Wyszła "kura domowa" z kurnika i zadziwiła się - jaki dziwny jest nasz świat. Każdy dzień przynosi coś nowego...ludzie się kręcą i wymyślają, oj wymyślają.
poniedziałek, 6 września 2021
MICHAŁ SZPAK - TRIBUTE TO FREDDIE MERCURY (FLASH MOB)
niedziela, 5 września 2021
Matrix mnie sprawdza...
Opowiem Wam co mi się przytrafiło i jest to prawda.
Nie zmyśliłam, nie wymyśliłam tej sytuacji ona się
wydarzyła naprawdę.
Ostatnio wiadomo rozmawiamy o uchodźcach na granicy
białorusko polskiej.
Mój pogląd na sprawę wyraziłam w poprzednim poście.
Uważam, że nie udzielanie pomocy humanitarnej ludziom
jest cofaniem się w rozwoju cywilizacyjnym.
Ogłoszenie stanu wyjątkowego przy granicy tylko po to,
żeby dziennikarze nie mogli relacjonować sytuacji uważam
za kolejny dowód na to, że demokracji w Polsce już nie ma.
I tak sobie uważam siedząc wygodnie w fotelu i uważam
i nagle "MATRIX" postanowił sprawdzić te moje "uważam"
empirycznie.
Dzwonek do drzwi wstaje otwieram, za drzwiami stoi młoda
kobieta ubrana w bluzkę z krótkim rękawem i dresowe spodnie
w ręku trzyma pustą "reklamówkę".
Pytam:
- O co chodzi?
Pani odpowiada ze wschodnim akcentem:
- Pani czy pani nie ma czegoś na ręce jakiejś bluzy, albo
sweterka bo mi się coś zrobiło i mi tak zimno?
Ja zaskoczona (bo w miarę ciepło na dworze) w pierwszym odruchu mówię nie mam,
chcę zamknąć drzwi, ale jakoś nie potrafię, bo ja mało asertywna jestem, a poza
tym z reguły rozmawiam z ludźmi więc dopytuję:
- Ale dlaczego pani nie pójdzie do domu?
Pani odpowiada:
- Ale ja mam daleko do domu.
No i co? No i biorę sweterek z wieszaka i daję.
Pani dziękuje, zakłada pospiesznie sweterek i znika za zakrętem.
Zamykam drzwi, siadam na fotelu i tak sobie myślę.
Może ta pani była normalna, może nie normalna, może
mówiła prawdę, może nie mówiła prawdy, ale mam
"pierdylion" sweterków więc podarowanie jednego
osobie, której ten sweterek może poprawić nastawienie
psychiczne do świata, a może faktycznie ogrzać nie jest wielką sprawą.
U nas na dzielnicy mieszka i pracuje mnóstwo Ukraińców.
Codziennie jakaś Pani z Ukrainy obsługuje mnie w sklepie.
Mieszkają też Cyganie w opuszczonej posesji.
Muszę przyznać, że są uciążliwi szczególnie dla
firmy wystawiającej kontenery na odzież używaną
bo systematycznie rozwalają kontenery i wywlekają
ubrania na pół ulicy, ale jakoś żyjemy i nikt mam
nadzieję nie myśli o "pogromach".
Czasem "popsioczę" jak zobaczę rozrzucone ubrania.
Nie wiem ile lat już cyganie mieszkają w opuszczonym
domu, ale z dziesięć na pewno.
Oglądam w TV transmisję z przylotu do Polski uchodźców
z Afganistanu.
Pan rzecznik peroruje jak to państwo polskie współpracuje
z NATO I na prośbę Amerykanów przyjmuje uchodźców.
Rozstawione namioty na lotnisku, tłumacze, lekarze, psycholog,
potem hotel i kwarantanna...
I tak oglądam i robi mi się mocno nie dobrze - tutaj ustawka
dla mediów, tam na granicy nie ma już mediów i nie ma chleba,
i soli też nie ma, i już się nie dowiemy co się stanie z ludźmi
koczującymi w błocie.
I tam i tu ludzie...
Jak myślicie po co rządowi ten jak mówi redaktor
Żakowski "Stanik wyjątkowy"?
Czy nie po to żeby sprawdzić naszą reakcję i przyzwyczaić
nas do sytuacji.
