czwartek, 11 czerwca 2020

Pandemonium zdrowotne i polityczne trwa i ma się dobrze....

Czas zarazy, a raczej pandemonium zdrowotno polityczne trwa.
Żeby nie było, że bagatelizuję, że się nie stosuję i wyśmiewam.
Otóż nie bagatelizuję, chociaż zaczynamy się spotykać rodzinnie
i przyjacielsko.
W zasadzie się stosuję do zaleceń chociaż uważam noszenie
super szczelnych masek za przesadę, noszę te uszyte z pieluchy
bo w innych jestem bliska uduszenia, noszę tylko w sklepie
oraz zachowuje dystans, myję ręce w zasadzie robię to co
zawsze robiłam w okresie grypowym.
Nie wyśmiewam, chociaż żartuję bo śmiech to zdrowie,
bycie w dobrym humorze podnosi odporność.

Reasumując.
Na początku pandemonium, wpadłam w lekką panikę wiecie
swoje lata już mamy my - jak i prababcie więc wg wirusologów
jesteśmy w grupie ryzyka.
Choroby współtowarzyszące i owszem chociaż bez przesady.
Media od rana do wieczora pompowały temat pandemii,
więc ostrożność, ograniczenie kntaktów z rodziną i znajomymi.
My "weterani życia", specjaliści od kryzysów życiowych,
jakoś łatwiej znieśliśmy ograniczenia, dostowaliśmy swoją aktywność
do sytuacji.
Gorzej z młodzieżą, ale oni w dzisiejszym porąbanym świecie,
mają i lepiej, i gorzej.

Bo dostęp do dóbr technologicznych i żarcia większy, ale za to
płacą mniejszą integracją społeczną, większą frustracją bo jest
i za łatwo i za trudno.
I nie trzeba się wysilać i należałoby, ale po co skoro z głodu
się przynajmniej na razie nie umrze.

Ale chciałoby się mieć kasy jak Bill Gates, zastać celebrytą
od niczego w sieci i mieć miliony "lajków".
A tu trzeba iść do byle jakiej  pracy, żeby coś tam, coś tam
zarobić.
I jak już młodzi znajdą tą pracę i jak już się napracują, i jak już spojrzą na
wyciąg z konta to nagle media pokażą jak to znajomy pana ministra
zarobił na maseczkach fajną sumkę, a brat pana ministra dostał milionową
dotację na "coś tam, coś tam" jedną i drugą.
Posłuchają jak rodzina i znajomi nie jednego działacza jedynie słusznej partii,
dzielnie pracują za duże pieniądze w radach nadzorczych spółek
skarbu państwa, a jak muszą zrobić miejsce następnym chętnym
to na odchodne dostąją spore odprawy.
Im konta puchną nam chudną.
Hasło "rodzina na swoim" pasuje do dzisiejszych czasów jak ulał.

I nie dość tego wszystkiego to jeszcze młodym ludziom zabrano
możliwość kontaktów, nakazano założenie masek, zabroniono dotykania,
balowania, klubowania itd.
Młodzi i dzieci mają przekichane, jeszcze niedawno mój prywatny
wnuk nie lubił szkoły teraz tęskni.

Dobra rozumiem jest zaraza, ale zaraz, zaraz...
Jak już trochę okrzepliśmy, przyszła refleksja, że jakaś zaraza jest,
ale też, że rzetelnej informacji brak.
Przyszło też podejrznie, że jesteśmy manipulowani
i "oczywista oczywistość"- rządy na całym świecie wykorzystują
jak mogą sytuację do tego żeby sobie ułatwić rządzenie społeczeństwami.

Mamy się bać, mamy do końca nie wiedzieć co nam wolno, a czego
nie wolno.

To tak jak na strajku przedsiębiorców, policja otacza grupę protestujących
szczelnym kordonem, wzywa do rozejścia się, oczywiście polecenie
jest "a wykonalne" no bo nikogo się nie wypuszcza z "KOTŁA".
Ponieważ polecenie nie zostało wykonane to psika się wszystkich
gazem pieprzowym i protest zostaje spacyfikowany.
Potem na dołek, mandaty, wnioski o ukaranie, grzywny i tym podobne
szykany.

Albo kary administracyjne za brak np maski lub zachowanie
dystansu społecznego nakładane przez sanepid w horrendalnej
wysokości.
Najpierw musisz zapłacić, a dopiero potem możesz się odwoływać.
Przekaz jest taki, że władza może cię zarżnąć finansowo w każdej chwili
więc uważaj i bądż grzeczny.

