sobota, 8 kwietnia 2017

"Oddajcie, tedy co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu".



Kiedy podjęłam decyzję o pisaniu bloga, powiedziałam
sobie, że nie będę pisała o religiach i jej wyznawcach.
Tzn,  nie będę krytykowała, oceniała, opowiadała o wyższości
jednych nad drugimi.
Że nie będę się zwierzała  w co ja wierzę, albo w co nie wierzę,
bo w końcu wiara powinna być prywatną sprawą każdego człowieka.
Tak, tylko to było jeszcze wtedy, kiedy rozdział państwa od kościoła,
chociaż mocno umowny jakoś obowiązywał.

Miałam dotąd, wiem złudne wrażenie, że to czy mam takie przekonania
jak większość? - wierzących obywateli kraju w którym żyję, albo mam
inne przekonania jest moją prywatna sprawą.
W co wierzę Ja, w co wierzysz Ty nie miało i nie ma dla mnie
znaczenia, jeśli tylko wierzysz w prawo do wyboru i w to, że
nie wolno krzywdzić... to się dogadamy.

Jednak obecna władza jedynych prawych i sprawiedliwych przestała
zachowywać pozory i możemy mówić otwarcie o tym, że żyjemy
w państwie wyznaniowym i to w tym ortodoksyjnym/toruńskim wydaniu.

Przyznaję szczęka mi opadła i stuknęła o podłogę, kiedy wysłuchałam
pani posłanki Sobeckiej, która z trybuny sejmowej mówiła
o propozycji uchwały w sprawie uczczenia setnej rocznicy
objawień fatimskich.
Po wysłuchaniu tego o czym i jak mówiła pani Sobecka długo zbierałam
"szczękę z podłogi".
Polski sejm (instytucja od stanowienia prawa materialnego) dyskutuje
nad problemem objawień fatimskich.
Z pełną troska pochyla się nad tym co też Matka Boska przekazała
małym pastuszkom.sto lat temu.
Szczególnie istotna jest przepowiednia o zamachu na Jana Pawła II.
Nostradamus też wg niektórych przepowiedział wiele wydarzeń może jego
też uczci nasz sejm?

Zamilknę..........bo jeszcze trzymam się zasady nie używania
słów nieparlamentarnych przed godziną 22.

Walka o całkowity zakaz aborcji trwa w najlepsze.
Jakaś sieć aptek przestała sprzedawać nie tylko tabletkę "dzień po",
ale też wszelkie środki antykoncepcyjne przypisywane na receptę.
Jest to działanie bezprawne, ponieważ apteka ma obowiązek sprzedawania
wszystkich leków zarejestrowanych w Polsce.
Jeśli obywatelka poczuje się nie komfortowo biegając od apteki do apteki
w celu wykupienia leku (tabletki antykoncepcyjne też leczą, nie tylko
zapobiegają ciąży) może zwrócić się do sądu.

Już widzę jak kobiety idą do prawnika (na dzień dobry 250 PLN),
płacą za napisanie pisma procesowego (na dzień dobry 400 PLN),
a potem czekają kilka lat na wyrok sądu rodząc w międzyczasie
kilkoro dzieci (stosując metodę kalendarzyka).
Pamiętam historię z mojej młodości, z okresu studiów.
Studiowałam mocno babski kierunek, na roku było 60 dziewczyn
i czterech chłopaków, byłyśmy w wieku w którym w tamtych
czasach wychodziło się za mąż i rodziło dzieci.
Na czwartym roku w zasadzie wszystkie dziewczyny były już mężatkami.

Na moim babskim wydziale trafiła się dziewczyna, która postawiła
sobie za punkt honoru uświadamiać swoje koleżanki w kwestii
świadomej płodności, kierując się nauczaniem kościoła.
Tak więc na uczelnianej stołówce wysłuchałam wykładu na temat
dni płodnych i niepłodnych wyznaczanych przy pomocy samoobserwacji
i wspólnej z mężem obserwacji organizmu kobiety.
Zachwalała jaka to wspaniała i niezawodna metoda, miała już jedno dziecko,
uczyła na kościelnych naukach przedmałżeńskich młode pary więc
wydawało się, że wie co mówi.

Słuchałyśmy wszystkie bo wiedzy nigdy za dużo.
Metoda wydawała się i skomplikowana i prosta, trochę mało estetyczna,
trochę śmieszna, ale najbardziej motywowało słówko niezawodna, nieszkodliwa....

I może bym wypróbowała, ale pewnego dnia karetka pogotowia zabrała
propagatorkę naturalnej metody planowania rodziny z uczelni w złym stanie.
Okazało się, że dziewczyna była w ciąży, którą kilka dni roniła, nie zgłosiła
się do lekarza, bo myślała, że nie jest w ciąży....
Być może była to zwykła pomyłka, może nie wiedza, ale dla mnie to była nauka,
że raczej trzeba w "tych" sprawach zachować zdrowy rozsądek i korzystać
z wszelkiej dostępnej wiedzy, także medycznej.