A potem można wprowadzić "Stanik wyjątkowy" to tu
to tam i ograniczyć prawa obywatelskie tam gdzie trzeba.
Przecież już przyzwyczaili nas do tego, że wszelkie
zgromadzenia są nie legalne, nikt tego nie odwołał.
Ten rząd jedzie jeszcze na strachu, są mistrzami straszenia.
Mają czym, a to pandemią, a to uchodźcami, a to UE.
Co nam w tej sytuacji pozostaje?
Może ludzki odruch i manifestacja?
Zauważyłam, że nasze oflagowane rowery wzbudzają
coraz większe zainteresowanie.
Ludzie się oglądają.
Chcę wierzyć, że ta manifestacja ma jakiś sens bo inaczej...
"Jak żyć panie premierze, jak żyć?".
Refleksyjna Kurodoma.
środa, 25 sierpnia 2021
Uchodźcy na granicy i co...
Oto oficjalne stanowisko Kurodomy w sprawie uchodźców na
granicy z Białorusią:
-W państwie prawa:
Uchodźców należy przewieźć do ośrodka dla uchodźców, przyjąć
od nich wnioski o ochronę międzynarodową, jak najszybciej
rozpatrzyć wnioski i dalej postępować zgodnie z procedurami.
(Tylko czy my mamy jakąkolwiek politykę imigracyjną, procedury?)
- W państwie dbającym o prawa człowieka:
Należy dostarczyć koczującym ludziom jedzenie, picie, ciepłe i suche ubrania,
leki, toi toi i jedzenie dla kota i wtedy dalej czochrać się z Łukaszenką.
(przecież jesteśmy państwem pielęgnującym wartości chrześcijańskie,
miłosierdzie chrześcijańskie jest nakazem dla partii prawicowych - ironia.
Wydaje mi się, że więcej miłosierdzia mają w sobie "lewacy i lewaczki
z wąsami").
- W państwie wolności słowa.
Należy dopuścić dziennikarzy do obserwowania sytuacji.
Samochody zasłaniające widok, jazgot kogutów na samochodach,
zamaskowani żołnierze i strażnicy graniczni.
Czego się wstydzimy?
Przecież wg pisowskich organów propagandy Polska tylko broni
swoich granic.
Ktoś powie Kurodoma, gdyby to było takie proste...
Wiem, że sytuacja nie jest prosta, jest bardzo, bardzo skomplikowana.
Imigracja już jest, a będzie coraz większym wyzwaniem
dla świata zachodniego.
Nasz parlament powinien już dyskutować i zastanawiać się nad
polityką imigracyjną, nad procedurami, przepisami, sposobami
ochrony granic.
Powinnyśmy już dyskutować na forum UE jak radzić sobie
z ochroną granic, z napływem imigrantów ekonomicznych,
politycznych, klimatycznych.
(Przeraża mnie, że jesteśmy skłóceni ze wszystkimi państwami
wokół)
W tej sprawie nie ma mądrych.
Tylko na podstawie doświadczeń państw, które przyjęły
dużo uchodźców, w międzynarodowej dyskusji można wypracować
jakąś ścieżkę postępowania.
Uważam, że czerwona lampka świeci już jak oślepiający neon, a nasi
prawi i sprawiedliwi zajmują się załatwianiem, swoim intratnych
posad i napuszczaniem społeczeństwa na OBCYCH.
Za chwilę ruszy rzesza uchodźców, nie jesteśmy na nią gotowi i rząd nie robi
nic w tym temacie.
O przepraszam, ROBI - straszy i wzbudza nienawiść do imigrantów,
dobrze nie będzie.
Kurodoma.
piątek, 20 sierpnia 2021
Wygrałam z policją.
Cztery miesiące nie pisania.
O mamo złota cztery miesiące nie wierze.
To nie jest tak, że nie ma o czym pisać wprost przeciwnie ilość
wydarzeń w Polsce i na świecie, i prywatnie przygniata.
Coś mnie zadziwi i już mi się wylewa, siadam żeby o tym napisać,
a tu "surprise" nowe zadziwienie i "zonk" o czym pisać o tym
starym? czy o tym nowym?, a może o tym najnowszym?
