czwartek, 15 czerwca 2023

Marsz 4 czerwca - nasi tam byli...

 Myśmy nie mogli, ale nasi przyjaciele byli. Z relacji wynika, że było mocarnie, i ogromnie, i optymistycznie, i w ogóle, ale się skończyło.

A w marzeniach?

 Gdybyż jeszcze jak sugerował redaktor Wątły i jego goście zaraz po marszu wyrosło wielotysięczne miasteczko namiotowe wkurzonych/pokojowo, ale nie ugiętych. Miasteczko nie usuwalne, tętniące życiem. Gdzie robotnicy i górnicy. lekarze i nauczyciele, prawnicy i rzemieślnicy, przedsiębiorcy i wszyscy wyborcy i jeszcze politycy razem i wspólnie... OOOO Kurodoma STOP hamuj...

Tak takie mam marzenie i tego mi brak - solidarność. Teraz każda grupa społeczna idzie osobno. górnicy krzyczą o swoje, nauczyciele o swoje, prawnicy o swoje, pielęgniarki o swoje, przedsiębiorcy o swoje, a obecnie rządzący biorą nasze jak swoje.


Wirtualna Polska już po marszu zrobiła sondaż z którego wynika, że ponad 40% wyborców uważa, że nadchodzące wybory wygra PiS. To nie dobrze. Z socjologicznego punktu widzenia ludzie lubią przyłączać się do tych których uważają za wygranych, za mocniejszych. 

Czytam wyniki każdego w miarę obiektywnego sondażu i co? I PiS ma ciągle ponad 30% procent żelaznego elektoratu, a to źle wróży. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że część wyborców nie wierzy w uczciwość i równość nadchodzących wyborów to wszystko będzie zależało od grupy zniechęconych wyborców, którzy machną ręką bo będą uważać (głupio, ale jednak), że ich głos i tak nic nie znaczy to po co iść głosować jak oni obecnie rządzący i tak wygrają.

O ustawie do spraw badania wpływów rosyjskich nie będę pisać bo wszystko zostało już powiedziane. A swoją drogą "pisowcy" mogliby się zdecydować i określić czy Tusk jest opcją niemiecką czy rosyjską, a może francuską, albo włoską? Bo ja już się pogubiłam. To tak w ramach dygresji i zadziwienia.

I jeszcze ta scena w sejmie, kiedy posłowie jedynych i sprawiedliwych siedzą, podczas minuty ciszy za ofiarę nieludzkiego prawa aborcyjnego. 

Ja nie potrafię wyobrazić sobie, że są kobiety popierające partię, która zgotowała piekło "prokreacyjne" im, ich córkom, synowym, wnuczkom...

                                                  Pesymistyczna Kurodoma.



wtorek, 2 maja 2023

Od bandy do bandy - hot dog na zdrowie...

 Ja nic z tego nie rozumiem. Ten sam system zdrowia i dwa różne podejścia do pacjenta.

Moja historia.

Od dziecka mam dysplazje bioder. Dopóki byłam młoda dawałam radę, uprawiałam sporty jakoś specjalnie wada mi nie przeszkadzała, ale na starość niestety biodro wysiadło. Jak na razie prawe, ale z czasem lewe biodro też zmieni status z "naturalnego" na "żelazne".

Dobra zadziało się w moim prywatnym świecie, nie miałam czasu zająć się sprawą, jedyne co zrobiłam to zapisałam się w kolejce na operację - termin 2029 rok. Jakoś specjalnie mi nie zależało, jakoś jeszcze się "kulałam". Niestety ból z dnia na dzień stawał się nie do zniesienia - bolało jak siedziałam, leżałam, spałam o chodzeniu nie wspomnę. Myślę sobie zadzwonię, zapytam może da się przyspieszyć.

Jest Marzec 2023 roku.

Zadziwienie pierwsze.

Dzwonię i...się dodzwaniam. Przemiła pani informuje mnie, że jeśli mi bardzo zależy na terminie to mogę zadzwonić na oddział ortopedii i będę miała konsultacje za tydzień, a jeśli nie to w klinice będę miała konsultacje za pół roku (klinika i oddział ortopedii to ten sam szpital, ta sama sala operacyjna). Pani dodaje jeszcze, że jeżeli się zdecyduje to "oni mi tam krzywdy nie zrobią". Zgadzam się i mam za tydzień konsultacje.

