy już odstrzelono żubry, czy jeszcze się czeka na myśliwych
którzy chętnie zapłacą za udział w takim polowanku na grubego zwierza.
Wiem, że czasami odstrzał jest konieczny, ale protestuję jako "ekologistka nihilistyczna"
przeciwko odstrzale za pieniądze, bo tak sobie podejrzewam, że za problemem łosi
może się kryć ochota na odstrzeliwanie za przysłowiowe dewizy.

Za chwilę słyszę, że w Warszawie i nie tylko zaczyna się plaga szczurów, które
już w dzień zaczynają buszować po ulicach niektórych dzielnic.
Mój neokomunistyczny ekologizm podpowiada mi, że to może być wina
tego, że niektórzy bardzo nie lubią żyjących półdziko kotów, bo śmierdzi.

Uprzedzam wytykanie mi, że nie wiem co mówię, bo kot najedzony nie poluje.
Na święta Bożego Narodzenia dostałam prezent od kota domowego, najedzonego,
nawiedzającego nas po sąsiedzku.


Mieszkałam w domu rodzinnym, który ze szczurami walczył od zawsze.
Nie dość szczurów i myszy tzw domowych nawiedzały nas też szczury piżmaki.
Potrafiły skubane wychodzić z toalety, obok domu płynęła rzeka Radunia.
Administracja co jakiś czas wykładała trutkę, ale pomagało to na krótko.
Dopiero jak zamieszkało na podwórku stado półdzikich kotów, dokarmianych
i wpuszczanych do piwnicy skończył się problem.
A i jeszcze pies sąsiadki straszliwie upierdliwie szczekający pół jamnik,
pies na szczury.
Lokatorzy znosili nieprzyjemne zapachy i upierdliwe szczekanie w zamian
uwolnili się od widoku i zapachu szczurów.
Coś za coś...

Z niejakim zadziwieniem wysłuchałam relacji z procesu jaki toczy się
przed sądem.
Otóż podejrzani są Milka i Lulu (koty) w ich imieniu wyjaśnienia składa ich właściciel.
Oskarżył ich sąsiad  - właściciel stawu z rybkami.
Oskarżenie dotyczy tego iż Milka i Lulu wyjadają rybki ze stawu.
Właściciel po przeliczeniu rybek twierdzi, że widział oskarżonych
w momencie wyjadania rybek.
Wezwał straż miejską, ale ponieważ oskarżeni na każde pytanie odpowiadali
"MIAU", straż miejska skierowała sprawę do sądu i teraz sąd na drugiej
już rozprawie docieka, czy Lulu i Milu są winni, czy też inne koty
okolicznych sąsiadów cichcem wyjadły rybki, a może to były ptaki drapieżne -
pod sąd ptaki, a co?

Wczoraj po południu reporter relacjonował, że wyrok nie zapadł,
natomiast zaginął Lulu i została tylko Milka....
I co teraz to niesprawiedliwe, żeby odpowiadał tylko Milka,
Lulu wróć, nic ci nie udowodnią.....

O Wszechwiedzący i my za to płacimy....

Wiem, wiem trzeba koty zamykać, bo polują na ptaki, rybki, paskudzą po
ogrodach, sikają po klatkach i w ogóle.
A może pozamykać też niektórych ministrów od ochrony, bo pozwalają
na wycinanie zdrowych drzew, odstrzeliwanie za pieniądze zwierząt,
twierdzą, że palenie śmieciami w piecu nie zanieczyszcza powietrza,
a w ogóle to w końcu człowiek posadził drzewa i człowiek może
je ciąć.
Trudno jest pogodzić prawa człowieka i prawo natury, ale trzeba się
chociaż starać, wydaje się, że to powinien rozumieć każdy człowiek.
Jesteśmy związani z naturą ile wytrzymamy bez lasów, łąk, zwierząt,
bez łyku świeżego powietrza....

A może się mylę i bredzę otumaniona przez "ideologię ekologizmu
jako zielonego, ateistycznego, materialistycznego i nihilistycznego
neokomunizmu" UFFFF.


                                                     "TYŚ JEST JEZIORO MOJE"

                                          Ekologistka nihilistyczna - Zadziwiona Kurodoma.


czwartek, 16 lutego 2017

Strach, strach, rany......






Z powodu bardzo intensywnego używania kultury wyższej czyli teatru
trochę oderwałam się na chwilę od codziennych zadziwień.
Teatr kocham miłością wielką od zawsze o czym na Frigance.

Kilka razy siadałam zadziwiona przed komputerem, ale to co zadziwiło mnie
przed chwilą już za chwilę przestaje być aktualne.
Ilość zadziwień tym co się dzieje mnie samą zadziwia, więc trudno wybrać
konkret i się na nim skupić.
Zadziwienia szybko się dezaktualizują "nie na danrzam".

Dobra, to może kilkanaście zadziwień:
Po pierwsze pancerna limuzyna z panią premier na pokładzie,
przy szybkości 50 km/h na widok Cin-Cin wbija się w drzewo.
Zwykły chłopak z małego Cin-Cin tak przestraszył,
Super Borowca w pancernej limuzynie, że ten centralnie wali
w jedyne drzewo w okolicy....
Strach, strach, rany.....

Pani premier zdrowa, ale jednak chora przebywa nadal
w szpitalu, zdrowa, ale jednak chora spaceruje po szpitalu.
Chora, czy zdrowa? Mamy jeszcze premiera zdrowego
na ciele i umyśle czy....
Życzymy zdrowia, ale czy premiera mamy zdrowego,
czy chorego?
Strach, strach rany....