Ministerstwo zdrowia wyda ok. 3 mln PLN na propagowanie
metody planowania dzietności  tzw kalendarzykowej.
Mam nadzieję, że będzie to chociaż  e-kalendarzyk.
W końcu mamy XXI wiek.

Nie mam złudzeń ta władza zrobi wszystko, żeby przypodobać się
instytucji kościoła i walka o możliwość, powtórzę możliwość dostępu
do różnych modeli planowania rodziny będzie trwała.


Nie będę się określać w co wierzę, albo w co nie wierzę, jeśli jednak
miałabym powiedzieć co zapamiętałam  z lekcji religii,
to jest to na pewno temat "wolna wola".
Zrozumiałam to tak, Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo
i dał mu wolną wolę, a rozliczy go z jego uczynków na sądzie ostatecznym.
Tak więc kilkanaście lat nauki religijnej zaowocowało takim moim
przekonaniem, że dziesięć przykazań szczególnie w kwestii nie zabijaj,
nie kradnij nikomu nie zaszkodzi, ale wolna wola jest kwestią podstawową.
Jeśli ktoś wierzy w naukę Chrystusa to wg mnie idzie to mniej więcej tak:
Bóg dał człowiekowi wytyczne i wolną wolę i jak człowiek wierzący nią
zarządzi taki wyrok na sądzie ostatecznym otrzyma.

Napisane jest też, że Chrystus powiedział "idźcie i nauczajcie", a nie
narzucajcie i karajcie.
Jeśli nasi katoliccy posłowie znają naukę Chrystusa to nie powinni narzucać
innym swoich przekonać tylko nauczać, nauczać, nauczać....bo w myśl słów
spisanych:

"Oddajcie, tedy co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu".

PS
Wczoraj obejrzałam debatę na temat konstruktywnego wotum
nieufności dla obecnego rządu.
Stwierdziłam, że prezes nie był w formie, delikatnie mówiąc.
Mam wrażenie, że do prezesa zaczyna docierać, że ma mało czasu.
Tak więc należy się spodziewać mocnego przyspieszenia w reformowaniu
wszystkiego co jeszcze nie zreformowane.

czwartek, 23 marca 2017

Żal niczemu nie winnych, złość na winnych....

Przypadkiem obejrzałam po raz kolejny film "Ze śmiercią jej do twarzy".


Trochę to komedia, na pewno jak na razie fantazja ale....

Zmarł najstarszy z Rockefellerów wyceniany na jakieś trzy miliardy dolarów.
Swoją drogą sumy powyżej miliona dolarów nie robią na mnie żadnego
wrażenia są zbyt abstrakcyjne.
Pan David Rockefeller skończył by za niedługo 101 lat, więc wiek osiągnął piękny.
Dlaczego w Polsce mówi się o wiekowych ludziach, ale dożył/yła pięknego wieku?
Nie wiem może dane będzie mi dożyć tego "pięknego" wieku i sama się przekonam
co w nim takiego uroczego jest.

Dobra to była dygresja, tak więc wiadomość o śmierci 101 latka by mnie nie
zastanowiła/zdziwiła, gdyby nie fakt, że ten pan miał siedem przeszczepów
serca i przeszczep nerek.
Hmm....
Prawdopodobnie twierdził, że dożyje do 200 urodzin, a po każdym przeszczepie
opowiadał, że czuł się pełny nowego życia.
Ostatni przeszczep serca przeszedł w zeszłym roku.
Musiał mieć jakąś dziwną "łatwość zgodności tkankowej" z dawcami,
albo w myśl zasady, że za pieniądze można wszystko znalazł nie wysychające
źródło "bezawaryjnych serc", a może trafił na wyprzedaż...

Muszę przyznać, że ta informacja mnie poraziła, zdaję sobie sobie sprawę,
że człowiek trudno godzi się z informacją o nieuniknionym fakcie jakim jest,
zagwarantowana każdemu śmierć, ale upór z jakim krezus trzymał się życia
kosztem innych ludzi zmusza do refleksji.
Ktoś oczekujący w kolejce nie dostał serca.
O chińskich więźniach skazanych na karę śmierci wolę nie myśleć.

Ktoś powie, zazdrościsz, gdybyś miała tyle pieniędzy i takie możliwości
to też byś korzystała...
Nie powiem tak i nie powiem nie, bo człowiek dopiero wie co by zrobił
kiedy staje w obliczu jakiegoś problemu, ale to nie zmienia faktu, że jestem
mocno zadziwiona, siedem serc, no, no....


Wczoraj natomiast zamach w Londynie.
Też śmierć tylko w innym kontekście.
Ktoś zabija siebie i niewinnego obcego człowieka w imię przekonań ideologicznych.
Fanatyczni wyznawcy ideologii politycznych i religijnych są zdolni do
zabijania niewinnych ludzi.
Bardzo się obawiam wszelkiej maści wyznawców, czyli ludzi bez refleksyjnych.

Wyznawać można wszystko religię, patriotyzm, ekologię, dietę, przepis na zdrowie,
przepis na życie i w imię tego wyznania chcieć narzucać drugiemu człowiekowi
swoje racje, a jak się nie da po dobroci to siłą, a jak się nie da siłą to pozostaje
przekonanie, że tylko eliminując inaczej myślącego urządzimy świat
wg własnego wyznania.

