Świat stanął na głowie:
- Prababcia domowa walczy w szpitalu o życie.
- Świat walczy z szaleńcem o życie.
Wyszła "kura domowa" z kurnika i zadziwiła się - jaki dziwny jest nasz świat. Każdy dzień przynosi coś nowego...ludzie się kręcą i wymyślają, oj wymyślają.
Świat stanął na głowie:
- Prababcia domowa walczy w szpitalu o życie.
- Świat walczy z szaleńcem o życie.
Zmieniłam uszy na bardziej drapieżne i jadę.
Sytuacja w Polsce w dużym skrócie wygląda tak:Afera za aferą i aferą pogania, a suweren nic.
Inflacja wystartowała i przyspiesza.
Pandemia zbiera żniwo - ZUS łapie oddech.
Ziobro gania za Giertychem.
Dworczyk zniknął, ale "publikuje" się go prawie codziennie.
Wódz Polski zniknął z przestrzeni, ale jego wierni robią, a raczej "pieprzą" z domysłu wszystko, a nawet więcej o czym ON może marzy....
Publicyści mówią nam najczęściej, że Ziobro nie lubi Morawieckiego, a prezes nie lubi Dudy, a Duda nie lubi Merkel, a Merkel nie lubi Polski, a Pawlak wrócił i zaczyna lubić Prezesa, a Hołownia nie lubi Tuska, a Czarzasty nie lubi Rozenka, a Morawiecki jeszcze nie lubi Trzaskowskiego, a Trzaskowski to ma coś do Tuska, a Pawlak to nie lubi Kosiniaka, a Michnik to kochał Jaruzelskiego i tylko Cymański lubi wszystkich, a za to JA nie lubię Cymańskiego.
I wy się dziwicie, że pan Mejza zrobił sobie urlop od wszystkiego do Nowego Roku?
To o obecnie rządzących było, a co robi opozycja? A mi się wydaje, dobra mam nie jaką pewność, że opozycja władzy absolutnej wcale nie chce i to nie zależnie od tego co chce Tusk. Bo kto chciałby wziąć do ręki ten "gorący kartofel jakim jest obecnie Polska, czy widzicie kogoś takiego na horyzoncie?
Wyobraźcie sobie - opozycja ma rząd i ma:
- Prezydenta Dudę, który się nadal uczy.
- Opozycję PiS pod wodzem Jarosławem który krzyczy w sejmie "pożądam demokracji".
- TK pani Przyłębskiej, która na wniosek posłów PiS "obiektywnie" uwala wszystkie ustawy rządowe jako nie zgodne z konstytucją.
- W banku centralnym Glapiński napędza inflacje.
- A pod nowym sejmem stoi "prawie zjednoczony suweren" i krzyczy "my chcemy chleba(to krzyczy razem) i igrzysk (osądźcie pisowców to krzyczy połowa suwerena i ja też).
itd.
No kto chce złapać tego gorącego kartofla? Komu, komu bo idę do domu?
I w zasadzie ocenę obecnej sytuacji w Polsce mogłabym już na tym zakończyć bo jak jest to każdy (oprócz żelaznego suwerena) widzi, ale tak sobie myślę, że może Tusk jednak pogadał z możnymi, niegłupimi tego świata bo przecież gadał i coś tam, coś tam.
Dobra my z Kitą wyglądamy i czekamy na kogoś w azbestowych rękawicach kto złapie ten gorący kartofel jakim jest POLSKA i utrzyma go...
Wyczekująca KURODOMA pełna nadziei.
PS
A na Frigance o kolejnym zderzeniu z naszą służbą zdrowia i to też jest "gorący kartofel". Chyba się jeszcze odezwę przed Nowym Rokiem.
