sobota, 11 marca 2017

Ludzie, kota głowa boli....



Tak wczoraj nasza/nie nasza kotka sąsiadka zareagowała na to co opowiadał
prezes jedynych i sprawiedliwych w TV.

W ostatnich dniach jakoś słabo idzie prezesowi.
Trochę jak mówiła moja babcia "zakałapućkał się".
To znaczy, że kręci się jak bąk, plączą mu się nóżki i nie bardzo
wie o co mu samemu chodzi.

Wielki strateg ogłosił Europie, że nie życzy sobie Donalda Tuska
widzieć w budynkach UE i zamiast niego ma być Saryusz - Wolski.
Tak ma być i już, bo jak nie to tupniemy nóżką i Europę zaboli.
Kogo zabolało? Myślę, że najbardziej wielkiego stratega.
Zdradzony późnym wieczorem przez Orbana (bez zdziwienia z mojej strony),
opuszczony przez państwa Grupy Wyszehradzkiej, opuścił Nowogrodzką
wkurzony strasznie co było widać i nieomalże czuć.
Nie powiem, żeby było mi go żal.

Na drugi dzień pani premier Szydło ogłosiła, że się obrażamy
i nie podpisujemy żadnych ustaleń w związku z tym usłyszała,
że zachowuje się dziecinnie i coś jeszcze w stylu, że kurek z pieniążkami
może zostać przykręcony.

Nieelegancko zachowali się przywódcy państw nie uznając kierowniczej
roli partii jedynej prawej i sprawiedliwej, której przywódca
wie jak zmienić Europę.
On wie jak wyprowadzić/wprowadzić Europę z kryzysu, żeby w końcu
tak jak pod jego rządami Polska zaczęła się reformować i wstawać z europejskich kolan.

Ten rysunek pewnie już gdzieś widzieliście, ale on jest tak prawdziwy,
że i śmieszy, i smuci w równym stopniu.



W ciągu tych ostatnich dni klęska goni klęskę.
Wielki strateg postanowił więc zebrać swój dwór i z wielkim bukietem kwiatów
(dzierżył największy bukiet, inni mieli stosownie mniejsze wiązanki) przywitać
na lotnisku wracającą z Brukseli "żelazną damę z broszką".
Wyglądało to żałośnie i mało przekonywująco tak samo jak słowa
prezesa o zwycięstwie pomimo oczywistej klęski.
Muszę przyznać, że Europa pokazała Jarosławowi Kaczyńskiemu
gdzie jest jego miejsce w szeregu.
Cytując prof. Bartoszewskiego "Dyplomatołki".
Nasza dyplomacja leży i nawet nie kwiczy...

Smutne jest to, że za te wygłupy zapłacimy my wszyscy, a nie ten
który zasłużył.

Muszę przyznać, że już wątpiłam czy UE będzie umiała trochę
poskromić naszego prezesa, ale okazało się że młyny UE mielą
powoli, ale konsekwentnie.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że kiedy już Kaczyński
myślał, że w wieloletniej potyczce z Tuskiem na polu bitwy
został on i rozbita opozycja to nagle okazuje się, że Donald Tusk
jest znów w grze i nie jest sam, ale stoi za nim zjednoczona
Europa.
W piątek obrady zaczęła Komisja Wenecka, oczywiście
polski rząd nie zamierza brać udziału w jej obradach.
Myślę, że pełzająco prezes zaczyna nas wyprowadzać z UE.

Przerażona kotka oraz bardziej zakrywa oczy i nie chce patrzeć
na to co się wyrabia...

Nie chciałam jej już bardziej dołować więc nie opowiedziałam jej o ministrze
"TFU" ochrony środowiska Szyszce, który swoją ustawą zezwalającą wycinać
drzewa w zasadzie kiedy, gdzie i jak kto chce uruchomił dziką wycinkę w całym
kraju, być może ten demotywator okaże się proroczy szczególnie w dużych
miastach.


Nie mówiłam jej też o  polowaniu ministra Szyszki na bażanty.
Polowaniu które polegało na wypuszczeni 500 sztuk ptaków prosto
pod lufy uradowanych myśliwych.
Za polowanie zapłacili sponsorzy, a może lepiej by zakupili maszynę
do wystrzeliwania rzutek?

Kocica załamana całkowicie, usłyszała na koniec dnia jak podczas
miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński mówi o jej ulubionych
sąsiadach Kurodomie/Frigance i Wspaniałym, że są "Łotrami".
Ludzie dajcie mi spokój, porządnego kota od tego wszystkiego boli głowa.



PS
Na pocieszenie powiem Wam, że Łotry czyli my cieszyliśmy się jak policyjne gwizdki,
kiedy Jurek Owsiak ogłosił, że WOŚP zebrała ponad 105 mln PLN.
Powiem tak, ta ogromna kwota zebrana w tym roku to niewątpliwa i jedyna udana
akcja jedynych i sprawiedliwych.
Ludzie zaczynają być mocno wkurzeni....

A kocica, jakby dzisiaj ma się psychicznie lepiej, siedzi u Łotrzycy czyli u mnie
za pazuchą i ma włączony traktorek.


A na Frigance piszę dlaczego nie zostanę Stewardessą.
                                                            Zadziwiona Kurodoma.

środa, 1 marca 2017

Ale popłynęłam....

W Polsce dzieje się to co się dzieje, jestem wkurzona
i zadziwiona, że podjęta próba przywrócenia znanego mi
świata słusznie minionego trwa w najlepsze.
Jak szybko Polacy się zorientują i zareagują czas pokaże.
Wkurza mnie, że zamiast patrzeć w przyszłość, nasi obecnie
rządzący zawracają "kijem Wisłę" odkręcają wszystko
co zostało zrobione przez poprzedników bo najlepiej żeby
 jak to bardzo trafnie spuentował  Robert Górski w 6 odcinku
 "Ucha prezesa" - "Żeby było jak było".