Zadziwienie drugie.

Idę na konsultacje. Jestem sama jedna. Wychodzi pan doktor zaprasza do gabinetu, zbieram szczękę z podłogi i idę. Pan doktor mówi, że mnie zoperuje i zadzwoni do mnie OSOBIŚCIE wieczorem, i powiadomi mnie o terminie operacji, i jeszcze przeprasza mnie za to, że są w stanie przeprowadzić tylko trzy operacje dziennie. Ponownie zbieram szczękę i wychodzę.

Zadziwienie trzecie.

W osłupieniu przeżywam dzień - czekam na telefon. Pan doktor dzwoni o 22 w nocy i przeprasza mnie, ale dopiero o tej porze jest wolny. Podaje mi termin 07 maja 2023 rok. Podaje mi gdzie mam się zgłosić po skierowania na badania. Nie wierzę, że co, że już za dwa miesiące, że na NFZ, że dzwoni, że przeprasza.

Zadziwienie czwarte.

Mija połowa kwietnia. Dzwoni pan doktor i przeprasza, że musi przesunąć operację na 21 maja. Oddycham z ulgą nareszcie coś normalnie. Dwa tygodnie opóźnienia - w końcu normalność, ale, ale za dwa dni (wtorek) dzwoni...pan doktor i mówi "wypadło mi dwóch pacjentów - w poniedziałek mogę panią zoperować niech pani robi badania zdążymy. Wspaniały w szpitalu, a ja mam mieć operację. Zgodnie z zasadą "tu i teraz" zgadzam się nie pytam ani jak, ani co. Pan doktor mówi mi sam z siebie w poniedziałek operacja w czwartek wychodzi pani o kulach.

Zadziwienie piąte.

Wspaniały wychodzi ze szpitala ja idę do szpitala w niedziele. Tak w niedziele są przyjęcia. Jestem tak zdenerwowana, że ciśnienie mam 160/100, pan doktor mówi, żeby się nie przejmować. Odział zorganizowany i zdyscyplinowany. Przygotowania wg schematu. Dostaję ostatni posiłek.


Zaprzeczenie szpitalnych obiadów.

Zadziwienie szóste - operacja poniedziałek.

Jestem ostatnia w kolejce. Około drugiej po południu, jazda na blok operacyjny. Ruch jak w ulu. Znieczulenie w kręgosłup. Znieczula mnie ukraińska anestezjolog bólu nie czuję, ale słyszę wszystko i piłę, i wiertarkę, i młotek. Jest mi wszystko jedno. Przeżyłam. Wtorek rano ląduję na sali i...wstajemy, proszę państwa. W środę poranny obchód i pytanie Pana Doktora "wychodzi pani dziś, czy jutro?".

Wyszłam w środę. 

Podsumowując. Jeszcze nie pozbierałam szczęki z podłogi. Jeszcze nie wierzę, że jestem już po. To się zadziało w Polsce w kraju gdzie "marchewka dojrzewa"?


Niestety choroba Wspaniałego pokazała, że nie rozumiem tego jak działa system zdrowia w Polsce i nigdy nie zrozumiem.

Bez szczegółów, skrótowo. Wspaniały jest ciężko chory. Żeby skrócić czas oczekiwania na badania trzeba było najpierw udać się na wizytę prywatną, żeby pan doktor wyznaczył przyspieszony termin w przychodni na NFZ. 

Następnie TK i MRI jako tako w ciągu trzech tygodni. Wynik najważniejszego badania przetrzymany dwa tygodnie. Dzwonię pytam - nie ma i nie ma, i nie ma. Wspaniały wylądował w szpitalu wynik jest. Ja dzwonię już z czystej złośliwości, pani w przychodni mówi "wyniku nie ma".

Wspaniały ląduje w szpitalu wypisują go ze szpitala po dwóch dniach bez pomocy. Dostaje kolejne skierowanie do szpitala na CITO - jest Marzec - termin przyjęcia Maj.

