środa, 25 sierpnia 2021

Uchodźcy na granicy i co...

Oto oficjalne stanowisko Kurodomy w sprawie uchodźców na 

granicy z Białorusią:

-W państwie prawa:

Uchodźców należy przewieźć do ośrodka dla uchodźców, przyjąć

od nich wnioski o ochronę międzynarodową, jak najszybciej

rozpatrzyć wnioski i dalej postępować zgodnie z procedurami.

(Tylko czy my mamy jakąkolwiek politykę imigracyjną, procedury?)


- W państwie dbającym o prawa człowieka:

Należy dostarczyć koczującym ludziom jedzenie, picie, ciepłe i suche ubrania,

leki, toi toi i jedzenie dla kota i wtedy dalej czochrać się z Łukaszenką.

(przecież jesteśmy państwem pielęgnującym wartości chrześcijańskie,

miłosierdzie chrześcijańskie jest nakazem dla partii prawicowych - ironia.

Wydaje mi się, że więcej miłosierdzia mają w sobie "lewacy i lewaczki

z wąsami").


- W państwie wolności słowa.

Należy dopuścić dziennikarzy do obserwowania sytuacji.

Samochody zasłaniające widok, jazgot kogutów na samochodach,

zamaskowani żołnierze i strażnicy graniczni.

Czego się wstydzimy? 

Przecież wg pisowskich organów propagandy Polska tylko broni

swoich granic.


Ktoś powie Kurodoma, gdyby to było takie proste...

Wiem, że sytuacja nie jest prosta, jest bardzo, bardzo skomplikowana.

Imigracja już jest, a będzie coraz większym wyzwaniem

dla świata zachodniego.

Nasz parlament powinien już dyskutować i zastanawiać się nad

polityką imigracyjną, nad procedurami, przepisami, sposobami

ochrony granic.

Powinnyśmy już dyskutować na forum UE jak radzić sobie

z ochroną granic, z napływem imigrantów ekonomicznych,

politycznych, klimatycznych.

(Przeraża mnie, że jesteśmy skłóceni ze wszystkimi państwami

wokół)

W tej sprawie nie ma mądrych.

Tylko na podstawie doświadczeń państw, które przyjęły

dużo uchodźców, w międzynarodowej dyskusji można wypracować

jakąś ścieżkę postępowania.

Uważam, że czerwona lampka świeci już jak oślepiający neon, a nasi

prawi i sprawiedliwi zajmują się załatwianiem, swoim intratnych

posad i napuszczaniem społeczeństwa na OBCYCH.

Za chwilę ruszy rzesza uchodźców, nie jesteśmy na nią gotowi i rząd nie robi

nic w tym temacie.

O przepraszam, ROBI - straszy i wzbudza nienawiść do imigrantów,

dobrze nie będzie.


                                  Kurodoma.


piątek, 20 sierpnia 2021

Wygrałam z policją.

 Cztery miesiące nie pisania.

O mamo złota cztery miesiące nie wierze.

To nie jest tak, że nie ma o czym pisać wprost przeciwnie ilość

wydarzeń w Polsce i na świecie, i prywatnie przygniata.

Coś mnie zadziwi i już mi się wylewa, siadam żeby o tym napisać,

a tu "surprise" nowe zadziwienie i "zonk" o czym pisać o tym

starym? czy o tym nowym?, a może o tym najnowszym?


Kto mnie czyta ten może pamięta, że miałam wypadek na rowerze,

o wypadku można poczytać TUTAJ, o wizycie na policji TUTAJ.

W skrócie pan kierowca zgarnął mnie na przejeździe rowerowym.

Mało nie zabił. Policjant na miejscu wypadku stwierdził, że nie jechałam

po ścieżce rowerowej i chciał ukarać mandatem.

Nie wyraziłam zgody więc sprawa poszła do sądu.

Wydawało mi się, że pójdę na policję, przedstawię zdjęcia i udowodnię

rzecz oczywistą, a usłyszałam, że to co powie policjant na miejscu

jest święte i nie ma znaczenia co udowodnię sprawa i tak pójdzie

do sądu i poszła.

Na pierwszej rozprawie w sądzie (nomen omen) karnym i słowa

sędziny "stawiła się obwiniona z pełnomocnikiem" wywołały

we mnie nie miłe uczucie dyskomfortu - obwiniona, ja?

Odbyła się pierwsza rozprawa, sędzia nie miała pojęcia o przepisach,

ale Kurodoma się przygotowała zdjęcia z miejsca wypadku, przepisy

o ruchu drogowym, adwokat.

Najlepsze były zeznania sprawcy.