Gdzie jest ta magiczna linia po której przekroczeniu "wyznawca" zaczyna
posiadać taki stan umysłu, że należałoby zacząć go izolować od społeczeństwa?

Podam przykład śmieszny, chyba nie do końca, bo zaczęło się od tego,
że z niedowierzaniem obejrzałam materiał filmowy o pewnym radnym PiS
z miasta Szczecin, który w imię wyznawanego przez siebie patriotyzmu
i umiłowania Polskich barw narodowych protestuje przeciwko malowaniu
przejścia dla pieszych w biało czerwone pasy ?????????


Dla niego święte są kolory biały i czerwony w związku z tym żaden zwykły
człowiek nie powinien deptać tych barw przechodząc beztrosko przez
przejście dla pieszych.
Pan stwierdził, że będzie walczył aby kolor czerwony zamienić na pomarańczowy.

To wszystko byłoby śmieszne, głupie i irracjonalne, gdyby nie
kolejna informacja, że trwają prace nad zmianą naszych barw narodowych
tak żeby czerwony kolor na fladze był miej buraczkowy, a biały
mniej nasycony.

I ja się teraz pytam, jak będzie się czuła połowa polskiego społeczeństwa,
czyli męska część społeczeństwa dla której mniej buraczkowy kolor
wcale nie oznacza bardziej czerwonego, a biały kolor to biały i już.
Jako matka trzech synów, dwóch wnuków i żona jednego Wspaniałego
stwierdzam, że mężczyźni raczej widzą kolory wprost i nie widzą
żadnego amarantu, majtkowego różu, czy też innych pośrednich kolorów.
Dowód mam namacalny, oto guzik własnoręcznie przyszyty przez Wspaniałego
do koszuli.


Wielkość się zgadza, a odcień prawie taki sam....
Dobra nasi ideolodzy zmienią barwy na mniej buraczkowy w związku z tym trzeba
będzie wymienić wszystkie flagi w urzędach państwowych, ale i w domach
prywatnych, bo jeśli wywiesisz flagę bardziej buraczkową to "wyznawca"
może zaatakować Ciebie i flagę Twoją bardziej buraczkową też.

Może to co piszę nie przystoi w obliczu tragedii jaka się rozegrała wczoraj
w Londynie, jak się okazuje całkiem blisko nas.
(Mój średni potomek po przyjściu z pracy zameldował, że musi sprawdzić
czy wszyscy znajomi mieszkający w Londynie są cali i zdrowi - są).

Piszę o durnowatym problemie kolorów na fladze w kontekście ogromnej
londyńskiej tragedii gwoli ostrzeżenia.
Mam nie jaką obawę, że nasza obecna władza chce widzieć obywateli
jako patriotów - wyznawców.

Takie zabawy bardzo źle się kończą na razie są to tylko pocięte żyletką kurtki
ludzi demonstrujących inne poglądy w czasie miesięcznicy smoleńskiej


Jeśli jednak w kształtowanie "wyznawców" włączona zostanie szkoła czyli państwo
i system zacznie wychowywać młodych ludzi na "patriotycznych wyznawców" to
na żyletkach może się nie skończyć.

Mówimy o arabskich uchodźcach, fundamentalistach islamskich, że stanowią dla
nas zagrożenie, bo terroryzm, ale czy nie jest tak, że z każdego odpowiednio
religijno/patriotyczno ukształtowanego od dziecka człowieka może się wyłonić
terrorysta i to nasz rodzimy biały z jak najbardziej blond czupryną?

Smutno coraz smutniej żal niczemu nie winnych, złość na tych co winni.



                                                             Zadziwiona Kurodoma.

sobota, 11 marca 2017

Ludzie, kota głowa boli....



Tak wczoraj nasza/nie nasza kotka sąsiadka zareagowała na to co opowiadał
prezes jedynych i sprawiedliwych w TV.

W ostatnich dniach jakoś słabo idzie prezesowi.
Trochę jak mówiła moja babcia "zakałapućkał się".
To znaczy, że kręci się jak bąk, plączą mu się nóżki i nie bardzo
wie o co mu samemu chodzi.

Wielki strateg ogłosił Europie, że nie życzy sobie Donalda Tuska
widzieć w budynkach UE i zamiast niego ma być Saryusz - Wolski.
Tak ma być i już, bo jak nie to tupniemy nóżką i Europę zaboli.
Kogo zabolało? Myślę, że najbardziej wielkiego stratega.
Zdradzony późnym wieczorem przez Orbana (bez zdziwienia z mojej strony),
opuszczony przez państwa Grupy Wyszehradzkiej, opuścił Nowogrodzką
wkurzony strasznie co było widać i nieomalże czuć.
Nie powiem, żeby było mi go żal.

Na drugi dzień pani premier Szydło ogłosiła, że się obrażamy
i nie podpisujemy żadnych ustaleń w związku z tym usłyszała,
że zachowuje się dziecinnie i coś jeszcze w stylu, że kurek z pieniążkami
może zostać przykręcony.

