niedziela, 29 marca 2020

Wybory się nie odbędą, nawet jeśli się odbędą...

Widok zadowolonego, roześmianego prezesa siedzącego samotnie w ławach
sejmowych to widok jak z horroru.
Facet odleciał już dawno temu, ale teraz mamy dowód oczywisty dla każdego
nawet niedouczonego psychiatry.

Nie da się przykryć wirusa tematem wyborów.
Co trzeba mieć w głowie, żeby denerwować ludzi w momencie,
kiedy walczymy o zdrowie, o byt po prostu o życie.
Jakim trzeba być psychopatą, żeby chcieć wysyłać ludzi w większości
starszych na wybory.
O czym ja piszę, przecież liczy się tylko władza, kasa i bezkarność
obecnej ekipy.

Ludzie robią z ministra Szumowskiego bohatera o Wszechwiedzący
jaki bohater?
Bo ma podkrążone oczy i ledwo stoi na nogach?
Ludzie co wy macie w głowach?

Pomijam nie, nie pomijam faktu, że zaniża liczbę zakażonych i zmarłych
na "koronę" to już jest dyskwalifikacja, nie uwierzę, że Polska jest narodem
wybranym, że jesteśmy "wirusoodporni".

Facet/lekarz w końcu, powinien stanąć i powiedzieć głośno i wyraźnie
"Przeprowadzenie wyborów w tych warunkach to narażenie na uszczerbek
 na zdrowiu i życiu OBYWATELI".

Sejmu nie ma, TK nie ma, prokuratury nie ma, prezydenta nie ma,
marszałka sejmu nie ma, publicznej TV nie ma
jest wola jednego człowieka czyli jest DYKTATURA.
Z dyktaturą się nie rozmawia, dyktaturę się zwalcza.

Nie pójdę na wybory bo zwieramy rodzinne szeregi i właśnie jadę
po moją mamę, sprowadzamy ją do siebie bo sama nie da sobie rady.
Demencja, ona nie kojarzy o co chodzi z wirusem jest nieostrożna
i łatwowierna.
Sądząc po tych zaniżonych danych o zachorowaniach "górka"
jest dopiero przed nami, to ostatni moment na decyzję o przeprowadzce.

Nie wiem jak wytrzymamy, bo prababcie muszą być w jednym pokoju.
Nie narażę ich na ewentualne zarażenie i tak jestem niespokojna bo mama
miała stały kontakt z sąsiadką więc najbliższe dni pokażą czy wszystko
będzie w porządku.

Nie pójdę na wybory bo te wybory jeśli nawet się "odbędą to tak naprawdę
się nie odbędą" nie będę ich legitymizować.
Nie ma już sejmu więc nie ma już w Polsce demokracji, muszę się skupić
na przeżyciu fizycznym i materialnym.

Mam nadzieję, że w piekle podłożyli już ogień pod kotłem.

Jestem wściekła, sfrustrowana i przerażona.
Dwie osiemdziesięciodwulatki w domu, niech którejś coś strzeli
zdrowotnie jak ja pojadę z nimi do szpitala, jak mam udzielić im pomocy?

Ja nie wiem w co ręce wsadzić, a oni mi o WYBORACH!!!!!!!!!!???????
To może zamiast "TARCZY" dajcie każdemu "60+ PISTOLET"
do użytku własnego, będzie szybciej i taniej.

                           WŚCIEKŁA KURODOMA.


sobota, 21 marca 2020

Skóra cierpnie...


Prezes jedynie słusznej partii powiedział dzisiaj, że wybory będą i już.
Zapraszamy wszystkich do urn...



KORONAWIRUS NA PEWNO PÓJDZIE NA WYBORY....

Słucham tej piosenki, znam rosyjski, jeśli nie znasz to i tak zrozumiesz.
Im więcej słucham tym mniej się uśmiecham.


                                                           Wkurzona Kurodoma.

 



czwartek, 5 marca 2020

Kto szybciej rozłoży namiot kontra koronawirus...