Tak naprawdę  mnie to nie dziwi, bo co nowego może wydumać człowiek,
który czyta w zasadzie tylko książki historyczne i wieczorami ogląda rodeo.
Może tylko patrzeć wstecz....

Ja też może bym chciała żeby było jak dawniej u mamy, ale
"to się już nie wrati, panie Hawranek" czy jakoś tak to było.
Idzie nowe i trzeba reagować.
Wokół różnych problemów toczących świat "rozwinięty" coraz
dotkliwiej zaczynamy odczuwać brak miejsc pracy.

Jestem jeszcze z pokolenia ludzi, którzy byli przekonani, że po osiągnięciu
nawet podstawowego wykształcenia i osiągnięciu pełnoletności
będą pracować, nasze dzieci będą się kształcić za darmo, będą jeździć
na darmowe kolonie, a nam zakład pracy będzie dokładał
do wakacji "pod gruszą".
Będzie nie za bogato, ale papier toaletowy sobie wystoimy,
zrobimy zapasy szamponu i mydła, jak się zatniemy to wystoimy
kawałek mięsa w mięsnym.
Jakoś będziemy żyli, praca zawsze się znajdzie.
Jeśli nam się uda to pojedziemy do "demoludów" na wycieczkę
coś sprzedamy, coś kupimy, dorobimy.

Początek mojego dorosłego życia faktycznie tak wyglądał.
Skończyłam studia.
Praca?
Proszę bardzo, bardzo proszę.
Tak jak nasi rodzice zaczynałam start w dorosłe życie w przekonaniu
o stałości świata, który mnie otaczał.
Nie trwało to długo, nagle się okazało, że trzeba było z socjalizmu
szybko znaleźć się w kapitalizmie, potem w gęstwinie przepisów
samoograniczającej się gospodarki rynkowej.
Świat zaczął przyspieszać, od świata czarno-białej rzeczywistości
do wirtualnego świata kolorowej TV w 3D.
Od kalkulatora do laptopa.

Czy wam też pani na lekcji plastyki kazała rysować
jak będzie wyglądał świat w 2000 roku?
I co rysowaliście jako dzieci?
Najczęściej były to latające samochody i bardzo wysokie domy,
czasami jakieś dziecko narysowało robota.
Najczęściej robot podawał człowiekowi śniadanie na tacy.

Wtedy realizacja tych wyobrażeń wydawała się taka odległa,
nierealna.
I proszę....

W Chińskiej fabryce 90% robotników zastąpiły roboty.
Japończycy na potęgę pracują nad robotami asystującymi
dla ludzi starszych, samotnych i niepełnosprawnych.
A autonomiczne samochody są prawie w zasięgu ręki...

Powoli, spełniają się fantazje z dzieciństwa roboty zaczną nas wyręczać
w pracy... zaraz, zaraz wyręczać czy zabierać nam pracę?
Oczywiście jeszcze nie ma robota, który wykafelkowałby
małą łazienkę, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.

Bill Gates powiedział, że niedługo nastąpi czas, kiedy ludzi zaczną
masowo zastępować roboty w związku z tym należy się zastanowić
nad opodatkowaniem pracy robotów i w ten sposób zagwarantować
ludziom tzw pensję socjalną.
Coraz częściej w Europie można usłyszeć hasło "pensja socjalna".

Wychowano nas w przekonaniu, że najważniejsza dla społeczeństwa
jest tzw "zastępowalność pokoleń", czyli, że społeczeństwo
musi "wyprodukować" taką ilość potomstwa, żeby miał kto pracować
i płacić podatki na starość poprzedniego pokolenia.
A co jeśli nie będzie wystarczającej ilości miejsc pracy?
A co jeśli opodatkowane roboty będą wstanie zapewnić stabilny budżet państwa?
A co jeśli zgodzimy się na wypłacanie tzw "pensji socjalnej"?

Popłyńmy, pofantazjujmy.
Nadchodzi czas,  kiedy coraz więcej robotów jest zatrudnianych w miejsce ludzi.
Możemy założyć, że roboty zapracują na naszą "pensję socjalną",
będą produkować dobra, które człowiek będzie kupował za pieniądze
wypracowane przez maszyny.
Maszyny chwilowo sterowane jeszcze przez człowieka, zaczną z czasem
być sterowane/kierowane przez inteligentniejszą od nich maszynę/robota.
Z czasem człowiek stanie się zbędnym elementem/pasożytem,
a pasożyta trzeba się pozbyć.
"Bunt maszyn"?
Bardzo lubię taką zabawę w skojarzenia i w moich licznych rojeniach/fantazjach
mam też takie, że człowiek jest samo powielającym się ROBOTEM.
A może to my "ludzie" jesteśmy zbuntowanymi maszynami?
I znów krąg się zamyka, następny doskonalszy robot zastąpi nas psującą się
i psującą otoczenie prymitywniejszą maszynę?.....
 A może nasze pojęcie stwórcy jest z gruntu fałszywe i stwórcą nas, było
pokolenie prostszych od nas maszyn, może jesteśmy na początku
tworzenia następnego pokolenia doskonalszych "samo powielających się maszyn"?



