środa, 11 listopada 2020

Rodzaj żeński...

 Nie będę opisywać co władza wyrabia w kraju bo to każdy wie i widzi.

Jest nie bardzo, a będzie jeszcze bardziej nie bardzo.

Przyznam się, że chciałam napisać, że jest ch****o, ale górę wzięła

moja poprawność i wychowanie, w duchu, że dziewczynkom nie wypada...


Tak - tak.

 Mnie wychowywano w poczuciu, że dziewczynka może mniej...

Mniej chcieć, mniej używać, mniej pokazywać, mniej szaleć, a za to 

może więcej pomagać, sprzątać, usługiwać.

Moment, kiedy się zbuntowałam i odmówiłam to był moment,

kiedy moja mama powiedziała, że powinnam ścielić łóżko młodszemu 

bratu, a dlaczego? 

Bo to chłopiec jest!

Potem jeszcze, kiedy pytałam dlaczego On może, a ja nie mogę słyszałam:

- Dziewczynce  nie wypada, a chłopcu więcej wypada.


Wypada, nie wypada - wewnętrznie się zawsze buntowałam, niestety

zewnętrznie nie bardzo mi wychodziło.


Dlatego tak bardzo kibicuje tym młodym dziewczynom wychodzącym 

na ulicę.

Chłopakom też, ale dziewczynom przede wszystkim.

Pierwsza moja jazda na rowerze po wypadku to był zjazd do Gdańska na demonstrację

pod Neptunem.

To była pierwsza demonstracja po wyroku trybunału Przyłębskiej.

I, że co?

Że dziewczynki śmieją być nie grzeczne, że używają "słów"?

Że nie wypada powiedzieć ***** ***.

A jesli ktoś nie rozumie, kiedy mówisz do niego kulturalnie i na argumenty?

To może zrozumie, kiedy powiesz dosadnie i głośno.


Potem byliśmy na drugim proteście na plaży.

I to nic, że pokrzyczeliśmy mewom i kawkom, ale po takim czasie 

przerwy dobrze było przejść się wreszcie z młodymi ludźmi i uwierzyć,

że młodzi ludzie w końcu zaczynają rozumieć.

Tak - kiedy demonstrował KOD na samym początku, przeciwko łamaniu

praw demokratycznych to młodzi nie chcieli zrozumieć, że kiedy ktoś

rozmontowuje instytucje mające patrzeć władzy na ręce to prędzej

czy później obywatel poczuje oddech dyktatury na własnych plecach.


Poczuli, nie wiem czy to już, nie wiem czy to prędko, ale wierzę, że nawet

jeśli to jest kropla to będzie ona drążyć skałę.


Drugi optymistyczny akcent, to przegrana Trumpa i też nie będę

opisywać dlaczego?

 Każdy rozsądny człowiek wie i czuje, że to ważne wydarzenie dla

szalejącego świata.

Nie wiem jaka jest (mam nadzieje, że godna funkcji) prawdopodobna przyszła 

pani wiceprezydent USA, ale jest to PANI - pierwsza kobieta wiceprezydent

i być może pierwsza...? 


I jeszcze jeden optymistyczny akcent mijajacych dni, to to co zaczyna 

się dziać wokół hegemoni kościoła katolickiego w Polsce.

Może w końcu ludzie zrozumieją, że wiara jest indywidualną sprawą

każdego człowieka, a państwo nusi być świeckie.

                                                           TO JEST WOJNA 

Śledziliśmy powstawanie muralu nawiązującego do ostatnich wydarzeń.

Symboliczne miejsce naprzeciwko stoczniowego muru.

                                                   Tak się zaczynał pojawiać...


                                                      A tak wygląda teraz   




Skąd ja znam to hasło "TELEWIZJA KŁAMIE"? 

Przecież to już było, dziesiąt lat temu i znowu to samo, to samo...

Znowu zrobiliśmy sami sobie kuku.

Część społeczeństwa i to nie mała dalej idzie w zaparte i popiera 

ten rząd, dokąd nas to zaprowadzi?


Nie próbuję już zrozumieć dlaczego ludzie myślą tak, albo tak.

Dlaczego? No np dlatego.

Mam sąsiadów na przeciwko, bezinteresownie mało życzliwych.

Pewnego dnia mieliśmy awarię wodociągu na ulicy, przyjechali panowie

od wody, wykopali dziurę, naprawili rurę, zakopali dziurę, zaleli asfaltem.

Po ulicy rozniosło się trochę piachu.

Patrzę, a sąsiadka z naprzeciwka pilnie polewa ulicę wodą ze szlaucha.

Przez płot nie widziałam co i jak, dopiero jak wyszłam i zobaczyłam

to wymiękłam i musiałam uwiecznić.

Pani  się postarała odzielić moją miedzę od swojej.

Zajęło jej to sporo czasu i chyba dało dużo satysfakcji.