Prababcia która jest u nas na stałe ma co jakiś czas stan zapalny
nóg spowodowany niewydolnością żylną.
Objawia się to zaczerwienieniem skóry i mocnym świądem.
W normalnych warunkach idę sama do przychodni, lekarz
przypisuje odpowiednie leki i już.

Wczoraj ogłoszono, że w końcu jest, jes, jes, jes pierwszy
pacjent tzw pacjent 0 chory na koronowirusa.
Oczywiście każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku
i podstatowej wiedzy rozumie, że jest to pierwszy
ZDIAGNOZOWANY człowiek.

Wirus był, jest i będzie.
Dobra mają pacjenta więc zaczęła się "biegunka" informacyjna/medialna.

Zgadzam się, że:
1/ Trzeba myć często ręce.
2/ Unikać skupisk ludzi.
3/ Unikać ludzi kaszlących i chychrających.
4/ Dbać o kondycje psychofizyczną.

Obecnie panujący w "kraju nad Wisłą" ustalili, że potrzebna nam jest "super ustawa".
Uchwalili, małego potworka prawnego i ogłosili, że teraz to już jesteśmy
przygotowani i możemy w spokoju chorować.
Pierwszy chory zachorował wkrótce po uchwaleniu ustawy - no dziwny
zbieg okoliczności.

Wracając do Prababci lat 82, nogi się zaczerwieniły więc Kurodoma o siódmej
rano powędrowała do przychodni.
Idąc widziałam oczami wyobraźni jak przy drzwach odkażam ręce,
jak pan przy drzwiach rozdaje jednorazowe maseczki, żeby kaszlący ludzie
nie kichali na siebie, jak ktoś informuje, żeby ludzie w kolejce 
do rejestracji stali w odległości metra od siebie, przed drzwiami 
do przychodni leży mata odkażająca i każdy wchodząc i wychodząc
musi przez nią przejść.
Przy wyjściu stoi pojemnik na zużyte maseczki, wisi płyn do odkażania rąk.
O fantazjo...

Kurodoma weszła do przychodni i BUM...
Tłumek ludzi przed gabinetem kaszle i chychra całkiem swobodnie.
Wolnych terminów wizyty brak, niech się pani pyta może lekarz przyjmie.

Kartki informacyjnej o wirusie brak , jedyna kartka to przeprosiny 
dyrektora przychodni, że z powodu braku lekarzy do zatrudnienia,
są dłuższe kolejki do innych lekarzy.

Znajoma rejestratorka poradziła, żebym przyszła później
i zapytała czy lekarz mnie przyjmie.
Dobra nie będę przedłużać, poszłam później, stoczyłam lekką 
batalię pod drzwiami, lekarz mnie lubi więc przyjął, leki dla prababci
mam.
Jak mnie wkurza cwaniactwo ludzi, którzy wciskają się przed ciebie 
"Ja tylko zapytać" drzwi się zamykają i to zapytanie trwa i trwa, i trwa...



Wróciłam do domu umyłam ręce i zadowolona usiadłam przed TV.
A w TV  oglądam jak strażacy i inne służby ćwiczą rozkładanie namiotów w ramach 
przygotowań do walki z koronawirusem.

O Wszechwiedzący czy naprawdę nasze bezpieczeństwo epidemiologiczne 
zależy od tego kto pierwszy rozłoży namiot!!!!!!
Przecież to do szpitali i przychodni przychodzą ludzie chorzy, starzy,
o obniżonej odporności.
Wielu ludzi wie, że z podejrzeniem wirusa nie idzie się do lekarza
pierwszego kontaktu, ale ilu ludzi nie wie?
To w przychodni powinny być te pierwsze podstawowe środki ochrony.
I nie chodzi tylko o koronowirusa, ale sezon na grypę trwa w najlepsze.
Mam już swoje lata i też jestem w grupie zwiększonego ryzyka
więc każda wizyta w przychodni wiąże się z ryzykiem 
złapania jakiegoś wirusa, że o prababciach ponad osiemdziesięcioletnich
nie wspomnę.

