piątek, 26 marca 2021

W nawiązaniu do poprzedniego posta i chorób współistniejących...

 Jakie czasy takie maskotki chciałoby się powiedzieć.

Mój najmłodszy wnuk zażyczył sobie maskotkę...

"Korona wirus w zdejmowanej maseczce".

O Wszechwiedzący mało mi nowe uszy nie spadły.


No, ale dobra co ja tam wiem o przepraszam trochę psychologii się

liznęło na studiach.

To normalne, że mały człowiek chce oswoić to co straszne i przerażające.

Jeśli ma mu to pomóc w akceptacji tego co się dzieje to przecież babcia

jest od tego, żeby strachy przegonić.

Zrobiłam, dostał, się ucieszył.


Powiem, że ciężko znoszą dzieciaki ten dziwny czas.

Starszy wnuk uczy się w domu, a młodszy próbuje chodzić do przedszkola.

Tylko, że co chwilę, przedszkole ogłasza kwarantannę z powodu wykrycia

wirusa.

I tak od bandy do bandy, raz siedzi w domu, raz ląduje na dwa, trzy dni 

w przedszkolu.

Odsiedzi tydzień dwa w domu i mogę go zobaczyć.

Dobra wracając do tematu szczepień.

Prababcie obie zaszczepione dwoma dawkami szczepionki Pfizer

mają się w miarę dobrze.

Prababcia domowa zgłaszała ból ręki, obserwuję też znaczne spowolnienie,

męczliwość, zniechęcenie, więcej leży niż chodzi,

ale to może być związane z innymi przyczynami czyli (chorobami współistniejącymi).

Prababcia wolnożyjąca z powodu coraz bardziej pogłębiających się

problemów z pamięcią nie pamięta w ogóle, że była szczepiona.

Muszę przyznać, że obserwuję u niej szybko postępujące problemy 

miażdżycowe powodujące dużą uciążliwość w komunikacji z nią.

Ostatnio uwielbia wyprowadzać mnie z równowagi, 

ale to może być związane z (chorobami współistniejącymi).

Dobra prababcie już po, a my jak najbardziej przed.

W poprzednim poście pisałam, że może nas zaszczepią na jesieni.

Okazało się jednak, że mogą nas zaszczepić już.

Hmmm.

Super, hura tylko, że dla nas mają szczepionkę Astra Zeneca.

Powtórzę ja nie jestem anty szczepionkowcem, ani nie jestem

hura szczepionkowcem.

Nie wierzę w płaską ziemię, nie wierzę też w piekło i niebo.

Ja w ogóle mam trudności z przyjmowaniem rzeczy na wiarę.

Lubię wiedzieć, a na dziś dzień wiem tyle, że:

Szczepionki Pfizer i Astra różnią się od siebie.

Pfizer to szczepionka mRNA, a Astra Zeneca to szczepionka wektorowa.

Nie znam się na technologii produkcji tych szczepionek zrozumiałam

tyle, że w szczepionce Pfizera wykorzystuje się fragmenty RNA (kwasu

rybonukleinowego) jako matrycę do produkcji białek wirusowych.

 Białka te mają za zadanie wywołać produkcję przeciwciał.

Natomiast Astra Zeneca to szczepionka wektorowa w której do stworzenia

odpowiedzi autoimmunologicznej organizmu używa się martwej 

cząsteczki adenowirusa odpowiedzialnego za przeziębienie u szympansa.


Nie wiele rozumiem, ale sądząc po reakcji ludzi na doniesienia o skutkach

ubocznych Astra Zeneci to nie tylko ja mam wątpliwości.

Opowieści i doniesienia internetowe może by mnie tak nie zmroziły,

ale już opowieści zaszczepionych z bliskich okolic znajomych i rodziny 

już jak najbardziej.

Oczywiście oficjalna opowieść medialna to przyczyna tkwi w "chorobach współistniejących".

Oficjalnie miała być kwalifikacja do szczepienia, a było tak, że 

 jak prababcia domowa miała otrzymać drugą dawkę 

to mówię, że otrzymuje bardzo mocny lek przeciwzakrzepowy.

Pani doktor obecna przy szczepieniu mówi "szczepić", a pani pielęgniarka

mówi "ale mieliśmy kłopoty".

Pielęgniarka kilka razy powtórzyła swoje, a pani doktor swoje.

W końcu prababcia została zaszczepiona.

Dopiero w domu, a w zasadzie dopiero teraz dotarło do mnie, że coś było

nie halo.

Dobra wnioski.

Wolałabym się nie szczepić, ale jeżeli już to mieć wybór...


Dobra powiem Wam dlaczego się boję.

Dawno, dawno temu namówiłam Wspaniałego na szczepienie na grypę.

Były to czasy gdy szczepienie na grypę było nowinką.

Ja się zaszczepiłam i nic, ale Wspaniały mało wtedy nie zszedł

z tego łez padołu.

Głowa go tak bolała, że przeniósł się do osobnego pokoju,

żeby tylko było cicho, był słaby ledwo żywy.