Oglądam marsz niepodległości w Warszawie i nawet nie próbuję zrozumieć,

co ci ludzie mają na myśli.


                              Nie rozumiem obserwuję KURODOMA 


piątek, 25 września 2020

Dzisiaj "siąte" urodziny Kurodomy/Friganki...

 Na Frigance odprawiłam prywatne lamenty nad moją dzisiejszą

rocznicą urodzin.

Tu napiszę o najważniejszych uczuciach, które rządzą w moim już dość długim życiu,

bo ja mocno uczuciowa i emocjonalna jestem.

Postanowiłam przestać się tego wstydzić i z tym walczyć, taka się

urodziłam i taka już umrę.


Im jestem starsza tym bardziej cenię Szekspira. 

On jak nikt umiał  piórem - napisać opowieść o najważniejszych uczuciach

jakimi kierują się ludzie i o konsekwencjach tych uczuć.

Jego pisanie w ogóle się nie zestarzało i nic nie wskazuje

na to, żeby ludzkość chciała się "przejrzeć" w jego twórczości

i coś zrozumieć.


MIŁOŚĆ - NIENAWIŚĆ - ZAZDROŚĆ - CHĘĆ WŁADZY.

Te wszystkie uczucia kłębią się w jednej sztuce ROMEO I JULIA.

Oczywiście był jeszcze Otello, Makbet, Hamlet, Król Lear.

Ale to właśnie w tej często wyśmiewanej i spowszedniałej sztuce,

właśnie to w Romeu i Julii pokazane zostały podstawowe uczucia,

którymi kieruje się człowiek.


Francuski musical "Romeo i Julia" wg niektórych mocno przesłodzony i właśnie

rozemocjonowany został stworzony dla mnie.

I tak, teraz  publicznie ogłoszę bez szczegółów, że 

tym uczuciem, które kieruje moim życiem od zawsze jest:

                                                              MIŁOŚĆ - AIMER.


                                              "Kochać to najpięknięsza rzecz

                                                Kochać to wzlatywać wysoko

                                                I dotykać skrzydeł ptaków

                                                Kochać to najpiękniejsza rzecz"


Oczywiście tak jak różne są obiekty mojej miłości, tak różna

jest ta miłość, ale zawsze, najważniejsza jest miłość:

Jak kocham to kocham i nic żadne wydarzenia, żadne przeszkody

nic mnie zatrzyma - chronię i bronię, nie porzucę, nie zniechęcę się.

Będę się złościć, mogę znielubić, ale będę kochać.

Miałam szczęście w życiu bo najważniejsi są wokół mnie,

a Ci których już nie ma nadal są tylko inaczej.

No właśnie gdyby ludzie więcej kochali, a mniej się nienawidzili,

nawet tych, którzy ich zranili to świat byłby rajem.

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którym tak łatwo

przychodzi szczuć jednych na drugich.

Chęć władzy i panowania nad drugim człowiekiem popycha

ich do siania:

                            NIENAWIŚCI - LA HAINE.


                                               "Nienawiść, nienawiść

                                                 w imie ojca i syna

                                                 nienawiść, nienawiść

                                                 która czyni nas współwinowajcami"

Święta nie jestem, są ludzie których ..... no właśnie.

Nawet jeśli ich nie lubię, nie trawię i nie mogę znieść to nigdy świadomie

ich nie skrzywdzę chyba, że w obronie tego co kocham.

Obecna sytuacja w naszym rozpolitykowanym kraju jest dla mnie

strasznie trudna, bo politycy prowokują nas do nienawiści.

                                              A przecież wszyscy chcemy ŻYĆ - VIVIR.


                                             "Żyć, wszyscy chcemy żyć

                                               bez nienawiści, bez umierania

                                               Żyć i rozmawiać, szanować się, a nawet kochać." 


Dlaczego nas szczują i dzielą? Dlaczego? No właśnie dla:

                                                           Władzy/Autorite


                                             "Być księciem, być królem

                                               Posiadać pełnię władzy, ale żadnego prawa

                                               Być księciem tu, na ziemi 

                                               Żyć poza prawem.

I to nie tak, że jestem idealna i się chwalę, nie nie jestem, ale się staram,

żeby miłość zawsze była na pierwszym miejscu.

Życie mnie sprawdziło. 

Moja prawie czterdzieści lat nie widziana jedyna

przyjaciółka z młodości licealnej o której całe życie pamiętałam

i która mnie można powiedzieć porzuciła i zraniła, pojawiła się

niespodziewanie i co? 

Spotkałyśmy się i było prawie jak dawniej, prawie bo jednak

czterdzieści lat póżniej.


Dobra dość tej wiwisekcji, idę upiekę sobie torcik, odpalę świeczkę i zaśpiewam sobie:

                                                         KOCHAM CIĘ ŻYCIE !!!!