Wspaniały słabnie, ewidentnie jest potrzebny zabieg na CITO, ale nie w maju. Na szczęście jest w rodzinie doktor "dobra dusza". Wspaniały ucieka "spod łopaty", ma zrobiony zabieg. Sytuacja "tu i teraz" opanowana. I to nie tak, że zabieg był fanaberią, to był ZABIEG RATUJĄCY ŻYCIE.

Ja wiem, że nie ma na świecie idealnej Służby Zdrowia, ale tak od "bandy do bandy"?

Moja operacja nie ratowała życia odbyła się "jak w raju".

Wspaniałemu zabieg miał uratować życie, a trzeba było poruszyć niebo i ziemie, żeby się odbył".

Na ten moment nie mam siły politykować, ale jak pokazali Obajtka, który na majówkę ogłosił "promkę" - "jak zatankujesz co najmniej 30  litrów paliwa to dostaniesz za darmo HOT DOGA " to absurd tej promocji, a szczególnie sposób jej ogłaszania (osobiście przez prezesa koncernu na konferencji prasowej ) udawadnia, że w kraju nad Wisłą absurd rządzi.


                                                  Zszokowana Kurodoma.

czwartek, 17 listopada 2022

Gdzie nie zajrzysz tam wojna...

 O uczuciach i walce o względną psychiczną normalność piszę krótko na Frigance.

Kiedy minął pierwszy szok, kiedy minęło uczucie, że wszystko we mnie umarło, kiedy byłam wstanie rano zwlec się z łóżka sama się zdziwiłam, że pomimo wszystko moja ciekawość świata nie umarła.

Ze zdziwieniem stwierdziłam, że studiowanie fizyki (oczywiście na poziomie kury domowej) szczególnie kwantowej przywraca mi spokój i równowagę. Rozumiem nie wiele, ale pocieszam się, że fizycy też rozumieją tylko troszeczkę.

                                              Trochę słucham wykładów naukowców np

                                                     i trochę też słucham nie naukowców.


Myślę, że to potrzeba zrozumienia "po co to wszystko?". Wspaniały zabrania mi używania słów " po co", ale ja słucham się tylko wtedy kiedy chcę tak więc dalej zadaję pytanie "po co to wszystko?" i jeszcze "dlaczego?".

Dlaczego? ma dla mnie szczególne znaczenie, dlaczego?  W kontekście wojny w Ukrainie i tego, że codziennie giną setki młodych i starszych chłopców na zupełnie bezsensownej dla zwykłych ludzi wojnie. 

Oczywiście spłycam bo wojna którą toczy Putin jest oczywiście w szerszym kontekście wojną mocarstw o dominację na świecie. 

Wielcy tego świata ustawiają grę na szachownicy, pionki giną jako pierwsze, a królowie jako ostatni.

Wojna mnie przeraża bo w młodości miałam dość długą fazę związaną z II wojną światową. 

Może przesadzam, ale ciągle myślę o tym, że ten konflikt rozleje się na inne kraje. Na razie dotyka nas niewygoda związana z ogrzewaniem i myślą o braku np prądu. Na osobistym poletku właśnie rezygnujemy z ogrzewania piecem węglowym i podłączamy się do centralnego ogrzewania bo pomimo, że będzie drogo to jednak taniej niż samodzielne ogrzewanie się węglem. Oprócz tego Wspaniały robi magazyn energii i zaczął się zajmować energią wiatrową.

Wspaniały nie wie w co ręce włożyć bo wszyscy do o koła wołają potrzebujemy fotowoltaiki, wiatraków i magazynów energii, a ilość laptopów do naprawy wzrasta lawinowo. 

Ukraina potrzebuje generatorów i magazynów energii sama już częstowałam herbatą pierwszych gości z Ukrainy. Przyjeżdżają po sprzęt i wiedzę.

Mam wrażenie jak nigdy, że wszyscy siedzimy na rozpędzającej się karuzeli w której już nie ma hamulców. Szczególnie, że nasz rząd nie jest rządem na ciężkie czasy. 