Żadna polska władza nie grzeszyła zwykłym zdrowym rozsądkiem,
mam uzasadnione obawy, że Polska nie jest przygotowana na żadne
graniczne wirusowe doświadczenie.
Ktoś umrze, ktoś przeżyje, a wogóle jakoś to będzie.
Jednego jestem pewna, że namioty na w razie czego umiemy rozstawiać.

                         Uspokojona Kurodoma.

cdn

wtorek, 25 lutego 2020

Co się dzieje, co się dzieje i co się jeszcze może stać? cz1.

Przeżyłam "SEPUKU" (o czym na Frigance) i wracam po przerwie do rzeczywistości.
Przez cały Styczeń raczej starałam się nie denerwować bo to nie sprzyja
zdrowieniu, ale nie powiem żebym się nie dziwiła.

O czym by tu, o czym by tu, o kurczaczek za dużo tego...
Ilość rzeczy które mnie zadziwiły przez czas kiedy mnie tu nie było
przekracza po mału zdolności mojego mózgu do przetwarzania danych.

W szkole kiedy pisałam wypracowanie robiłam sobie plan pracy,
może więc napiszę co mnie zadziwiło przez te dwa miesiące
wg hierarchii ważności w punktach i w wiekim skrócie,
myślę, że w następnych postach będzie rozwinięcie sytuacji,
bo się dzieje.
Tak więc zaczynamy:

1/ Zmiany klimatyczne, nie było zimy, jest koniec lutego i tylko raz
    przez jeden dzień widziałam śnieg, aż uwieczniłam ten wybryk
    natury za oknem widać przypruszone krzaki.
    O klimacie będę pisać, bo topnienie lodowców przyspieszyło zatrważająco,
    bo smog, bo wymieranie zwierząt, bo szarańcza i inne "plagi egipskie"...


2/ Epidemia "Koronawirusa". Nie żebym zaraz popadała w panikę.
    Że jakaś globalna zaraza nam się trafi to było oczywiste, świat staje
    się wielką wioską, łatwość przemieszczania się ludzi i ciągły przyrost
    ludzkiej populacji sprzyja rozprzestrzenianiu się różnych zagrożeń.
    I ja wiem, że grypa jest groźniejsza, że wzrasta liczba chorych
    na gruźlicę, choroby weneryczne, na miażdżycę i choroby krążenia,
    choroby nowotworowe itd, ale to mamy mentalnie oswojone i to nie wywołuje
    paniki, a właśnie panikę, zauważam jako główne zagrożenie.
    Jeśli już teraz "szpitalne SORY" nie dają rady obsłużyć chorych, to SORRY,
    ale co będzie w razie paniki spowodowanej obawą przed wirusem z koroną?
    Nasz minister zdrowia zawierzył nas matce tej w niebie, czy to wystarczy?
    Nie sądzę.
    Mogłabym się wyżywać do woli na słuzbie? zdrowia?, ale powiem tylko tyle,
    że zdrowy rozsądek podpowiada, żeby tak na 10 dni mieć w domu coś do jedzenia.
    Nie nie dlatego, że wirus nas pokona, ale dlatego, że Polacy są narodem
    mocno emocjonalnym, wystarczy iskra i panika murowana.

    Bardzo mi się podobało jak pan od wirusów w TV pouczał, że maseczkę
    powinni nosić ci którzy podejrzewają u siebie niepokojące objawy,
    żeby chronić zdrowych.
    Mówię do Wspaniałego:
    - wiesz co załóż maseczkę i idź do sklepu po piwo zobaczymy jaka będzie
      reakcja ludzi...
    Wspaniały się nie zdecydował, myślę że wykazał się zdrowym rozsądkiem
     i być może uniknął co najmniej ostracyzmu i dzięki temu mamy jeszcze całe
     szyby w oknach.
     Szczególnie, że ogromne wrażenie zrobiło na mnie nagranie jak Ukraińcy powitali
     autobus z ludżmi ewakuowanymi z Chin, jadącymi na kwarantannę paląc ogniska
     i wybijając okna w autobusie.
     Jak mało trzeba żeby "cywilizacja poszła w diabeły".
    Jedyny plus wirusa, wiem zdecydowanie więcej o Chinach i polonii w państwie
    środka.