                                                           "Mocno egzaltowana" Kurodoma


PS

Jest, upiekłam na bogato, dzisiaj grzeszę glutenowo.



środa, 23 września 2020

Najważniejsze to nie przesadzić z dawką...

 Ostatnio mocno dawkuje sobie politykę, bo w tym tygodniu kończę

kolejną "siątkę" (z filmu Czterdziestolatek, kiedy sekretarka tłumaczy Karwowskiemu,

że dyrektorzy chorują na "siątki" czyli pięćdziesiątka, sześćdziesiątka, siedemdziesiątka itd)

i w związku z chorobą kolejnej "siątki" serce już słabe mam no i nerwy sterane, 

nadmiar współczesnej polityki mógłby się dla mnie źle skończyć.

No, ale czasami mi się informacja obije o oczy i uszy i muszę gwoli kronikarskiego

obowiązku.

Tak dla siebie, żeby kiedyś, kiedy to minie, a minie Wierzcie mi - poczytać 

sobie - czym to ja się politycznie tak mocno ekscytowałam i bulwersowałam.


1/ Zobaczyłam zdjęcie siedzącej na podłodze w  korytarzu sejmowym kandydatki

    społecznej na RPO Zuzanny Rudzińskiej - Bluszcz, która nie mogła wejść na galerię 

    sali sejmowej więc czekała tam gdzie wg prawych i sprawiedliwych jest miejsce

    nie pisowskich obywateli i zrobiło mi się zwyczajnie przykro...

    Jak oni lubią pokazywać, że mogą upokarzać i olewać, mam wrażenie, że to sprawia

    obecnej władzy orgastyczną wręcz przyjemność.

2/ Piątek,  jest tym dniem, kiedy słucham radia TOK FM bo poranek prowadzi 

    redaktor Żakowski i chociaż w niektórych tematach mam inne zdanie to cenię

    go tak jak ceniłam Janinę Paradowską za starą szkołę używania języka polskiego

    i normalność wypowiedzi i jakieś takie eleganckie opanowanie itd.

    I tak z piątkowego poranka dowiedziałam się, że ilość wykonywanych codziennie 

     testów na Covid spadła za nowego ministra zdrowia o 25%, a codzienna

    liczba chorych przyrasta.

    To jak jest z tym wypłaszczaniem, wypłaszczamy czy szczytujemy.

    Tak w ogóle to mam wrażenie, że nie ma żadnej, ale to żadnej miarodajnej

    informacji jak jest z tym wirusem i to dotyczy w zasadzie całego świata.

    Ja wiem, że medycyna to nie matematyka i nic nie jest jednoznaczne,

    ale wydaje się, że cały świat ma problem z COVID i połączenie sił naukowców

    powinno już dać jakieś miarodajne wyniki.

    Nie mamy dostępu do rzetelnej informacji, wszędzie

    w TV i w internecie króluje papka i biegunka sensacyjna.

   Do tego dochodzą nachalne reklamy wszystkiego.

3 /Kuriozalny projekt ustawy, która daje "licencje na bezkarność urzędników",

    którzy będą mogli wydawać nasze budżetowe pieniądze ot tak...

   Trochę się nazbierało rządzącym więc trzeba zabezpieczyć tyły

   i wybronić między innymi premiera po ostatnim wyroku sądu

   administracyjnego.

4/ I jeszcze prawdopodobnie koalicja "dobrej zmiany trzeszczy w szwach".

    Nie wierzę więc się nie zajmuję, może to jest ustawka?  A może nie?

    Może się koalicjanci zaszantażują na "śmierć polityczną".

    Poczekam bez ekscytacji.


Powyższy tekst pisałam kilka dni wcześniej, zaglądam dziś i już jakby nie aktualny

się zrobił punkt czwarty.

Bo prezes wszystkich prezesów  przywołał ministra Ziobrę, postawił do pionu,

zagroził odcięciem od benefitów i niepokorni od razu spokornieli.

Będą jeszcze troche trwali.

Opozycja na to coś tam - coś tam zrobiła, wniosek o dymisję wymodziła...

Zaraz ktoś powie, a co mieli zrobić?

A chociażby może by tak zacząć sensownie spisywać - powiem brutalnie

wszystkie "wałki" obecnej władzy i przedstawić sposób rozliczenia winnych

i zabezpieczenia państwa prawa na przyszłość.

(Wydaje mi się, że to może przekonać jakiś procent tych nie zdecydowanych,

którzy machają ręką i nie idą do wyborów, bo "kruk krukowi oka nie wykoli"

A może tak jasno i spójnie przedstawić swój plan na podniesienie 

budżetu, który dla każdego racjonalnego obserwatora sięga dna.

Zaproponować jakieś ułatwienia dla przedsiębiorców - o tym mogłabym dużo.