Dowiedziałam, że pan kierowca pomógł mi wstać - sama w szoku wstałam natychmiast.

Wezwał karetkę - nie wiem kto wezwał, ale nie przypuszczam.

Poskarżył się sądowi, że pani czyli ja byłam nerwowa i wyzwałam go od głupków,

(uważam, że zachowałam się bardzo kulturalnie, bo powinnam wyrazić się dosadniej),

a w ogóle to on też dostał mandat.

Sędzia zapytała za co? Pan kierowca powiedział, że za brak papierów (samochód nie miał

przeglądu).

Dobra - Pani sędzia po ponad godzinie rozprawy stwierdziła, że w zasadzie ma wszystko,

ale chce jeszcze odpowiedzi z urzędu miasta czy droga po której jechałam

to jest ścieżka rowerowa czy nie?

I tu Kurodoma stwierdziła, że sprawę przegrała i ma wyrok skazujący jak w banku,

a dlaczego? bo po wypadku w ramach zapytania obywatelskiego

zapytałam o to urząd i dostałam odpowiedź, że ścieżka rowerowa jest, ale 

przejazdu pomimo istniejących znaków drogowych nie ma!

Sądowi o tym nie powiedziałam bo odpowiedź miasta była wg mnie kuriozalna.

Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy.

Na drugiej rozprawie Wysoki Sąd stwierdził, że nie dostał jeszcze odpowiedzi

z miasta i wyznaczył kolejny termin rozprawy, już trzeci w g.....nianej sprawie

stłuczki rowerowej - nadmienię, sąd karny który sądzi ciężkie przestępstwa.

Na trzecią rozprawę nie poszłam, poszedł mój adwokat bo stwierdziłam, że i tak przegrałam

to jeszcze pochodzę do sądu w sprawie odwołania.

No i dzwoni adwokat i melduje, że WYGRAŁAM i jestem NIEWINNA,

bo miasto napisało, że jechałam po ścieżce rowerowej z przejazdem!


O "tempora o mores". Obywatelowi miasto odpowiada, że nie ma ścieżki i na drzewo,

a sądowi, że jest ścieżka i jest przejazd - Paragraf 22!

Bo gdyby się okazało, że nie było przejazdu to można by oskarżyć

miasto, że większa część ścieżek rowerowych w mieście nie jest 

ścieżkami, jest źle i nie chlujnie oznaczona.

Podsumowując wygrałam z policją, czekam na uprawomocnienie się wyroku.

Dziesięć miesięcy, trzy rozprawy na każdą sąd przeznaczył 

półtorej godziny - reforma sądownictwa?

(koszt adwokata przekroczył koszt mandatu).


Policja - miałam napisać o sprawie Bartka z Lubina, ale nie mogę bo 

rośnie mi gula w gardle kiedy pomyślę o matce która wezwała

policję, żeby uzyskać pomoc, a okazało się że pośrednio wydała wyrok

na własne dziecko - jakie by ono nie było.


Niekompetencja, opresyjność, poczucie bezkarności pisowskiej policji

poraża.

Miałam napisać o grupce koczujących na ziemi niczyjej afgańskich

uchodźców, ale gotuję się w środku.

Jak można robić taka pokazówkę, premier na ich przykładzie chwali się,

że broni nas przed uchodźcami, a niech sobie wsadzi swoją obronę tam

gdzie słońce nie dochodzi.

Przecież jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, przecież nawet morderca 

w więzieniu dostaje jeść, ma gdzie spać i ma ciepło.


W czasach, kiedy świat wrze my mamy władzę, która jest przemocowa,

głupia i okrutna szczególnie dla słabych..

Nie wiem jak można mieć jeszcze złudzenia. 

Politycy PiS są pazerni i cyniczni, a ludzie popierający PiS są ślepi, głusi.


Na koniec powiem tak, jestem z natury pesymistyczną optymistką tzn

uprawiam czarnowidztwo, ale zawsze mam nadzieję na optymistyczny rezultat.

W sprawie Polski, mam przekonanie, że żadna partia nie chce tak naprawdę

przejąć władzy w Polsce bo kto się podejmie próby naprawiania Polski

po PiS, ale optymistka we mnie mówi, że przecież to nie może tak dłużej

być, że ta władza zgnije, bo że już cuchnie to większość Polaków już czuje.

A w ogóle to momentami nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.


                                                      Wściekła Kurodoma 



niedziela, 25 kwietnia 2021

Koło życia....

Życie dało w kość, kość wytrzymała, bo w dzieciństwie 

piłam dużo mleka prosto od krowy, lubiłam bardzo.