Lekarka przychodziła do domu, bała się podać mu antybiotyk,

bo nie wiedziała o co chodzi.

Wersja była taka, że być może miał już początki grypy

i zaszczepiony został chociaż nie powinien.

Pamiętam, że chorował po szczepieniu długo i strasznie.


Decyzja byłaby łatwiejsza gdybyśmy mogli wybrać

Pfizera bo prababcie już po i jakoś tak mentalnie

byłoby łatwiej.

Lekarz radzi zrobić badania krwi, szczególnie płytek krwi,

jeśli jest małopłytkowość nie szczepić.

Przecież każdy z nas ma jakieś "choroby współistniejące".

I chociaż zgonów jest nie wiele to w naszej najbliższej znajomej okolicy

starsza osoba umarła tydzień po drugiej dawce Pfizera

na Korona wirusa i choroby współistniejące.

Więc to nie jest tak, że ktoś gdzieś, tylko tuż obok.

I tak sobie Kurodoma siedzi w kąciku i mówi sobie

odwagi, a potem może poczekam tylko na co?


                  Kurodoma w towarzystwie chorób współistniejących.

PS

A w następnym poście będzie o tym jak i dlaczego

 zostaliśmy przez sąsiadów wyzwani 

od "EUROPEJCZYKÓW". 

Wg nich miało to być wyzwisko.

Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.


niedziela, 3 stycznia 2021

Szczepić? Nie szczepić?...

 


                                       Szczepić się czy nie szczepić - oto jest pytanie,

                                        uważaj bo covid może rozwiązać to pytanie.


To nie jest tak, że jestem antyszczepionkowcem, ale też nie jestem 

szczepionkowym entuzjastom.

Prawdopodobnie się zaszczepię bo nie widzę innego wyjścia.

Najpierw przedstawię moje zdanie za szczepieniem na zimno i bez emocji:

1/ Jeżeli w Polsce ponad połowa obywateli nie chce się zaszczepić przeciwko

     covid, to wolę być w połowie zaszczepionych niż w połowie nie zaszczepionych.

2/ Mam ponad siąd lat, obniżoną odporność, mam wnuki i mieszkających

    ze mną bardzo starych i bardzo młodych ludzi.

3/ Mam wnuki, które na razie nie chodzą do szkoły, ale zaczną.

4/ Mam pod opieką dwie osiemdziesięciodwuletnie matki za które to ja 

    będę musiała podjąć decyzje o zaszczepieniu ich i jeśli je zaszczepię

    to dlaczego nie zaszczepię się?

5/ Jeżeli dotąd szczepiłam bez wachania własne dzieci i one żyją

    to dlaczego nie mam zaszczepić siebie?

Teraz przedstawię moje zdanie dlaczego pójdę na szczepienie bez entuzjazmu:

1/ Jest to wynik braku zaufania do obecnej władzy.

2/ Braku rzetelnej informacji jaka szczepionka mi przypadnie.

   (jakiej firmy?)

2/ Internet mąci w głowie i chociaż staram się nie czytać sensacji

    to muszę przyznać, że czasami dziwne informacje docierają do mnie.

3/ Mam ograniczone zaufanie do medycyny i okropną cechę, że lubię

    wiedzieć, a w tym przypadku jeszcze nie miałam okazji

    porozmawiać z jakimkolwiek lekarzem na temat, może 

    przy okazji zamawiania leków dla prababci zamienię kilka słów 

    z lekarzem.

Podsumowując, jeżeli dotrwam do terminu szczepienia, który nie wiem

kiedy będzie to się zaszczepię.


A teraz kilka uwag na marginesie.

W Polsce jest około 9,5 miliona Polaków po 60 roku życia.

Jeśli połowa będzie chciała się zaszczepić to będzie to około 4,5 miliona

ludzi - razy dwie dawki to jest około 9 milionów dawek.


Co tydzień ma przyjeżdżać do Polski  jak na razie 300 tysięcy szczepionek

nawet gdyby wyszczepino co tydzień te 300 tysięcy - to miesięcznie

byłby to ponad milion ludzi zaszczepionych pierwszą dawką.

Po 21 dniach dawkę trzeba będzie powtórzyć - to znowu ponad milion dawek.


Powiedzcie mi kiedy na szczepienie może się załapać człowiek sześćdziesiąt plus?

Bo mi wychodzi, że może gdzieś koło jesieni?

Chyba, że wyprodukują więcej szczepionek, albo jakieś inne szczepionki?

                                                             Na razie czekam


I jeszcze, naprawdę wierzycie, że "ONI" podołają wyszczepić, zaszczepić i doszczepić?


Dobra jeszcze muszę trochę sobie ulżyć w temacie zaszczepionych 

ostatnio ludzi kultury, sztuki i polityki.

Jestem wściekła na tych 18 ludzi kultury i jak na razie jednego byłego

premiera Millera, że dali taki piękny pretekst dla propagandowego

sukcesu jedynie nam panującym.

Jak można było wziąć udział w jakiejś akcji promowania szczepienia

na cowid, robionej przez nie wiadomo kogo, nie wiadomo za co,

nie wiadomo jak.