A może tak jasno, racjonalnie i spójnie o sprawach światopoglądowych,

o stosunku do finansowania kościoła katolickiego.

(jasno i na temat bez wygibasów, może to przekona młodych do pójścia

 na wybory).

Czas na zakończenie "DANCE MACABRE", czas skończyć się podlizywać

wszystkim wyborcom.


Jakiś dziwny polityczny spokój mnie opanował, dotarło do mnie, że nie ma nikogo

sensownego kto mógłby objąć władze po PiS.

Z wieloletniego obserwowania procesów politycznych wiem, że władzy się nie zdobywa, 

władzę się przejmuje po tych którym się coś nie udało (mleko się rozlało) i podpadli 

wyborcom.

"Łaska pańska na pstrym koniu jeździ",  kiedyś opozycja przejmie władzę,

ale czy będzie na to przygotowana? Śmiem wątpić...

Posłuchajcie co mówi ekonomista Bogusław Grabowski, to krótki

fragment rozmowy z Tomaszem Lisem, tylko trzy minuty czterdzieści

osiem sekund.

Okrutna diagnoza obecnej sytuacji, ale do bólu wg mnie trafna,

logiczna i spójna.

Mniej więcej połowa Polaków musi wsadzić rękę do nocnika

i się przekonać jakie to mocno nie przyjemne i w konsystencji

i zapachu jest...


A na Frigance o kocie, uszach i GMO, taki tam misz - masz.


                                                               Zdystansowana Kurodoma.

piątek, 18 września 2020

Winny będziesz ty, byle nie ja...

 Byliśmy wczoraj ze Wspaniałym na policji zeznawać w sprawie wypadku,

o czym pisałam w poprzednim wpisie.

Jednak będzie sąd nad Kurodomą.

PUFFF.

Wspaniały występował jako świadek, Ja jako obwiniona/oskarżona o spowodowanie

kolizji w ruchu drogowym.

Było miło tylko:

Wspaniały udowodnił policjantom od ruchu drogowego, że nie potrafią rozróżnic

znaków nakazu od innych znaków (Jak Wspaniały się przygotuje

do jakiegoś zagadnienia to "nie ma mocnych"!).

W końcu wyciągnęli ściągę i się zdziwili...

Na pytanie w jakim stopniu starte oznaczenie w charakterze wymalowanego

roweru na ścieżce przestaje być znakiem nie potrafili sensownie odpowiedzieć.

No to sobie pogadali ze Wspaniałym.

Po Wspaniałym przesłuchiwana byłam Ja.

 Usłyszałam zarzuty, dowiedziałam się, że to co napisze policjant na miejscu

zdarzenia jest święte i nie do podważenia.

Dobra wyjaśniłam swój punkt widzenia na sprawę i naiwnie zapytałam:

Co w sprawie ścieżki nie ścieżki rowerowej zrobi policja, bo tam jeżdżą dzieci

na rowerach i hulajnogach do szkoły no i usłyszałam...POLICJA NIE ZROBI NIC.


Zatchnęło mnie i mówię, jeśli to nie jest ścieżka, a kolor czerwony to wg przepisów

jest dodatkowe oznaczenie ścieżki rowerowej i może mylić i kusić do jazdy to 

czy nie należało by jej zagrodzić?

Usłyszałam, że nawet jak się zagrodzi to i tak ludzie będą jeździć, a dzieci

są pod opieką dorosłych.

Ciekawe do szkoły nieletni chodzą sami, ale w razie czego winny będzie rodzic

bo nie dopilnował - winny zawsze się znajdzie.

Nosz nie wytrzymałam i mówię, że ja nie potrafię tego tak zostawić, że 

ja żyłam w czasach i zostałam tak wychowana, że człowiek się interesuje,

w imię i dla dobra...

Ja nie zginęłam, ale ktoś może zginąć.


Wróciłam do domu i mówię do Wspaniałego, że chyba taki nasz los,

że mamy już przejście do szkoły imienia naszego najmłodszego potomka,

a teraz będzie ścieżka rowerowa odnowiona, imienia mamy najmłodszego 

potomka.

Czysty Matrix.

A jak było z najmłodszym?

Kiedy najmłodszy miał iść do szkoły podstawowej, mamusia stwierdziła,

że (a w tamtych czasach dość dobrze nam się powodziło), że

potomka będzie się dowozić do społecznej szkoły w Sopocie.

Ambitna i okrutna byłam, budziłam biedaka o 6 rano, żeby przed 7 rano

wyjechać z domu i na 8 rano być w szkole w Sopocie.

Nieludzkie godziny szczególnie zimą, absurd polegał na tym,

że od domu do szkoły gdyby nie korki jechałabym około 20 minut,

niestety ludzie jadą o tej porze do pracy i szkoły - korek na godzinę jazdy.

Męczyłam się Ja, męczył się on.