Można pisać o tym co się wyrabia bez końca.
O trzecim programie radia, którego już i tak nie było, ale który został dorżnięty.
O stadninie koni w Janowie w którym konie mają się tak dobrze, że aż sie robi nie dobrze.
O finansach państwa, które to mają się dobrze bo jeszcze na papier i toner
    w drukarkach na dodruk starcza, a inflacja ma się coraz lepiej.
O wypłaszczającej się krzywej zachorowań, która się wypłaszcza od miesięcy
    i tak będzie się wypłaszczać w nieskończoność i chociaż zachorowań
    jest więcej niż na początku pandemii to premier ogłasza, że właśnie
    poradziliśmy sobie z zarazą.
O którejś tam tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców, w gąszczu przepisów
    poległ nasz księgowy, ale próbujemy skorzystać.
O edukacji szkoda gadać - mój najstarszy potomek odlicza dni do końca roku,
    szkolnego, bo ma już dość nagrywania filmików np z zajęć fizycznych
    swoich dzieci. Panowie wuefmeni muszą się wykazać kreatywnością
    i zadają nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale też wypracowania na temat sportu,
    a następnie sprawdzają błędy stylistyczne.
    Moja bratanica zmaga się z "dziwną maturą", a jej rodzice siwieją w tempie.
O widoku rąbanego lasu jeszcze wspomnę, bo prawie codziennie przejeżdżam
    na rowerze przez trójmiejskie lasy i ilość zwalonych drzew mnie poraża.
itd. itd. itd. itd.

Można tak jojczyć bez końca, i jeszcze informacja z dzisiaj, że w Niemczech
może wybuchnąć wulkan bo coś tam naukowcy odkryli, że buzuje i że jeśli
pierdyknie to będzie szaro buro i zimno w Europie, jak by już nie było.

Ktoś w komentarzach pod informacją napisał, że w sumie to dobrze bo przynajmniej
pumeks w Lidlu będzie w promocji.
Powiało optymizmem zawsze coś.

Przejeżdżając na rowerze przez tereny byłej stoczni gdańskiej zobaczyliśmy
taką instalację artystyczną, czyżby proroczą...


Wspaniały się zadumał, co będzie jak człowiek już wykończy człowieka.
Można zatytułować to dzieło "Terminator na spacerze ze swoimi psami".

Jeszcze wypadałoby wspomnieć o wyborach, jak niektórzy sądzą ostatniej
szansy.
Tych ostatnich szans było już sporo, wiele przeżyłam, wielu nie do żyję.
Pójdę jak zwykle chociaż w czasach nie zwykłych, ale myślę, że uczciwie
nie będzie, jeśli w ogóle będzie...


                         Urządzająca się jakoś w czarnej d....ie Kurodoma.
   

czwartek, 14 maja 2020

Rok 2020 to jest dziwny rok...



Tak mi ten Sienkiewicz wlazł do głowy jak przeczytałam, że oprócz zarazy
na Chiny leci szarańcza, a i u nas ponoć szerszenie giganty się pojawiły
i HGW co jeszcze nas czeka.
Wstaje rano i zaraz po wstaniu pochylam głowę i robię się mocno uważna,
bo nie wiem z której strony mogę oberwać.

Chodzę sobie i mruczę, ale kurczaczek jak ja nic "nie rozumiem, nie wiem, nie umiem"...

Niech mi ktoś wytłumaczy o co chodzi z tą zarazą, którą przy pomocy
ministra Podkrążone Oczy - wypłaszczamy, ale przy pomocy górników osiągamy
szczyt/pik.
Ach te nazwy, koronawirusowy slang, jego mać.

Niby jesteśmy najlepsi w "walce" z wirusem tylko inne kraje twierdzą, że nasze dane
dotyczące pandemii są niewiarygodne.
Dziwię się, ale jak ufać danym z kraju gdzie Trybunałem Konstytucyjnym
kieruje odkrycie towarzyskie prezesa, którego talent kulinarny kasuje talent prawniczy?

Sądem Najwyższym kieruje z nadania prezydenta pan który miał "incydent piżamowy",
kto ciekawy, szczegóły znajdzie w internecie.
O ile spacer w piżamie i pod wpływem ponoć grzybków mogę próbować  zrozumieć,
to już zachowania wobec innych sędziów SN, którzy nie są po linii jedynej partii
próbować zrozumieć nie mam zamiaru, bo to zwykłe sku....two, koniunkturalizm,
służalczość, zarzynanie resztek demokracji itd.
SN dla demokracji się skończył.