3/ Wybory prezydenckie w Polsce.
    Stoję sobie przed biblioteczką w naszym osiedlowym parku, wertuję jakąś książkę
    i nagle widze biegnącą w moim kierunku panią w średnim wieku z kartką
    w ręku, pani zwraca się do mnie z pytaniem:
    - Czy zechce pani się podpisac pod kandydaturą pana Hołowni.
    Moje krótkie "nie", nie zniechęca pani, mówi do mnie:
    - Ale dlaczego?
    Ja - bo nie popieram  pana Hołowni.
    Ona, ale dlaczego, ja znam pana Hołownię tyle lat to taki porządny człowiek?
     Ja - ale mi się poglądy pana Hołowni nie podobają, jak na moje standarty
     jest zbyt ortodoksyjnie katolicki.
     Ona, ale on już złagodniał.
     Ja no właśnie, dziś złagodniał, a jutro odłagodnieje?
     Na razie krótko o wyborach, bo nie chcę zanudzać, będzie jeszcze okazja,
     powiem krótko, tylko nie Duda, tylko nie Bosak, tylko nie Hołownia, tylko nie
     Kosinak- Kamysz...wg hierarchii.
     Błagam Wszechwiedzący tylko nie p.Duda.
     Jeszcze o tym pogadamy.

4/ Palec Lichockiej - cóż to było...nie mam słów.
    Przy okazji 2 miliardy na między innymi panią Ogórek.
     Nabrałam nawyku poprawiania środkowym palcem opadających okularów,
     zwłaszcza kiedy widzę niektórych polityków i dziennikarzy pewnej opcji.
     Przepraszam proszę się nie doszukiwać żadnych aluzji, mam ciężką ramkę
     i dlatego okulary często zsuwają mi się z nosa.
     W razie czego ja nikogo nie obrażam, oto dowód dla "niezależnej" prokuratury:
         
             
   
     Mamy tak niezależną prokuraturę, że polecam zbierać dowody na własną niewinność,
     bo teraz to nie prokurator ma udowodnić winę, ale oskarżany ma udowodnić,
     że nie jest wielbłądem...

Dobra za długi post się robi, ciąg dalszy nastąpi, ponieważ Kurodoma przeżyła
ingerencję złotych rąk chirurga o czym piszę na Frigance, to teraz częściej
będzie się udzielać w blogosferze:
Hurrrrrrrrra wracam do żywych, jeszcze trochę i na rower.




                                       Odrodzona Kurodoma.

czwartek, 26 grudnia 2019

TO BE OR NOT TO BE - ciąg dalszy zderzenia ze służbą? zdrowia?

Wyszłam z diagnozą, raka trzustki trochę oszołomiona.
Wróciłam do domu i wrzuciłam papiery do szafki.
Jakoś nie dotarło do mnie, że powinnam się zacząć żegnać
z życiem.

Jestem mocno histeryczna i męczliwa dla otoczenia bo dość
szczera i jak mi coś dolega to się wkurzam i wkurzam, i męczę
siebie i innych.

Ale bo też lubię wiedzieć co mi jest.
Wspaniały jest bardziej racjonalny i zrównoważony, tak więc
zaczęły się poszukiwania.
Nie będę opisywać jak, ale doszliśmy do wniosku, że potrzebna
jest mi suplementacja i w miarę zdrowe odżywianie,
żeby odbudować florę bakteryjną w jelitach.

Kto ciekawy niech poczyta o "randapie", preparacie
chwastobójczym i jego wpływie na florę bakteryjną
naszych jelit.
Poczytajcie jak i do czego używają tego paskudztwa nasi rolnicy.
Można wdepnąć na fora rolnicze na których rolnicy
zachwycają się Randapem używanym do zasuszania zbóż przed
zbiorami i leją go bez ładu i składu.

Nutra drinki pomogły mi przetrwać najgorszy czas.
Wyniki krwi potwierdziły stan wygłodzenia tzw parametry krwi
siadły.
Ale markery nowotworowe trzustki były O.K.