Ale popłynęłam, płyńmy dalej...
Pojęcie "pensji socjalnej" coraz częściej pojawia w dyskusjach
szczególnie socjaldemokratów.
Oczywiście, każdemu człowiekowi wpaja się od dziecka przekonanie, że
bez pracy człowiek się degeneruje spacza i wypacza.
Ja też zostałam tak zaprogramowana, że kiedy słyszę, że ktoś chce dać
pieniądze komuś za niepracowanie to się burzę, ale...
Czy nie nadchodzi moment na refleksję - czy przy tym postępie nauki, techniki
ciężka ogłupiająca praca, którą może wykonać robot jest faktycznie
dobrodziejstwem dla człowieka?
Czy nie należałoby już zacząć się zastanawiać jak przestawiać społeczeństwa na "nowe".
Wydaje się że właśnie nadchodzi czas żeby zaczęli się wypowiadać
filozofowie futuryści.

Ale popłynęłam, płyńmy dalej.
Tak sobie fantazjowałam, przyszedł mój najstarszy potomek
i kiedy usłyszał o czym piszę na moje pytanie,
- Co ludzie będą robić jeśli w ciężkiej pracy zastąpią ich roboty?
Odpowiedział mi bez chwili wahania,
- Człowiek będzie mógł zwiedzać inne planety.
  Wiesz, tylko w naszej galaktyce jest ok 20 - 40 miliardów planet
   na których może być woda.
  (Właśnie NASA ogłosiła odkrycie 7 planet, jeszcze trochę jest
   do odkrycia, a ile do zwiedzenia).

W sumie to takie oczywiste jeśli człowiek wyzwoli się z etosu ciężkiej pracy
 i wyprostuje plecy, to w naturalny sposób spojrzy w rozgwieżdżone niebo.
- Wiesz, ale nadal będzie bariera szybkości przemieszczania.
   Kosmos to jednak oooooogromne odległości.
Potomek na to,
- Tak, pokonanie bariery szybkości, albo danie sobie większej ilości
   czasu, czyli dłuższe życie, albo taki statek kosmiczny na którym
   będą wędrować pokolenia jak Star - Trek.
   Mamo, a może my już żyjemy na takim statku kosmicznym o nazwie
   "Ziemia"?



Ale pojechaliśmy od narastającego braku miejsc pracy, przez zagadnienie
"pensji socjalnej" do gwiazd...
Myślę jednak, że w najbliższym czasie, ludzkość będzie musiała
się zmierzyć z narastającym problemem braku pracy dla wszystkich
chętnych.
Ja ciągle jestem w szoku, że za mojego życia ludzkość dokonała
takiego postępu technologicznego, możliwości wymiany informacji,
komunikacji....

W jaką stronę powędruje człowiek czy w stronę gwiazd, czy wojennej
samozagłady, a może jakiś wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi, epidemia
albo inna klęska żywiołowa rozwiąże za nas te dylematy ?




                                                              Zadziwiona Kurodoma.

czwartek, 16 lutego 2017

Strach, strach, rany......






Z powodu bardzo intensywnego używania kultury wyższej czyli teatru
trochę oderwałam się na chwilę od codziennych zadziwień.
Teatr kocham miłością wielką od zawsze o czym na Frigance.

Kilka razy siadałam zadziwiona przed komputerem, ale to co zadziwiło mnie
przed chwilą już za chwilę przestaje być aktualne.
Ilość zadziwień tym co się dzieje mnie samą zadziwia, więc trudno wybrać
konkret i się na nim skupić.
Zadziwienia szybko się dezaktualizują "nie na danrzam".

Dobra, to może kilkanaście zadziwień:
Po pierwsze pancerna limuzyna z panią premier na pokładzie,
przy szybkości 50 km/h na widok Cin-Cin wbija się w drzewo.
Zwykły chłopak z małego Cin-Cin tak przestraszył,
Super Borowca w pancernej limuzynie, że ten centralnie wali
w jedyne drzewo w okolicy....
Strach, strach, rany.....

Pani premier zdrowa, ale jednak chora przebywa nadal
w szpitalu, zdrowa, ale jednak chora spaceruje po szpitalu.
Chora, czy zdrowa? Mamy jeszcze premiera zdrowego
na ciele i umyśle czy....
Życzymy zdrowia, ale czy premiera mamy zdrowego,
czy chorego?
Strach, strach rany....

Kierowca Cin-Cin staje się mimowolnym bohaterem zderzenia
władzy ze zwykłym obywatelem.
Z tego zderzenia wyłania się obraz dezinformującej władzy.
Pomijam prawdziwość wypowiedzi obu stron,
powiem tylko tak, jaka jest równość stron jeżeli rządowy prokurator
może ujawniać fakty, a strona Cin-Cin jest zobowiązana przez
prokuratora do milczenia na temat wypadku?
Pozostaje wiara w niezależne sądy, tylko jak długo jeszcze,
bo przecież pan Ziobro się nie obija i chłopak z Cin-Cin
może się nie załapać  na jeszcze względnie niezależnego sędziego.
Strach, strach, rany....

Po internecie rozniosła się wieść dokumentowana zdjęciami,
że kolejna miesięcznica smoleńska była chroniona przez
snajperów.
Może to byli snajperzy, może tylko obserwatorzy,
mam takie pytanie:
Kogo tak bardzo boi się obecna władza, że aż tak musi się chronić?
Boją się nasi władcy kochani,  tak bardzo się spieszą,
tak bardzo się chronią, że sami dla siebie i dla innych stają się
największym zagrożeniem.
Strach, strach, rany....

Pan prezes na miesięcznicy nie stoi już na drabince, tylko na "platformence".
Pan prezes w obawie przed upadkiem z drabinki i ciągłymi
drwinami ludzi gorszego sortu symbolicznie wziął platformę
pod buta.
Odgrodził się barierkami od jazgotu połowy suwerena, boi się?
Strach, strach, rany.....