Znów ktoś bardzo mi bliski otarł się o wyrok ostateczny o czym

napisałam na Frigance w związku z czym wpadłam w nastrój

mocno refleksyjny.

Moje życie zatacza koła, bo w dużym skrócie:

1/ Od pieca do pieca:

W moim rodzinnym domu w centrum Gdańska paliło się 

w piecach, marzyłam i zazdrościłam centralnego ogrzewania.

Po wyjściu za mąż w moim nowym domu było centralne ogrzewanie.

Niestety ceny ogrzewania tak podskoczyły, że znowu palimy w piecu.

2/Od braku TV do braku TV:

Kiedy się urodziłam nie było u nas w domu TV. 

Później tata kupił pierwszy TV i od tego czasu nie wyobrażałam

sobie, że mogę zrezygnować z TV, właśnie prawie nie oglądam.

3/Od braku demokracji do braku demokracji:

Kiedy się urodziłam panowała (nazwa moja własna) "pozorna demokracja

socjalistyczna".

- Mieliśmy pozorny sejm

- Pozorną wielość partii, z jedną dominującą partią PZPR

- Mogliśmy pozornie głosować na kogo chcieliśmy.

No i nastał czas przemian.

No i dołączyliśmy do wspólnoty państw zachodnich.

No i znów mamy:

- Pozorny sejm.

- Pozorną wielość partii politycznych z jedną dominującą partią PiS.

- Możemy pozornie głosować na kogo chcemy...(tylko, że za chwilę się 

okazuje, że polityk już wyskoczył z tej partii i jest już w innej partii).

I tak koło się toczy.

Pamiętacie powiedzenie z dawnych czasów "Czy się siedzi, czy się leży

pensja się należy?".

No właśnie przeprowadzono badanie elektoratu partii politycznych i co 

się okazało, że ponad 50% głosujących na PiS to osoby nie pracujące.

Najwięcej pracujących głosuje na PO.

Dobra bo smucę, moja dusza Szamanki podpowiada mi, że jeszcze będzie

lepiej.

My Europejczycy nie damy się.

A było tak:

W tym roku spadło trochę śniegu i nasz sąsiad z na przeciwka, który

obwołał się samodzielnie królem ulicy i chodnika przy swoim płocie

zaczął odśnieżać "swój chodnik" sypiąc śnieg na chodnik przy naszym

płocie.

Nosz - Wspaniały się zirytował i zwrócił grzecznie uwagę panu sąsiadowi,

że to trochę jakby nie w porządku  jest, bo on ma odśnieżone, a my mamy

zaśnieżone.

W odpowiedzi na tę uwagę sąsiad obsypał Wspaniałego rzeczonym śniegiem.

O żesz ty, nie wytrzymałam i przyznaję się odezwałam się mało 

parlamentarnie, acz nie zbyt grubo.

Na co pani sąsiadka zaczęła krzyczeć do nas, ale EUROPEJCZYCY się

znaleźli.

Nie skojarzyłam o co chodzi i już miałam przystąpić do bitwy na śnieżki,

kiedy doznałam olśnienia, że to flagi na naszych rowerach tak mocno

zabolały naszych z tego wynika prawicowych sąsiadów i Wiecie co

poczułam dumę.

Poczułam dumę, że nasza mała rowerowa manifestacja tak kole w oczy.


Poczułam się na tyle dobrze, że odpuściłam sąsiadowi, który wynajął jakieś dziecko

i na saneczkach zaczął wywozić śnieg ze "swojego chodnika".

I jeszcze poczułam się dobrze bo nasi rodzinni wyznawcy pisu coraz mniej 

wychwalają rzeczony pis, a nawet unikają rozmowy na temat jaka ta władza szczodra

i łaskawa jest.

Jakby czuć jakiś powiew wiatru zmian?

Żeby tylko elektorat nie dał się nabrać na Hołownię i  w porę oprzytomniał.


                     Refleksyjna i zmęczona Kurodoma

Ps

Zaszczepiliśmy się. Zrobiłam to dla własnych dzieci, żeby żaden się 

nie obciążał gdyby przywlókł zarazę z pracy i zrobiłam to żeby

ta zaraza się jak najprędzej skończyła i żeby obecna władza nie mogła 

zabraniać nam protestować i w ogóle, bo życie już takie jest i lubi zataczać 

koła, szczepiona byłam w dzieciństwie i szczepiona jestem na starość.


piątek, 26 marca 2021

W nawiązaniu do poprzedniego posta i chorób współistniejących...

 Jakie czasy takie maskotki chciałoby się powiedzieć.

Mój najmłodszy wnuk zażyczył sobie maskotkę...

"Korona wirus w zdejmowanej maseczce".