Kto mnie czyta ten może pamięta, że miałam wypadek na rowerze,
o wypadku można poczytać TUTAJ, o wizycie na policji TUTAJ.
W skrócie pan kierowca zgarnął mnie na przejeździe rowerowym.
Mało nie zabił. Policjant na miejscu wypadku stwierdził, że nie jechałam
po ścieżce rowerowej i chciał ukarać mandatem.
Nie wyraziłam zgody więc sprawa poszła do sądu.
Wydawało mi się, że pójdę na policję, przedstawię zdjęcia i udowodnię
rzecz oczywistą, a usłyszałam, że to co powie policjant na miejscu
jest święte i nie ma znaczenia co udowodnię sprawa i tak pójdzie
do sądu i poszła.
Na pierwszej rozprawie w sądzie (nomen omen) karnym i słowa
sędziny "stawiła się obwiniona z pełnomocnikiem" wywołały
we mnie nie miłe uczucie dyskomfortu - obwiniona, ja?
Odbyła się pierwsza rozprawa, sędzia nie miała pojęcia o przepisach,
ale Kurodoma się przygotowała zdjęcia z miejsca wypadku, przepisy
o ruchu drogowym, adwokat.
Najlepsze były zeznania sprawcy.
Dowiedziałam, że pan kierowca pomógł mi wstać - sama w szoku wstałam natychmiast.
Wezwał karetkę - nie wiem kto wezwał, ale nie przypuszczam.
Poskarżył się sądowi, że pani czyli ja byłam nerwowa i wyzwałam go od głupków,
(uważam, że zachowałam się bardzo kulturalnie, bo powinnam wyrazić się dosadniej),
a w ogóle to on też dostał mandat.
Sędzia zapytała za co? Pan kierowca powiedział, że za brak papierów (samochód nie miał
przeglądu).
Dobra - Pani sędzia po ponad godzinie rozprawy stwierdziła, że w zasadzie ma wszystko,
ale chce jeszcze odpowiedzi z urzędu miasta czy droga po której jechałam
to jest ścieżka rowerowa czy nie?
I tu Kurodoma stwierdziła, że sprawę przegrała i ma wyrok skazujący jak w banku,
a dlaczego? bo po wypadku w ramach zapytania obywatelskiego
zapytałam o to urząd i dostałam odpowiedź, że ścieżka rowerowa jest, ale
przejazdu pomimo istniejących znaków drogowych nie ma!
Sądowi o tym nie powiedziałam bo odpowiedź miasta była wg mnie kuriozalna.
Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy.
Na drugiej rozprawie Wysoki Sąd stwierdził, że nie dostał jeszcze odpowiedzi
z miasta i wyznaczył kolejny termin rozprawy, już trzeci w g.....nianej sprawie
stłuczki rowerowej - nadmienię, sąd karny który sądzi ciężkie przestępstwa.
Na trzecią rozprawę nie poszłam, poszedł mój adwokat bo stwierdziłam, że i tak przegrałam
to jeszcze pochodzę do sądu w sprawie odwołania.
No i dzwoni adwokat i melduje, że WYGRAŁAM i jestem NIEWINNA,
bo miasto napisało, że jechałam po ścieżce rowerowej z przejazdem!
O "tempora o mores". Obywatelowi miasto odpowiada, że nie ma ścieżki i na drzewo,
a sądowi, że jest ścieżka i jest przejazd - Paragraf 22!
Bo gdyby się okazało, że nie było przejazdu to można by oskarżyć
miasto, że większa część ścieżek rowerowych w mieście nie jest
ścieżkami, jest źle i nie chlujnie oznaczona.
Podsumowując wygrałam z policją, czekam na uprawomocnienie się wyroku.
Dziesięć miesięcy, trzy rozprawy na każdą sąd przeznaczył
półtorej godziny - reforma sądownictwa?
(koszt adwokata przekroczył koszt mandatu).
Policja - miałam napisać o sprawie Bartka z Lubina, ale nie mogę bo
rośnie mi gula w gardle kiedy pomyślę o matce która wezwała
policję, żeby uzyskać pomoc, a okazało się że pośrednio wydała wyrok
na własne dziecko - jakie by ono nie było.