To jest dla mnie wiadomość, która wybija się na pierwsze miejsce
zadziwień.
Wczoraj przeczytałam, że Gąsiorowski tak,tak, ten od oscylatora i Art-Bi
wraca, bo atmosfera sprzyja.
Będzie starał się o reaktywację Art-Bi zapowiedział też, że będzie
wytaczał proces każdemu kto użyje słowa zaczynającego się na a.....
i kończącego się też na a.
Nie stać mnie na odszkodowanie dla pana Gąsiorowskiego dlatego
załączę link do bardzo ciekawego wywiadu z panem Gąsiorowskim
w, którym on sam mówi o sobie i o obecnej władzy.
Wywiad z Andrzejem Gąsiorowskim Art-B
Warto przeczytać czym chce się zajmować pan Gąsiorowski.
Tym samym co On, będzie się zajmować nowo tworzona Polska Fundacja
Narodowa, którą zasilą spółki Skarbu Państwa kwotą 600 mln PLN.
Muszę przyznać, że pan Gąsiorowski  ma niesamowite wyczucie
biznesu i sprzyjających okoliczności.
(W wywiadzie pada też nazwisko obecnego ministra od gospodarki
z sugestią skąd tenże czerpie pomysły na rozwój naszej gospodarki).
Strach, strach, rany....

Wczoraj też rząd po cichutku podjął decyzję o tym, że "pigułka dzień po"
będzie na receptę.
Uzasadnienie: w imię troski o zdrowie kobiet.
Tym samym nieaktualna staje się podsłuchana rozmowa dwóch
pań, które nie wybrały się na "marsz parasolek", bo i tak w razie
co jakiego jest "pigułka dzień po", otóż moje panie wybór staje się
coraz mniejszy.
Strach, strach, rany....

Boi się władza, zastraszana przez opozycję, tak bardzo, że aż prokuratura
i komisja etyki poselskiej będzie musiała zająć się panem posłem
Budką i posłem Sową w sprawie dezinformacji jaką uprawiają
w związku z wypadkiem pani premier.
Boi się opozycja, która ustami Schetyny, delikatnie mówi
"nie pozwolimy", ale nic nie może zrobić.
Boją się obywatele, bo co jeśli jakiemuś snajperowi/borowcowi
omsknie się palec po cynglu "człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi".
Trupy wypadają z szafy, a to informacja, że minister Macierewicz ponownie
dał fuchę w MON bardzo młodemu Edmundowi Jannigierowi
i wcale nie ma zamiaru pozbyć się słynnego Bartłomieja Misiewicza.
Strach, strach, rany....

I tak sobie mieszkam w tym kraju nad Wisłą gdzie pietruszka dojrzewa
i zadziwiam się tym co człowiek może wymyślić.

Właśnie się dowiedziałam, że obrażenia pani premier to informacja intymna,
ale uszkodzona miednica i nogi pana borowca już nie są informacją intymną.
Dowiedziałam się też, że fajowy prezydent Trump oczywiście nie zniesie
wiz dla Polaków, nawet tych prawych i sprawiedliwych, natomiast
Putin ma oddać Krym, kto by się spodziewał?
Przecież to Clintonowa miała wywołać III WŚ.

W zalewie tych wszystkich mniej i bardziej wiarygodnych informacji
musimy wszyscy pamiętać, żeby nie dać się przestraszyć i wykorzystać
żadnej władzy...
Bo kiedy zaczyna rządzić strach to wystarczy jedna iskra, jeden fałszywy
ruch kierownicą, omsknięty palec po cynglu i w jednej chwili
przestaje być śmiesznie....


PS
Na koniec demotywator z podpowiedzią dla tych którzy prowadzą
śledztwo w sprawie wypadku pani premier.
Ponieważ pozwolono odjechać w siną dal jedynym świadkom
kolizji bez spisania ich danych, a teraz wzywa się ich do
dobrowolnego ujawnienia się i złożenia stosownych zeznań.
Jest łatwiejsze rozwiązanie, jakie?


Ano takie, przecież to proste i takie oczywiste.

                                                         Zadziwiona Kurodoma.

piątek, 3 lutego 2017

Mam prababcię i nie zawaham się jej użyć....


"Najlepszym dowodem na to, że we Wszechświecie istnieje inteligentne życie jest to, 
  że się z nami nie kontaktują."

Ponieważ jestem w fazie ostrego doła, chyba przed przedniówkowego na którego
chwilowo nie działają żadne moje sprytne sposoby o czym na Frigance,
nie będę się wysilać na optymistyczny-pesymizm, ale poddam się
pesymistycznemu/optymizmowi.
Bredzę, ale jak tu nie bredzić skoro na moich oczach po raz kolejny
zmienia się mój świat.
Powstaje inny, jak na razie jeszcze przeze mnie nie oswojony.
Jeszcze mam nadzieję, że nie będę musiała się do tego "narodowego"
świata przyzwyczajać na czas nieokreślony.
Wg nomenklatury obecnej władzy, ginie postkomuna, ginie III RP
zaś na jej zgliszczach powstaje nowe wolne państwo "Narodowe"...

Właśnie dzisiaj zorientowałam się, że PiS przyjmuje nową narrację,
że konstytucja, która wydawało mi się jeszcze obowiązuje  "nie jest nasza".
Nie mogą jak na razie zmienić konstytucji więc ją anihilują, ignorują,
zaczynają wmawiać, że powstała ona w wyniku dogadania się "agenta Bolka"
z postkomuną i dlatego koniecznie trzeba ją wyrzucić do kosza.
Bardzo sprytna jest to narracja.