Dzisiaj będzie wbrew smutkowi, wkurzeniom, beznadziei i wszelkiemu politycznemu jojczeniu. Pójdę pod prąd i spróbuję Was trochę pocieszyć w tej jak ja to mówię w chwilach zwątpienia gówni..ej sytuacji. Poczytałam na blogach i stwierdzam, że po dobrej stronie mocy duch trochę podupada bo też sytuacja na świecie i w kraju naszym mocno, że powtórzę się gówni..a jest i pozornie nic nie wskazuje na to, że może się coś w najbliższym czasie zmienić.
Zło tryumfuje, ale i złu czasami nie wychodzi. I tak wstaję ja dzisiaj rano, walczę z kotem ( o czym piszę na Frigance) walczę, ale pomiędzy obsługą kota i prababci oczywiście robię prasówkę, a tam piszą o tym, że nasza noblistka pani Tokarczuk wystawiła na licytację swoje książki. Pamiętacie jak oszołomy ze złej strony mocy zrobiły akcje, żeby odsyłać pani Tokarczuk książki na znak protestu za słowa naszej noblistki w których to słowach pani Tokarczuk niepochlebnie wyrażała się o tym co obecny rząd robi z naszą rzeczywistością?
Tak więc oszołomy wysyłały książki popisane w stylu "Nie szkaluj Polski", "Dość szkalowania Polski", "Na Białoruś ją wysłać" no i te książki zostały zlicytowane za 40.322.43 PLN. Pieniądze mają być przekazane na rzecz organizacji LGTB +. Spora kwota, ale najzabawniejsze jest to, że zostały zlicytowane 23 (słownie dwadzieścia trzy) książki. I tak sobie pomyślałam, że fajnie wyszło, prawicowa ekstrema dołożyła się do znienawidzonego LGBT.
Oczywiście natychmiast została stworzona narracja, że to sama Olga Tokarczuk popisała te książki, ale "Dziubki" z prawej strony zabolało? Zabolało.
Potem wysłuchałam bardzo ważnej rozmowy z Martą Lempart o tym co dotąd zdziałał Strajk Kobiet i co jest w planach. Podaję link do rozmowy bo warto posłuchać "Ku pokrzepieniu", nam się wydaje, że jak nie ma demonstracji to nic się nie dzieje, a to nie prawda bo się dzieje, potrzebna jest praca u podstaw. Szczególnie mi się spodobało to wspieranie młodych organizujących się i wspieranie samorządowców w terenie i zapowiedź próby wywierania nacisku na partie żeby na listach wyborczych zaczęli umieszczać ludzi sprawdzonych i polecanych przez np Strajk Kobiet.
I jeszcze, byłam na demonstracji w obronie naszej obecności w UE. Mam problem z chodzeniem, ale wzięłam kulę i się dowlokłam.
I pomimo marnej organizacji, braku energii tłumu, zapału i w ogóle wbrew całemu jojczeniu dobrze się poczułam bo byłam, bo było sporo ludzi, bo jeszcze dobrej stronie mocy się chciało.
Dzisiaj taka jakaś Kurodoma.
No i mamy sprawę z sąsiadami Czechami o kopalnię Turów.
Płacimy karę finansową (do końca tygodnia 16 mln PLN) za niedogadanie się
w sprawie szkód górniczych jakie Czesi nam wytykają żądając zamknięcia kopalni.
Polski rząd twierdzi o przepraszam, judzi nas na Czechów, a przecież już sześć lat temu
było wiadomo, że woda "ucieka" ze studni po Czeskiej stronie, że trzeba wyłożyć
trochę kasy i zabezpieczyć Czechów przed szkodami górniczymi.
Sprawa dotyczy raptem dwóch czeskich wiosek, chodzi o pogłębienie
studni i wybudowanie ekranu odgradzającego od hałasu generowanego
przez kopalnie.
Dlaczego tego nie zrobiono?
Ano, albo głupota, albo patrzenie tylko na słupki poparcia,
albo umiłowanie prezesa do zarządzania przez konflikt.