O Wszechwiedzący mało mi nowe uszy nie spadły.


No, ale dobra co ja tam wiem o przepraszam trochę psychologii się

liznęło na studiach.

To normalne, że mały człowiek chce oswoić to co straszne i przerażające.

Jeśli ma mu to pomóc w akceptacji tego co się dzieje to przecież babcia

jest od tego, żeby strachy przegonić.

Zrobiłam, dostał, się ucieszył.


Powiem, że ciężko znoszą dzieciaki ten dziwny czas.

Starszy wnuk uczy się w domu, a młodszy próbuje chodzić do przedszkola.

Tylko, że co chwilę, przedszkole ogłasza kwarantannę z powodu wykrycia

wirusa.

I tak od bandy do bandy, raz siedzi w domu, raz ląduje na dwa, trzy dni 

w przedszkolu.

Odsiedzi tydzień dwa w domu i mogę go zobaczyć.

Dobra wracając do tematu szczepień.

Prababcie obie zaszczepione dwoma dawkami szczepionki Pfizer

mają się w miarę dobrze.

Prababcia domowa zgłaszała ból ręki, obserwuję też znaczne spowolnienie,

męczliwość, zniechęcenie, więcej leży niż chodzi,

ale to może być związane z innymi przyczynami czyli (chorobami współistniejącymi).

Prababcia wolnożyjąca z powodu coraz bardziej pogłębiających się

problemów z pamięcią nie pamięta w ogóle, że była szczepiona.

Muszę przyznać, że obserwuję u niej szybko postępujące problemy 

miażdżycowe powodujące dużą uciążliwość w komunikacji z nią.

Ostatnio uwielbia wyprowadzać mnie z równowagi, 

ale to może być związane z (chorobami współistniejącymi).

Dobra prababcie już po, a my jak najbardziej przed.

W poprzednim poście pisałam, że może nas zaszczepią na jesieni.

Okazało się jednak, że mogą nas zaszczepić już.

Hmmm.

Super, hura tylko, że dla nas mają szczepionkę Astra Zeneca.

Powtórzę ja nie jestem anty szczepionkowcem, ani nie jestem

hura szczepionkowcem.

Nie wierzę w płaską ziemię, nie wierzę też w piekło i niebo.

Ja w ogóle mam trudności z przyjmowaniem rzeczy na wiarę.

Lubię wiedzieć, a na dziś dzień wiem tyle, że:

Szczepionki Pfizer i Astra różnią się od siebie.

Pfizer to szczepionka mRNA, a Astra Zeneca to szczepionka wektorowa.

Nie znam się na technologii produkcji tych szczepionek zrozumiałam

tyle, że w szczepionce Pfizera wykorzystuje się fragmenty RNA (kwasu

rybonukleinowego) jako matrycę do produkcji białek wirusowych.

 Białka te mają za zadanie wywołać produkcję przeciwciał.

Natomiast Astra Zeneca to szczepionka wektorowa w której do stworzenia

odpowiedzi autoimmunologicznej organizmu używa się martwej 

cząsteczki adenowirusa odpowiedzialnego za przeziębienie u szympansa.


Nie wiele rozumiem, ale sądząc po reakcji ludzi na doniesienia o skutkach

ubocznych Astra Zeneci to nie tylko ja mam wątpliwości.

Opowieści i doniesienia internetowe może by mnie tak nie zmroziły,

ale już opowieści zaszczepionych z bliskich okolic znajomych i rodziny 

już jak najbardziej.

Oczywiście oficjalna opowieść medialna to przyczyna tkwi w "chorobach współistniejących".

Oficjalnie miała być kwalifikacja do szczepienia, a było tak, że 

 jak prababcia domowa miała otrzymać drugą dawkę 

to mówię, że otrzymuje bardzo mocny lek przeciwzakrzepowy.

Pani doktor obecna przy szczepieniu mówi "szczepić", a pani pielęgniarka

mówi "ale mieliśmy kłopoty".

Pielęgniarka kilka razy powtórzyła swoje, a pani doktor swoje.

W końcu prababcia została zaszczepiona.

Dopiero w domu, a w zasadzie dopiero teraz dotarło do mnie, że coś było

nie halo.

Dobra wnioski.

Wolałabym się nie szczepić, ale jeżeli już to mieć wybór...


Dobra powiem Wam dlaczego się boję.

Dawno, dawno temu namówiłam Wspaniałego na szczepienie na grypę.

Były to czasy gdy szczepienie na grypę było nowinką.

Ja się zaszczepiłam i nic, ale Wspaniały mało wtedy nie zszedł

z tego łez padołu.