Wykorzystując to co się dzieje wokół teczki Wałęsy, można wymienić
w podręcznikach historii nazwisko Wałęsa na Kaczyński, a przy okazji
wmówić społeczeństwu, że obecna konstytucja została napisana
na szkodę narodu polskiego i w zasadzie jest nic nie warta.
W ten sposób zawróci się "kijem Wisłę" i tego jestem absolutnie
pewna, że cytując klasyka propagandy "ciemny lud to kupi".

Podziwiam tego kto kieruje propagandą pisowską, nie wierzę, że
prezes to osobiście wymyśla, myślę, że mają niezłego doradcę...
Oddaję im sprawiedliwość, narrację do społeczeństwa rozgrywają
po mistrzowsku.
Myślę, że Wałęsy nie posadzą za składanie fałszywych zeznań,
ale przeczołgają go po sądach odpowiednio długo tak, żeby legenda
wreszcie padła.
Jak łatwo jest wmówić ludziom, że bohater musi być człowiekiem
bez skazy, a przecież nie znam żadnej postaci historycznej, która byłaby
bez skazy, a jak się wczytać w żywoty świętych to wielu z nich, to
nawróceni grzesznicy, których życie było "barwne".
Człowiek jest istotą słabą, którą stać na wielkie czyny...

Po raz kolejny się wkurzam kiedy słucham kolejnego polityka
młodziaka który z mądra miną tłumaczy, jaka to wielka zdrada
się dokonała przy okrągłym stole.
Przecież nie trzeba było się dogadywać, trzeba było.... co?
Iść na noże? Niechby się ulało trochę polskiej krwi przodków,
byłoby więcej grobów i pomników, więcej miejsc do składania
zniczy i wieńców...

Bredzę, ale jak tu nie bredzić jeśli:
- Generał Skrzypczak nie doradza już wojsku bo obraził rzecznika
   MON, odznaczonego złotym medalem zasługi dla obronności
   kraju Misiewicza....
- Pan minister od gospodarki Morawiecki zapowiada rewizję wzrostu
  PKB za lata 2014/15.
  A tak w ogóle to wskaźnik PKB jest przereklamowany.
- Pani minister od edukacji zatrudnia do kształcenia nauczycieli panią
  od kanalizacji...
- PiS chce samorządów, a więc do Warszawy dołączą gminy ościenne.
  Lud pisowski jest za, ciekawe co powie kiedy podatki od nieruchomości
  zrównają się z tymi warszawskimi w końcu za przywilej mieszkania
  w metropolii trzeba zapłacić...
  (Kipię z ciekawości co wymyślą na Gdańsk).
- I jeszcze słowa prezydenta wszystkich Polaków, który w ramach łączenia
  narodu powiedział o "jazgocie" z tej drugiej nie zgadzającej się z rządem
  strony.

A opozycji brak, cisza i marazm, brak pomysłu, sen zimowy.
Dobrze, że do wyborów jeszcze trzy lata może po tak długiej ciąży
coś się urodzi i będzie można użyć tej naszej malesiuniuteńkiej
władzy "jednego" głosu przy urnie wyborczej.
Tak sobie "jojczę" do Wspaniałego, a on mówi:
- No coś ty ja mam prababcię i nie zawaham się jej użyć.
  Zapakuję do samochodu i już będą dwa głosy.
  W zasadzie ma racje, ja też mam prababcię i też mogę jej użyć,
  a to już będą cztery głosy.

Ha, ha, ha (śmiech sarkastyczny), ale jak się tak głębiej zastanowić
to wolnych wyborów może długo nie być.
Myślę, że opozycja powinna się poważnie liczyć z tym, że teraz to
ona powinna patrzeć podczas wyborów, obecnej władzy na ręce.
Gdzie jesteście opozycjo hop, hop...

I tak sobie bredzę w temacie polskiej polityki będąc pod wpływem
doła przed przednówkowego i poddając się pesymistycznemu/optymizmowi
myślę sobie, że obecna władza tak się napręża, tak się wypręża,
ćwiczy naszą młodą demokrację, że może będzie tak jak w tym
demotywatorze...


 Wydaje mi się, że bez krwawej opresji nie da się spacyfikować
połowy inaczej myślących obywateli, a wkrótce może też zabraknąć
Misiewiczów do obsady stanowisk.
Aby do wyborów i pamiętajcie mam prababcię i nie zawaham się jej użyć...


                                                        Zdołowana Kurodoma.

wtorek, 24 stycznia 2017

Bardzo subiektywna, bardzo patetyczna recenzja...

Zastanawiałam się czy napisać o filmie Wajdy "Powidoki"?
Mam z tym filmem niejaki problem, tak trochę od bandy do bandy.
Krytyk filmowy ze mnie żaden, ale spróbuję.
Na Kurodomie opowiem o filmie politycznie, na Frigance sentymentalnie.

O  filmie można opowiedzieć śmiało także tym, którzy
go jeszcze nie widzieli, bo w zasadzie nie chodzi w nim o fabułę.
Nie jest to film biograficzny, nie opowiada o artyście malarzu,
ale o totalitarnym systemie w którym człowiek jako jednostka
głośno wyrażająca swoje poglądy nie ma prawa bytu.

Wg mnie jest to obraz, w którym każdy z nas w zależności
od wieku i doświadczenia życiowego, zauważy coś innego.
Mogę mówić tylko za siebie, osoby która liznęła epokę
Gomułkowską, świadomie przeżyła epokę Edwarda Gierka
i Piotra Jaroszewicza, epokę Solidarności i żyje jak na razie
jeszcze w III RP.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że film
opowiada jak system totalitarny (okres stalinowski w Polsce),
niszczy jednostkę, która nie umie się zgodzić na jedynie słuszną
linię partii, narzucającej artyście tworzenie w ramach tzw "socrealizmu",
a kiedy już jednostka doprowadzona do rozpaczy w końcu  dla pieniędzy
maluje obraz "realistycznego Bieruta", okazuje się, że to nie wystarczy,
dla systemu raz zdefiniowane nieposłuszeństwo wystarcza,
żeby przekreślić człowieka raz na zawsze, po prostu nie ma dla niego
miejsca w społeczeństwie.