Pan Duda grzmi, że jeśli zamkniemy kopalnię to będziemy musieli kupować
prąd od Niemiec.
Premier Morawiecki nie jedzie na szczyt V4 bo jest w sporze z Czechami
"nie wejdę do piaskownicy bo Czesio jest be".
Rzecznik rządu mówi "Polska nie zmieni swojej decyzji w sprawie Turowa".
Europoseł Saryusz - Wolski komentuje to, że Niemcy włączają się do sporu
zjadliwym pytaniem "Dwóch na jednego?"
itd.
Zastanówmy się do kogo, do jakiej części elektoratu jest skierowany przekaz,
że Polska się nie ugnie, że Polska nie po to wstała z kolan żeby znowu uklęknąć.
Elektorat PiS jest nie przemakalny, maniakalno narodowościowo dumny.
Aktorka Ewa Dałkowska, której blisko jest do PiS powiedziała w udzielonym wywiadzie,
że "Zaklinam rzeczywistość, po prostu wierze w ich dobre intencje. Nie patrzę od strony
afer, świństw czy złych pomysłów. Widzę, że chcą dobrze (...)
O mamo jak ja mam dość tych wszystkich farmazonów o dumie narodowej,
o godności "Polaka swojaka".
Na granicy znaleziono czwarte zwłoki uchodźcy, a co ma do powiedzenia
nie mój premier - mojego kraju, że ponieważ przy zwłokach nie znaleziono
dokumentów tożsamości to i słuchajcie to powiedział premier:
"postaramy się, aby ci ludzie nie pozostali anonimowi".
Powiem, że mało nie zwymiotowałam jak tego słuchałam.
Nie damy im jeść, nie odziejemy tylko pochowamy w nie anonimowym grobie.
Janina Ochojska chciała dojechać do granicy, żeby zobaczyć co się tam dzieje,
nie wpuścili "bo takie jest zarządzenie".
Gdzie jest "Czerwony krzyż", Wspaniały się doczytał, że na podstawie
jakiś umów międzynarodowych "Czerwony krzyż" ma prawo wjechać z pomocą
wszędzie i co i nic.
Nie wiem czy zauważyliście, że coraz częściej komentatorzy nie mówią
o polityce państwa polskiego tylko mówią o polityce Kaczyńskiego.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Polska 36 milionowy kraj będący
jeszcze w EU jest zależna od humoru jednego człowieka - Jarosława Kaczyńskiego
i że ten człowiek nie umie nic sensownego wymyśleć oprócz konfliktu.
Konfliktuje nas ze światem zachodnich wartości i pcha nas w stronę wschodu.
To jeden z moich ulubionych demotywatorów dotyczących tego jak rządzi
się elektoratem PiS.
I na koniec pytanie retoryczne, jak IM (elektorat PiS) pokazać, że prezes
ich wykorzystuje i robi ich w balona - nie da się bo ONI (elektorat PiS)
"zaklinają rzeczywistość".
A teraz idę ze Wspaniałym na rower, bo mam urodziny o czym na Frigance
i muszę odreagować.
Kurodoma
Opowiem Wam co mi się przytrafiło i jest to prawda.
Nie zmyśliłam, nie wymyśliłam tej sytuacji ona się
wydarzyła naprawdę.
Ostatnio wiadomo rozmawiamy o uchodźcach na granicy
białorusko polskiej.
Mój pogląd na sprawę wyraziłam w poprzednim poście.
Uważam, że nie udzielanie pomocy humanitarnej ludziom
jest cofaniem się w rozwoju cywilizacyjnym.
Ogłoszenie stanu wyjątkowego przy granicy tylko po to,
żeby dziennikarze nie mogli relacjonować sytuacji uważam
za kolejny dowód na to, że demokracji w Polsce już nie ma.
I tak sobie uważam siedząc wygodnie w fotelu i uważam
i nagle "MATRIX" postanowił sprawdzić te moje "uważam"
empirycznie.