Czego jednak wymagać od kraju w którym od much w nosie i urojeń o nieomylności 
w głowie jednego człowieka zależy już wszystko nawet to kiedy i czy odbędą się wybory
i kto je ma wygrać.

Sejmem kieruje pani, która tak długo poddaje pod głosowanie cokolwiek, aż
głosowanie jest po myśli tego pana co to wie najlepiej co dla nas dobre
i czego tak naprawdę chcemy. tak tego pana co "tańczy z kotami".
Złapał mnie odruch wymiotny na widok prezentu jaki dostał "zwykły poseł"
w sejmie - maseczka z wizerunkiem kota.
Nie łapię tego "żartu" tego "fajniusiowania".
To jest sejm, łamią wszystkie zasady i najgorsze jest to, że są ludzie, którym
maseczka z kotkiem ociepli wizerunek faceta i stwierdzą, ale może
i dobrze, że rządzi człowiek który kocha zwierzęta.

A w cieniu politycznych przepychanek afery i aferki roją się jak muchy
na surowym mięsie.
Ktoś zarobił kilka milionów na maseczkach bez atestu, ktoś wyniósł
w reklamówce z urzędu kika milionów, poczcie zniknęło z konta
kilka milionów, ktoś wydał na druk kart do głosowania kilka milionów
"bez trybu"....

Ja tak mogę bez końca, bo końca ani widu, ani słychu.
A "ciemny lud to kupuje" i głosuje na nich.
A nawet jak nie zagłosuje to się dodrukuje...

Że co, że to jeszcze nie "Republika Bananowa"?
Panowie dziennikarze, symetryści, kiedy wam się wyprostują i stwardnieją
kręgosłupy?
Mam do dzisiaj ostrą zgagę na wspomnienie o nadziejach co poniektórych
na to, że pan o kregosłupie z gumy zrobi coś w imię i dla dobra Polski,
a nie własnego.

To taki dziwny rok, zaraza, szarańcza i mrok.
Czas wewnętrznej emigracji, mam takie przeczucie, że sytuacja
będzie wymagała długiego okresu trwania w opozycji do tego
co się dzieje.
Nie konspiracji, bo jak tu być konspiratorem, kiedy się oficjalnie
publikuje swój sprzeciw.
Jestem za stara na derby uliczne, ale na bierny opór i głośne wyrażanie
swoich opinii mam jeszcze siły.


                                         Cholernie wkurzona Kurodoma.


sobota, 11 kwietnia 2020

????????????????

Dziwne czasy. Dziwne święta, wylęgają się dziwne kurczaki?????



                                 Kim - czym ty jesteś? Na kurczaka za zielony hmmm.......


                                No dobra niech będzie, w tych czasach nic kota nie zdziwi.


Pomimo wszystko życie się toczy i trwa, życzę Wszystkim ZDROWIA, ZDROWIA, ZDROWIA.


                                                               KURODOMA/FRIGANKA

niedziela, 29 marca 2020

Wybory się nie odbędą, nawet jeśli się odbędą...

Widok zadowolonego, roześmianego prezesa siedzącego samotnie w ławach
sejmowych to widok jak z horroru.
Facet odleciał już dawno temu, ale teraz mamy dowód oczywisty dla każdego
nawet niedouczonego psychiatry.

Nie da się przykryć wirusa tematem wyborów.
Co trzeba mieć w głowie, żeby denerwować ludzi w momencie,
kiedy walczymy o zdrowie, o byt po prostu o życie.
Jakim trzeba być psychopatą, żeby chcieć wysyłać ludzi w większości
starszych na wybory.
O czym ja piszę, przecież liczy się tylko władza, kasa i bezkarność
obecnej ekipy.

Ludzie robią z ministra Szumowskiego bohatera o Wszechwiedzący
jaki bohater?
Bo ma podkrążone oczy i ledwo stoi na nogach?
Ludzie co wy macie w głowach?

Pomijam nie, nie pomijam faktu, że zaniża liczbę zakażonych i zmarłych
na "koronę" to już jest dyskwalifikacja, nie uwierzę, że Polska jest narodem
wybranym, że jesteśmy "wirusoodporni".

Facet/lekarz w końcu, powinien stanąć i powiedzieć głośno i wyraźnie
"Przeprowadzenie wyborów w tych warunkach to narażenie na uszczerbek
 na zdrowiu i życiu OBYWATELI".