Nieelegancko zachowali się przywódcy państw nie uznając kierowniczej
roli partii jedynej prawej i sprawiedliwej, której przywódca
wie jak zmienić Europę.
On wie jak wyprowadzić/wprowadzić Europę z kryzysu, żeby w końcu
tak jak pod jego rządami Polska zaczęła się reformować i wstawać z europejskich kolan.

Ten rysunek pewnie już gdzieś widzieliście, ale on jest tak prawdziwy,
że i śmieszy, i smuci w równym stopniu.



W ciągu tych ostatnich dni klęska goni klęskę.
Wielki strateg postanowił więc zebrać swój dwór i z wielkim bukietem kwiatów
(dzierżył największy bukiet, inni mieli stosownie mniejsze wiązanki) przywitać
na lotnisku wracającą z Brukseli "żelazną damę z broszką".
Wyglądało to żałośnie i mało przekonywująco tak samo jak słowa
prezesa o zwycięstwie pomimo oczywistej klęski.
Muszę przyznać, że Europa pokazała Jarosławowi Kaczyńskiemu
gdzie jest jego miejsce w szeregu.
Cytując prof. Bartoszewskiego "Dyplomatołki".
Nasza dyplomacja leży i nawet nie kwiczy...

Smutne jest to, że za te wygłupy zapłacimy my wszyscy, a nie ten
który zasłużył.

Muszę przyznać, że już wątpiłam czy UE będzie umiała trochę
poskromić naszego prezesa, ale okazało się że młyny UE mielą
powoli, ale konsekwentnie.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że kiedy już Kaczyński
myślał, że w wieloletniej potyczce z Tuskiem na polu bitwy
został on i rozbita opozycja to nagle okazuje się, że Donald Tusk
jest znów w grze i nie jest sam, ale stoi za nim zjednoczona
Europa.
W piątek obrady zaczęła Komisja Wenecka, oczywiście
polski rząd nie zamierza brać udziału w jej obradach.
Myślę, że pełzająco prezes zaczyna nas wyprowadzać z UE.

Przerażona kotka oraz bardziej zakrywa oczy i nie chce patrzeć
na to co się wyrabia...

Nie chciałam jej już bardziej dołować więc nie opowiedziałam jej o ministrze
"TFU" ochrony środowiska Szyszce, który swoją ustawą zezwalającą wycinać
drzewa w zasadzie kiedy, gdzie i jak kto chce uruchomił dziką wycinkę w całym
kraju, być może ten demotywator okaże się proroczy szczególnie w dużych
miastach.


Nie mówiłam jej też o  polowaniu ministra Szyszki na bażanty.
Polowaniu które polegało na wypuszczeni 500 sztuk ptaków prosto
pod lufy uradowanych myśliwych.
Za polowanie zapłacili sponsorzy, a może lepiej by zakupili maszynę
do wystrzeliwania rzutek?

Kocica załamana całkowicie, usłyszała na koniec dnia jak podczas
miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński mówi o jej ulubionych
sąsiadach Kurodomie/Frigance i Wspaniałym, że są "Łotrami".
Ludzie dajcie mi spokój, porządnego kota od tego wszystkiego boli głowa.



PS
Na pocieszenie powiem Wam, że Łotry czyli my cieszyliśmy się jak policyjne gwizdki,
kiedy Jurek Owsiak ogłosił, że WOŚP zebrała ponad 105 mln PLN.
Powiem tak, ta ogromna kwota zebrana w tym roku to niewątpliwa i jedyna udana
akcja jedynych i sprawiedliwych.
Ludzie zaczynają być mocno wkurzeni....

A kocica, jakby dzisiaj ma się psychicznie lepiej, siedzi u Łotrzycy czyli u mnie
za pazuchą i ma włączony traktorek.


A na Frigance piszę dlaczego nie zostanę Stewardessą.
                                                            Zadziwiona Kurodoma.

środa, 1 marca 2017

Ale popłynęłam....

W Polsce dzieje się to co się dzieje, jestem wkurzona
i zadziwiona, że podjęta próba przywrócenia znanego mi
świata słusznie minionego trwa w najlepsze.
Jak szybko Polacy się zorientują i zareagują czas pokaże.
Wkurza mnie, że zamiast patrzeć w przyszłość, nasi obecnie
rządzący zawracają "kijem Wisłę" odkręcają wszystko
co zostało zrobione przez poprzedników bo najlepiej żeby
 jak to bardzo trafnie spuentował  Robert Górski w 6 odcinku
 "Ucha prezesa" - "Żeby było jak było".


Tak naprawdę  mnie to nie dziwi, bo co nowego może wydumać człowiek,
który czyta w zasadzie tylko książki historyczne i wieczorami ogląda rodeo.
Może tylko patrzeć wstecz....

Ja też może bym chciała żeby było jak dawniej u mamy, ale
"to się już nie wrati, panie Hawranek" czy jakoś tak to było.
Idzie nowe i trzeba reagować.
Wokół różnych problemów toczących świat "rozwinięty" coraz
dotkliwiej zaczynamy odczuwać brak miejsc pracy.