Głowa go tak bolała, że przeniósł się do osobnego pokoju,

żeby tylko było cicho, był słaby ledwo żywy.

Lekarka przychodziła do domu, bała się podać mu antybiotyk,

bo nie wiedziała o co chodzi.

Wersja była taka, że być może miał już początki grypy

i zaszczepiony został chociaż nie powinien.

Pamiętam, że chorował po szczepieniu długo i strasznie.


Decyzja byłaby łatwiejsza gdybyśmy mogli wybrać

Pfizera bo prababcie już po i jakoś tak mentalnie

byłoby łatwiej.

Lekarz radzi zrobić badania krwi, szczególnie płytek krwi,

jeśli jest małopłytkowość nie szczepić.

Przecież każdy z nas ma jakieś "choroby współistniejące".

I chociaż zgonów jest nie wiele to w naszej najbliższej znajomej okolicy

starsza osoba umarła tydzień po drugiej dawce Pfizera

na Korona wirusa i choroby współistniejące.

Więc to nie jest tak, że ktoś gdzieś, tylko tuż obok.

I tak sobie Kurodoma siedzi w kąciku i mówi sobie

odwagi, a potem może poczekam tylko na co?


                  Kurodoma w towarzystwie chorób współistniejących.

PS

A w następnym poście będzie o tym jak i dlaczego

 zostaliśmy przez sąsiadów wyzwani 

od "EUROPEJCZYKÓW". 

Wg nich miało to być wyzwisko.

Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.


niedziela, 3 stycznia 2021

Szczepić? Nie szczepić?...

 


                                       Szczepić się czy nie szczepić - oto jest pytanie,

                                        uważaj bo covid może rozwiązać to pytanie.


To nie jest tak, że jestem antyszczepionkowcem, ale też nie jestem 

szczepionkowym entuzjastom.

Prawdopodobnie się zaszczepię bo nie widzę innego wyjścia.

Najpierw przedstawię moje zdanie za szczepieniem na zimno i bez emocji:

1/ Jeżeli w Polsce ponad połowa obywateli nie chce się zaszczepić przeciwko

     covid, to wolę być w połowie zaszczepionych niż w połowie nie zaszczepionych.

2/ Mam ponad siąd lat, obniżoną odporność, mam wnuki i mieszkających

    ze mną bardzo starych i bardzo młodych ludzi.

3/ Mam wnuki, które na razie nie chodzą do szkoły, ale zaczną.

4/ Mam pod opieką dwie osiemdziesięciodwuletnie matki za które to ja 

    będę musiała podjąć decyzje o zaszczepieniu ich i jeśli je zaszczepię

    to dlaczego nie zaszczepię się?

5/ Jeżeli dotąd szczepiłam bez wachania własne dzieci i one żyją

    to dlaczego nie mam zaszczepić siebie?

Teraz przedstawię moje zdanie dlaczego pójdę na szczepienie bez entuzjazmu:

1/ Jest to wynik braku zaufania do obecnej władzy.

2/ Braku rzetelnej informacji jaka szczepionka mi przypadnie.

   (jakiej firmy?)

2/ Internet mąci w głowie i chociaż staram się nie czytać sensacji

    to muszę przyznać, że czasami dziwne informacje docierają do mnie.

3/ Mam ograniczone zaufanie do medycyny i okropną cechę, że lubię

    wiedzieć, a w tym przypadku jeszcze nie miałam okazji

    porozmawiać z jakimkolwiek lekarzem na temat, może 

    przy okazji zamawiania leków dla prababci zamienię kilka słów 

    z lekarzem.

Podsumowując, jeżeli dotrwam do terminu szczepienia, który nie wiem

kiedy będzie to się zaszczepię.


A teraz kilka uwag na marginesie.

W Polsce jest około 9,5 miliona Polaków po 60 roku życia.

Jeśli połowa będzie chciała się zaszczepić to będzie to około 4,5 miliona

ludzi - razy dwie dawki to jest około 9 milionów dawek.


Co tydzień ma przyjeżdżać do Polski  jak na razie 300 tysięcy szczepionek

nawet gdyby wyszczepino co tydzień te 300 tysięcy - to miesięcznie

byłby to ponad milion ludzi zaszczepionych pierwszą dawką.

Po 21 dniach dawkę trzeba będzie powtórzyć - to znowu ponad milion dawek.


Powiedzcie mi kiedy na szczepienie może się załapać człowiek sześćdziesiąt plus?

Bo mi wychodzi, że może gdzieś koło jesieni?

Chyba, że wyprodukują więcej szczepionek, albo jakieś inne szczepionki?