Myślenie o obronie własnej władzy jest wszechobecne, że nawet spadająca rakieta na teren Polski jest jak najbardziej "złotą rakietą" dla rządu prawych i sprawiedliwych. Zauważcie nie ma już afer w Polsce nikt już nie mówi o działkach pana Obajtka o finansowaniu kampanii wyborczej pana Brudzińskiego - nie jestem w stanie wymienić wszystkich afer i aferek zjednoczonej prawicy.

A "polskie internety" się - zastanawiają czy i jak prezydent Zełenski ma przeprosić Polaków za to, że Ukraina się broni i wypłacić odszkodowanie rodzinom zabitych. Dodam, że Ukraina broni też NAS.

                                        "Strach się bać, ale dobrze to już było".                 

                                                  Kurodoma.

Ps 

Co do rakiety która spadła w Przewodowie to wg niektórych dobrze poinformowanych źródeł będzie jeszcze nie jedna zmiana akcji czyli wersji skąd i dokąd leciała i czyja to rakieta była...

sobota, 9 lipca 2022

Ktoś tam miesza w tym kociołku...

Powody odejścia redaktora Lisa z Newsweeka,  jakoś mnie specjalnie nie zdziwiły. Już kiedy zaczynał karierę plotki o jego nie łatwym charakterze krążyły. Z racji jakiejś tam znajomości ze znajomymi, znajomych, którzy znali redaktora w młodości osobiście usłyszałam, że to człowiek delikatnie mówiąc trudny, ale dziennikarz z pasją. Tak więc jakby z mojej strony zdziwienia nie było.

Nie będę się wypowiadać o konkretnej sytuacji w Newsweeku, bo mnie tam nie było, nie będę nikogo potępiać ani nikogo wychwalać. Powiem tak: zespół wiedział nie powiedział, a jak powiedział to rozpętało się  małe piekło".

Moje zacięcie socjologiczne od razu wywołało burze myśli, stosunki społeczne temat rzeka, temat trudny i zawiły. Moje doświadczenie życiowe przywołuje wiele wspomnień.

Jesteśmy stosunkowo młodą demokracją na dodatek jesteśmy krajem w którym wpływ na stosunki społeczne ma wschód (historycznie bardziej zamordystyczny) jak i zachód (dłużej demokratyczny).

Zaczyna się w szkole - w szkole nikt nie uczy dzieciaków asertywności. Nauczyciel jest w klasie wyrocznią nawet jeśli jest "zamordystą/przemocowcem" to ani dziecko, ani rodzic nie ma większych szans na konstruktywną reakcję dyrekcji. Mam swoje lata odchowałam trzech potomków i nie jedną szkolną walkę stoczyłam z ciałem pedagogicznym. Z resztą sama jestem z wykształcenia pedagogiem i krótko uczyłam w szkole, a więc wkładam kij we własne mrowisko. Powiecie to było dawno. Tak tyle, że ja mam ciągłość bo teraz do szkoły chodzi mój wnuk i mam wrażenie, że szkoła nie wiele się przez minione lata zmieniła. 

Wspaniały, zawsze w dyskusjach o nauczycielach z którymi się zetknął podkreśla, że nauczyciel przepytuje ucznia tak, żeby udowodnić dzieciakowi, że ono nic nie wie/nie umie bo to on nauczyciel wie wszystko. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu stosunek  "mistrz - uczeń" tak wyglądał. Mój tata mi opowiadał, że jak przyszedł na warsztat w fabryce to mistrz kazał mu długo zamiatać podłogę zanim dopuścił go do maszyny. Tylko, że czasy się zmieniają, a my nadal tkwimy między wschodnimi, a zachodnimi wzorcami stosunków społecznych.

Po za tym w szkole dzieciak jest ciągle porównywany z innymi i wytwarza się między dzieciakami niezdrowy stosunek np do "kujona". Nie, nie podziw i chęć zaprzyjaźnienia się i skorzystania z wiedzy lepszego, tylko chęć "dowalenia" lepszemu - sprowadzenia go do "parteru". Nikt nie tłumaczy dzieciakom, że obie strony ten lepszy i ten słabszy mogą skorzystać na WSPÓŁPRACY.  Tylko uczenie w szkole PRACY ZESPOŁOWEJ może zmieniać powoli i żmudnie stosunki społeczne w życiu dorosłym.