Jestem jeszcze z pokolenia ludzi, którzy byli przekonani, że po osiągnięciu
nawet podstawowego wykształcenia i osiągnięciu pełnoletności
będą pracować, nasze dzieci będą się kształcić za darmo, będą jeździć
na darmowe kolonie, a nam zakład pracy będzie dokładał
do wakacji "pod gruszą".
Będzie nie za bogato, ale papier toaletowy sobie wystoimy,
zrobimy zapasy szamponu i mydła, jak się zatniemy to wystoimy
kawałek mięsa w mięsnym.
Jakoś będziemy żyli, praca zawsze się znajdzie.
Jeśli nam się uda to pojedziemy do "demoludów" na wycieczkę
coś sprzedamy, coś kupimy, dorobimy.

Początek mojego dorosłego życia faktycznie tak wyglądał.
Skończyłam studia.
Praca?
Proszę bardzo, bardzo proszę.
Tak jak nasi rodzice zaczynałam start w dorosłe życie w przekonaniu
o stałości świata, który mnie otaczał.
Nie trwało to długo, nagle się okazało, że trzeba było z socjalizmu
szybko znaleźć się w kapitalizmie, potem w gęstwinie przepisów
samoograniczającej się gospodarki rynkowej.
Świat zaczął przyspieszać, od świata czarno-białej rzeczywistości
do wirtualnego świata kolorowej TV w 3D.
Od kalkulatora do laptopa.

Czy wam też pani na lekcji plastyki kazała rysować
jak będzie wyglądał świat w 2000 roku?
I co rysowaliście jako dzieci?
Najczęściej były to latające samochody i bardzo wysokie domy,
czasami jakieś dziecko narysowało robota.
Najczęściej robot podawał człowiekowi śniadanie na tacy.

Wtedy realizacja tych wyobrażeń wydawała się taka odległa,
nierealna.
I proszę....

W Chińskiej fabryce 90% robotników zastąpiły roboty.
Japończycy na potęgę pracują nad robotami asystującymi
dla ludzi starszych, samotnych i niepełnosprawnych.
A autonomiczne samochody są prawie w zasięgu ręki...

Powoli, spełniają się fantazje z dzieciństwa roboty zaczną nas wyręczać
w pracy... zaraz, zaraz wyręczać czy zabierać nam pracę?
Oczywiście jeszcze nie ma robota, który wykafelkowałby
małą łazienkę, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.

Bill Gates powiedział, że niedługo nastąpi czas, kiedy ludzi zaczną
masowo zastępować roboty w związku z tym należy się zastanowić
nad opodatkowaniem pracy robotów i w ten sposób zagwarantować
ludziom tzw pensję socjalną.
Coraz częściej w Europie można usłyszeć hasło "pensja socjalna".

Wychowano nas w przekonaniu, że najważniejsza dla społeczeństwa
jest tzw "zastępowalność pokoleń", czyli, że społeczeństwo
musi "wyprodukować" taką ilość potomstwa, żeby miał kto pracować
i płacić podatki na starość poprzedniego pokolenia.
A co jeśli nie będzie wystarczającej ilości miejsc pracy?
A co jeśli opodatkowane roboty będą wstanie zapewnić stabilny budżet państwa?
A co jeśli zgodzimy się na wypłacanie tzw "pensji socjalnej"?

Popłyńmy, pofantazjujmy.
Nadchodzi czas,  kiedy coraz więcej robotów jest zatrudnianych w miejsce ludzi.
Możemy założyć, że roboty zapracują na naszą "pensję socjalną",
będą produkować dobra, które człowiek będzie kupował za pieniądze
wypracowane przez maszyny.
Maszyny chwilowo sterowane jeszcze przez człowieka, zaczną z czasem
być sterowane/kierowane przez inteligentniejszą od nich maszynę/robota.
Z czasem człowiek stanie się zbędnym elementem/pasożytem,
a pasożyta trzeba się pozbyć.
"Bunt maszyn"?
Bardzo lubię taką zabawę w skojarzenia i w moich licznych rojeniach/fantazjach
mam też takie, że człowiek jest samo powielającym się ROBOTEM.
A może to my "ludzie" jesteśmy zbuntowanymi maszynami?
I znów krąg się zamyka, następny doskonalszy robot zastąpi nas psującą się
i psującą otoczenie prymitywniejszą maszynę?.....
 A może nasze pojęcie stwórcy jest z gruntu fałszywe i stwórcą nas, było
pokolenie prostszych od nas maszyn, może jesteśmy na początku
tworzenia następnego pokolenia doskonalszych "samo powielających się maszyn"?



Ale popłynęłam, płyńmy dalej...
Pojęcie "pensji socjalnej" coraz częściej pojawia w dyskusjach
szczególnie socjaldemokratów.
Oczywiście, każdemu człowiekowi wpaja się od dziecka przekonanie, że
bez pracy człowiek się degeneruje spacza i wypacza.
Ja też zostałam tak zaprogramowana, że kiedy słyszę, że ktoś chce dać
pieniądze komuś za niepracowanie to się burzę, ale...
Czy nie nadchodzi moment na refleksję - czy przy tym postępie nauki, techniki
ciężka ogłupiająca praca, którą może wykonać robot jest faktycznie
dobrodziejstwem dla człowieka?
Czy nie należałoby już zacząć się zastanawiać jak przestawiać społeczeństwa na "nowe".
Wydaje się że właśnie nadchodzi czas żeby zaczęli się wypowiadać
filozofowie futuryści.