                                                             Na razie czekam


I jeszcze, naprawdę wierzycie, że "ONI" podołają wyszczepić, zaszczepić i doszczepić?


Dobra jeszcze muszę trochę sobie ulżyć w temacie zaszczepionych 

ostatnio ludzi kultury, sztuki i polityki.

Jestem wściekła na tych 18 ludzi kultury i jak na razie jednego byłego

premiera Millera, że dali taki piękny pretekst dla propagandowego

sukcesu jedynie nam panującym.

Jak można było wziąć udział w jakiejś akcji promowania szczepienia

na cowid, robionej przez nie wiadomo kogo, nie wiadomo za co,

nie wiadomo jak.

Bez uzgodnienia warunków, na gębę w czasach gdy w naszym pięknym

kraju nad Wisłą rządzą ludzie, którzy jeśli tylko da się im okazję

to zaszczują w "imię i dla nieograniczonego dostępu do koryta" każdego

kto nie jest z ich stada.

Szanowni aktorzy i ty były premierze, macie nazwiska i żyjecie już 

odpowiednio długo na tym świecie.

Aż trudno mi uwierzyć, że dostaliście takiego zaćmienia umysłu 

i zaniku instynktu zamozachowawczego.

Ufff.

Dobra, już, już...

Nie zmienia to faktu, że pani Janda w roli Boskiej jest Boska.


                                      Trwająca w oczekiwaniu Kurodoma.

A na Frigance? Takie tam przemyśliwania...


sobota, 26 grudnia 2020

Bezsilność...

 Kiedy myślę o 2020 roku - pierwsze skojarzenie to "Bezsilność".

Nie będę omawiać sytuacji krajowej, bo każdy myślący człowiek

widzi, że idziemy na dno, a raczej jesteśmy na dnie i kopiemy,

żeby może znaleźć drugie dno?


Napiszę o moim osobistym światku, małym śmiesznym sprzeciwie,

a tak naprawdę o bezsilności...

1/ Zadzwoniłam z życzeniami do tego odłamu rodziny, który

uznaje TVP za główne źródło informacji.

I jeszcze nie wybrzmiały moje słowa "Wszystkiego....", kiedy

 usłyszałam, że państwo dało nam tyle pieniędzy, że "Hou, Hou",

że z tego powodu nie ma żadnych zwolnień pracowniczych i wszyscy

tzn cały naród się cieszy.

No wierzcie mi próbowałam tłumaczyć, że jeden potomek szukał

pracy prawie rok i jak już znalazł to znowu zamykają i nie wiadomo

jak będzie, a najmłodszy rzutem na taśmę dostał umowę na trzy

miesiące co będzie dalej zobaczymy.

Tłumaczę, jeszcze nie skończyłam - a już  usłyszałam "nie narzekaj",

tyle pieniędzy dostaliście, dzieki temu nikt nie został zwolniony,

wszyscy się cieszą...

Powiedziałam jeszcze raz "Wszystkiego, zdrowia" i poczułam BEZSILNOŚĆ.


2/ W grudniu jeździliśmy na rowerze rzadziej, ale jednak.

Wjeżdżamy do lasu i widzę to:


Hałdy drzewa. Już wcześniej wydawało nam się, że las się przerzedza.

Zdenerwowałam się nie chciało mi się wierzyć, że to widzę.

Tną na potęgę co któreś drzewo, miałam łzy w oczach i poczułam BEZSILNOŚĆ.


3/ Koniec "Dnia Dziennika".

Prababcia domowa miała swój świateczny dzień w każdy piątek.

Nazywaliśmy ten dzień "Dniem Dziennika".

W każdy piatek ubierała sie odświętnie, malowała i szła kupić "Dziennik Bałtycki".

Prababcia od 30 lat w konsekwencji wylewu nie czyta, nie pisze i nie mówi, ale

cyfry zna.

W dzienniku w każdy piątek jest wkładka z programem TV i ta wkładka 

reguluje jej tydzień. Prababcia studiuje ją namiętnie.

Z powodu pandemii gazetę zaczęłam kupować ja, ale odkąd Orlen

ogłosił ustami prezesa Obajtka, że zakupił gazety regionalne

powiedziałam/musiałam powiedzieć nie, nie kupię już więcej gazety.

Nie dołożę się do propagandy sukcesu "dobrej zmiany",  pomyślałam

co znaczą moje pięć PLN i znowu ta BEZSILNOŚĆ.


4/ Moja mama też miała swój święty dzień czyli niedzielną msze świętą.

W zasadzie to mama chodziła do kościoła codziennie niektórzy tak mają,

że potrzebuja codziennie.

Kiedy zaczęła się pandemia dostała zakaz chodzenia do kościoła.