Bez uzgodnienia warunków, na gębę w czasach gdy w naszym pięknym

kraju nad Wisłą rządzą ludzie, którzy jeśli tylko da się im okazję

to zaszczują w "imię i dla nieograniczonego dostępu do koryta" każdego

kto nie jest z ich stada.

Szanowni aktorzy i ty były premierze, macie nazwiska i żyjecie już 

odpowiednio długo na tym świecie.

Aż trudno mi uwierzyć, że dostaliście takiego zaćmienia umysłu 

i zaniku instynktu zamozachowawczego.

Ufff.

Dobra, już, już...

Nie zmienia to faktu, że pani Janda w roli Boskiej jest Boska.


                                      Trwająca w oczekiwaniu Kurodoma.

A na Frigance? Takie tam przemyśliwania...


sobota, 26 grudnia 2020

Bezsilność...

 Kiedy myślę o 2020 roku - pierwsze skojarzenie to "Bezsilność".

Nie będę omawiać sytuacji krajowej, bo każdy myślący człowiek

widzi, że idziemy na dno, a raczej jesteśmy na dnie i kopiemy,

żeby może znaleźć drugie dno?


Napiszę o moim osobistym światku, małym śmiesznym sprzeciwie,

a tak naprawdę o bezsilności...

1/ Zadzwoniłam z życzeniami do tego odłamu rodziny, który

uznaje TVP za główne źródło informacji.

I jeszcze nie wybrzmiały moje słowa "Wszystkiego....", kiedy

 usłyszałam, że państwo dało nam tyle pieniędzy, że "Hou, Hou",

że z tego powodu nie ma żadnych zwolnień pracowniczych i wszyscy

tzn cały naród się cieszy.

No wierzcie mi próbowałam tłumaczyć, że jeden potomek szukał

pracy prawie rok i jak już znalazł to znowu zamykają i nie wiadomo

jak będzie, a najmłodszy rzutem na taśmę dostał umowę na trzy

miesiące co będzie dalej zobaczymy.

Tłumaczę, jeszcze nie skończyłam - a już  usłyszałam "nie narzekaj",

tyle pieniędzy dostaliście, dzieki temu nikt nie został zwolniony,

wszyscy się cieszą...

Powiedziałam jeszcze raz "Wszystkiego, zdrowia" i poczułam BEZSILNOŚĆ.


2/ W grudniu jeździliśmy na rowerze rzadziej, ale jednak.

Wjeżdżamy do lasu i widzę to:


Hałdy drzewa. Już wcześniej wydawało nam się, że las się przerzedza.

Zdenerwowałam się nie chciało mi się wierzyć, że to widzę.

Tną na potęgę co któreś drzewo, miałam łzy w oczach i poczułam BEZSILNOŚĆ.


3/ Koniec "Dnia Dziennika".

Prababcia domowa miała swój świateczny dzień w każdy piątek.

Nazywaliśmy ten dzień "Dniem Dziennika".

W każdy piatek ubierała sie odświętnie, malowała i szła kupić "Dziennik Bałtycki".

Prababcia od 30 lat w konsekwencji wylewu nie czyta, nie pisze i nie mówi, ale

cyfry zna.

W dzienniku w każdy piątek jest wkładka z programem TV i ta wkładka 

reguluje jej tydzień. Prababcia studiuje ją namiętnie.

Z powodu pandemii gazetę zaczęłam kupować ja, ale odkąd Orlen

ogłosił ustami prezesa Obajtka, że zakupił gazety regionalne

powiedziałam/musiałam powiedzieć nie, nie kupię już więcej gazety.

Nie dołożę się do propagandy sukcesu "dobrej zmiany",  pomyślałam

co znaczą moje pięć PLN i znowu ta BEZSILNOŚĆ.


4/ Moja mama też miała swój święty dzień czyli niedzielną msze świętą.

W zasadzie to mama chodziła do kościoła codziennie niektórzy tak mają,

że potrzebuja codziennie.

Kiedy zaczęła się pandemia dostała zakaz chodzenia do kościoła.

Nauczyła się oglądać msze w TV.

Żeby nie wdawać się w dyskusje cały czas utwierdzam ją w przekonaniu,

że nie można chodzić do kościoła.

Mama w zasadzie straciła pamięć krótkotrwałą i tłumaczenie jej

jak przenosi się zaraza i że trzeba uważać to walka z wiatrakami.

Nie dawno spotkała koleżankę kościelną, która namawiała ją, żeby

zaczęła chodzić do kościoła.

Musiałam nakrzyczeć, że nie wolno.

Miałam wyrzuty sumienia, ale jak usłyszałam, że Stanisław Dziwisz

przebacza narodowi:


Moje wyrzuty sumienia się skończyły, a pojawiła się BEZSILNOŚĆ.


5/ Najmłodszy potomek wracał z pracy, ciemną nocą z drugiej zmiany, zmęczony.

Na osiedlu żywego ducha, przesunął maseczkę na brodę wysmarkał nos.

No i nie wsunął maseczki na nos tylko na usta.