Ale popłynęłam, płyńmy dalej.
Tak sobie fantazjowałam, przyszedł mój najstarszy potomek
i kiedy usłyszał o czym piszę na moje pytanie,
- Co ludzie będą robić jeśli w ciężkiej pracy zastąpią ich roboty?
Odpowiedział mi bez chwili wahania,
- Człowiek będzie mógł zwiedzać inne planety.
  Wiesz, tylko w naszej galaktyce jest ok 20 - 40 miliardów planet
   na których może być woda.
  (Właśnie NASA ogłosiła odkrycie 7 planet, jeszcze trochę jest
   do odkrycia, a ile do zwiedzenia).

W sumie to takie oczywiste jeśli człowiek wyzwoli się z etosu ciężkiej pracy
 i wyprostuje plecy, to w naturalny sposób spojrzy w rozgwieżdżone niebo.
- Wiesz, ale nadal będzie bariera szybkości przemieszczania.
   Kosmos to jednak oooooogromne odległości.
Potomek na to,
- Tak, pokonanie bariery szybkości, albo danie sobie większej ilości
   czasu, czyli dłuższe życie, albo taki statek kosmiczny na którym
   będą wędrować pokolenia jak Star - Trek.
   Mamo, a może my już żyjemy na takim statku kosmicznym o nazwie
   "Ziemia"?



Ale pojechaliśmy od narastającego braku miejsc pracy, przez zagadnienie
"pensji socjalnej" do gwiazd...
Myślę jednak, że w najbliższym czasie, ludzkość będzie musiała
się zmierzyć z narastającym problemem braku pracy dla wszystkich
chętnych.
Ja ciągle jestem w szoku, że za mojego życia ludzkość dokonała
takiego postępu technologicznego, możliwości wymiany informacji,
komunikacji....

W jaką stronę powędruje człowiek czy w stronę gwiazd, czy wojennej
samozagłady, a może jakiś wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi, epidemia
albo inna klęska żywiołowa rozwiąże za nas te dylematy ?




                                                              Zadziwiona Kurodoma.

czwartek, 16 lutego 2017

Strach, strach, rany......






Z powodu bardzo intensywnego używania kultury wyższej czyli teatru
trochę oderwałam się na chwilę od codziennych zadziwień.
Teatr kocham miłością wielką od zawsze o czym na Frigance.

Kilka razy siadałam zadziwiona przed komputerem, ale to co zadziwiło mnie
przed chwilą już za chwilę przestaje być aktualne.
Ilość zadziwień tym co się dzieje mnie samą zadziwia, więc trudno wybrać
konkret i się na nim skupić.
Zadziwienia szybko się dezaktualizują "nie na danrzam".

Dobra, to może kilkanaście zadziwień:
Po pierwsze pancerna limuzyna z panią premier na pokładzie,
przy szybkości 50 km/h na widok Cin-Cin wbija się w drzewo.
Zwykły chłopak z małego Cin-Cin tak przestraszył,
Super Borowca w pancernej limuzynie, że ten centralnie wali
w jedyne drzewo w okolicy....
Strach, strach, rany.....

Pani premier zdrowa, ale jednak chora przebywa nadal
w szpitalu, zdrowa, ale jednak chora spaceruje po szpitalu.
Chora, czy zdrowa? Mamy jeszcze premiera zdrowego
na ciele i umyśle czy....
Życzymy zdrowia, ale czy premiera mamy zdrowego,
czy chorego?
Strach, strach rany....

Kierowca Cin-Cin staje się mimowolnym bohaterem zderzenia
władzy ze zwykłym obywatelem.
Z tego zderzenia wyłania się obraz dezinformującej władzy.
Pomijam prawdziwość wypowiedzi obu stron,
powiem tylko tak, jaka jest równość stron jeżeli rządowy prokurator
może ujawniać fakty, a strona Cin-Cin jest zobowiązana przez
prokuratora do milczenia na temat wypadku?
Pozostaje wiara w niezależne sądy, tylko jak długo jeszcze,
bo przecież pan Ziobro się nie obija i chłopak z Cin-Cin
może się nie załapać  na jeszcze względnie niezależnego sędziego.
Strach, strach, rany....

Po internecie rozniosła się wieść dokumentowana zdjęciami,
że kolejna miesięcznica smoleńska była chroniona przez
snajperów.
Może to byli snajperzy, może tylko obserwatorzy,
mam takie pytanie:
Kogo tak bardzo boi się obecna władza, że aż tak musi się chronić?
Boją się nasi władcy kochani,  tak bardzo się spieszą,
tak bardzo się chronią, że sami dla siebie i dla innych stają się
największym zagrożeniem.
Strach, strach, rany....