Sejmu nie ma, TK nie ma, prokuratury nie ma, prezydenta nie ma,
marszałka sejmu nie ma, publicznej TV nie ma
jest wola jednego człowieka czyli jest DYKTATURA.
Z dyktaturą się nie rozmawia, dyktaturę się zwalcza.

Nie pójdę na wybory bo zwieramy rodzinne szeregi i właśnie jadę
po moją mamę, sprowadzamy ją do siebie bo sama nie da sobie rady.
Demencja, ona nie kojarzy o co chodzi z wirusem jest nieostrożna
i łatwowierna.
Sądząc po tych zaniżonych danych o zachorowaniach "górka"
jest dopiero przed nami, to ostatni moment na decyzję o przeprowadzce.

Nie wiem jak wytrzymamy, bo prababcie muszą być w jednym pokoju.
Nie narażę ich na ewentualne zarażenie i tak jestem niespokojna bo mama
miała stały kontakt z sąsiadką więc najbliższe dni pokażą czy wszystko
będzie w porządku.

Nie pójdę na wybory bo te wybory jeśli nawet się "odbędą to tak naprawdę
się nie odbędą" nie będę ich legitymizować.
Nie ma już sejmu więc nie ma już w Polsce demokracji, muszę się skupić
na przeżyciu fizycznym i materialnym.

Mam nadzieję, że w piekle podłożyli już ogień pod kotłem.

Jestem wściekła, sfrustrowana i przerażona.
Dwie osiemdziesięciodwulatki w domu, niech którejś coś strzeli
zdrowotnie jak ja pojadę z nimi do szpitala, jak mam udzielić im pomocy?

Ja nie wiem w co ręce wsadzić, a oni mi o WYBORACH!!!!!!!!!!???????
To może zamiast "TARCZY" dajcie każdemu "60+ PISTOLET"
do użytku własnego, będzie szybciej i taniej.

                           WŚCIEKŁA KURODOMA.


sobota, 21 marca 2020

Skóra cierpnie...


Prezes jedynie słusznej partii powiedział dzisiaj, że wybory będą i już.
Zapraszamy wszystkich do urn...



KORONAWIRUS NA PEWNO PÓJDZIE NA WYBORY....

Słucham tej piosenki, znam rosyjski, jeśli nie znasz to i tak zrozumiesz.
Im więcej słucham tym mniej się uśmiecham.


                                                           Wkurzona Kurodoma.

 



czwartek, 5 marca 2020

Kto szybciej rozłoży namiot kontra koronawirus...

Prababcia która jest u nas na stałe ma co jakiś czas stan zapalny
nóg spowodowany niewydolnością żylną.
Objawia się to zaczerwienieniem skóry i mocnym świądem.
W normalnych warunkach idę sama do przychodni, lekarz
przypisuje odpowiednie leki i już.

Wczoraj ogłoszono, że w końcu jest, jes, jes, jes pierwszy
pacjent tzw pacjent 0 chory na koronowirusa.
Oczywiście każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku
i podstatowej wiedzy rozumie, że jest to pierwszy
ZDIAGNOZOWANY człowiek.

Wirus był, jest i będzie.
Dobra mają pacjenta więc zaczęła się "biegunka" informacyjna/medialna.

Zgadzam się, że:
1/ Trzeba myć często ręce.
2/ Unikać skupisk ludzi.
3/ Unikać ludzi kaszlących i chychrających.
4/ Dbać o kondycje psychofizyczną.

Obecnie panujący w "kraju nad Wisłą" ustalili, że potrzebna nam jest "super ustawa".
Uchwalili, małego potworka prawnego i ogłosili, że teraz to już jesteśmy
przygotowani i możemy w spokoju chorować.
Pierwszy chory zachorował wkrótce po uchwaleniu ustawy - no dziwny
zbieg okoliczności.

Wracając do Prababci lat 82, nogi się zaczerwieniły więc Kurodoma o siódmej
rano powędrowała do przychodni.
Idąc widziałam oczami wyobraźni jak przy drzwach odkażam ręce,
jak pan przy drzwiach rozdaje jednorazowe maseczki, żeby kaszlący ludzie
nie kichali na siebie, jak ktoś informuje, żeby ludzie w kolejce 
do rejestracji stali w odległości metra od siebie, przed drzwiami 
do przychodni leży mata odkażająca i każdy wchodząc i wychodząc
musi przez nią przejść.
Przy wyjściu stoi pojemnik na zużyte maseczki, wisi płyn do odkażania rąk.
O fantazjo...