W nocy na pustej uliczce pod domem zatrzymał go patrol policji.

Zarzucili mu to, że miał nos na wierzchu i dowalili 100 PLN MANDATU.

Zapłacił bo zagrozili, że jak będzie się uśmiechał to może być gorzej,

a widział sceny pałowania w TV.

Pod domem, nikogo dookoła, to był ten poniedziałek, kiedy weszła

w życie ustawa antycowidowa i już mogli, a że młody to można

jeszcze postraszyć, zastraszyć ( policja i szacunek?)

Chłopak tyra, wraca po nocy zmęczony, dostaje 100 PLN mandatu

za nic, a np pensje dla zarządzających nieistniejącym Centralnym

Portem Lotniczym wyniosły 30 mln PLN, że o milionerach

Szumowskich i innych milionerach "dobrej zmiany" nie wspomnę.

Przeciez to my się na ich milionerstwo składamy.

Poczułam BEZSILNOŚĆ.


6/ Co chwilę słyszę pytanie "Co myślisz o szczepionkach?".

Mogę myśleć co chcę, bo i tak jeśli nawet będę chciała i mogła się zaszczepić

to może pod koniec przyszłego roku.

Najstarszy potomek zadzwonił do przychodni z pytaniem "Czy i kiedy?".

Usłyszał w odpowiedzi, że może gdyby mieszkał w Warszawie, ale u nas

w Trójmieście to wogóle nie wiadomo czy będą szczepionki.

Wymowny napis na banerze w Gdańsku pod biurami pisowych posłów

cały czas aktualny:


Dziewczyny stoją cały czas. Gdzieś tam na banerze żeśmy się podpisali ku potomności,
ale tak ogólnie - BEZSILNOŚĆ.

Mogłabym tak długo, ale po co?
Jak jest każdy czuje i widzi, jak będzie?
Gdzieś przeczytałam, że Polska jest demokracją telewizyjną.
Co powiedzą w telewizji rządowej to tak jest.
Jak powiedzą, że ten czy tamten to złodziej to złodziej, a ten lub tamten
święty człowiek to święty człowiek.
Jak powiedzą, że postępują wg litery prawa to chodźby tych liter
nie było w alfabecie to przynajmniej połowa ludu/narodu uzna, że
takie litery są.

Ogólnie BEZSILNOŚĆ.
Oczywiście będę protestować w miarę możliwośći.
Będę dawać znak, jeżdżę oflagowanym rowerem, w tęczowej
maseczce na twarzy, ale w sercu BEZSILNOŚĆ.

Dobra z Nowym Rokiem nowym skokiem.
Tak mówią, a jak będzie zobaczymy.

Wszystkiego najlepszego, zdrowego, demokratycznego,
sensownego, bezpisowskiego, bezpopulistycznego, 
wolnego dla człowieków świata.
Żeby ci co śpią w końcu się obudzili, żeby ci którzy nie widzą 
w końcu przejrzeli i zauważyli, żebyśmy w końcu się zbudzili 
z tego złego snu.
 
       Tak życzy Wam, Sobie i Światu Bezsilna Kurodoma.

             PLAGA PRECZ - W CZYM RZECZ TO NA FRIGANCE.


środa, 11 listopada 2020

Rodzaj żeński...

 Nie będę opisywać co władza wyrabia w kraju bo to każdy wie i widzi.

Jest nie bardzo, a będzie jeszcze bardziej nie bardzo.

Przyznam się, że chciałam napisać, że jest ch****o, ale górę wzięła

moja poprawność i wychowanie, w duchu, że dziewczynkom nie wypada...


Tak - tak.

 Mnie wychowywano w poczuciu, że dziewczynka może mniej...

Mniej chcieć, mniej używać, mniej pokazywać, mniej szaleć, a za to 

może więcej pomagać, sprzątać, usługiwać.

Moment, kiedy się zbuntowałam i odmówiłam to był moment,

kiedy moja mama powiedziała, że powinnam ścielić łóżko młodszemu 

bratu, a dlaczego? 

Bo to chłopiec jest!

Potem jeszcze, kiedy pytałam dlaczego On może, a ja nie mogę słyszałam:

- Dziewczynce  nie wypada, a chłopcu więcej wypada.


Wypada, nie wypada - wewnętrznie się zawsze buntowałam, niestety

zewnętrznie nie bardzo mi wychodziło.


Dlatego tak bardzo kibicuje tym młodym dziewczynom wychodzącym 

na ulicę.

Chłopakom też, ale dziewczynom przede wszystkim.

Pierwsza moja jazda na rowerze po wypadku to był zjazd do Gdańska na demonstrację

pod Neptunem.

To była pierwsza demonstracja po wyroku trybunału Przyłębskiej.

I, że co?

Że dziewczynki śmieją być nie grzeczne, że używają "słów"?

Że nie wypada powiedzieć ***** ***.

A jesli ktoś nie rozumie, kiedy mówisz do niego kulturalnie i na argumenty?

To może zrozumie, kiedy powiesz dosadnie i głośno.


Potem byliśmy na drugim proteście na plaży.