Pan prezes na miesięcznicy nie stoi już na drabince, tylko na "platformence".
Pan prezes w obawie przed upadkiem z drabinki i ciągłymi
drwinami ludzi gorszego sortu symbolicznie wziął platformę
pod buta.
Odgrodził się barierkami od jazgotu połowy suwerena, boi się?
Strach, strach, rany.....

To jest dla mnie wiadomość, która wybija się na pierwsze miejsce
zadziwień.
Wczoraj przeczytałam, że Gąsiorowski tak,tak, ten od oscylatora i Art-Bi
wraca, bo atmosfera sprzyja.
Będzie starał się o reaktywację Art-Bi zapowiedział też, że będzie
wytaczał proces każdemu kto użyje słowa zaczynającego się na a.....
i kończącego się też na a.
Nie stać mnie na odszkodowanie dla pana Gąsiorowskiego dlatego
załączę link do bardzo ciekawego wywiadu z panem Gąsiorowskim
w, którym on sam mówi o sobie i o obecnej władzy.
Wywiad z Andrzejem Gąsiorowskim Art-B
Warto przeczytać czym chce się zajmować pan Gąsiorowski.
Tym samym co On, będzie się zajmować nowo tworzona Polska Fundacja
Narodowa, którą zasilą spółki Skarbu Państwa kwotą 600 mln PLN.
Muszę przyznać, że pan Gąsiorowski  ma niesamowite wyczucie
biznesu i sprzyjających okoliczności.
(W wywiadzie pada też nazwisko obecnego ministra od gospodarki
z sugestią skąd tenże czerpie pomysły na rozwój naszej gospodarki).
Strach, strach, rany....

Wczoraj też rząd po cichutku podjął decyzję o tym, że "pigułka dzień po"
będzie na receptę.
Uzasadnienie: w imię troski o zdrowie kobiet.
Tym samym nieaktualna staje się podsłuchana rozmowa dwóch
pań, które nie wybrały się na "marsz parasolek", bo i tak w razie
co jakiego jest "pigułka dzień po", otóż moje panie wybór staje się
coraz mniejszy.
Strach, strach, rany....

Boi się władza, zastraszana przez opozycję, tak bardzo, że aż prokuratura
i komisja etyki poselskiej będzie musiała zająć się panem posłem
Budką i posłem Sową w sprawie dezinformacji jaką uprawiają
w związku z wypadkiem pani premier.
Boi się opozycja, która ustami Schetyny, delikatnie mówi
"nie pozwolimy", ale nic nie może zrobić.
Boją się obywatele, bo co jeśli jakiemuś snajperowi/borowcowi
omsknie się palec po cynglu "człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi".
Trupy wypadają z szafy, a to informacja, że minister Macierewicz ponownie
dał fuchę w MON bardzo młodemu Edmundowi Jannigierowi
i wcale nie ma zamiaru pozbyć się słynnego Bartłomieja Misiewicza.
Strach, strach, rany....

I tak sobie mieszkam w tym kraju nad Wisłą gdzie pietruszka dojrzewa
i zadziwiam się tym co człowiek może wymyślić.

Właśnie się dowiedziałam, że obrażenia pani premier to informacja intymna,
ale uszkodzona miednica i nogi pana borowca już nie są informacją intymną.
Dowiedziałam się też, że fajowy prezydent Trump oczywiście nie zniesie
wiz dla Polaków, nawet tych prawych i sprawiedliwych, natomiast
Putin ma oddać Krym, kto by się spodziewał?
Przecież to Clintonowa miała wywołać III WŚ.

W zalewie tych wszystkich mniej i bardziej wiarygodnych informacji
musimy wszyscy pamiętać, żeby nie dać się przestraszyć i wykorzystać
żadnej władzy...
Bo kiedy zaczyna rządzić strach to wystarczy jedna iskra, jeden fałszywy
ruch kierownicą, omsknięty palec po cynglu i w jednej chwili
przestaje być śmiesznie....


PS
Na koniec demotywator z podpowiedzią dla tych którzy prowadzą
śledztwo w sprawie wypadku pani premier.
Ponieważ pozwolono odjechać w siną dal jedynym świadkom
kolizji bez spisania ich danych, a teraz wzywa się ich do
dobrowolnego ujawnienia się i złożenia stosownych zeznań.
Jest łatwiejsze rozwiązanie, jakie?


Ano takie, przecież to proste i takie oczywiste.

                                                         Zadziwiona Kurodoma.

piątek, 3 lutego 2017

Mam prababcię i nie zawaham się jej użyć....


"Najlepszym dowodem na to, że we Wszechświecie istnieje inteligentne życie jest to, 
  że się z nami nie kontaktują."

Ponieważ jestem w fazie ostrego doła, chyba przed przedniówkowego na którego
chwilowo nie działają żadne moje sprytne sposoby o czym na Frigance,
nie będę się wysilać na optymistyczny-pesymizm, ale poddam się
pesymistycznemu/optymizmowi.
Bredzę, ale jak tu nie bredzić skoro na moich oczach po raz kolejny
zmienia się mój świat.
Powstaje inny, jak na razie jeszcze przeze mnie nie oswojony.
Jeszcze mam nadzieję, że nie będę musiała się do tego "narodowego"
świata przyzwyczajać na czas nieokreślony.
Wg nomenklatury obecnej władzy, ginie postkomuna, ginie III RP
zaś na jej zgliszczach powstaje nowe wolne państwo "Narodowe"...