Wspaniały poczytał, poanalizował i przekonał mnie do suplementacji
przede wszystkim jodem.
Potem doszedł magnez, cynk, selen, wit.C, wszystkie z grupy B itd.
Dobre probiotyki i prebiotyki.

Powoli zaczęłam coś jeść.
Nic surowego, wszystko gotowane, pieczone w wodzie, o dziwo nie szkodzi
mi tłuszcz, szkodzi mi wszystko co surowe.
Bezglutenowo
Zero cukru, zero owoców.
Mało nabiału, twaróg tylko domowy, jajka wiejskie itd.

Waga stanęła w miejscu, po mału zaczęłam się przyzwyczajać
do innego sposobu jedzenia.

Bezglutenowo jadłam już od pewnego czasu, ciasta piekę bezglutenowe
z pomijalną ilością cukru.

Jakoś funkcjonuję, jeżdżę na rowerze, w zasadzie jest mi w miarę dobrze.
Od czasu do czasu miewam słabsze dni, zaczynam bekać i nie moge jeść,
ale trójca "verdin, laktoferyna i espumisan w saszetkach" pomagają doraźnie.

Tak mija mi 2017 i 2018 rok.
O raku nie myślę.

W 2019 roku w marcu zaczyna mnie pobolewać po lewej stronie
pod żebrami coś jak kolka po szybkim biegu.
Zaczynam myśleć, a może lekarze mieli rację i obliczyli mnie na dwa lata?

Wyciagam papiery i idę do rodzinnego.
Pokazuję mu papiery i mówię:
- napisali mi, że mam raka, zaczyna mnie pobolewać potrzebuje skierowanie
  bo mijają dwa lata i nie bardzo wiem czy obstalować urnę, czy pisac testament?
Pan rodzinny odpowiada mi:
- No tak ma pani raka, to wypisze skierowanie do gastrologa, i do szpitala,
  i zobaczy pani gdzie panią prędzej przyjmą.

Podziękowałam i wyszłam.
Jest październik 2019 roku dzwonię do rejestracji Akademii Medycznej,
mówię, że mam skierowanie do gastrologa okazuje się, że najbliższy termin wizyty
to kwiecień 2020 roku.
W lekkim szoku się zgadzam.

Po paru dniach myślenia stwierdzam, że źle zagrałam, dzwonię ponownie
i mówię, że mam nowotwór złośliwy trzustki,boli mnie i nie moge czekać.
Pani mnie rejestruje na 20 grudnia to chyba lepiej.

Pomału zaczynam wierzyć w tego raka.
Pomału zaczynam się programować na raka, gdzieś przeczytałam, że
lakarze programują nas na raka określając nawet łagodne guzy
jako nowotwór.
Myślę sobie zwariuję, idę zrobię sobie chociaż usg jamy brzusznej,
tak dla spokojności.

Pani doktor od usg mówię, że rak itd pokazuje papiery, a ona do mnie
w ten deseń " oni teraz wszystkim tak piszą, a potem się zastanawiają
co dalej".

Zaniemówiłam.
Pani doktor ogląda moją trzustkę nieszczęsną i mówi wszystko jest jak było
nic się nie dzieje gorzej, jest jak było dwa lata temu.

Czekam więc na wizytę w AM u specjalisty od trzustki.
W miedzy czasie robię wyniki bo robi mi sie grzyb na języku
taki jak po kuracji antybiotykiem okazało sie, że spadają mi limfocyty, czyli
mój organizm walczy z jakimś stanem zapalnym.

Idę do mojego rodzinnego, pokazuje wyniki, mówię o grzybie,
zagaduje czy to ten rak.
A on do mnie mówi tak:
- dziewczynka jest wśród żywych to znaczy, że to nie złośliwe,
  a grzyb to nie wiadomo od czego.
Przypisał mi tabletki, dał skierowanie na badanie i tyle.

Wyszłam skołowana i ....w sumie to on ma racje PRZECIEŻ MNIE BY JUŻ NIE BYŁO.