A jak? Np gry sportowe zespołowe, ale tak, że do zespołu wchodzą nie same "asy", ale i ci dobrzy i ci słabsi. Albo praca na lekcjach w zespołach, ale mieszanych gdzie ten lepszy jest "szefem" i uczy się szefowania, a słabsi uczą się korzystania ze zdolności lepszego pod nadzorem mądrego nauczyciela.  Ideał powiecie. Wiem - to praca żmudna, wymagająca od nauczyciela kreatywności, ale możliwa do wykonania już na etapie przygotowywania nauczyciela do pracy. Oczywiście "ryba psuje się od góry", a na górze mamy ministra Czarnka, jego podręcznik "HIT" i kolejne stracone lata.

Przepraszam, nie da się krócej bo to temat rzeka.

Tak więc ze szkoły wychodzi zdolny dzieciak/przekonany o swojej wyjątkowości i tłumek dzieciaków przekonanych, że są gorsze i w zasadzie każdy lider/mistrz może udowodnić im, ich małość, a zwracanie się o pomoc do wyższej instancji nie ma sensu bo to zgłaszający najczęściej dostaje po głowie, a nie zgłaszany. 

Mam w pamięci mnóstwo przykładów ze szkolnych lat swoich i potomków, ale czy jest sens je przytaczać? Wy sami na pewno moglibyście podać ich mnóstwo.

Dobra i teraz po szkole idziemy w życie. Kurodoma poszła do pracy w szkole została wychowawczynią klasy pierwszej szkoły podstawowej, pełna zapału, szybko dostała po głowie od dyrekcji za to, że "klasa jest za kolorowa". Pozwoliłam siedmioletnim dzieciom ozdobić gazetkę ścienną na dzień kobiet, własnoręcznie wykonanymi rysunkami, a nie zdjęciami kobiet wyciętymi z żurnala mody.  Następnie usłyszałam, że mówię do dzieci zbyt prostym językiem. To tak na początek pracy, dyrekcja postanowiła pokazać młodemu nauczycielowi odpowiednie miejsce w szeregu. Dyskusja była bezcelowa, najważniejsze dla dyrekcji, po wizytacji na lekcji, były odpowiednio wypełnione rubryki w dzienniku lekcyjnym. Mogłabym długo w tym temacie. Mobbing? W tamtych czasach nikt o tym nie mówił - mówiło się, że trzeba zapłacić "frycowe". Potem jeśli nauczyciel okrzepł i sam stawał się dyrekcją robił najczęściej to samo młodym nauczycielom.

Dobra w tym momencie życia byłam pracownikiem i mi się nie podobało, ale w następnym etapie życia, zostałam pracodawcą i też mi się nie spodobało.

Kurodoma i Wspaniały założyli własny biznes i zatrudnili ludzi, sami stali się pracodawcami.. To były czasy schyłkowej "komuny" i początki "wolności" gospodarczej. W czasach świetności i marzeń o potędze zatrudnialiśmy do 20 osób. Ponieważ jak mówi mój brat "wy to dobrzy ludzie jesteście" dostaliśmy srogą nauczkę od pracowników i teraz Wspaniały woli pracować prawie sam. Wydawało nam się, że jeśli traktujemy ludzi po ludzku, płacimy dobrze za pracę, ale zwracamy uwagę na źle wykonaną pracę to jakoś da się pracować i się nie z "nie lubić". Niestety, przerobiliśmy wszystko okradanie, okłamywanie, wykorzystywanie, cwaniakowanie, wynoszenie danych i przekazywanie ich konkurencji. Przekonaliśmy się, że jeśli nie jest się dużą korporacją w której szef nie zajmuje się zatrudnianiem i zwalnianiem pracowników to bardzo trudno jest stworzyć zespół ludzi/pracowników, którzy nie będą widzieć w szefie wroga, który może ich zwolnić w każdej chwili. Po latach stwierdzam i jest to moje osobiste zdanie poparte tylko moim doświadczeniem życiowym, że bez zmiany systemu szkolnictwa, które by przygotowywało ludzi do współpracy nic się nie zmieni na linii pracodawca - pracobiorca. Bo my nie umiemy, bo nie uczymy się tego od dziecka, żeby na początku zatrudnienia negocjować warunki współpracy, a potem ich dotrzymywać z obu stron, a jeśli się nie da to się rozstać. Kodeks pracy nie załatwi tego za nas.