Kierowca Cin-Cin staje się mimowolnym bohaterem zderzenia
władzy ze zwykłym obywatelem.
Z tego zderzenia wyłania się obraz dezinformującej władzy.
Pomijam prawdziwość wypowiedzi obu stron,
powiem tylko tak, jaka jest równość stron jeżeli rządowy prokurator
może ujawniać fakty, a strona Cin-Cin jest zobowiązana przez
prokuratora do milczenia na temat wypadku?
Pozostaje wiara w niezależne sądy, tylko jak długo jeszcze,
bo przecież pan Ziobro się nie obija i chłopak z Cin-Cin
może się nie załapać  na jeszcze względnie niezależnego sędziego.
Strach, strach, rany....

Po internecie rozniosła się wieść dokumentowana zdjęciami,
że kolejna miesięcznica smoleńska była chroniona przez
snajperów.
Może to byli snajperzy, może tylko obserwatorzy,
mam takie pytanie:
Kogo tak bardzo boi się obecna władza, że aż tak musi się chronić?
Boją się nasi władcy kochani,  tak bardzo się spieszą,
tak bardzo się chronią, że sami dla siebie i dla innych stają się
największym zagrożeniem.
Strach, strach, rany....

Pan prezes na miesięcznicy nie stoi już na drabince, tylko na "platformence".
Pan prezes w obawie przed upadkiem z drabinki i ciągłymi
drwinami ludzi gorszego sortu symbolicznie wziął platformę
pod buta.
Odgrodził się barierkami od jazgotu połowy suwerena, boi się?
Strach, strach, rany.....

To jest dla mnie wiadomość, która wybija się na pierwsze miejsce
zadziwień.
Wczoraj przeczytałam, że Gąsiorowski tak,tak, ten od oscylatora i Art-Bi
wraca, bo atmosfera sprzyja.
Będzie starał się o reaktywację Art-Bi zapowiedział też, że będzie
wytaczał proces każdemu kto użyje słowa zaczynającego się na a.....
i kończącego się też na a.
Nie stać mnie na odszkodowanie dla pana Gąsiorowskiego dlatego
załączę link do bardzo ciekawego wywiadu z panem Gąsiorowskim
w, którym on sam mówi o sobie i o obecnej władzy.
Wywiad z Andrzejem Gąsiorowskim Art-B
Warto przeczytać czym chce się zajmować pan Gąsiorowski.
Tym samym co On, będzie się zajmować nowo tworzona Polska Fundacja
Narodowa, którą zasilą spółki Skarbu Państwa kwotą 600 mln PLN.
Muszę przyznać, że pan Gąsiorowski  ma niesamowite wyczucie
biznesu i sprzyjających okoliczności.
(W wywiadzie pada też nazwisko obecnego ministra od gospodarki
z sugestią skąd tenże czerpie pomysły na rozwój naszej gospodarki).
Strach, strach, rany....

Wczoraj też rząd po cichutku podjął decyzję o tym, że "pigułka dzień po"
będzie na receptę.
Uzasadnienie: w imię troski o zdrowie kobiet.
Tym samym nieaktualna staje się podsłuchana rozmowa dwóch
pań, które nie wybrały się na "marsz parasolek", bo i tak w razie
co jakiego jest "pigułka dzień po", otóż moje panie wybór staje się
coraz mniejszy.
Strach, strach, rany....

Boi się władza, zastraszana przez opozycję, tak bardzo, że aż prokuratura
i komisja etyki poselskiej będzie musiała zająć się panem posłem
Budką i posłem Sową w sprawie dezinformacji jaką uprawiają
w związku z wypadkiem pani premier.
Boi się opozycja, która ustami Schetyny, delikatnie mówi
"nie pozwolimy", ale nic nie może zrobić.
Boją się obywatele, bo co jeśli jakiemuś snajperowi/borowcowi
omsknie się palec po cynglu "człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi".
Trupy wypadają z szafy, a to informacja, że minister Macierewicz ponownie
dał fuchę w MON bardzo młodemu Edmundowi Jannigierowi
i wcale nie ma zamiaru pozbyć się słynnego Bartłomieja Misiewicza.
Strach, strach, rany....

I tak sobie mieszkam w tym kraju nad Wisłą gdzie pietruszka dojrzewa
i zadziwiam się tym co człowiek może wymyślić.

Właśnie się dowiedziałam, że obrażenia pani premier to informacja intymna,
ale uszkodzona miednica i nogi pana borowca już nie są informacją intymną.
Dowiedziałam się też, że fajowy prezydent Trump oczywiście nie zniesie
wiz dla Polaków, nawet tych prawych i sprawiedliwych, natomiast
Putin ma oddać Krym, kto by się spodziewał?
Przecież to Clintonowa miała wywołać III WŚ.

W zalewie tych wszystkich mniej i bardziej wiarygodnych informacji
musimy wszyscy pamiętać, żeby nie dać się przestraszyć i wykorzystać
żadnej władzy...
Bo kiedy zaczyna rządzić strach to wystarczy jedna iskra, jeden fałszywy
ruch kierownicą, omsknięty palec po cynglu i w jednej chwili
przestaje być śmiesznie....


PS
Na koniec demotywator z podpowiedzią dla tych którzy prowadzą
śledztwo w sprawie wypadku pani premier.
Ponieważ pozwolono odjechać w siną dal jedynym świadkom
kolizji bez spisania ich danych, a teraz wzywa się ich do
dobrowolnego ujawnienia się i złożenia stosownych zeznań.
Jest łatwiejsze rozwiązanie, jakie?


Ano takie, przecież to proste i takie oczywiste.

                                                         Zadziwiona Kurodoma.