Oglądałam nieuważnie, bo przecież te obrazy to nic nowego,
ja to widziałam, brałam w tym udział, o co chodzi Wajdzie?
Dopiero wykład głównego bohatera, Strzemińskiego dla studentów
na temat, jak widzi i maluje malarz artysta, zwrócił moją uwagę.

Malarz patrzy, widzi, ale to co przenosi na płótno to są to "Powidoki".
Właśnie POWIDOKI.
Dzwonek zadzwonił, nie wiem czy o to chodziło Wajdzie,
ale mi się to ułożyło i odniosło do tego co teraz się dzieje
w Polsce i na świecie.

W Polsce rządzi człowiek/malarz, który zobaczył i zapamiętał
obraz z dzieciństwa i młodości nie umie się z tymi widokami pożegnać
i podświadomie maluje nam współczesnym "Powidoki" z tamtej epoki,
a że nie robi tego przy pomocy pędzla i na płótnie, tylko przy pomocy ludzi,
którzy pamiętają tamte obrazy czasu słusznie minionego, maluje
"Powidok" tamtej minionej słusznie Polski na żywej społecznej tkance.


Obraz pod tytułem "Powidok Polski", to kraj w którym:
- już jest lista filmów których, nie wyświetli TVP.
- już jest lista aktorów, artystów, którzy nie wystąpią nigdzie gdzie obecna
   władza ma coś do powiedzenia.
-  gdzie niemała część ludzi jest określana "drugim sortem", "ludźmi specjalnej troski".
- gdzie niektórzy sędziowie i prokuratorzy przyklepią wszystko
   co im karze jedynie słuszna linia partii.
- gdzie nikt kto nie jest sympatykiem jedynie słusznej partii
   nie dostanie stanowiska w instytucji państwowej.

Na razie to są tylko "Powidoki" tamtych stalinowskich/totalitarnych
czasów, ale niebezpiecznie zmierzamy do socrealistycznego kultu
jednostki.


Na tym "obrazie" nie ma miejsca na tolerancję i różnorodność,
na humanizm i na miłość do drugiego człowieka.
Nie ma miejsca na wyrozumiałość i współczucie, na nic
co nie będzie zgodne z tym co prezes i jedna jednomyślna partia
wyznaczy jako prawdę....

Pamiętajcie to co obserwujemy to na razie "Powidoki" po tamtych
słusznie minionych czasach, ale jeśli:
- PiS przyspieszy wybory samorządowe na wiosnę 2017 roku i je wygra...
- Sędziowie, koniunkturalnie podporządkują się reformie sądownictwa...
- PiS zrealizuje wizję "prawdomównych", prywatnych mediów...
- Nauczyciele zaczną uczyć wg nowej podstawy programowej...
- Macierewicz stworzy wojska obrony terytorialnej i okrzepnie na stanowisku
  dowódcy...
- Jeśli, którykolwiek z demonstrantów spod sejmu zostanie skazany...
itd.
Jeśli PiS to zrealizuje, a jest na najlepszej drodze by tak się stało, to Polska
stanie się państwem autorytarnym/totalitarnym z kultem jednostki w dwóch
osobach braci bliźniaków.

Mistrz Wajda nas ostrzega, ten film jest robiony trochę na prędce,
widać pośpiech, nie dopracowane dialogi, nie skończone wątki.
Ten film jest oczywisty i dosadny, ale mam jedno zastrzeżenie.
Starsi, myślący ludzie oglądając ten film zrozumieją, ale młodzi,
którym nikt nie opowiadał jak było nie zrozumieją aluzji,
zabrakło mi bezpośredniego odniesienia do obecnej sytuacji Polski i świata.
Może jakiś wstęp, chociaż jedno zdanie, jakieś słowne motto np:


To taka moja osobista, nieco patetyczna recenzja ostatniego filmu Wajdy.
Bardzo mnie denerwuje u pięknoduchów poprawność słowna i ostrożność
w nazywaniu po imieniu tego w jakim kierunku zmierza Polska.

I jeszcze spostrzeżenie od Wspaniałego, po wyjściu z kina powiedział,
"popatrz, toczyło się wydawałoby się normalne życie, ludzie chodzili
do pracy w fabryce, dzieci się uczyły wierszyków, pozornie ludzie żyli
normalnie, tylko ktoś zniknął, komuś zniszczono życie, kogoś określono
wrogiem narodu....i skreślono"

I jeszcze jeden smaczek, córka idzie za trumną matki w czerwonym płaszczu,
mija jakieś panie, które mówią oburzone "na pogrzebie matki w czerwonym płaszczu".
Dziewczyna mówi, nie mam innego płaszcza i odwraca płaszcz na lewą czarną stronę.
Są ludzie, a jest ich nie mało którzy uwielbiają wytykać i narzucać, potępiać
i mówić jak powinniśmy żyć i to oni, teraz zaczynają mieć przewagę,
a życie społeczne polega na kruchym balansie miedzy jednymi i drugimi...

                                                "Żyj i daj żyć innym".

                            Coraz bardziej zatrwożona Kurodoma.

                            

sobota, 14 stycznia 2017

W oparach absurdu...pozostaje słowo i WOŚP....