W naszym kraju jest takie przekonanie, że ten kto daje pracę to wykorzystuje, a ten kto świadczy pracę jest wykorzystywany. Władzy chyba nie zależy na zmienianiu tego stanu rzeczy bo skonfliktowanym społeczeństwem łatwiej się rządzi.

Dobra i teraz wracamy do tematu IV władzy w kraju moim ukochanym. Mam wrażenie, że ktoś miesza w tym kociołku. Ferment w mediach tzw opozycyjnych zaczął się od konfliktu w spółce Agora zarządzającej Gazetą Wyborczą o co chodziło? Każdy zainteresowany może poczytać w internecie. Jakoś mam wrażenie, że konflikt przygasł - komuś nie wyszło? Potem był redaktor Kraśko gwiazda TVN, okazał się delikatnie mówiąc nie być kryształowy - wylądował w szpitalu mam wrażenie, że się komuś udało. Teraz przyszedł czas polowania na Lisa i mam wrażenie, że się udało z nawiązką bo przy okazji rykoszetem dostaje całe środowisko "opozycyjnych" dziennikarzy (np Renata Kim, która zawiadomiła o mobbingowaniu pracowników przez Tomasza Lisa jego pracodawcę, po jednodniowym byciu bohaterką sama została oskarżona o zachowania mobbingowe i zaczyna się tłumaczyć).

Wnioski:

Dziennikarze są ludźmi i tylko ludźmi, politycy, pracodawcy, pracownicy są tylko ludźmi,  Kurodoma jest tylko człowiekiem - wszyscy powinniśmy podlegać takim samym obowiązkom i prawom. I jeśli ktoś zachowuje się nie zgodnie z prawem to powinien ponosić konsekwencje, ale nie tak, że np Kraśce wywleka się sprawę nie zapłaconych podatków (załatwioną przez niego) z przed pięciu laty akurat teraz, czy Lisowi sprawę niewłaściwego zachowania wobec pracowników o którym to zachowywaniu się wiadomo było jak zeznają niektórzy w środowisku dziennikarskim od lat.

                                                                A może jest tak?


                                                                   A może jest inaczej.

Kurodoma myśli sobie tak, że jeśli nie pojawi się grupa dziennikarzy nie zależnych od rządu, ale i niezależnych od pieniądza i etatów w oficjalnych mediach to świat demokracji jest skazany na zagładę. Nadzieje daje "wolny internet" i tzw zwykli klikacze którzy docenią prace np dziennikarza śledczego Tomasza Piątka i zechcą mu patronować własną kasą. Młodzi ludzie nie oglądają TVP, TVN oni buszują w internetach to jest ich świat.

A teraz trochę cynizmu jak byłam pracownikiem czułam się nie bardzo, a jak byłam pracodawcą czułam się jeszcze gorzej dlatego trochę zazdroszczę wolnym ludziom którzy własną twórczością zarabiają na życie, albo mnichom buddyjskim medytującym w odosobnieniu.

Tylko, że wszyscy musimy jeść, a żeby jeść to trzeba zarabiać - pat.

                                  Refleksyjna Kurodoma.


                                           


czwartek, 7 lipca 2022

Spis nierzeczywistej - rzeczywistości czyli kotłuje sie...

 To może na początek w punktach:

Najważniejsze: 

1/Ukraina trwa, chociaż jak to naprawdę jest/było na froncie to dowiemy się raczej po wojnie.

2/Tusk się radykalizuje cokolwiek to znaczy.

3/"Prawi i sprawiedliwi inaczej" nie oddadzą władzy łatwo, a być może nie oddadzą jej wcale. Być   może "zachachmęcą" kolejne wybory.

4/Z powodu pójścia w stronę "słońca narodu i rządu" Agnieszki Ścigaj, Kukiz na aucie - Kurodoma  bez zdziwienia i Kurodoma bez współczucia.