Nauczyła się oglądać msze w TV.

Żeby nie wdawać się w dyskusje cały czas utwierdzam ją w przekonaniu,

że nie można chodzić do kościoła.

Mama w zasadzie straciła pamięć krótkotrwałą i tłumaczenie jej

jak przenosi się zaraza i że trzeba uważać to walka z wiatrakami.

Nie dawno spotkała koleżankę kościelną, która namawiała ją, żeby

zaczęła chodzić do kościoła.

Musiałam nakrzyczeć, że nie wolno.

Miałam wyrzuty sumienia, ale jak usłyszałam, że Stanisław Dziwisz

przebacza narodowi:


Moje wyrzuty sumienia się skończyły, a pojawiła się BEZSILNOŚĆ.


5/ Najmłodszy potomek wracał z pracy, ciemną nocą z drugiej zmiany, zmęczony.

Na osiedlu żywego ducha, przesunął maseczkę na brodę wysmarkał nos.

No i nie wsunął maseczki na nos tylko na usta.

W nocy na pustej uliczce pod domem zatrzymał go patrol policji.

Zarzucili mu to, że miał nos na wierzchu i dowalili 100 PLN MANDATU.

Zapłacił bo zagrozili, że jak będzie się uśmiechał to może być gorzej,

a widział sceny pałowania w TV.

Pod domem, nikogo dookoła, to był ten poniedziałek, kiedy weszła

w życie ustawa antycowidowa i już mogli, a że młody to można

jeszcze postraszyć, zastraszyć ( policja i szacunek?)

Chłopak tyra, wraca po nocy zmęczony, dostaje 100 PLN mandatu

za nic, a np pensje dla zarządzających nieistniejącym Centralnym

Portem Lotniczym wyniosły 30 mln PLN, że o milionerach

Szumowskich i innych milionerach "dobrej zmiany" nie wspomnę.

Przeciez to my się na ich milionerstwo składamy.

Poczułam BEZSILNOŚĆ.


6/ Co chwilę słyszę pytanie "Co myślisz o szczepionkach?".

Mogę myśleć co chcę, bo i tak jeśli nawet będę chciała i mogła się zaszczepić

to może pod koniec przyszłego roku.

Najstarszy potomek zadzwonił do przychodni z pytaniem "Czy i kiedy?".

Usłyszał w odpowiedzi, że może gdyby mieszkał w Warszawie, ale u nas

w Trójmieście to wogóle nie wiadomo czy będą szczepionki.

Wymowny napis na banerze w Gdańsku pod biurami pisowych posłów

cały czas aktualny:


Dziewczyny stoją cały czas. Gdzieś tam na banerze żeśmy się podpisali ku potomności,
ale tak ogólnie - BEZSILNOŚĆ.

Mogłabym tak długo, ale po co?
Jak jest każdy czuje i widzi, jak będzie?
Gdzieś przeczytałam, że Polska jest demokracją telewizyjną.
Co powiedzą w telewizji rządowej to tak jest.
Jak powiedzą, że ten czy tamten to złodziej to złodziej, a ten lub tamten
święty człowiek to święty człowiek.
Jak powiedzą, że postępują wg litery prawa to chodźby tych liter
nie było w alfabecie to przynajmniej połowa ludu/narodu uzna, że
takie litery są.

Ogólnie BEZSILNOŚĆ.
Oczywiście będę protestować w miarę możliwośći.
Będę dawać znak, jeżdżę oflagowanym rowerem, w tęczowej
maseczce na twarzy, ale w sercu BEZSILNOŚĆ.

Dobra z Nowym Rokiem nowym skokiem.
Tak mówią, a jak będzie zobaczymy.

Wszystkiego najlepszego, zdrowego, demokratycznego,
sensownego, bezpisowskiego, bezpopulistycznego, 
wolnego dla człowieków świata.
Żeby ci co śpią w końcu się obudzili, żeby ci którzy nie widzą 
w końcu przejrzeli i zauważyli, żebyśmy w końcu się zbudzili 
z tego złego snu.
 
       Tak życzy Wam, Sobie i Światu Bezsilna Kurodoma.

             PLAGA PRECZ - W CZYM RZECZ TO NA FRIGANCE.


środa, 11 listopada 2020

Rodzaj żeński...

 Nie będę opisywać co władza wyrabia w kraju bo to każdy wie i widzi.

Jest nie bardzo, a będzie jeszcze bardziej nie bardzo.

Przyznam się, że chciałam napisać, że jest ch****o, ale górę wzięła

moja poprawność i wychowanie, w duchu, że dziewczynkom nie wypada...


Tak - tak.