Wreszcie w po trzeciej klasie zapadła decyzja, idzie do szkoły

na osiedlu i poszedł...


Rano jestem w piżamie, dzwoni telefon :pani syn miał wypadek,

potrącił go samochód.

Tak jak stałam pobiegłam, potomek leży na chodniku, wymiotuje,

karetka jedzie.

Zdążyłam się dowiedzieć, że przed szkołą jedna pani nieprawidłowo

się zatrzymała samochodem i wysadzała dziecko, druga pani

pomimo zakazu wyprzedzania wymijała samochód pierwszej pani

i trzasnęła mojego chłopaka centralnie.

W szpitalu sie okazało, że potomek ma złamany łokieć, uratowała

go wypchana torba bo to w nią trafiło.


I teraz taka sytuacja, przychodzi policjant i mówi, może by nie robić

afery bo sprawczyni jest w dziewiątym miesiącu ciąży i jej się nogi

pomyliły i zamiast na hamulec to depnęła na gaz, a syn i tak przechodził 

w nie dozwolonym miejscu.

Zaznaczę, że dozwolone miejsce, przejście dla pieszych było oddalone

o kilka ładnych metrów i przed godziną ósmą rano wszyscy wiedzieli,

że dzieciaki tłumnie przechodzą koło przejścia.

Dobra - my dobre dusze nie zrobiliśmy afery pani sprawczyni.

Całe osiedle huczało o wypadku, szkoła huczała, młody dostał

gips i zwolnienie z zajęć.


I tu następuje klu całej sytuacji, młody wraca po zwolnieniu 

do szkoły, pani stawia go przed całą klasą, obwinia o spowodowanie

wypadku i obniża sprawowanie.

Miasto robi przewężenie jezdni i przejście dla szkolniaków odtąd

nazywane przez nas imieniem najmłodszego potomka.


Podsumowując, do dzisiaj młody ma uraz do ruszających gwałtownie 

samochodów, a ja mam żal do siebie, że odpuściłam i naraziłam

najmłodszego na takie upokorzenie, że pozwoliłam na zwalenie

całej winy na niego.

Wypyszczyłam nauczycielce spłynęło, acha bo jeszcze nie dostarczyłam

zwolnienia lekarskiego i młody miał nieobecności nieusprawiedliwione

i w zasadzie to on za to miał obniżone sprawowanie, a nie za wypadek.

Nie dostarczyłam, bo każdy wiedział dlaczego go nie ma, a ja nie miałam głowy

do papierków.


No i teraz podobna sytuacja, jestem winna, chociaż nie winna, ścieżka

jest chociaż jej nie ma, czy my wszyscy nie żyjemy w "MATRIX".

Postaram się, żeby ścieżka stała się pełnoprawną ścieżką, ale czuję się tak jak

ten słonecznik i tak, i tak na ścięcie:



                                                                  Refleksyjna Kurodoma.


wtorek, 15 września 2020

Mocne uderzenie...

Wczoraj miałam wypadek na rowerze, w zasadzie pod domem.

Jechałam po ścieżce rowerowej i pan chciał samochodem zdążyć przede mną.

Nie zdążył, zachaczył mła.

Walnęłam klatką piersiową o asfalt.

Mam potłuczone żebra i przeciętą koszmarnie wargę.

Byłam w szoku więc przyjechała karetka, pomacali, ocenili, że będzie bolało

dwa, trzy tygodnie i odradzili podróż do szpitala.


I tu nastąpiło zderzenie z policją.

Panowie policjanci stwierdzili iż ścieżka rowerowa, która była

ścieżką rowerową od lat nie jest ścieżką ponieważ nie ma odpowiednich

oznaczeń.

Zaznaczę, że faktycznie odbywał się remont drogi i znak zniknął.

Ten oto znak - zdjęcie sprzed remontu.


I teraz jest tak - zdjęcie po remoncie.

(Zdjęcie z wczoraj tam w oddali gdzie stoi radiowóz to miejsce wypadku).


Czyli jak było syfiasto to ścieżka była, a jak jest "jakby luksusowo" to ścieżki

nie ma.

Zaznaczyć należy, że tą ścieżką jeżdżą dzieci na rowerach do szkoły.

Na sugestię Wspaniałego, że to się nadaje do TV.

Policjant, wybaczcie, że nie użyję formuły "Pan", Odpowiedział,

"a dzwoń pan do TVN", ja półprzytomna mówię, a dlaczego nie do TVP.

Na to odpowiedzi nie było.

Tak więc pan kierowca, kierujący z resztą autem bez aktualnych badań

technicznych jest niewinny, winna jestem ja i w związku z tym

mam zapłacić 500 PLN mandatu.

Bardzo policjantom nie spodobała się odmowa przyjęcia mandatu

i potrzeba wezwania technika.