I to nic, że pokrzyczeliśmy mewom i kawkom, ale po takim czasie 

przerwy dobrze było przejść się wreszcie z młodymi ludźmi i uwierzyć,

że młodzi ludzie w końcu zaczynają rozumieć.

Tak - kiedy demonstrował KOD na samym początku, przeciwko łamaniu

praw demokratycznych to młodzi nie chcieli zrozumieć, że kiedy ktoś

rozmontowuje instytucje mające patrzeć władzy na ręce to prędzej

czy później obywatel poczuje oddech dyktatury na własnych plecach.


Poczuli, nie wiem czy to już, nie wiem czy to prędko, ale wierzę, że nawet

jeśli to jest kropla to będzie ona drążyć skałę.


Drugi optymistyczny akcent, to przegrana Trumpa i też nie będę

opisywać dlaczego?

 Każdy rozsądny człowiek wie i czuje, że to ważne wydarzenie dla

szalejącego świata.

Nie wiem jaka jest (mam nadzieje, że godna funkcji) prawdopodobna przyszła 

pani wiceprezydent USA, ale jest to PANI - pierwsza kobieta wiceprezydent

i być może pierwsza...? 


I jeszcze jeden optymistyczny akcent mijajacych dni, to to co zaczyna 

się dziać wokół hegemoni kościoła katolickiego w Polsce.

Może w końcu ludzie zrozumieją, że wiara jest indywidualną sprawą

każdego człowieka, a państwo nusi być świeckie.

                                                           TO JEST WOJNA 

Śledziliśmy powstawanie muralu nawiązującego do ostatnich wydarzeń.

Symboliczne miejsce naprzeciwko stoczniowego muru.

                                                   Tak się zaczynał pojawiać...


                                                      A tak wygląda teraz   




Skąd ja znam to hasło "TELEWIZJA KŁAMIE"? 

Przecież to już było, dziesiąt lat temu i znowu to samo, to samo...

Znowu zrobiliśmy sami sobie kuku.

Część społeczeństwa i to nie mała dalej idzie w zaparte i popiera 

ten rząd, dokąd nas to zaprowadzi?


Nie próbuję już zrozumieć dlaczego ludzie myślą tak, albo tak.

Dlaczego? No np dlatego.

Mam sąsiadów na przeciwko, bezinteresownie mało życzliwych.

Pewnego dnia mieliśmy awarię wodociągu na ulicy, przyjechali panowie

od wody, wykopali dziurę, naprawili rurę, zakopali dziurę, zaleli asfaltem.

Po ulicy rozniosło się trochę piachu.

Patrzę, a sąsiadka z naprzeciwka pilnie polewa ulicę wodą ze szlaucha.

Przez płot nie widziałam co i jak, dopiero jak wyszłam i zobaczyłam

to wymiękłam i musiałam uwiecznić.

Pani  się postarała odzielić moją miedzę od swojej.

Zajęło jej to sporo czasu i chyba dało dużo satysfakcji.

Oglądam marsz niepodległości w Warszawie i nawet nie próbuję zrozumieć,

co ci ludzie mają na myśli.


                              Nie rozumiem obserwuję KURODOMA 


piątek, 25 września 2020

Dzisiaj "siąte" urodziny Kurodomy/Friganki...

 Na Frigance odprawiłam prywatne lamenty nad moją dzisiejszą

rocznicą urodzin.

Tu napiszę o najważniejszych uczuciach, które rządzą w moim już dość długim życiu,

bo ja mocno uczuciowa i emocjonalna jestem.

Postanowiłam przestać się tego wstydzić i z tym walczyć, taka się

urodziłam i taka już umrę.


Im jestem starsza tym bardziej cenię Szekspira. 

On jak nikt umiał  piórem - napisać opowieść o najważniejszych uczuciach

jakimi kierują się ludzie i o konsekwencjach tych uczuć.

Jego pisanie w ogóle się nie zestarzało i nic nie wskazuje

na to, żeby ludzkość chciała się "przejrzeć" w jego twórczości

i coś zrozumieć.


MIŁOŚĆ - NIENAWIŚĆ - ZAZDROŚĆ - CHĘĆ WŁADZY.

Te wszystkie uczucia kłębią się w jednej sztuce ROMEO I JULIA.

Oczywiście był jeszcze Otello, Makbet, Hamlet, Król Lear.

Ale to właśnie w tej często wyśmiewanej i spowszedniałej sztuce,

właśnie to w Romeu i Julii pokazane zostały podstawowe uczucia,

którymi kieruje się człowiek.


Francuski musical "Romeo i Julia" wg niektórych mocno przesłodzony i właśnie

rozemocjonowany został stworzony dla mnie.

I tak, teraz  publicznie ogłoszę bez szczegółów, że 

tym uczuciem, które kieruje moim życiem od zawsze jest:

                                                              MIŁOŚĆ - AIMER.