 Mnie wychowywano w poczuciu, że dziewczynka może mniej...

Mniej chcieć, mniej używać, mniej pokazywać, mniej szaleć, a za to 

może więcej pomagać, sprzątać, usługiwać.

Moment, kiedy się zbuntowałam i odmówiłam to był moment,

kiedy moja mama powiedziała, że powinnam ścielić łóżko młodszemu 

bratu, a dlaczego? 

Bo to chłopiec jest!

Potem jeszcze, kiedy pytałam dlaczego On może, a ja nie mogę słyszałam:

- Dziewczynce  nie wypada, a chłopcu więcej wypada.


Wypada, nie wypada - wewnętrznie się zawsze buntowałam, niestety

zewnętrznie nie bardzo mi wychodziło.


Dlatego tak bardzo kibicuje tym młodym dziewczynom wychodzącym 

na ulicę.

Chłopakom też, ale dziewczynom przede wszystkim.

Pierwsza moja jazda na rowerze po wypadku to był zjazd do Gdańska na demonstrację

pod Neptunem.

To była pierwsza demonstracja po wyroku trybunału Przyłębskiej.

I, że co?

Że dziewczynki śmieją być nie grzeczne, że używają "słów"?

Że nie wypada powiedzieć ***** ***.

A jesli ktoś nie rozumie, kiedy mówisz do niego kulturalnie i na argumenty?

To może zrozumie, kiedy powiesz dosadnie i głośno.


Potem byliśmy na drugim proteście na plaży.

I to nic, że pokrzyczeliśmy mewom i kawkom, ale po takim czasie 

przerwy dobrze było przejść się wreszcie z młodymi ludźmi i uwierzyć,

że młodzi ludzie w końcu zaczynają rozumieć.

Tak - kiedy demonstrował KOD na samym początku, przeciwko łamaniu

praw demokratycznych to młodzi nie chcieli zrozumieć, że kiedy ktoś

rozmontowuje instytucje mające patrzeć władzy na ręce to prędzej

czy później obywatel poczuje oddech dyktatury na własnych plecach.


Poczuli, nie wiem czy to już, nie wiem czy to prędko, ale wierzę, że nawet

jeśli to jest kropla to będzie ona drążyć skałę.


Drugi optymistyczny akcent, to przegrana Trumpa i też nie będę

opisywać dlaczego?

 Każdy rozsądny człowiek wie i czuje, że to ważne wydarzenie dla

szalejącego świata.

Nie wiem jaka jest (mam nadzieje, że godna funkcji) prawdopodobna przyszła 

pani wiceprezydent USA, ale jest to PANI - pierwsza kobieta wiceprezydent

i być może pierwsza...? 


I jeszcze jeden optymistyczny akcent mijajacych dni, to to co zaczyna 

się dziać wokół hegemoni kościoła katolickiego w Polsce.

Może w końcu ludzie zrozumieją, że wiara jest indywidualną sprawą

każdego człowieka, a państwo nusi być świeckie.

                                                           TO JEST WOJNA 

Śledziliśmy powstawanie muralu nawiązującego do ostatnich wydarzeń.

Symboliczne miejsce naprzeciwko stoczniowego muru.

                                                   Tak się zaczynał pojawiać...


                                                      A tak wygląda teraz   




Skąd ja znam to hasło "TELEWIZJA KŁAMIE"? 

Przecież to już było, dziesiąt lat temu i znowu to samo, to samo...

Znowu zrobiliśmy sami sobie kuku.

Część społeczeństwa i to nie mała dalej idzie w zaparte i popiera 

ten rząd, dokąd nas to zaprowadzi?


Nie próbuję już zrozumieć dlaczego ludzie myślą tak, albo tak.

Dlaczego? No np dlatego.

Mam sąsiadów na przeciwko, bezinteresownie mało życzliwych.

Pewnego dnia mieliśmy awarię wodociągu na ulicy, przyjechali panowie

od wody, wykopali dziurę, naprawili rurę, zakopali dziurę, zaleli asfaltem.

Po ulicy rozniosło się trochę piachu.

Patrzę, a sąsiadka z naprzeciwka pilnie polewa ulicę wodą ze szlaucha.

Przez płot nie widziałam co i jak, dopiero jak wyszłam i zobaczyłam

to wymiękłam i musiałam uwiecznić.

Pani  się postarała odzielić moją miedzę od swojej.

Zajęło jej to sporo czasu i chyba dało dużo satysfakcji.

Oglądam marsz niepodległości w Warszawie i nawet nie próbuję zrozumieć,

co ci ludzie mają na myśli.


                              Nie rozumiem obserwuję KURODOMA