5/Dziennikarze "niezależni" wzajemnie się oskarżają, a raczej podgryzają.

6/Inflacja przyspiesza.

7/Raty kredytów "rosną, rosną - latem zimą i wiosną".

8/Pogoda wariuje i to mi ani trochę nie pasuje.

9/Z powodu wakacji od szkoły - ja pilnuje wnuków - wnuki pilnują mnie.

Każdy z tych punktów wymaga osobnego potraktowania. 

1/Najważniejsza jest Ukraina bo jeśli upadnie to nawet nie chce myśleć co to oznacza dla nas. Słucham, oglądam, analizuje, wpłacam i staram się nie tracić nadziei. Poraża mnie myśl o zabijanych i torturowanych ludziach - frustracja i przerażenie rośnie tym bardziej, że ja nic nie mogę.

Oglądam np tu:


I tu:


I jeszcze tu


I jeszcze słucham Jacka Bartosiaka, który super mówi o geopolityce. Na pewno znacie, a jak nie to posłuchajcie bo warto. Ja tak mam, że lubię wiedzieć co mówią z każdej strony. Mam jeszcze kilku twitterowiczów, których odwiedzam dla newsów. Nie wdając się we wszystkie niuanse, propagandowe sztuczki i rozgrywane interesy wszystkich ze wszystkimi, powiem w skrócie. Ukraina się broni, Stany jak na razie inwestują w tą obronę, ale dają do zrozumienia Europie, że fizycznie nie będą rozwiązywać wojny za państwa europejskie. Oczywiście zaraz odezwą się głosy, że to Ameryka jest winna bo ciągle "miesza" na świecie. Nie będę się wymądrzać bo każdy może posłuchać mądrzejszych ode mnie szczególnie Jacka Bartosiaka rozmów o geopolityce. Ja wiem i widzę, że Rosja/Putin chce świata uporządkowanego tak jak za mojego wczesnego życia, a ja tego nie chcę i jeszcze wiem, że potrzebujemy u nas w kraju mądrych polityków na te trudne czasy, chwilowo (mam nadzieję) mamy to co mamy więc obawiam się jakby bardziej i bardziej. Szczególnie z każdym ogłaszanym przez Błaszczaka zakupem broni, trochę takiej, trochę takiej i jeszcze prezes ogłosił, że zwiększamy liczebnie armię, a co z wakatami w już istniejących jednostkach, a skąd wziąć kadrę szkoleniową dla tych nie wyszkolonych. A w ogóle to jaka ma być ta nasza armia? Jaką ma mieć strukturę? Jak być dowodzona? itd Coś ktoś?

2/ Tusk się radykalizuje i centralizuje, a to w zasadzie oznacza, że - i tu duże "CHYBA" bo wróżką nie jestem, Tusk chce, żeby Platforma szła do wyborów sama. Powiem coś nie popularnego, ale wspólne listy są receptą na przegraną. Trzeba przynajmniej spróbować utwierdzić "wyborców mniejszego zła" (a tacy są w większości wyborcy po dobrej stronie mocy), że warto zagłosować na partię z dwucyfrowym poparciem w sondażach. Wyborcy lubią głosować na "dużą szansę, a nie mikroskopijną "szansunie". Szkopuł w tym, czy członkowie jego partii zechcą czynnie podjąć ryzyko bardzo trudnej kampanii wyborczej. (Rozbawiło mnie jak prezes jedynie słusznej partii na spotkaniu z wyznawcami odnosi się do słów Tuska, publiczność bije brawa, ale przecież taż publiczność nie ma okazji słuchać wypowiedzi Tuska bo TVP nie pokazuje wypowiedzi tegoż).