                                              "Kochać to najpięknięsza rzecz

                                                Kochać to wzlatywać wysoko

                                                I dotykać skrzydeł ptaków

                                                Kochać to najpiękniejsza rzecz"


Oczywiście tak jak różne są obiekty mojej miłości, tak różna

jest ta miłość, ale zawsze, najważniejsza jest miłość:

Jak kocham to kocham i nic żadne wydarzenia, żadne przeszkody

nic mnie zatrzyma - chronię i bronię, nie porzucę, nie zniechęcę się.

Będę się złościć, mogę znielubić, ale będę kochać.

Miałam szczęście w życiu bo najważniejsi są wokół mnie,

a Ci których już nie ma nadal są tylko inaczej.

No właśnie gdyby ludzie więcej kochali, a mniej się nienawidzili,

nawet tych, którzy ich zranili to świat byłby rajem.

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którym tak łatwo

przychodzi szczuć jednych na drugich.

Chęć władzy i panowania nad drugim człowiekiem popycha

ich do siania:

                            NIENAWIŚCI - LA HAINE.


                                               "Nienawiść, nienawiść

                                                 w imie ojca i syna

                                                 nienawiść, nienawiść

                                                 która czyni nas współwinowajcami"

Święta nie jestem, są ludzie których ..... no właśnie.

Nawet jeśli ich nie lubię, nie trawię i nie mogę znieść to nigdy świadomie

ich nie skrzywdzę chyba, że w obronie tego co kocham.

Obecna sytuacja w naszym rozpolitykowanym kraju jest dla mnie

strasznie trudna, bo politycy prowokują nas do nienawiści.

                                              A przecież wszyscy chcemy ŻYĆ - VIVIR.


                                             "Żyć, wszyscy chcemy żyć

                                               bez nienawiści, bez umierania

                                               Żyć i rozmawiać, szanować się, a nawet kochać." 


Dlaczego nas szczują i dzielą? Dlaczego? No właśnie dla:

                                                           Władzy/Autorite


                                             "Być księciem, być królem

                                               Posiadać pełnię władzy, ale żadnego prawa

                                               Być księciem tu, na ziemi 

                                               Żyć poza prawem.

I to nie tak, że jestem idealna i się chwalę, nie nie jestem, ale się staram,

żeby miłość zawsze była na pierwszym miejscu.

Życie mnie sprawdziło. 

Moja prawie czterdzieści lat nie widziana jedyna

przyjaciółka z młodości licealnej o której całe życie pamiętałam

i która mnie można powiedzieć porzuciła i zraniła, pojawiła się

niespodziewanie i co? 

Spotkałyśmy się i było prawie jak dawniej, prawie bo jednak

czterdzieści lat póżniej.


Dobra dość tej wiwisekcji, idę upiekę sobie torcik, odpalę świeczkę i zaśpiewam sobie:

                                                         KOCHAM CIĘ ŻYCIE !!!!



                                                           "Mocno egzaltowana" Kurodoma


PS

Jest, upiekłam na bogato, dzisiaj grzeszę glutenowo.



środa, 23 września 2020

Najważniejsze to nie przesadzić z dawką...

 Ostatnio mocno dawkuje sobie politykę, bo w tym tygodniu kończę

kolejną "siątkę" (z filmu Czterdziestolatek, kiedy sekretarka tłumaczy Karwowskiemu,

że dyrektorzy chorują na "siątki" czyli pięćdziesiątka, sześćdziesiątka, siedemdziesiątka itd)

i w związku z chorobą kolejnej "siątki" serce już słabe mam no i nerwy sterane, 

nadmiar współczesnej polityki mógłby się dla mnie źle skończyć.

No, ale czasami mi się informacja obije o oczy i uszy i muszę gwoli kronikarskiego

obowiązku.

Tak dla siebie, żeby kiedyś, kiedy to minie, a minie Wierzcie mi - poczytać 

sobie - czym to ja się politycznie tak mocno ekscytowałam i bulwersowałam.


1/ Zobaczyłam zdjęcie siedzącej na podłodze w  korytarzu sejmowym kandydatki

    społecznej na RPO Zuzanny Rudzińskiej - Bluszcz, która nie mogła wejść na galerię 

    sali sejmowej więc czekała tam gdzie wg prawych i sprawiedliwych jest miejsce

    nie pisowskich obywateli i zrobiło mi się zwyczajnie przykro...

    Jak oni lubią pokazywać, że mogą upokarzać i olewać, mam wrażenie, że to sprawia

    obecnej władzy orgastyczną wręcz przyjemność.

2/ Piątek,  jest tym dniem, kiedy słucham radia TOK FM bo poranek prowadzi 

    redaktor Żakowski i chociaż w niektórych tematach mam inne zdanie to cenię

    go tak jak ceniłam Janinę Paradowską za starą szkołę używania języka polskiego

    i normalność wypowiedzi i jakieś takie eleganckie opanowanie itd.

    I tak z piątkowego poranka dowiedziałam się, że ilość wykonywanych codziennie 

     testów na Covid spadła za nowego ministra zdrowia o 25%, a codzienna

    liczba chorych przyrasta.

    To jak jest z tym wypłaszczaniem, wypłaszczamy czy szczytujemy.