Właśnie dzisiaj zorientowałam się, że PiS przyjmuje nową narrację,
że konstytucja, która wydawało mi się jeszcze obowiązuje  "nie jest nasza".
Nie mogą jak na razie zmienić konstytucji więc ją anihilują, ignorują,
zaczynają wmawiać, że powstała ona w wyniku dogadania się "agenta Bolka"
z postkomuną i dlatego koniecznie trzeba ją wyrzucić do kosza.
Bardzo sprytna jest to narracja.

Wykorzystując to co się dzieje wokół teczki Wałęsy, można wymienić
w podręcznikach historii nazwisko Wałęsa na Kaczyński, a przy okazji
wmówić społeczeństwu, że obecna konstytucja została napisana
na szkodę narodu polskiego i w zasadzie jest nic nie warta.
W ten sposób zawróci się "kijem Wisłę" i tego jestem absolutnie
pewna, że cytując klasyka propagandy "ciemny lud to kupi".

Podziwiam tego kto kieruje propagandą pisowską, nie wierzę, że
prezes to osobiście wymyśla, myślę, że mają niezłego doradcę...
Oddaję im sprawiedliwość, narrację do społeczeństwa rozgrywają
po mistrzowsku.
Myślę, że Wałęsy nie posadzą za składanie fałszywych zeznań,
ale przeczołgają go po sądach odpowiednio długo tak, żeby legenda
wreszcie padła.
Jak łatwo jest wmówić ludziom, że bohater musi być człowiekiem
bez skazy, a przecież nie znam żadnej postaci historycznej, która byłaby
bez skazy, a jak się wczytać w żywoty świętych to wielu z nich, to
nawróceni grzesznicy, których życie było "barwne".
Człowiek jest istotą słabą, którą stać na wielkie czyny...

Po raz kolejny się wkurzam kiedy słucham kolejnego polityka
młodziaka który z mądra miną tłumaczy, jaka to wielka zdrada
się dokonała przy okrągłym stole.
Przecież nie trzeba było się dogadywać, trzeba było.... co?
Iść na noże? Niechby się ulało trochę polskiej krwi przodków,
byłoby więcej grobów i pomników, więcej miejsc do składania
zniczy i wieńców...

Bredzę, ale jak tu nie bredzić jeśli:
- Generał Skrzypczak nie doradza już wojsku bo obraził rzecznika
   MON, odznaczonego złotym medalem zasługi dla obronności
   kraju Misiewicza....
- Pan minister od gospodarki Morawiecki zapowiada rewizję wzrostu
  PKB za lata 2014/15.
  A tak w ogóle to wskaźnik PKB jest przereklamowany.
- Pani minister od edukacji zatrudnia do kształcenia nauczycieli panią
  od kanalizacji...
- PiS chce samorządów, a więc do Warszawy dołączą gminy ościenne.
  Lud pisowski jest za, ciekawe co powie kiedy podatki od nieruchomości
  zrównają się z tymi warszawskimi w końcu za przywilej mieszkania
  w metropolii trzeba zapłacić...
  (Kipię z ciekawości co wymyślą na Gdańsk).
- I jeszcze słowa prezydenta wszystkich Polaków, który w ramach łączenia
  narodu powiedział o "jazgocie" z tej drugiej nie zgadzającej się z rządem
  strony.

A opozycji brak, cisza i marazm, brak pomysłu, sen zimowy.
Dobrze, że do wyborów jeszcze trzy lata może po tak długiej ciąży
coś się urodzi i będzie można użyć tej naszej malesiuniuteńkiej
władzy "jednego" głosu przy urnie wyborczej.
Tak sobie "jojczę" do Wspaniałego, a on mówi:
- No coś ty ja mam prababcię i nie zawaham się jej użyć.
  Zapakuję do samochodu i już będą dwa głosy.
  W zasadzie ma racje, ja też mam prababcię i też mogę jej użyć,
  a to już będą cztery głosy.

Ha, ha, ha (śmiech sarkastyczny), ale jak się tak głębiej zastanowić
to wolnych wyborów może długo nie być.
Myślę, że opozycja powinna się poważnie liczyć z tym, że teraz to
ona powinna patrzeć podczas wyborów, obecnej władzy na ręce.
Gdzie jesteście opozycjo hop, hop...

I tak sobie bredzę w temacie polskiej polityki będąc pod wpływem
doła przed przednówkowego i poddając się pesymistycznemu/optymizmowi
myślę sobie, że obecna władza tak się napręża, tak się wypręża,
ćwiczy naszą młodą demokrację, że może będzie tak jak w tym
demotywatorze...


 Wydaje mi się, że bez krwawej opresji nie da się spacyfikować
połowy inaczej myślących obywateli, a wkrótce może też zabraknąć
Misiewiczów do obsady stanowisk.
Aby do wyborów i pamiętajcie mam prababcię i nie zawaham się jej użyć...


                                                        Zdołowana Kurodoma.