Przecież ja wiem, że medycyna to nie matematyka, ale przecież rezonans,
tomograf, usg, badania krwi...i co....
                                                       
                                                           "TO BE OR NOT TO BE
                                                          THAT IS THE QUESTION"

                                                         "BYĆ ALBO NIE BYĆ
                                                           O TO JEST PYTANIE?"

No oczywiście jak dla mnie odpowiedź jest jedna "być".
Dobra idę ja dwudziestego grudnia do AM.
Siadam grzecznie w poczekalni, akurat w przychodni gastrologicznej
nie zapisują na godzinę tylko kto pierwszy ten lepszy, więc się siedzi
i czeka kilka godzin.
Dosiadł się do mnie jeden pan pacjent i zaczął mi opowiadać o wszystkich swoich
dolegliwościach.
Dowiedziałam się o jego prostacie, bajpasach, chorym kręgosłupie,
usuniętej nerce, a nawet ostrodze piętowej.

(Właśnie przyszedł Wspaniały i powiedział, że prawdziwy pisarz
powinien palić podczas pisania.
Ja na to taaaaak powinnam palić marichuanę to może bym więcej zrozumiała).

Ale ja nie o tym, tak więc pan pacjent opowiedział mi o wszystkim
i na końcu pokazał mi identyczną jak moja kartę DILO  z identyczną
diagnozą "nowotwór trzonu trzustki".
Potem obejrzałam jego wyniki rezonansu identyczne jak moje.
Różnica polegała na tym, że pan uwierzył w swojego raka i od ośmiu
miesięcy pił jakieś zioła za które płacił 170 PLN za dwa tygodnie kuracji.
Bardzo był ciekawy czy pan doktor zobaczy różnice w jego raku in plus
czy in minus....Bareja!!!!

Wkońcu moja kolej.
Dobra wchodzę.
Kładę papiery na stół i mówię, że zgłaszam
się po dwóch latach do kontroli z moim rakiem.
Pan doktor nie odzywa się do mnie, ogląda wyniki, czyta diagnozę.
W końcu w zupełnej ciszy wypisuje mi skierowanie na rezonans.
Ja nie śmiało mówię/zagajam tylko nie w styczniu bo 3 stycznia mam poważną
operację na coś innego i nie mogę.
I wtedy pan doktor raczył się roześmiać i mówi, niech pani nie myśli,
że badnie będzie tak prędko.

Zatkało mnie, ale dzielnie zadaję pytanie:
- panie doktorze mam diagnozę, że rak o tu pisze nowotwór złośliwy....
A pan doktor na to mówi tak:
- nie wiem kto to pani napisał, gdyby pani miała raka trzustki to by
  pani już nie żyła, poprostu komuś się omsknął palec.
  To co pani ma może doprowadzić do degeneracji narządu, ale
   na razie będzie pani żyć.
- panie doktorze, ale ja nie nie mogę czasami jeść.
Wzruszenie ramion i tekst
- ja jestem od trzustki.

KURTYNA OPADŁA, KOBIETA KURODOMA OSŁABŁA....

Wyszłam z gabinetu i zaczęłam się śmiać.

Poszłam zarejstrować się na badanie rezonansem, pani w rejestracji powiedziała,
że będzie dzwonić bo na ten teraz to ona nie ma terminów.
Zadzwoniła 23 grudnia, termin mam na październik 2020roku,
na zwykły rezonans bo przecież nie mam raka bo gdybym miała
to po dwóch latach juz bym nie żyła.

GENIALNE.

To po co kosztowne badania, wystarczy pacjentowi napisać, że ma raka
złośliwego i kazać mu przyjść za dwa lata, jak przeżyje to znaczy, że nie ma raka,
jak nie przyjdzie to znaczy, że diagnoza była trafna i rak był.
Kolejek nie będzie, słuzba? zdrowia? stanieje.

TRZYMAJCIE MNIE BO NIE WYTRZYMAM

Dobra jeden temat zdrowotny chwilowo zawieszam na kołku bo co mam zrobić.
Jest, albo nie jest i już.