Niekompetencja, opresyjność, poczucie bezkarności pisowskiej policji
poraża.
Miałam napisać o grupce koczujących na ziemi niczyjej afgańskich
uchodźców, ale gotuję się w środku.
Jak można robić taka pokazówkę, premier na ich przykładzie chwali się,
że broni nas przed uchodźcami, a niech sobie wsadzi swoją obronę tam
gdzie słońce nie dochodzi.
Przecież jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, przecież nawet morderca
w więzieniu dostaje jeść, ma gdzie spać i ma ciepło.
W czasach, kiedy świat wrze my mamy władzę, która jest przemocowa,
głupia i okrutna szczególnie dla słabych..
Nie wiem jak można mieć jeszcze złudzenia.
Politycy PiS są pazerni i cyniczni, a ludzie popierający PiS są ślepi, głusi.
Na koniec powiem tak, jestem z natury pesymistyczną optymistką tzn
uprawiam czarnowidztwo, ale zawsze mam nadzieję na optymistyczny rezultat.
W sprawie Polski, mam przekonanie, że żadna partia nie chce tak naprawdę
przejąć władzy w Polsce bo kto się podejmie próby naprawiania Polski
po PiS, ale optymistka we mnie mówi, że przecież to nie może tak dłużej
być, że ta władza zgnije, bo że już cuchnie to większość Polaków już czuje.
A w ogóle to momentami nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.
Wściekła Kurodoma
niedziela, 25 kwietnia 2021
Koło życia....
Życie dało w kość, kość wytrzymała, bo w dzieciństwie
piłam dużo mleka prosto od krowy, lubiłam bardzo.
Znów ktoś bardzo mi bliski otarł się o wyrok ostateczny o czym
napisałam na Frigance w związku z czym wpadłam w nastrój
mocno refleksyjny.
Moje życie zatacza koła, bo w dużym skrócie:
1/ Od pieca do pieca:
W moim rodzinnym domu w centrum Gdańska paliło się
w piecach, marzyłam i zazdrościłam centralnego ogrzewania.
Po wyjściu za mąż w moim nowym domu było centralne ogrzewanie.
Niestety ceny ogrzewania tak podskoczyły, że znowu palimy w piecu.
2/Od braku TV do braku TV:
Kiedy się urodziłam nie było u nas w domu TV.
Później tata kupił pierwszy TV i od tego czasu nie wyobrażałam
sobie, że mogę zrezygnować z TV, właśnie prawie nie oglądam.
3/Od braku demokracji do braku demokracji:
Kiedy się urodziłam panowała (nazwa moja własna) "pozorna demokracja
socjalistyczna".
- Mieliśmy pozorny sejm
- Pozorną wielość partii, z jedną dominującą partią PZPR
- Mogliśmy pozornie głosować na kogo chcieliśmy.
No i nastał czas przemian.
No i dołączyliśmy do wspólnoty państw zachodnich.
No i znów mamy:
- Pozorny sejm.
- Pozorną wielość partii politycznych z jedną dominującą partią PiS.
- Możemy pozornie głosować na kogo chcemy...(tylko, że za chwilę się
okazuje, że polityk już wyskoczył z tej partii i jest już w innej partii).
I tak koło się toczy.
Pamiętacie powiedzenie z dawnych czasów "Czy się siedzi, czy się leży
pensja się należy?".
No właśnie przeprowadzono badanie elektoratu partii politycznych i co
się okazało, że ponad 50% głosujących na PiS to osoby nie pracujące.
Najwięcej pracujących głosuje na PO.
Dobra bo smucę, moja dusza Szamanki podpowiada mi, że jeszcze będzie
lepiej.
My Europejczycy nie damy się.
A było tak:
W tym roku spadło trochę śniegu i nasz sąsiad z na przeciwka, który
obwołał się samodzielnie królem ulicy i chodnika przy swoim płocie
zaczął odśnieżać "swój chodnik" sypiąc śnieg na chodnik przy naszym
płocie.
Nosz - Wspaniały się zirytował i zwrócił grzecznie uwagę panu sąsiadowi,
że to trochę jakby nie w porządku jest, bo on ma odśnieżone, a my mamy
zaśnieżone.