Kurodoma weszła do przychodni i BUM...
Tłumek ludzi przed gabinetem kaszle i chychra całkiem swobodnie.
Wolnych terminów wizyty brak, niech się pani pyta może lekarz przyjmie.

Kartki informacyjnej o wirusie brak , jedyna kartka to przeprosiny 
dyrektora przychodni, że z powodu braku lekarzy do zatrudnienia,
są dłuższe kolejki do innych lekarzy.

Znajoma rejestratorka poradziła, żebym przyszła później
i zapytała czy lekarz mnie przyjmie.
Dobra nie będę przedłużać, poszłam później, stoczyłam lekką 
batalię pod drzwiami, lekarz mnie lubi więc przyjął, leki dla prababci
mam.
Jak mnie wkurza cwaniactwo ludzi, którzy wciskają się przed ciebie 
"Ja tylko zapytać" drzwi się zamykają i to zapytanie trwa i trwa, i trwa...



Wróciłam do domu umyłam ręce i zadowolona usiadłam przed TV.
A w TV  oglądam jak strażacy i inne służby ćwiczą rozkładanie namiotów w ramach 
przygotowań do walki z koronawirusem.

O Wszechwiedzący czy naprawdę nasze bezpieczeństwo epidemiologiczne 
zależy od tego kto pierwszy rozłoży namiot!!!!!!
Przecież to do szpitali i przychodni przychodzą ludzie chorzy, starzy,
o obniżonej odporności.
Wielu ludzi wie, że z podejrzeniem wirusa nie idzie się do lekarza
pierwszego kontaktu, ale ilu ludzi nie wie?
To w przychodni powinny być te pierwsze podstawowe środki ochrony.
I nie chodzi tylko o koronowirusa, ale sezon na grypę trwa w najlepsze.
Mam już swoje lata i też jestem w grupie zwiększonego ryzyka
więc każda wizyta w przychodni wiąże się z ryzykiem 
złapania jakiegoś wirusa, że o prababciach ponad osiemdziesięcioletnich
nie wspomnę.

Żadna polska władza nie grzeszyła zwykłym zdrowym rozsądkiem,
mam uzasadnione obawy, że Polska nie jest przygotowana na żadne
graniczne wirusowe doświadczenie.
Ktoś umrze, ktoś przeżyje, a wogóle jakoś to będzie.
Jednego jestem pewna, że namioty na w razie czego umiemy rozstawiać.

                         Uspokojona Kurodoma.

cdn

wtorek, 25 lutego 2020

Co się dzieje, co się dzieje i co się jeszcze może stać? cz1.

Przeżyłam "SEPUKU" (o czym na Frigance) i wracam po przerwie do rzeczywistości.
Przez cały Styczeń raczej starałam się nie denerwować bo to nie sprzyja
zdrowieniu, ale nie powiem żebym się nie dziwiła.

O czym by tu, o czym by tu, o kurczaczek za dużo tego...
Ilość rzeczy które mnie zadziwiły przez czas kiedy mnie tu nie było
przekracza po mału zdolności mojego mózgu do przetwarzania danych.

W szkole kiedy pisałam wypracowanie robiłam sobie plan pracy,
może więc napiszę co mnie zadziwiło przez te dwa miesiące
wg hierarchii ważności w punktach i w wiekim skrócie,
myślę, że w następnych postach będzie rozwinięcie sytuacji,
bo się dzieje.
Tak więc zaczynamy:

1/ Zmiany klimatyczne, nie było zimy, jest koniec lutego i tylko raz
    przez jeden dzień widziałam śnieg, aż uwieczniłam ten wybryk
    natury za oknem widać przypruszone krzaki.
    O klimacie będę pisać, bo topnienie lodowców przyspieszyło zatrważająco,
    bo smog, bo wymieranie zwierząt, bo szarańcza i inne "plagi egipskie"...