Drugi temat zdrowotny spróbuję rozwiązać trzeciego stycznia operacją.
Proszę o dobre myśli.
Mam nadzieje, że pan doktor od tej sprawy się spisze, (nie mam wyjścia muszę
zawierzyć) i szybko dojdę do siebie.

Nadmienię, że gdybym robiła operację na  NFZ to operacja by była
za pół roku i dochodziłabym do pełnej sprawności kolejne
pół roku, za pieniądze natomiast czekam na operacje trzy tygodnie,
a dochodzić do siebie mam miesiąc.
Jak będzie czas pokaże.




                                                                   Przerażona Kurodoma.

PS.
Nie dawno sie dowiedziałam, że lekarze boją się wypisywać karty Dilo
bo jeśli okaże się, że pacjent nie ma raka to ocho, ho, dużo nieprzyjemności.
U nas w przychodni jest wywieszona kartka z informacją , że tylko wymienieni z nazwiska
lekarze mają prawo wystawiać takie karty,
Pewnie chodzi o to, że pacjenci chcą się szybciej przebadać i naciskaja na wystawianie
kart dilo. 
Ja też naciskałam i się doigrałam.   

          


poniedziałek, 23 grudnia 2019

Matrix? Kafka? Bareja? czyli mocarne zderzenie ze służbą?- zdrowia?

Nie wiem jak opisać to co mi się przytrafiło "zdrowotnie" i trafia od ponad
dwóch lat.

Musze to opisać, bo sama nie wierzę  w to co przeżyłam i przeżywam.

Trochę pisałam na blogu jak to mój żołądek w 2017 roku odmówił współpracy
i przeszedł w stan niespokojnego spoczynku.
Nie chciał trawić, objawy były dziwne.
Wyobraźcie sobie osobę w wieku mocno balzakowskim
bekającą non stop, bekanie było nie do opanowania.
Nie mogłam jeść, nie mogłam nic podnosić, słabłam,
chudłam.
W ciągu dwóch miesięcy schudłam 27 kilo.
Doszło do tego, że nawet pić nie mogłam.
Mój żołądek był jak balon., pełen nie wiem czego
bo na jedzenie nie było miejsca.

Zaliczyłam kilku lekarzy na NFZ i kilku prywatnie.
Diagnoza początkowa "jelito drażliwe".
Oczywiście leki zobojetniające soki żołądkowe, psychotropy,
propozycja wizyty u psychologa - bo pani podczas jedzenia
połyka powietrze i stąd to bekanie/odbijanie.....

SEN WARIATA......

Trzeci miesiąc niejedzenia, przechodzę na nutra drinki
i prywatne badania - usg, gastroskopia, tomograf.
Prywatnie bo przecież żaden lekarz nie widzi potrzeby
dokładniejszych badań.

Po prywatnym tomografie wychodzi "coś" na trzustce i wątrobie.
W między czasie ląduję na ostrym dyżurze w szpitalu, bekam, chodzę
po ścianach.
Zapewniam lekarza, że nie udaję o dziwo uwierzył mi.
Lekarz dyżurny przytomnie proponuje żebym poszła do rodzinnego
i zarządała karty DILO bo to przyspieszy diagnostykę.
(karta DILO - podejrzenie nowotworu i prawo do szybszych
terminów).

Ledwo sie dowlokłam do rodzinnego.
Mówię, że umieram i że potrzebuję badań i diagnozy.
Rodzinny twierdzi, że... cytuję "to nie w żołądku, to u dziewczynki
w głowie).
Nosz jak go lubię tak w jednej chwili myślałam, że go uduszę.
Ledwo siedzę, ale nie ustepuję, w końcu wymuszam wypisanie
karty DILO.
Pan doktor sie trochę na mnie obraził.

Mam DILO.
Zapisuję się do specjalisty w Akademi Medycznej, czekam dwa tygodnie
na wizytę.
Po odsiedzeniu pięciu godzin, wchodzę - lekarz daje mi skierowanie
na rezonans w miarę szybko.
Nie pyta mnie o objawy, nie rozmawia ze mną tylko pisze, pisze, pisze.