3/PiS, a raczej prezes nie odda władzy łatwo. Ma te swoje około 33% wyznawców, którzy powiem bardzo brzydko "choćby skały s...y" zagłosują na "umiłowaną partię" i nic nie poradzi tłumaczenie, że "pustym pieniądzem" nie da się najeść. Że zagrożeniem dla ich dzieci wchodzących w dorosłość nie jest Transseksualista, Gej, Uchodźca, Ateista, Singiel itp, ale władza, która skazuje ich wchodzące w dorosłe życie córki na śmierć z powodu skrajnie nieludzkiego ograniczenia prawa do aborcji nawet w wypadku zagrożenia życia matki. Że ich dzieci i wnuki będą spłacać długi zaciągnięte przez te rządy. Że i dla nich zagrożeniem jest władza, która stara się "odczłowieczać" ludzi, którzy się z nią nie zgadzają bo zawsze niespodziewanie  można się znaleźć z różnych przyczyn po drugiej stronie "istniejącego w każdym społeczeństwie elementu najbardziej zdemoralizowanego, podłego, animalnego - cytat z prezesa". "Oni nie animalni" już się umościli wygodnie w obecnej rzeczywistości politycznej, nie łudźmy się, że nie użyją "chwytów niedozwolonych", aby wygrać w nadchodzących wyborach.

4/Punkt czwarty, krótko Kukiz został zmielony, zjedzony i prawie wypluty - tyle w temacie.                       Kurodomie ani nie żal, ani Kurodoma nie współczuje.

6/Inflacja w czerwcu rok do roku wyniosła 15,6 gdzieś czytałam, że to rozwinięcie nazwy partii PiS - piętnaście i sześć. Jak na razie brzmi nawet dowcipnie, jeszcze się śmiejemy, ale pod koniec roku ma być ponad dwadzieścia. Analitycy ekonomiczni czarno wieszczą. Prezes nie ma pojęcia o ekonomii. Euro kosztuje 4,77 PLN - prezes czyta 3,00 PLN, ale zaznacza, że to u Niemców jakby ktoś chciał sprawdzić. GUS ogłasza inflacja 15,6 - prezes mówi GUS się myli. Rzeczywistość jest nierzeczywista i nie oczywista - nie wiem śmiać się czy płakać. 

7/Raty kredytów rosną, ale pan Glapiński pociesza "jeśli rosną to kiedyś zaczną spadać". To jest mądrość! Młodzi ludzie którzy wzięli kredyt na własne mieszkanie i zdecydowali się na dzieci zaufali państwu naszemu - teraz dzięki tej wierze mogą zostać bez mieszkania i wrócić z potomkami do rodziców. W Polsce kredyt hipoteczny nie jest związany z nieruchomością tylko z kredytobiorcą, a więc w przypadku kłopotów ze spłatą rat, zostajemy bez nieruchomości, ale za to z długiem i z potomkami co oczywiste. Czytałam, że większą traumą dla rodziców nie jest syndrom opuszczonego gniazda, ale powrót dorosłych potomków z potomkami do opuszczonego gniazda.

8/Pogoda wariuje. Albo ja się zestarzałam i nic mi nie pasuje, albo zmiany klimatyczne przyspieszyły bo stwierdzam, że nie ma pór roku. Niby jest letni Lipiec, a potrafi tak zawiać arktycznym zimnem, że wciągam futerko. To jest pierwszy rok, kiedy nie zamieniłam ubrań na podręcznym wieszaku z zimowych na letnie bo stwierdziłam, że się nie opłaca i tak korzystam z zimowych i letnich ubrań więc szkoda roboty.


PUNKT PIĄTY - dziennikarze, a w tle dyskusja o stosunkach międzyludzkich.

I to jest temat, który zasługuje na osobny post bo dotyka nie tylko sprawy "czwartej władzy" w naszym kraju, ale i stosunków pracy w której pracodawca mobbinguje pracownika, a pracownik mobbinguje pracodawcę i czego doświadczyłam będąc jednym i drugim. Osobny post w temacie pojawi się pojutrze.


9/Omówienie dziewiątego punktu i nie tylko na Frigance.

                           No to lecę na Frigankę Kurodoma.

            

PS

Napisałam post, czytam wiadomości i bum premier Boris Johnson składa rezygnację. O Mamo Złota co to znaczy dla wojny w Ukrainie? Komentatorzy uspakajają, że poparcie brytyjskiego rządu dla Ukrainy się nie zmieni, ale czy na pewno?  Nowa władza, nowa agenda? Zapinamy pasy, wstrzymujemy oddech znów się zakotłowało.