2/ Epidemia "Koronawirusa". Nie żebym zaraz popadała w panikę.
    Że jakaś globalna zaraza nam się trafi to było oczywiste, świat staje
    się wielką wioską, łatwość przemieszczania się ludzi i ciągły przyrost
    ludzkiej populacji sprzyja rozprzestrzenianiu się różnych zagrożeń.
    I ja wiem, że grypa jest groźniejsza, że wzrasta liczba chorych
    na gruźlicę, choroby weneryczne, na miażdżycę i choroby krążenia,
    choroby nowotworowe itd, ale to mamy mentalnie oswojone i to nie wywołuje
    paniki, a właśnie panikę, zauważam jako główne zagrożenie.
    Jeśli już teraz "szpitalne SORY" nie dają rady obsłużyć chorych, to SORRY,
    ale co będzie w razie paniki spowodowanej obawą przed wirusem z koroną?
    Nasz minister zdrowia zawierzył nas matce tej w niebie, czy to wystarczy?
    Nie sądzę.
    Mogłabym się wyżywać do woli na słuzbie? zdrowia?, ale powiem tylko tyle,
    że zdrowy rozsądek podpowiada, żeby tak na 10 dni mieć w domu coś do jedzenia.
    Nie nie dlatego, że wirus nas pokona, ale dlatego, że Polacy są narodem
    mocno emocjonalnym, wystarczy iskra i panika murowana.

    Bardzo mi się podobało jak pan od wirusów w TV pouczał, że maseczkę
    powinni nosić ci którzy podejrzewają u siebie niepokojące objawy,
    żeby chronić zdrowych.
    Mówię do Wspaniałego:
    - wiesz co załóż maseczkę i idź do sklepu po piwo zobaczymy jaka będzie
      reakcja ludzi...
    Wspaniały się nie zdecydował, myślę że wykazał się zdrowym rozsądkiem
     i być może uniknął co najmniej ostracyzmu i dzięki temu mamy jeszcze całe
     szyby w oknach.
     Szczególnie, że ogromne wrażenie zrobiło na mnie nagranie jak Ukraińcy powitali
     autobus z ludżmi ewakuowanymi z Chin, jadącymi na kwarantannę paląc ogniska
     i wybijając okna w autobusie.
     Jak mało trzeba żeby "cywilizacja poszła w diabeły".
    Jedyny plus wirusa, wiem zdecydowanie więcej o Chinach i polonii w państwie
    środka.

3/ Wybory prezydenckie w Polsce.
    Stoję sobie przed biblioteczką w naszym osiedlowym parku, wertuję jakąś książkę
    i nagle widze biegnącą w moim kierunku panią w średnim wieku z kartką
    w ręku, pani zwraca się do mnie z pytaniem:
    - Czy zechce pani się podpisac pod kandydaturą pana Hołowni.
    Moje krótkie "nie", nie zniechęca pani, mówi do mnie:
    - Ale dlaczego?
    Ja - bo nie popieram  pana Hołowni.
    Ona, ale dlaczego, ja znam pana Hołownię tyle lat to taki porządny człowiek?
     Ja - ale mi się poglądy pana Hołowni nie podobają, jak na moje standarty
     jest zbyt ortodoksyjnie katolicki.
     Ona, ale on już złagodniał.
     Ja no właśnie, dziś złagodniał, a jutro odłagodnieje?
     Na razie krótko o wyborach, bo nie chcę zanudzać, będzie jeszcze okazja,
     powiem krótko, tylko nie Duda, tylko nie Bosak, tylko nie Hołownia, tylko nie
     Kosinak- Kamysz...wg hierarchii.
     Błagam Wszechwiedzący tylko nie p.Duda.
     Jeszcze o tym pogadamy.

4/ Palec Lichockiej - cóż to było...nie mam słów.
    Przy okazji 2 miliardy na między innymi panią Ogórek.
     Nabrałam nawyku poprawiania środkowym palcem opadających okularów,
     zwłaszcza kiedy widzę niektórych polityków i dziennikarzy pewnej opcji.
     Przepraszam proszę się nie doszukiwać żadnych aluzji, mam ciężką ramkę
     i dlatego okulary często zsuwają mi się z nosa.
     W razie czego ja nikogo nie obrażam, oto dowód dla "niezależnej" prokuratury:
         
             
   
     Mamy tak niezależną prokuraturę, że polecam zbierać dowody na własną niewinność,
     bo teraz to nie prokurator ma udowodnić winę, ale oskarżany ma udowodnić,
     że nie jest wielbłądem...

Dobra za długi post się robi, ciąg dalszy nastąpi, ponieważ Kurodoma przeżyła
ingerencję złotych rąk chirurga o czym piszę na Frigance, to teraz częściej
będzie się udzielać w blogosferze:
Hurrrrrrrrra wracam do żywych, jeszcze trochę i na rower.




                                       Odrodzona Kurodoma.