Nieśmiało sugeruję, że może to co ja mam to "SIBO",
czyli:
SIBO – small intestinal bacterial overgrowth) to grupa objawów klinicznych, spowodowanych nadmiernym rozrostem flory bakteryjnej w obrębie jelita cienkiego.

(Skąd ta informacja? Oczywiście więcej leżąc niż chodząc zaczęłam
pytać doktora Google i tak mi z objawów wychodziło.)

Pan Doktor dalej nie pyta mnie o objawy tylko mówi, że może mam SIBO
i wali mi nowoczesny antybiotyk, a raczej trzy antybiotyki w dużej dawce
w jednej tabletce.
Nie, nie nie mówi jaka dieta czy coś.
O.K.
Biorę ten cudowny antybiotyk, ale po trzech dniach zaczynam podwójnie widzieć,
ląduję w przychodni, mówię, że w skutkach ubocznych piszą o podwójnym
widzeniu, ale pan doktor stwierdza, że to ciśnienie.
Dobra niech mu będzie sama odstawiam antybiotyk.

Idę na tomograf, mam wynik.
Pan specjalista doktor w Akademii ogląda wynik i mówi:
"za dużo u pani tego wszystkiego trzeba zrobić rezonans ze specjalnym
kontrastem."

O.K.
Trzy dni w szpitalu w między czasie strajk rezydentów, popieram.
Po trzech dniach wychodzę, po tygodniu zgłaszam się po wynik
badania i ........dostaję rozpoznanie


Rozmowa z lekarzem odbywa się na korytarzu oddziału szpitalnego.
Pytam się co dalej i czy ja mam tego raka, czy nie mam?
No wiecie trochę taka diagnoza człowieka rąbie po głowie.

Pan doktor mówi, że mam żyć, myśleć pozytywnie i przyjść
za dwa lata do kontroli.
Szczęka mi opada, ale co ja mogę, co ja mam o tym myśleć?

No dobra, panie doktorze, ale ja nie mogę jeść, nic nie mogę podnosić, dźwigać bo
KUWAAAAAMAĆ bekam i żołądek mam w gardle.
Na to pan doktor mi mówi - to niech pani nie dźwiga....

Nie nie będę przeklinać, nie będę, nie będę....

Nosz wychodzę z tym moim rakiem  i zaczynam żyć w nowej rzeczywistości....
Tylko, że ja jestem jak ten słonecznik, nie dopuszczam pewnych
rzeczy do świadomości, ja przecież nie czuję się na raka....


Napięcie rośnie, ciąg dalszy jutro... albo pojutrze bo jutro wigilia.
Tak więc życzę spełnienia się wszystkich Życzeń które dotąd się
nie spełniły.

A przede wszystkim zdrowia, bo "szlachetne zdrowie nikt sie nie dowie
i tak dalej, dalej..."
Lubię Was wszystkich tak rzadko to sobie mówimy w dzisiejszych czasach.

                                               Oszołomiona Kurodoma.

PS
A magia świąt kto chce niech poczyta na Frigance.




wtorek, 1 października 2019

Mam dzisiaj bardzo dobry dzień i uśmiecham się....


Ludzie, ludzie dzieje się....




Słuchajcie, wspierajcie, nie zgadzajcie się, zgadzajcie się, dyskutujcie,
udostępniajcie, propagujcie, "nieście dobrą nowinę."

To nasze własne, za nasze i dla nas.
Nie wiem co będzie, ale chcę wierzyć, że się uda.
To chyba najważniejsza inicjatywa na powybory.


                              Bardzo zadowolona Kurodoma.

Ps
Na gorąco. Fajnie graja, optymistycznie gadają, pierwsze koty za płoty.
Teraz do 15.00 tylko muzyka. Podglądać co się dzieje w studiu (bez głosu)
można you tube.

Czekam na godzinę 15.00.
Będę słuchać.

I TO WSZYSTKO SIĘ ZADZIAŁO W MOJE IMIENINY