W odpowiedzi na tę uwagę sąsiad obsypał Wspaniałego rzeczonym śniegiem.
O żesz ty, nie wytrzymałam i przyznaję się odezwałam się mało
parlamentarnie, acz nie zbyt grubo.
Na co pani sąsiadka zaczęła krzyczeć do nas, ale EUROPEJCZYCY się
znaleźli.
Nie skojarzyłam o co chodzi i już miałam przystąpić do bitwy na śnieżki,
kiedy doznałam olśnienia, że to flagi na naszych rowerach tak mocno
zabolały naszych z tego wynika prawicowych sąsiadów i Wiecie co
poczułam dumę.
Poczułam dumę, że nasza mała rowerowa manifestacja tak kole w oczy.
Poczułam się na tyle dobrze, że odpuściłam sąsiadowi, który wynajął jakieś dziecko
i na saneczkach zaczął wywozić śnieg ze "swojego chodnika".
I jeszcze poczułam się dobrze bo nasi rodzinni wyznawcy pisu coraz mniej
wychwalają rzeczony pis, a nawet unikają rozmowy na temat jaka ta władza szczodra
i łaskawa jest.
Jakby czuć jakiś powiew wiatru zmian?
Żeby tylko elektorat nie dał się nabrać na Hołownię i w porę oprzytomniał.
Refleksyjna i zmęczona Kurodoma
Ps
Zaszczepiliśmy się. Zrobiłam to dla własnych dzieci, żeby żaden się
nie obciążał gdyby przywlókł zarazę z pracy i zrobiłam to żeby
ta zaraza się jak najprędzej skończyła i żeby obecna władza nie mogła
zabraniać nam protestować i w ogóle, bo życie już takie jest i lubi zataczać
koła, szczepiona byłam w dzieciństwie i szczepiona jestem na starość.
piątek, 26 marca 2021
W nawiązaniu do poprzedniego posta i chorób współistniejących...
Jakie czasy takie maskotki chciałoby się powiedzieć.
Mój najmłodszy wnuk zażyczył sobie maskotkę...
"Korona wirus w zdejmowanej maseczce".
O Wszechwiedzący mało mi nowe uszy nie spadły.
No, ale dobra co ja tam wiem o przepraszam trochę psychologii się
liznęło na studiach.
To normalne, że mały człowiek chce oswoić to co straszne i przerażające.
Jeśli ma mu to pomóc w akceptacji tego co się dzieje to przecież babcia
jest od tego, żeby strachy przegonić.
Zrobiłam, dostał, się ucieszył.
Powiem, że ciężko znoszą dzieciaki ten dziwny czas.
Starszy wnuk uczy się w domu, a młodszy próbuje chodzić do przedszkola.
Tylko, że co chwilę, przedszkole ogłasza kwarantannę z powodu wykrycia
wirusa.
I tak od bandy do bandy, raz siedzi w domu, raz ląduje na dwa, trzy dni
w przedszkolu.
Odsiedzi tydzień dwa w domu i mogę go zobaczyć.
Dobra wracając do tematu szczepień.
Prababcie obie zaszczepione dwoma dawkami szczepionki Pfizer
mają się w miarę dobrze.
Prababcia domowa zgłaszała ból ręki, obserwuję też znaczne spowolnienie,
męczliwość, zniechęcenie, więcej leży niż chodzi,
ale to może być związane z innymi przyczynami czyli (chorobami współistniejącymi).
Prababcia wolnożyjąca z powodu coraz bardziej pogłębiających się
problemów z pamięcią nie pamięta w ogóle, że była szczepiona.
Muszę przyznać, że obserwuję u niej szybko postępujące problemy
miażdżycowe powodujące dużą uciążliwość w komunikacji z nią.
Ostatnio uwielbia wyprowadzać mnie z równowagi,
ale to może być związane z (chorobami współistniejącymi).
Dobra prababcie już po, a my jak najbardziej przed.
W poprzednim poście pisałam, że może nas zaszczepią na jesieni.
Okazało się jednak, że mogą nas zaszczepić już.
Hmmm.
Super, hura tylko, że dla nas mają szczepionkę Astra Zeneca.
Powtórzę ja nie jestem anty szczepionkowcem, ani nie jestem
hura szczepionkowcem.