    Tak w ogóle to mam wrażenie, że nie ma żadnej, ale to żadnej miarodajnej

    informacji jak jest z tym wirusem i to dotyczy w zasadzie całego świata.

    Ja wiem, że medycyna to nie matematyka i nic nie jest jednoznaczne,

    ale wydaje się, że cały świat ma problem z COVID i połączenie sił naukowców

    powinno już dać jakieś miarodajne wyniki.

    Nie mamy dostępu do rzetelnej informacji, wszędzie

    w TV i w internecie króluje papka i biegunka sensacyjna.

   Do tego dochodzą nachalne reklamy wszystkiego.

3 /Kuriozalny projekt ustawy, która daje "licencje na bezkarność urzędników",

    którzy będą mogli wydawać nasze budżetowe pieniądze ot tak...

   Trochę się nazbierało rządzącym więc trzeba zabezpieczyć tyły

   i wybronić między innymi premiera po ostatnim wyroku sądu

   administracyjnego.

4/ I jeszcze prawdopodobnie koalicja "dobrej zmiany trzeszczy w szwach".

    Nie wierzę więc się nie zajmuję, może to jest ustawka?  A może nie?

    Może się koalicjanci zaszantażują na "śmierć polityczną".

    Poczekam bez ekscytacji.


Powyższy tekst pisałam kilka dni wcześniej, zaglądam dziś i już jakby nie aktualny

się zrobił punkt czwarty.

Bo prezes wszystkich prezesów  przywołał ministra Ziobrę, postawił do pionu,

zagroził odcięciem od benefitów i niepokorni od razu spokornieli.

Będą jeszcze troche trwali.

Opozycja na to coś tam - coś tam zrobiła, wniosek o dymisję wymodziła...

Zaraz ktoś powie, a co mieli zrobić?

A chociażby może by tak zacząć sensownie spisywać - powiem brutalnie

wszystkie "wałki" obecnej władzy i przedstawić sposób rozliczenia winnych

i zabezpieczenia państwa prawa na przyszłość.

(Wydaje mi się, że to może przekonać jakiś procent tych nie zdecydowanych,

którzy machają ręką i nie idą do wyborów, bo "kruk krukowi oka nie wykoli"

A może tak jasno i spójnie przedstawić swój plan na podniesienie 

budżetu, który dla każdego racjonalnego obserwatora sięga dna.

Zaproponować jakieś ułatwienia dla przedsiębiorców - o tym mogłabym dużo.

A może tak jasno, racjonalnie i spójnie o sprawach światopoglądowych,

o stosunku do finansowania kościoła katolickiego.

(jasno i na temat bez wygibasów, może to przekona młodych do pójścia

 na wybory).

Czas na zakończenie "DANCE MACABRE", czas skończyć się podlizywać

wszystkim wyborcom.


Jakiś dziwny polityczny spokój mnie opanował, dotarło do mnie, że nie ma nikogo

sensownego kto mógłby objąć władze po PiS.

Z wieloletniego obserwowania procesów politycznych wiem, że władzy się nie zdobywa, 

władzę się przejmuje po tych którym się coś nie udało (mleko się rozlało) i podpadli 

wyborcom.

"Łaska pańska na pstrym koniu jeździ",  kiedyś opozycja przejmie władzę,

ale czy będzie na to przygotowana? Śmiem wątpić...

Posłuchajcie co mówi ekonomista Bogusław Grabowski, to krótki

fragment rozmowy z Tomaszem Lisem, tylko trzy minuty czterdzieści

osiem sekund.

Okrutna diagnoza obecnej sytuacji, ale do bólu wg mnie trafna,

logiczna i spójna.

Mniej więcej połowa Polaków musi wsadzić rękę do nocnika

i się przekonać jakie to mocno nie przyjemne i w konsystencji

i zapachu jest...


A na Frigance o kocie, uszach i GMO, taki tam misz - masz.


                                                               Zdystansowana Kurodoma.

piątek, 18 września 2020

Winny będziesz ty, byle nie ja...

 Byliśmy wczoraj ze Wspaniałym na policji zeznawać w sprawie wypadku,

o czym pisałam w poprzednim wpisie.

Jednak będzie sąd nad Kurodomą.

PUFFF.

Wspaniały występował jako świadek, Ja jako obwiniona/oskarżona o spowodowanie

kolizji w ruchu drogowym.

Było miło tylko:

Wspaniały udowodnił policjantom od ruchu drogowego, że nie potrafią rozróżnic

znaków nakazu od innych znaków (Jak Wspaniały się przygotuje

do jakiegoś zagadnienia to "nie ma mocnych"!).

W końcu wyciągnęli ściągę i się zdziwili...

Na pytanie w jakim stopniu starte oznaczenie w charakterze wymalowanego

roweru na ścieżce przestaje być znakiem nie potrafili sensownie odpowiedzieć.

No to sobie pogadali ze Wspaniałym.

Po Wspaniałym przesłuchiwana byłam Ja.

 Usłyszałam zarzuty, dowiedziałam się, że to co napisze policjant na miejscu

zdarzenia jest święte i nie do podważenia.