Wspaniały chce sądu, ja nie wiem czego chcę.

Muszę przyznać, że jeszcze jestem w szoku.

Mój ukochcany rower nadaje się do kapitalnego remontu.

Ja chyba też.

Sprawę zgłosiłam do radnego dzielnicy.

Dzisiaj idziemy do prawnika.

Jutro mam przesłuchanie na policji.

Tak więc rok 2020 jeszcze chwilę potrwa, STRACH SIĘ BAĆ"...


                                Obolała Kurodoma.


sobota, 12 września 2020

Rzeczywistość czy fikcja się rozgrywa?

 Nie pisałam bo oprócz dziejących się różnych "DRAM" w moim życiu 

rodzinnym (o czym bąknęłam na  Frigance), dzieje się tyle "DRAM" w wymiarze

ogólnopolskim i ogólnoludzkim, że czasami mam wrażenie, że jednak świat to Matrix...


I o czym ja mam napisać?

- o wydarzeniach ostatnich miesięcy, za dużo tego - nie wiem, za dużo...

- co skomentować za dużo absurdów - nie wiem co wybrać - za dużo...

- co potępić, ło matko - nie zliczę afer - nie wiem, za dużo... 

- co pochwalić? - nie wiem - za mało...


To może trochę "myśli moich nie uczesanych".

Najpierw to co boli najbardziej.

- Wróciliśmy skąd przyszliśmy i nie ma co się oszukiwać PRL-bis wrócił.

A może i gorzej, bo wrócił PRL, ale tamtych ludzi już nie ma, nie ma zapału

do zmiany, nie ma zrozumienia wśród tych co wybierają "dobrą zmianę",

że nie tylko oni tu żyją, że tu żyją jeszcze jacyś inni niż oni i też chcą tu żyć.

Nie ma zrozumienia, że ludzie są różni -  nie ma dwóch identycznie

wygladających, myślących i czujących ludzi na świecie.

Trzeba się tolerować, porozumiewać, dogadywać bo inaczej to co?

Jak długo można tak żyć dzieląc się i nienawidząc?


Nie ma nici porozumienia między "MY I ONI" i nie będzie bo...

Może powiem coś mało popularnego, ale musimy to mówić głośno

i wyraźnie obecne partie polityczne nas skłóciły, skłócają i będą skłócały.

Wyraźnie widać, że PiS musi dać żer swoim wyborcom i to my jesteśmy tym żerem,

a nasi muszą dać nam żer z nich i dają.

Polityka to biznes, to źródło dochodu finansowego i dobrostanu psychicznego

dla polityków wszelkiej maści, dla nich dla ich rodzin i ich znajomych.

Mam dośc usprawiedliwiania opozycji, bo to co jest teraz to nie jest opozycja

to są politycy zawodowi, którym jest wygodnie tam gdzie są i mam wrażenie, że nikomu

z opozycji nie jest na rękę rządzenie (nawet trochę to zrozumiałe - sprzątać trzeba 

chcieć i umieć).

Smutny i znaczący widok sali sejmowej podczas sprawozdania z działalności

za rok 2019 rzecznika praw obywatelskich Bodnara. 

Z 460 posłów, rzecznika słuchało tylko 11 posłów, dziewięciu z opozycji i dwóch z PiS.

Bo piątek, bo komisje, bo pociąg nie będzie czekał, bo, bo, bo...


Zastanawiam się dlaczego jestem nadal po stronie opozycji i wychodzi mi tak:

Różnica między "nimi, a nimi" jakaś jednak jest,  PiS postawił na jawność 

i absolutną bezkarność.

Afery gospodarcze i obyczajowe są jawne i nie karalne, łamanie prawa i konstytucji 

jest jawne, łamanie praw człowieka "innego" jest jawne, faworyzowanie 

prostactwa i pobudzanie najprymitywniejszych ludzkich strachów i obaw jest jawne.

Rozwalanie instytucji państwa jest jawne i niekaralne. 

Wstręt do kolorowej tęczy, do seksu, do świata, do przyrody, do fajności, do wolności

jednostki, do sztuki i kultury, do "miłowania bliźniego swego jak siebie samego"

jest przemożny i dość cynicznie interesownie wykorzystywany.

To widzę ja i mi podobni, a nie chcą widzieć oni i im podobni.

Mam w rodzinie wyznawców PiS przez duże "W" są moją rodziną, ale z każdym rozwalonym

nieheteronormatywnym nosem, z każdym "odbitym" przez PiS sądem, teatrem, 

spółką skarbu państwa, stadniną zzzzzzzzzzz mam coraz mniej ochoty na dyskusję

i przekonywanie nie przekonywalnych.

Rośnie we mnie niechęć do kontaktu, bo już nie chcę rozumieć i nie mam ochoty

milcząco słuchać bo "bądź tą mądrzejszą i ustąp".