                Dzisiaj ten  sam wpis na obu blogach ponieważ jutro jest ten
                         niezmienny od 25 lat dzień, gra orkiestra......                      
                             Przede wszystkim i ponad wszystko...
                                   Oglądajmy i pomagajmy WOŚP

Minęły dwa tygodnie Nowego Roku, a ja mam wrażenie jakby minął wiek.
W ciągu tych pierwszych dwóch tygodni zdążyłam zostać "sierotą po opozycji"
i doszło do mnie, że nie mieszkam w Polsce, ale mieszkam w słynnym państwie
"San Escobar", w którym w sondzie opublikowanej w państwowej TVP,
na pytanie kto wg ciebie zasługuje na większy szacunek opozycja czy kot
prezesa? Wygrywa kot.
Poziom propagandy PiS sięgnął standardów państwa "San Escobar".
Potrafię mieć dystans i docenić dobry dowcip i może byłby to dobry dowcip
gdyby nie cały kontekst w jakim się pojawia ten sondaż, ale cytując klasyka
"ciemny lud to kupi"



Obejrzałam ten materiał i zrobiło mi się przykro, bo jeśli popierający PiS są na tym
poziomie żeby łyknąć bezrefleksyjnie tak podane informacje to stwierdzam, że
przepaść dzieląca "Dwie Polski" jest nie do zasypania.

Nie zmienia to faktu, że jeśli tliła się we mnie jakakolwiek wiara w to, że może,
opozycja da radę to właśnie stwierdzam, że nikt z opozycji nie dał rady.
Tylko, czy ktoś może dać radę walcowi PiS ?
Jeśli jedna ze stron sporu traktuje prawo "bardzo wybiórczo", a druga strona
tylko "trochę wybiórczo" to przegrana drugiej strony jest oczywista.

Obejrzałam wczoraj wywiad w TVN z prof.Rzeplińskim i w końcu KTOŚ
powiedział głośno wyraźnie i bez owijania w słowną bawełnę, że w Polsce
trwa "kontrrewolucja", że "kroczymy ostro w kierunku władzy jednostki".
Kto nie widział niech poczyta:
Prof. Rzepliński mówi jak jest....

Nie będę wywnętrzać się nad opozycją, nie ogarniają, nie potrafią,
nic nie mogą, może muszą odejść?
Dochodzę do wniosku, że opozycji nie ma, jest taka na miarę standardów
państwa "San Escobar", słaba, pokłócona, nieogarnięta, pełna sprzecznych
emocji, egoistycznych ambicji.
Posłowie opozycji i duża część intelektualistów opozycjonistów unika
zdania, że Polską rządzi jeden człowiek, czyli w Polsce zaczęła się dyktatura...

Opozycja parlamentarna oddając kolejne przyczółki frontu walki o państwo prawa,
boi się mówić mocno, wyraziście i oceniać dzisiejszą rzeczywistość wprost.
Mówić, że właśnie faktycznie rządzący szeregowy poseł dokonuje zamachu
na państwo prawa, że grozi innym posłom karą długoletniego więzienia,
mówi o obywatelach mającym inne zdanie to zdrajcy, a przecież zdrajcy
to przestępcy, a więc trzeba ich karać (kiedyś kara dla zdrajcy to była kara śmierci).

Słowo ma moc, wystarczyło słowo, żeby minister Waszczykowski powołał
do międzynarodowego życia nieistniejące państwo "San Escobar".





Zastanawiam się czy są jeszcze jakieś "siły rebelii" czyli jasna strona mocy.
Siły nie bojące się używać jedynej broni jakiej na razie możemy używać
tzn mocnego słowa, kultury i ironii....
Jak na razie na placu boju został prof. Rzepliński, Władysław Frasyniuk,
i .....



Obejrzeliśmy ze Wspaniałym pierwsze dwa odcinki " Ucha prezesa" i muszę
przyznać, że śmiechu był mało.
To jest tak prawdziwe,  przerażająco prawdziwe "Zarządzanie przez kryzys".
Prezes zarządza przez kryzys, może jedyną receptą na to jest opieranie
się przez wywoływanie ciągłych kryzysów?
Taka walka na zmęczenie, jak każda walka wyniszczająca i destrukcyjna.
Hmmm...

Zastanawiam się skąd się bierze desperacja "szeregowego posła",
żeby postępować w myśl zasady "po mnie choćby potop",
przecież ma w sejmie większość, mógłby zrobić wszystko spokojnie
i powoli czyżby jednak miał mało czasu?
Nie lubię plotek, ale we wczorajszej rozmowie u Kuby Wątłego, panowie
poplotkowali, że po Warszawie mówi się, że jakiś starszy pan codziennie
odwiedza szpital na Szaserów i spędza tam co najmniej godzinę.
Czyżby biologia postanowiła wtrącić się i prezes chce popełnić
tak zwane "samobójstwo rozszerzone"?

Na razie udało mu się rozchwiać państwo i obywateli, funduje nam
państwo "San Escobar",  w którym nie będzie już złodziei, malwersantów,
niewierzących, inaczej myślących po prostu nic nie będzie...



A teraz optymistycznie jest jeszcze jedna instytucja której mimo usilnych starań
jak na razie nie udało się zniszczyć, to WOŚP i Jurek Owsiak.
El Comandante niszczysz pamięć o "Solidarności", niszczysz państwo prawa
ręce precz od idei WOŚP.

         GRAMY DO KOŃCA ŚWIATA I O JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ...



piątek, 6 stycznia 2017

Nowym rokiem, nowym politycznym skokiem....