Nie wierzę w płaską ziemię, nie wierzę też w piekło i niebo.
Ja w ogóle mam trudności z przyjmowaniem rzeczy na wiarę.
Lubię wiedzieć, a na dziś dzień wiem tyle, że:
Szczepionki Pfizer i Astra różnią się od siebie.
Pfizer to szczepionka mRNA, a Astra Zeneca to szczepionka wektorowa.
Nie znam się na technologii produkcji tych szczepionek zrozumiałam
tyle, że w szczepionce Pfizera wykorzystuje się fragmenty RNA (kwasu
rybonukleinowego) jako matrycę do produkcji białek wirusowych.
Białka te mają za zadanie wywołać produkcję przeciwciał.
Natomiast Astra Zeneca to szczepionka wektorowa w której do stworzenia
odpowiedzi autoimmunologicznej organizmu używa się martwej
cząsteczki adenowirusa odpowiedzialnego za przeziębienie u szympansa.
Nie wiele rozumiem, ale sądząc po reakcji ludzi na doniesienia o skutkach
ubocznych Astra Zeneci to nie tylko ja mam wątpliwości.
Opowieści i doniesienia internetowe może by mnie tak nie zmroziły,
ale już opowieści zaszczepionych z bliskich okolic znajomych i rodziny
już jak najbardziej.
Oczywiście oficjalna opowieść medialna to przyczyna tkwi w "chorobach współistniejących".
Oficjalnie miała być kwalifikacja do szczepienia, a było tak, że
jak prababcia domowa miała otrzymać drugą dawkę
to mówię, że otrzymuje bardzo mocny lek przeciwzakrzepowy.
Pani doktor obecna przy szczepieniu mówi "szczepić", a pani pielęgniarka
mówi "ale mieliśmy kłopoty".
Pielęgniarka kilka razy powtórzyła swoje, a pani doktor swoje.
W końcu prababcia została zaszczepiona.
Dopiero w domu, a w zasadzie dopiero teraz dotarło do mnie, że coś było
nie halo.
Dobra wnioski.
Wolałabym się nie szczepić, ale jeżeli już to mieć wybór...
Dobra powiem Wam dlaczego się boję.
Dawno, dawno temu namówiłam Wspaniałego na szczepienie na grypę.
Były to czasy gdy szczepienie na grypę było nowinką.
Ja się zaszczepiłam i nic, ale Wspaniały mało wtedy nie zszedł
z tego łez padołu.
Głowa go tak bolała, że przeniósł się do osobnego pokoju,
żeby tylko było cicho, był słaby ledwo żywy.
Lekarka przychodziła do domu, bała się podać mu antybiotyk,
bo nie wiedziała o co chodzi.
Wersja była taka, że być może miał już początki grypy
i zaszczepiony został chociaż nie powinien.
Pamiętam, że chorował po szczepieniu długo i strasznie.
Decyzja byłaby łatwiejsza gdybyśmy mogli wybrać
Pfizera bo prababcie już po i jakoś tak mentalnie
byłoby łatwiej.
Lekarz radzi zrobić badania krwi, szczególnie płytek krwi,
jeśli jest małopłytkowość nie szczepić.
Przecież każdy z nas ma jakieś "choroby współistniejące".
I chociaż zgonów jest nie wiele to w naszej najbliższej znajomej okolicy
starsza osoba umarła tydzień po drugiej dawce Pfizera
na Korona wirusa i choroby współistniejące.
Więc to nie jest tak, że ktoś gdzieś, tylko tuż obok.
I tak sobie Kurodoma siedzi w kąciku i mówi sobie
odwagi, a potem może poczekam tylko na co?
Kurodoma w towarzystwie chorób współistniejących.
PS
A w następnym poście będzie o tym jak i dlaczego
zostaliśmy przez sąsiadów wyzwani
od "EUROPEJCZYKÓW".
Wg nich miało to być wyzwisko.
Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.
niedziela, 3 stycznia 2021
Szczepić? Nie szczepić?...
Szczepić się czy nie szczepić - oto jest pytanie,
uważaj bo covid może rozwiązać to pytanie.
To nie jest tak, że jestem antyszczepionkowcem, ale też nie jestem
szczepionkowym entuzjastom.