Cały dzień oglądają TVP i słuchają radia maryja inne racje nie docierają.

Wiem jak na razie nie ma wyjścia jesteśmy MY i ONI.

Przerażające. Chwilowo nie zmienne, chyba, że jakaś wielka

katastrofa nas wszystkich pogodzi?


Dużo jeździmy na rowerach po trójmiejskich lasach, powiem Wam, że takiej 

wycinki jak w tym roku to ja nie widziałam.

Prawdopodobnie będą palić drzewem w elektrowniach.

Ciężki sprzęt i dźwięk pił to codzienność w tutejszych lasach.

Wycinają sprytnie, wycinają co któreś drzewo, las się robi coraz rzadszy, ale jest.

Czytałam, nie wiem czy to prawda, ale taki sposób wycinki powoduje, że

zniszczeń nie widać ze zdjęć satelitarnych i nie trzeba tak intensywnie

zalesiać, bo las jest, a że trochę bardziej przestronny...

To zdjęcia z dzisiaj z niewielkiego lasu koło obwodnicy Trójmiasta na wysokości

lotniska.



Jedziemy przez las prawie codziennie i wszędzie widzimy powalone drzewa.

Jakby po wyborach nabrali śmiałości i rozmachu.

Dzisiaj czytam, że nabiera rozmachu w internecie ocieplanie wizerunku

prezesa. Prezes jedynych sprawiedliwych wystąpił na TIK TOKU i nawołuje

do poparcia ustawy w sprawie ochrony zwierząt.

Szczytny cel, jak on kocha zwierzęta...

Jestem podejrzliwa był już taki jeden co też kochał psy i dzieci, a zrobił to co zrobił.

Radzę się przyglądać tej ustawie, a raczej temu co też ona ma przykryć.

Lud się będzie rozpływał nad tym jaki to prezes szlachetny, jaki dobry, a pod tą

zasłoną dymną coś nam wymodzi.

Może dowali mediom z nazwy niezależnym, a może podniesie podatki, a może

dostaną niehetero, a może szpitale się upaństwowi, a może moja wyobraźnia

nieogarnia tego co nam zafundują w najbliższym czasie.


                                          STRACH SIĘ BAĆ 

                                                   Kurodoma

                                                      

Ps.

Pozdrawiam pana Informatyka, ulepszył Blogera i nie wiem jak zlikwidować te 

duże odstępy między wersami tekstu.


czwartek, 11 czerwca 2020

Pandemonium zdrowotne i polityczne trwa i ma się dobrze....

Czas zarazy, a raczej pandemonium zdrowotno polityczne trwa.
Żeby nie było, że bagatelizuję, że się nie stosuję i wyśmiewam.
Otóż nie bagatelizuję, chociaż zaczynamy się spotykać rodzinnie
i przyjacielsko.
W zasadzie się stosuję do zaleceń chociaż uważam noszenie
super szczelnych masek za przesadę, noszę te uszyte z pieluchy
bo w innych jestem bliska uduszenia, noszę tylko w sklepie
oraz zachowuje dystans, myję ręce w zasadzie robię to co
zawsze robiłam w okresie grypowym.
Nie wyśmiewam, chociaż żartuję bo śmiech to zdrowie,
bycie w dobrym humorze podnosi odporność.

Reasumując.
Na początku pandemonium, wpadłam w lekką panikę wiecie
swoje lata już mamy my - jak i prababcie więc wg wirusologów
jesteśmy w grupie ryzyka.
Choroby współtowarzyszące i owszem chociaż bez przesady.
Media od rana do wieczora pompowały temat pandemii,
więc ostrożność, ograniczenie kntaktów z rodziną i znajomymi.
My "weterani życia", specjaliści od kryzysów życiowych,
jakoś łatwiej znieśliśmy ograniczenia, dostowaliśmy swoją aktywność
do sytuacji.
Gorzej z młodzieżą, ale oni w dzisiejszym porąbanym świecie,
mają i lepiej, i gorzej.

Bo dostęp do dóbr technologicznych i żarcia większy, ale za to
płacą mniejszą integracją społeczną, większą frustracją bo jest
i za łatwo i za trudno.
I nie trzeba się wysilać i należałoby, ale po co skoro z głodu
się przynajmniej na razie nie umrze.

Ale chciałoby się mieć kasy jak Bill Gates, zastać celebrytą
od niczego w sieci i mieć miliony "lajków".
A tu trzeba iść do byle jakiej  pracy, żeby coś tam, coś tam
zarobić.
I jak już młodzi znajdą tą pracę i jak już się napracują, i jak już spojrzą na
wyciąg z konta to nagle media pokażą jak to znajomy pana ministra
zarobił na maseczkach fajną sumkę, a brat pana ministra dostał milionową
dotację na "coś tam, coś tam" jedną i drugą.
Posłuchają jak rodzina i znajomi nie jednego działacza jedynie słusznej partii,
dzielnie pracują za duże pieniądze w radach nadzorczych spółek
skarbu państwa, a jak muszą zrobić miejsce następnym chętnym
to na odchodne dostąją spore odprawy.
Im konta puchną nam chudną.
Hasło "rodzina na swoim" pasuje do dzisiejszych czasów jak ulał.