Nie zaczyna się zdania od słowa ponieważ.
W sumie dlaczego?
I jeszcze nie zaczyna się zdania od a, ale, tak więc - ale dlaczego?
W ramach osobistej walki z systemem na swoim blogu
zaczynam zdania jak chcę i oczywiście kiedy chcę.

Tak więc zaczynamy rok 2017.
Mamy dopiero 6 stycznia i już tyle się zadziało.
Prezes Kaczyński na początku roku dostał premię.
Dwaj przywódcy opozycji ujęli rewolwer w rękę i strzelili
sobie prawie równocześnie w oba kolana.
Pan Petru wybrał wyjazdowego Sylwestra zamiast wspierać swoich
kolegów partyjnych w czasie okupacji sejmowej trybuny.
Pan Kijowski wziął pieniądze z datków sympatyków KOD
za usługi informatyczne.
Obaj panowie po samopostrzale starają się jeszcze stać na nogach,
ale "pad" na kolana wydaje się być kwestią czasu.

Czytający mnie wiedzą, że nie pałam miłością do obecnej władzy.
Nie pałam też miłością do obecnej opozycji, chociaż w zwariowanym
świecie polityki trzymam kciuki i wierzę, że co prawda w bólach
urodzi się jakaś sensowna alternatywa dla obecnej "dobrej zmiany".
Nie będę ściemniać, że odczuwam zaskoczenie i ogromny żal z powodu
obu panów, na szczęście mam taką właściwość, że moje zaufanie jest
mocno ograniczone w stosunku do człowieka, którego znam
tylko z widzenia w TV.

Sama sobie nie do końca ufam, wszak człowiek ma bardzo słabą, silną wolę
i nie znam nikogo włączając w to siebie, kto byłby kryształowo czysty.
Każdy z nas "zgrzeszył" jeśli nie czynem to na pewno myślą.
Dlatego nie potępiam czynów obu panów, wychodzę z założenia, że ruch KOD
jest już na tyle szerokim ruchem, że ktoś zastąpi pana Kijowskiego.
Ośmielę się pomyśleć, że większość ludzi nie chodzi na demonstracje
dla pana Kijowskiego, ale dlatego, żeby zaprotestować przeciwko
łamaniu demokracji w Polsce.
Tak samo, jak wielu ludzi nie głosowało na pana Petru tylko przeciwko PiS i PO.

Tak więc deklaruję, że nadal będę demonstrować mój sprzeciw przeciwko
tym "dobrym zmianom", które uważam za szkodliwe i nie demokratyczne.

Od lat zadziwia mnie badanie sondażowe pod tytułem "ranking zaufania do polityków".
Trzeba być mocno naiwnym, żeby ufać osobom publicznym/politycznym.
Czynny polityk to zawód i w sumie liczy się jego sprawność.
Dopatrywanie się szlachetnych intencji u polityków to naiwność, może
jestem cyniczna, ale oceniam polityka po jego skuteczności.

Mam swoje poglądy i marzenia na to, jak powinien wyglądać mój kraj,
ale zdaję sobie sprawę, że tak jak w życiu prywatnym nie ma rozwiązań
idealnych tak samo w życiu publicznym ich nie ma.

Ponieważ uważam jak powyżej, oprócz wkurzenia, że po raz kolejny
obecny czas sprzyja chwilowo prezesowi i jego zwartej drużynie,
myślę, że im prędzej obaj postrzeleni panowie padną na kolana tym prędzej
ich miejsce zajmie ktoś bardziej kompetentny.
I jeszcze ktoś zyskuje na potknięciach obu panów jest to pan Schetyna,
któremu umiejętności przetrwania nie można zaprzeczyć.
Dochodzą też z frontu opozycyjnego głosy, że młodsze frakcje w PO i Nowoczesnej
myślą o jakieś współpracy.
Do wyborów jeszcze trzy lata będzie się działo.

I jeszcze pan Gowin, który z nowym rokiem pisze na Twitterze:
"Ozusowanie umów o dzieło to uderzenie w wolne zawody,
   naukowców, artystów itp. No pasaran! "
Ale zabrzmiało, pan minister po francusku mówi do prezesa...
Czyżby mały rozłamik w rządowej jednomyślności ?



Wbrew temu co dzieje się na froncie rząd - opozycja, bardziej zaniepokoiło
mnie to co się stało w Ełku i to co się zaczęło dziać w innych miastach
Polski w stosunku do cudzoziemców, szczególnie prowadzących
działalność gastronomiczną.
Wybijanie szyb, malowanie rasistowskich haseł, wrogość narasta.
A pan Błaszczak w swojej wypowiedzi ocenia, że te zachowania
to "margines marginesu".

Obecna władza daje przyzwolenie na nienawiść i niech się nie łudzą
ci którzy mówią, że chodzi tylko o obcokrajowców, bo od nienawiści
do tego co obce jest tylko krok do nienawiści do wszystkiego
co INNE.
W krótkim czasie okaże się, że kobieta z pomarańczowymi włosami,
chłopak w dziwnych okularach,  pani z kotem na smyczy, albo sąsiadka,
która w niedzielę trzepie dywan też jest nie NASZA - NARODOWA...
Uważam, że pierwszym krokiem do usprawiedliwiania używania
przemocy w stosunku do drugiego człowieka jest nietolerancja i strach
przed zaakceptowaniem inności/innych.

Obecna władza cynicznie wykorzystuje dla krótkowzrocznych
korzyści politycznych nastroje ksenofobiczne w polskim społeczeństwie
nie licząc się w ogóle z tym, że może się to wymknąć spod złudnej kontroli
rządzących, w końcu mieliśmy już w swojej historii przykłady
"pogromów nie Polaków" przez "słusznie oburzony naród"...

                           Mocno zaniepokojona Kurodoma.