Prawdopodobnie się zaszczepię bo nie widzę innego wyjścia.
Najpierw przedstawię moje zdanie za szczepieniem na zimno i bez emocji:
1/ Jeżeli w Polsce ponad połowa obywateli nie chce się zaszczepić przeciwko
covid, to wolę być w połowie zaszczepionych niż w połowie nie zaszczepionych.
2/ Mam ponad siąd lat, obniżoną odporność, mam wnuki i mieszkających
ze mną bardzo starych i bardzo młodych ludzi.
3/ Mam wnuki, które na razie nie chodzą do szkoły, ale zaczną.
4/ Mam pod opieką dwie osiemdziesięciodwuletnie matki za które to ja
będę musiała podjąć decyzje o zaszczepieniu ich i jeśli je zaszczepię
to dlaczego nie zaszczepię się?
5/ Jeżeli dotąd szczepiłam bez wachania własne dzieci i one żyją
to dlaczego nie mam zaszczepić siebie?
Teraz przedstawię moje zdanie dlaczego pójdę na szczepienie bez entuzjazmu:
1/ Jest to wynik braku zaufania do obecnej władzy.
2/ Braku rzetelnej informacji jaka szczepionka mi przypadnie.
(jakiej firmy?)
2/ Internet mąci w głowie i chociaż staram się nie czytać sensacji
to muszę przyznać, że czasami dziwne informacje docierają do mnie.
3/ Mam ograniczone zaufanie do medycyny i okropną cechę, że lubię
wiedzieć, a w tym przypadku jeszcze nie miałam okazji
porozmawiać z jakimkolwiek lekarzem na temat, może
przy okazji zamawiania leków dla prababci zamienię kilka słów
z lekarzem.
Podsumowując, jeżeli dotrwam do terminu szczepienia, który nie wiem
kiedy będzie to się zaszczepię.
A teraz kilka uwag na marginesie.
W Polsce jest około 9,5 miliona Polaków po 60 roku życia.
Jeśli połowa będzie chciała się zaszczepić to będzie to około 4,5 miliona
ludzi - razy dwie dawki to jest około 9 milionów dawek.
Co tydzień ma przyjeżdżać do Polski jak na razie 300 tysięcy szczepionek
nawet gdyby wyszczepino co tydzień te 300 tysięcy - to miesięcznie
byłby to ponad milion ludzi zaszczepionych pierwszą dawką.
Po 21 dniach dawkę trzeba będzie powtórzyć - to znowu ponad milion dawek.
Powiedzcie mi kiedy na szczepienie może się załapać człowiek sześćdziesiąt plus?
Bo mi wychodzi, że może gdzieś koło jesieni?
Chyba, że wyprodukują więcej szczepionek, albo jakieś inne szczepionki?
Na razie czekam
I jeszcze, naprawdę wierzycie, że "ONI" podołają wyszczepić, zaszczepić i doszczepić?
Dobra jeszcze muszę trochę sobie ulżyć w temacie zaszczepionych
ostatnio ludzi kultury, sztuki i polityki.
Jestem wściekła na tych 18 ludzi kultury i jak na razie jednego byłego
premiera Millera, że dali taki piękny pretekst dla propagandowego
sukcesu jedynie nam panującym.
Jak można było wziąć udział w jakiejś akcji promowania szczepienia
na cowid, robionej przez nie wiadomo kogo, nie wiadomo za co,
nie wiadomo jak.
Bez uzgodnienia warunków, na gębę w czasach gdy w naszym pięknym
kraju nad Wisłą rządzą ludzie, którzy jeśli tylko da się im okazję
to zaszczują w "imię i dla nieograniczonego dostępu do koryta" każdego
kto nie jest z ich stada.
Szanowni aktorzy i ty były premierze, macie nazwiska i żyjecie już
odpowiednio długo na tym świecie.
Aż trudno mi uwierzyć, że dostaliście takiego zaćmienia umysłu
i zaniku instynktu zamozachowawczego.
Ufff.
Dobra, już, już...
Nie zmienia to faktu, że pani Janda w roli Boskiej jest Boska.
Trwająca w oczekiwaniu Kurodoma.
A na Frigance? Takie tam przemyśliwania...