Dzwonek do drzwi wstaje otwieram, za drzwiami stoi młoda
kobieta ubrana w bluzkę z krótkim rękawem i dresowe spodnie
w ręku trzyma pustą "reklamówkę".
Pytam:
- O co chodzi?
Pani odpowiada ze wschodnim akcentem:
- Pani czy pani nie ma czegoś na ręce jakiejś bluzy, albo
sweterka bo mi się coś zrobiło i mi tak zimno?
Ja zaskoczona (bo w miarę ciepło na dworze) w pierwszym odruchu mówię nie mam,
chcę zamknąć drzwi, ale jakoś nie potrafię, bo ja mało asertywna jestem, a poza
tym z reguły rozmawiam z ludźmi więc dopytuję:
- Ale dlaczego pani nie pójdzie do domu?
Pani odpowiada:
- Ale ja mam daleko do domu.
No i co? No i biorę sweterek z wieszaka i daję.
Pani dziękuje, zakłada pospiesznie sweterek i znika za zakrętem.
Zamykam drzwi, siadam na fotelu i tak sobie myślę.
Może ta pani była normalna, może nie normalna, może
mówiła prawdę, może nie mówiła prawdy, ale mam
"pierdylion" sweterków więc podarowanie jednego
osobie, której ten sweterek może poprawić nastawienie
psychiczne do świata, a może faktycznie ogrzać nie jest wielką sprawą.
U nas na dzielnicy mieszka i pracuje mnóstwo Ukraińców.
Codziennie jakaś Pani z Ukrainy obsługuje mnie w sklepie.
Mieszkają też Cyganie w opuszczonej posesji.
Muszę przyznać, że są uciążliwi szczególnie dla
firmy wystawiającej kontenery na odzież używaną
bo systematycznie rozwalają kontenery i wywlekają
ubrania na pół ulicy, ale jakoś żyjemy i nikt mam
nadzieję nie myśli o "pogromach".
Czasem "popsioczę" jak zobaczę rozrzucone ubrania.
Nie wiem ile lat już cyganie mieszkają w opuszczonym
domu, ale z dziesięć na pewno.
Oglądam w TV transmisję z przylotu do Polski uchodźców
z Afganistanu.
Pan rzecznik peroruje jak to państwo polskie współpracuje
z NATO I na prośbę Amerykanów przyjmuje uchodźców.
Rozstawione namioty na lotnisku, tłumacze, lekarze, psycholog,
potem hotel i kwarantanna...
I tak oglądam i robi mi się mocno nie dobrze - tutaj ustawka
dla mediów, tam na granicy nie ma już mediów i nie ma chleba,
i soli też nie ma, i już się nie dowiemy co się stanie z ludźmi
koczującymi w błocie.
I tam i tu ludzie...
Jak myślicie po co rządowi ten jak mówi redaktor
Żakowski "Stanik wyjątkowy"?
Czy nie po to żeby sprawdzić naszą reakcję i przyzwyczaić
nas do sytuacji.
A potem można wprowadzić "Stanik wyjątkowy" to tu
to tam i ograniczyć prawa obywatelskie tam gdzie trzeba.
Przecież już przyzwyczaili nas do tego, że wszelkie
zgromadzenia są nie legalne, nikt tego nie odwołał.
Ten rząd jedzie jeszcze na strachu, są mistrzami straszenia.
Mają czym, a to pandemią, a to uchodźcami, a to UE.
Co nam w tej sytuacji pozostaje?
Może ludzki odruch i manifestacja?
Zauważyłam, że nasze oflagowane rowery wzbudzają
coraz większe zainteresowanie.
Ludzie się oglądają.
Chcę wierzyć, że ta manifestacja ma jakiś sens bo inaczej...
"Jak żyć panie premierze, jak żyć?".
Refleksyjna Kurodoma.