Dobra wyjaśniłam swój punkt widzenia na sprawę i naiwnie zapytałam:

Co w sprawie ścieżki nie ścieżki rowerowej zrobi policja, bo tam jeżdżą dzieci

na rowerach i hulajnogach do szkoły no i usłyszałam...POLICJA NIE ZROBI NIC.


Zatchnęło mnie i mówię, jeśli to nie jest ścieżka, a kolor czerwony to wg przepisów

jest dodatkowe oznaczenie ścieżki rowerowej i może mylić i kusić do jazdy to 

czy nie należało by jej zagrodzić?

Usłyszałam, że nawet jak się zagrodzi to i tak ludzie będą jeździć, a dzieci

są pod opieką dorosłych.

Ciekawe do szkoły nieletni chodzą sami, ale w razie czego winny będzie rodzic

bo nie dopilnował - winny zawsze się znajdzie.

Nosz nie wytrzymałam i mówię, że ja nie potrafię tego tak zostawić, że 

ja żyłam w czasach i zostałam tak wychowana, że człowiek się interesuje,

w imię i dla dobra...

Ja nie zginęłam, ale ktoś może zginąć.


Wróciłam do domu i mówię do Wspaniałego, że chyba taki nasz los,

że mamy już przejście do szkoły imienia naszego najmłodszego potomka,

a teraz będzie ścieżka rowerowa odnowiona, imienia mamy najmłodszego 

potomka.

Czysty Matrix.

A jak było z najmłodszym?

Kiedy najmłodszy miał iść do szkoły podstawowej, mamusia stwierdziła,

że (a w tamtych czasach dość dobrze nam się powodziło), że

potomka będzie się dowozić do społecznej szkoły w Sopocie.

Ambitna i okrutna byłam, budziłam biedaka o 6 rano, żeby przed 7 rano

wyjechać z domu i na 8 rano być w szkole w Sopocie.

Nieludzkie godziny szczególnie zimą, absurd polegał na tym,

że od domu do szkoły gdyby nie korki jechałabym około 20 minut,

niestety ludzie jadą o tej porze do pracy i szkoły - korek na godzinę jazdy.

Męczyłam się Ja, męczył się on.

Wreszcie w po trzeciej klasie zapadła decyzja, idzie do szkoły

na osiedlu i poszedł...


Rano jestem w piżamie, dzwoni telefon :pani syn miał wypadek,

potrącił go samochód.

Tak jak stałam pobiegłam, potomek leży na chodniku, wymiotuje,

karetka jedzie.

Zdążyłam się dowiedzieć, że przed szkołą jedna pani nieprawidłowo

się zatrzymała samochodem i wysadzała dziecko, druga pani

pomimo zakazu wyprzedzania wymijała samochód pierwszej pani

i trzasnęła mojego chłopaka centralnie.

W szpitalu sie okazało, że potomek ma złamany łokieć, uratowała

go wypchana torba bo to w nią trafiło.


I teraz taka sytuacja, przychodzi policjant i mówi, może by nie robić

afery bo sprawczyni jest w dziewiątym miesiącu ciąży i jej się nogi

pomyliły i zamiast na hamulec to depnęła na gaz, a syn i tak przechodził 

w nie dozwolonym miejscu.

Zaznaczę, że dozwolone miejsce, przejście dla pieszych było oddalone

o kilka ładnych metrów i przed godziną ósmą rano wszyscy wiedzieli,

że dzieciaki tłumnie przechodzą koło przejścia.

Dobra - my dobre dusze nie zrobiliśmy afery pani sprawczyni.

Całe osiedle huczało o wypadku, szkoła huczała, młody dostał

gips i zwolnienie z zajęć.


I tu następuje klu całej sytuacji, młody wraca po zwolnieniu 

do szkoły, pani stawia go przed całą klasą, obwinia o spowodowanie

wypadku i obniża sprawowanie.

Miasto robi przewężenie jezdni i przejście dla szkolniaków odtąd

nazywane przez nas imieniem najmłodszego potomka.


Podsumowując, do dzisiaj młody ma uraz do ruszających gwałtownie 

samochodów, a ja mam żal do siebie, że odpuściłam i naraziłam

najmłodszego na takie upokorzenie, że pozwoliłam na zwalenie

całej winy na niego.

Wypyszczyłam nauczycielce spłynęło, acha bo jeszcze nie dostarczyłam

zwolnienia lekarskiego i młody miał nieobecności nieusprawiedliwione

i w zasadzie to on za to miał obniżone sprawowanie, a nie za wypadek.

Nie dostarczyłam, bo każdy wiedział dlaczego go nie ma, a ja nie miałam głowy

do papierków.


No i teraz podobna sytuacja, jestem winna, chociaż nie winna, ścieżka

jest chociaż jej nie ma, czy my wszyscy nie żyjemy w "MATRIX".

Postaram się, żeby ścieżka stała się pełnoprawną ścieżką, ale czuję się tak jak

ten słonecznik i tak, i tak na ścięcie:



                                                                  Refleksyjna Kurodoma.