I nie dość tego wszystkiego to jeszcze młodym ludziom zabrano
możliwość kontaktów, nakazano założenie masek, zabroniono dotykania,
balowania, klubowania itd.
Młodzi i dzieci mają przekichane, jeszcze niedawno mój prywatny
wnuk nie lubił szkoły teraz tęskni.

Dobra rozumiem jest zaraza, ale zaraz, zaraz...
Jak już trochę okrzepliśmy, przyszła refleksja, że jakaś zaraza jest,
ale też, że rzetelnej informacji brak.
Przyszło też podejrznie, że jesteśmy manipulowani
i "oczywista oczywistość"- rządy na całym świecie wykorzystują
jak mogą sytuację do tego żeby sobie ułatwić rządzenie społeczeństwami.

Mamy się bać, mamy do końca nie wiedzieć co nam wolno, a czego
nie wolno.

To tak jak na strajku przedsiębiorców, policja otacza grupę protestujących
szczelnym kordonem, wzywa do rozejścia się, oczywiście polecenie
jest "a wykonalne" no bo nikogo się nie wypuszcza z "KOTŁA".
Ponieważ polecenie nie zostało wykonane to psika się wszystkich
gazem pieprzowym i protest zostaje spacyfikowany.
Potem na dołek, mandaty, wnioski o ukaranie, grzywny i tym podobne
szykany.

Albo kary administracyjne za brak np maski lub zachowanie
dystansu społecznego nakładane przez sanepid w horrendalnej
wysokości.
Najpierw musisz zapłacić, a dopiero potem możesz się odwoływać.
Przekaz jest taki, że władza może cię zarżnąć finansowo w każdej chwili
więc uważaj i bądż grzeczny.

Można pisać o tym co się wyrabia bez końca.
O trzecim programie radia, którego już i tak nie było, ale który został dorżnięty.
O stadninie koni w Janowie w którym konie mają się tak dobrze, że aż sie robi nie dobrze.
O finansach państwa, które to mają się dobrze bo jeszcze na papier i toner
    w drukarkach na dodruk starcza, a inflacja ma się coraz lepiej.
O wypłaszczającej się krzywej zachorowań, która się wypłaszcza od miesięcy
    i tak będzie się wypłaszczać w nieskończoność i chociaż zachorowań
    jest więcej niż na początku pandemii to premier ogłasza, że właśnie
    poradziliśmy sobie z zarazą.
O którejś tam tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców, w gąszczu przepisów
    poległ nasz księgowy, ale próbujemy skorzystać.
O edukacji szkoda gadać - mój najstarszy potomek odlicza dni do końca roku,
    szkolnego, bo ma już dość nagrywania filmików np z zajęć fizycznych
    swoich dzieci. Panowie wuefmeni muszą się wykazać kreatywnością
    i zadają nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale też wypracowania na temat sportu,
    a następnie sprawdzają błędy stylistyczne.
    Moja bratanica zmaga się z "dziwną maturą", a jej rodzice siwieją w tempie.
O widoku rąbanego lasu jeszcze wspomnę, bo prawie codziennie przejeżdżam
    na rowerze przez trójmiejskie lasy i ilość zwalonych drzew mnie poraża.
itd. itd. itd. itd.

Można tak jojczyć bez końca, i jeszcze informacja z dzisiaj, że w Niemczech
może wybuchnąć wulkan bo coś tam naukowcy odkryli, że buzuje i że jeśli
pierdyknie to będzie szaro buro i zimno w Europie, jak by już nie było.

Ktoś w komentarzach pod informacją napisał, że w sumie to dobrze bo przynajmniej
pumeks w Lidlu będzie w promocji.
Powiało optymizmem zawsze coś.

Przejeżdżając na rowerze przez tereny byłej stoczni gdańskiej zobaczyliśmy
taką instalację artystyczną, czyżby proroczą...


Wspaniały się zadumał, co będzie jak człowiek już wykończy człowieka.
Można zatytułować to dzieło "Terminator na spacerze ze swoimi psami".

Jeszcze wypadałoby wspomnieć o wyborach, jak niektórzy sądzą ostatniej
szansy.
Tych ostatnich szans było już sporo, wiele przeżyłam, wielu nie do żyję.
Pójdę jak zwykle chociaż w czasach nie zwykłych, ale myślę, że uczciwie
nie będzie, jeśli w ogóle będzie...


                         Urządzająca się jakoś w czarnej d....ie Kurodoma.